piątek, 12 listopad 2010 11:10

Pod kapturami inkwizytorów

Napisała

Z Romanem Konikiem rozmawia Natalia Dueholm

W swojej książce "W obronie Świętej Inkwizycji" tłumaczy Pan, że to nie Inkwizycja odpowiedzialna jest za wykonane wyroki kary śmierci, ale sądy świeckie. Czy ten punkt widzenia nie jest podobny do poglądów niektórych żydów, którzy mówią, że to nie żydowski Sanhedryn odpowiedzialny jest za śmierć Jezusa, ale sąd rzymski?

? Ilekroć poruszamy zagadnienie funkcjonowania Inkwizycji, musimy spojrzeć na nią przez pryzmat epoki, w której działała. W średniowieczu religia stanowiła gwarant i spoiwo państwowości. Ilekroć próbujemy rozgraniczyć prawo świeckie od kościelnego, napotykamy trudności. Czytelnicy kronik Galla Anonima zadają sobie niejednokrotnie pytanie, czy publiczne wybicie zębów drewnianym polanem za ostentacyjne złamanie postu było karą świecką czy kościelną? Była to kara świecka, której Kościół się sprzeciwiał.
W średniowieczu sprawy kryminalne i religijne przenikały się wzajemnie. Czytając akta procesów inkwizycyjnych, spotykamy niejednokrotnie sprawy zwykłych rzezimieszków, którzy złapani przez żandarmów na gwałcie, włamaniu, rozbojach wymyślali szybko religijne motywy swojego postępowania. Dlaczego? Tylko po to, by trafić w ręce sądu inkwizycyjnego, a nie świeckiego! Sąd inkwizycyjny gwarantował bowiem przynajmniej śledztwo, zamiast natychmiastowego stosu (który zresztą, jako kara śmierci, nie był bynajmniej wymysłem zakapturzonych inkwizytorów) czy odcięcia ręki.
Pamiętajmy, że w tym okresie śmiercią karano choćby za fałszowanie pieniędzy czy obrazę majestatu króla. Analogicznie przyjęto, że obraza kogoś większego od króla, czyli Boga, może być karana tylko w ten sam sposób. Heretycy (a najczęściej herezjarchowie, czyli twórcy herezji) ? trwający w uporze i nie chcący się wyrzec błędu, traktowani byli jak zwykli rebelianci. Jest to zrozumiałe, jeśli wziąć pod uwagę, że ruchy katarskie burzyły w istocie ład społeczny. Odrzucały funkcjonowanie władzy świeckiej i kościelnej, skutecznie nawoływały do zaniechania stosowania medycyny czy do całkowitej wstrzemięźliwości seksualnej, nawet w małżeństwie, albo do obrzędu zwanego endura ? czyli dobrowolnej śmierci samobójczej poprzez zagłodzenie organizmu. Grupy zbuntowanych heretyków prowadziły zaciąg do swych szeregów wśród biedoty, obiecując jej, że poprzez grabież bogatych stworzą nowy kościół równych szans. Nie jest to wykroczenie czysto religijne, dlatego niejednokrotnie, po osądzeniu i ustaleniu stopnia herezji, przekazywano rebeliantów ramieniu świeckiemu, dla prowadzenia dalszego postępowania karnego ? dotyczącego już zwykłych spraw kryminalnych: rabunków czy gwałtów. Często, oczywiście, kończyło się to karą śmierci ? jednak odpowiedzialność inkwizytorów wobec prawa była taka sama jak każdego obywatela. Kwestionować to, to tak jakby współcześnie oburzać się na sądy kościelne, że po skończeniu postępowania wedle prawa kanonicznego przekazywały księży pedofili do prokuratury.
Większość herezji średniowiecznych uderzała w prawodawstwo świeckie. Warto tu też przypomnieć, że niejednokrotnie przekazując przez sąd inkwizycyjny heretyka władzy świeckiej, załączano list z wezwaniem do roztropności w ferowaniu wyroku.

Niedawno wpadła mi w ręce ogromna książka ? 1400 stron, prof. Netanyahu The Origins of the Inquisition in Fifteenth-Century Spain, opisująca antysemicką działalność Inkwizycji hiszpańskiej. Nie poświęca Pan zbytniej uwagi temu zagadnieniu...

? Przede wszystkim trzeba przypomnieć fakt najczęściej pomijany. W Hiszpanii działały niejako dwie inkwizycje: kościelna i świecka, państwowa (zwana właśnie hiszpańską). Rozdział VI mojej książki poświęcony jest hiszpańskiej Inkwizycji świeckiej. Jednym z celów książki było zachowanie rzetelności intelektualnej, nie sposób było więc pominąć antysemickiej działalności Inkwizycji hiszpańskiej.
Współcześni historycy, poruszając problem holocaustu, często powołują się na wczesne inspiracje katolickie w pogromach Żydów, między innymi na Półwyspie Iberyjskim. By zrozumieć to, co wydarzyło się w Hiszpanii, należy zwrócić uwagę na kilka mało znanych faktów. Przez Półwysep Iberyjski w VIII wieku przebiegała granica pomiędzy światem islamu i chrześcijaństwa. Żydzi w pewnym sensie łączyli te dwa światy. Do XIV wieku Hiszpania była jedynym krajem europejskim, gdzie trzy wielkie religie współistniały, tolerowane przez państwo do tego stopnia, że król Kastylii Ferdynand nazwany został "królem trzech religii". XIV wiek przyniósł załamanie status quo. Nastąpiła konfrontacja, zarówno ideologiczno-religijna, jak i militarna.
Jakie były przyczyny tego załamania? W 1313 roku w Zamorze wydano dekret biskupów nawołujący do tego, by przy obsadzaniu urzędów publicznych zachować pewną równowagę ? był to efekt wielu skarg katolików, którzy czuli się dyskryminowani przez większość żydowską, zasiadającą w radach miejskich. Czytając dekrety nominacyjne z XIV wieku, widzimy ogromną przewagę personalną Żydów w sprawowaniu takich urzędów jak: bankierzy, rajcy miejscy, prawnicy, lekarze, dostojnicy armii, doradcy królewscy, ministrowie, a nawet... biskupi! Nie byłoby w tym nic złego, jednak nobliwi żydzi wyraźnie preferowali swych współwyznawców kosztem chrześcijan i muzułmanów. Prawie żaden historyk nie wspomina już tego, że w Hiszpanii w tym okresie żydzi wyjęci byli spod prawa karnego w tym sensie, że nie mogli być sądzeni przez sąd świecki w sprawach kryminalnych ? mogli być jedynie przekazani radzie rabinatu, która bardzo często umarzała postępowanie karne. Budziło to ogromną niechęć. Posunięto się więc do drastycznych rozwiązań ? dekretem Synodu w Salamice z 11335 roku zabroniono handlować w niedzielę (co uderzyło przede wszystkim w Żydów), a także zabroniono katolikom korzystania z usług lekarzy żydowskich. Interesujące (to dziwna reguła w historii...), że stymulowanie nastrojów antysemickich w Hiszpanii było inspirowane przez samych Żydów. Rabin Burgon Salomon Levi, znany bardziej w historii jako Paweł de Santa Maria, po przyjęciu chrztu stał się autorem najbardziej antysemickiego wystąpienia: Contra Iudeos z 1432 roku, gdzie wprost nawoływał do pogromów swych niedawnych współwyznawców. Alfons de Espina, też eks-rabin, w neofickim zapale nazywał Żydów zdrajcami, narodem krętaczy, bluźnierców, homoseksualistów, dzieciobójców, trucicieli etc. W rodzinie Henriquezów, fundatorów późniejszej Inkwizycji, płynęła także żydowska krew. Najczęściej bodaj wspominany przy okazji Inkwizycji hiszpańskiej inkwizytor Tomasz Torquemada był synem żydowskiej rodziny.
W atmosferze konfrontacji dochodziło do rozwiązań siłowych. Jednak zaznaczyć należy jasno: wprowadzenie pierwszych dekretów dyskryminujących żydów zostało utajnione przed Synodem w Sewilli, z obawy przed sprzeciwem Stolicy Apostolskiej. Inkwizycja państwowa w Hiszpanii wzbudziła obawy papieży do tego stopnia, że wydano np. specjalną bullę Humani generis inimicus, w 1449 r. podpisaną przez papieża Mikołaja V, potępiającą praktyki dyskryminowania żydów i muzułmanów. Papież Sykstus IV odwołał zaś wszystkich inkwizytorów w Kastylii i Aragonii, podejrzewając ich o wzniecanie nienawiści do żydów. Wystarczy zajrzeć w akta kasacyjne procesów inkwizycyjnych w Watykanie, by zobaczyć, jak wiele procesów inkwizycyjnych w Hiszpanii przeciwko żydom zostało skasowanych przez Stolicę Apostolską (Innocenty VIII skasował tylko w jednym roku 212 procesów, Aleksander VI ? 250, papieże Paweł III, Pius V, Grzegorz XIII, Innocenty XII zajmowali zaś wciąż krytyczną pozycję wobec antysemickiego królestwa Hiszpanii. Królestwo Hiszpanii, zdegustowane oporem Watykanu, rozważało nawet cenzurę dekretów papieskich dotyczących żydów oraz groziło śmiercią tym, którzy napiszą skargę do Stolicy Apostolskiej! Tych faktów można mnożyć wiele ? ale najczęściej się o nich nie wspomina, pomijając jako niewygodne czy nie pasujące do ustalonej z góry ideologicznej matrycy. Pokazując w historii jedynie patologiczne przykłady, wpisuje się w wyobraźnię zbiorową obraz inkwizytorów jako ponurych starców, grzejących się wieczorami przy ogniskach, na których palono heretyków i czarownice. Prawda jest trochę inna.

W książce wskazuje Pan na swoistą wizualną manipulację, na tworzenie negatywnego obrazu Inkwizycji za pomocą książek (Eco), obrazów, filmów czy wystaw. Rzeczywiście, wielu artystów, którzy uwidocznili Inkwizycję (np. Goya), nie żyło w czasach jej działalności, można więc stawiać pytanie o prawdziwość ich przedstawień. Zna Pan jednak artystów żyjących w czasach działania Inkwizycji, którzy wiernie ją przedstawili?

? W umyśle współczesnego człowieka istnieje potoczne wyobrażenie o inkwizytorze jako o geriatrycznym zakapturzonym mnichu o skłonnościach sadystycznych, pałającego żądzą władzy. Najlepszym przykładem jest tu postać Bernarda Gui, inkwizytora Toledo, którego w swej powieści Imię róży opisał znany mediewista włoski Umberto Eco. Jeszcze gorzej przedstawiono go w filmie na podstawie tej książki. Bernard Gui, jako rzeczywista postać historyczna, był inkwizytorem Toledo. Przez szesnaście lat pełnił tę posługę i orzekł winę w stosunku do 913 osób, z czego tylko 42 osoby, jako groźnych rebeliantów, pedofili, kryminalistów, przekazał władzy świeckiej, co nie było wcale jednoznaczne z karą śmierci dla nich. W wielu przypadkach Gui orzekał chorobę psychiczną, rezygnując z dalszych przesłuchań. U protestantów osoby te trafiłyby niechybnie na stos. Jednak stworzony przez Eco mit działa mocniej niż prawda historyczna. Ma on jednak tyle wspólnego z prawdziwym Bernardem Gui, co postać Hansa Klossa ze Stanisławem Mikulskim.
Inkwizytorzy rekrutowani byli głównie z najlepszych zakonników, wykształconych i nieskazitelnych. Minimalną granicą wieku dla inkwizytora było 40 lat (ze względu na doświadczenie życiowe i by uchronić przed młodzieńczą pochopnością w wydawanych wyrokach). Nie mógł on też nosić broni. Inkwizytorzy byli normalnymi ludźmi, często podróżnikami, ciekawymi świata intelektualistami.
Budzi nasze zdziwienie list Synodu biskupów z Toledo, który nawołuje, by inkwizytorzy byli powściągliwi w grze w kości i by nie przesiadywali do późnych godzin nocnych w karczmach...

Powiada Pan, że to byli sympatyczni, oświeceni ludzie. A przecież tyle się nasłuchaliśmy o niesamowitych, sadystycznych torturach...

? Jak wspomniałem, wielu opryszków starało się przypisać sobie występki religijne po to tylko, by podlegać sędziom-inkwizytorom. Chyba nie dlatego, że lubili być torturowani! To również mit. Pamiętajmy, że sądy świeckie powszechnie stosowały tortury jako formę dodatkowej kary przed straceniem, w sądach inkwizycyjnych zaś tortury o ile były stosowane, to tylko w celu uzyskania zeznań. Stosowanie tortur w prawodawstwie średniowiecznym było powszechne, a sądy inkwizycyjne przejęły je w znacznie złagodzonej formie ? było to na tamte czasy nowatorskie podejście. Sądy inkwizycyjne jako pierwsze zapewniały obrońcę z urzędu i to, co do dziś jest praktykowane ? areszt domowy i zwolnienie za poręczeniem. Zeznania uzyskane za pomocą tortur nie mogły stanowić materiału dowodowego i musiały być potwierdzone w ciągu 24 godzin. Nie można było też poddawać torturom dwukrotnie tej samej osoby. Zastosowanie tortur musiało być podjęte przez aklamację całego składu sędziowskiego (łącznie z obrońcą) i uzyskać zgodę miejscowego biskupa. Należy podkreślić, że Inkwizycja kościelna zabraniała stosować tortur wobec kobiet w ciąży, starców i dzieci, co było dopuszczalne w prawodawstwie świeckim. Podkreślam, że tortury stosowane były przez Inkwizycję nader rzadko (we Francji, gdzie trwała walka z sektą Albigensów, w ciągu 200 lat zdecydowano jedynie trzykrotnie o użyciu tortur). Najczęściej stosowaną torturą było morzenie skazańca głodem przy całkowitym odosobnieniu.
Jednak historię Inkwizycji pisali po latach nieprzychylni protestanci, pokazując ją w krzywym zwierciadle niechęci wobec katolików ? kolejnym odbiciem tej karykatury była też sztuka późniejszych epok. Jednak wystarczy prześledzić średniowieczny świat sztuki, by ujrzeć obrazy przedstawiające św. Dominika nawracającego heretyków, św. Bernarda z Clairvaux, debatującego z heretykami, czy obrazy męczenników-inkwizytorów ginących z rąk heretyków (np. męczeństwo Piotra z Werony czy Piotra d'Arbues, zamordowanego w katedrze w Saragossie przez żydów).
Klinicznym wręcz przykładem nienawiści do Kościoła i manipulacji było wiszące w Muzeum Narodowym w Budapeszcie płótno przedstawiające izbę tortur, zatytułowane w katalogu jako Inkwizycja. Dopiero po wielu protestach historyków, wskazujących, że obraz ewidentnie przedstawia scenę tortur w sądzie świeckim, zmieniono tytuł obrazu na Izba tortur.
Pamiętajmy, że to karykaturalne opisy Diderota, Woltera czy nawet Dostojewskiego ukształtowały w umyśle przeciętnego człowieka upiorną wizję Inkwizycji. Polscy autorzy nie pozostali też w tyle za "postępowymi" historykami: Jerzy Andrzejewski fantazjuje w Ciemności kryją ziemię, jak to Inkwizycja ad maiorem Dei gloriam krwią znaczyła swój wkład w rozwój Kościoła, Edward Potkowski zaś w pracy Heretycy i inkwizytorzy wprost pisze o założycielach Inkwizycji (np. o św. Dominiku), że byli to ludzie chorzy psychicznie. Spotykając się na co dzień z taką wizją Inkwizycji, przeciętny człowiek skłonny jest uznać ją za prawdziwą.


(...)

Wyświetlony 4588 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.