sobota, 13 listopad 2010 13:06

Ekoterroryści i szaleni aktywiści (Numery z 29 stycznia, 18 lutego, 16 kwietnia, 7 maja 2003 r.

Napisała

Przez wieki człowiek potrafił wyważyć swoją relację z przyrodą i zwierzętami. Potrafił zachować umiar pomiędzy zachwytem a strachem, chęcią ich ochrony a niszczeniem i pożeraniem.

Obecnie inne czasy nastały i pewne grupy walczące w obronie przyrody i o prawa zwierząt dalekie są od zachowania rozsądku ? wśród nich the Animal Liberation Front, uznany zresztą przez FBI za organizcję terrorystyczną, czy People for the Ethical Treatment of Animals.
W artykule "Environmental hodgepodge" Dick Boland pisze o tym, że obecnie trudno brać na poważnie postulaty organizacji zajmujących się ochroną środowiska. Czy my naprawdę powodujemy globalne ocieplenie klimatu? I z jaką ilością zanieczyszczenia powietrza Ziemia może sobie dać radę ? ? pyta i szybko odpowiada, że naukowcy po prostu nie są wcale co do tego zgodni. Niestety, to wcale nie przeszkadza rządowi wprowadzać rozmaitych praw i regulacji, bazując na tym, co mówią różni krzykacze, a nie na naukowych faktach.
Dla przykładu: w marcu tego roku naukowcy europejscy ogłosili wyniki badań wskazujących na to, że ilość hydroksylu odpowiedzialnego za samooczyszczanie się atmosfery jest nie tylko na stałym poziomie, ale nawet lekko wzrosła. Niestety ? konkluduje Boland ? dobre wiadomości nie sprzedają się dobrze, więc nadal "środowiskowi krzykacze" mają więcej do powiedzenia niż dowody naukowe. Podobnie było w przypadku sędziego, którego decyzja spowodowała zatrzymanie użycia nowego typu sonaru, gdyż ? jak twierdzili aktywiści, impulsy dźwiękowe zaburzały komunikację wielorybów. Projekt użycia tego sonaru został jednak zaaprobowany przez the National Marine Fisheries Service właśnie dlatego, że chronił on wieloryby przed kolizjami ze statkami. Jak długo sędzia powinien się zastanawiać, której grupie zaufać: naukowcom czy "konserwacjonistom" ? pyta Boland.
Niektóre z postulatów "aktywistów środowiskowych" wydają się jeszcze bardziej dziwaczne. Niedawno oskarżyli oni firmę komputerową Dell o zatrudnianie więźniów do utylizacji komputerów. Według tej grupy więźniowie nie mają zapewnionej ochrony zdrowotnej, ponadto zabierają miejsca pracy innym. Dla nich ? pisze Boland, nie ma znaczenia, że inni próbowali zająć się takim biznesem, ale zbankrutowali.
Pewne działania tego typu aktywistów (np. The World Wildlife Fund) są jednak dużo bardziej groźne w konsekwencjach. Chodzi tu walkę dotyczącą całkowitego zakazu stosowania DDT, skutecznego w walce z insektami roznoszącymi malarię. Zakaz ten, jak i rozwój ekstremalnego ruchu ochrony środowiska zawdzięczamy niechlubnej książce Rachel Carson "Silent Spring" (1962). W artykule "Environmental protection costs lives" Stephen Chapman pisze, że malaria zabija każdego roku 2 miliony 700 tys. osób. Najskuteczniejszym i najtańszym środkiem w walce z nią ? pisze Chapman, jest właśnie DDT. Użycie tego środka zostało zakazane w USA w 1972 r. z powodu udowodnionego zagrożenia dla populacji sokoła i kilku innych ptaków. Według Chapmana, USA wcale jednak nie ucierpiały z powodu tego zakazu, w przeciwieństwie do często biednych krajów tropikalnych, gdzie każdego roku choruje na malarię 300 milionów osób. Jak mówią eksperci od spraw zdrowia ? sytuację poprawiłoby spryskiwanie DDT w małych ilościach murów domów, a nie całych pól, co było praktyką stosowaną w "złych czasach DDT". Według Donalda Robertsa z Uniformed Services University of Health Sciences inne środki, nawet dużo bardziej toksyczne niż DDT, nie mają takiej wysokiej skuteczności. Dowodzi to jego użycie w Ekwadorze, gdzie dzięki DDT zachorowania na malarię spadły o 60%. Za to w Południowej Afryce ? kontynuuje Chapman, zaobserwowano tendencję zupełnie odwrotną po zaniechaniu użycia tego środka. Co więcej, szkodliwość DDT dla człowieka wcale nie została udowodniona, mimo że pozostałości DDT są gromadzone w ciele ludzkim ? pisze Chapman. Obecnie ONZ zaniechała zakazu wprowadzenia użycia DDT do roku 2007, jednak kraje, które go dalej stosują, mają być monitorowane w sposób, który może je zniechęcić do stosowania tego skutecznego środka.
O tym, że czasami trzeba wybrać pomiędzy zwierzętami a ludźmi, pisze także Rich Lowry w artykule "Making the world safe for viruses". Według niego użycie małp do badań nad wirusem SARS było konieczne i nieuniknione. Innego zdania byli krytycy doświadczeń na zwierzętach, którzy uważają, że powinno się je przeprowadzać za pomocą symulacji komputerowych. Lowry tłumaczy, że organizm ludzki jest na tyle złożony, że obecnie nie jest możliwe zapisać tego w kodzie komputerowym. Do tego, biorąc pod uwagę powagę epidemii SARS, nie było czasu do używania do eksperymentów myszy, zamiast małp. Prawdą jest, że w celu odkrycia wirusa SARS kilka małp zostało celowo zarażonych różnymi chorobami, a potem uśpionych, aby sprawdzić czy uszkodzenia ich organów wewnętrznych odpowiadają tym, jakie odniosły organy ludzkie zarażone SARS. Dzięki udziałowi małp w eksperymentach ? pisze Lawry, wirus został odkryty w kilka tygodni. Jeśli trzeba ? dodaje ? możemy uhonorować pośmiertnie te zwierzęta, ale nie udawajmy, że było to niepotrzebne. Aktywiści walczący o prawa zwierząt uważają, że zwierzęta cierpią tak samo jak ludzie i że nie możemy zadawać bólu zwierzętom żeby zmniejszyć ból zadawany ludziom. Logika ta poszła w stronę ekstremalną w przypadku teoretyka Petera Singera z Princeton University, który powiedział, że ludzie "z niską jakością życia" powinni być używani w eksperymentach zamiast zwierząt "z wyższą jakością życia".

(?)
Natalia Dueholm

?Conservative Chronicle? ? konserwatywny tygodnik, wydawany od 1985 r., dla którego pisze 35 autorów (Pat Buchanan, Phyllis Schlafly, Ann Coulter, George Will i inni) i rysuje 27 rysowników. W każdym numerze CC publikuje około 40 felietonów. Można tam znaleźć przeciwstawne opinie na ten sam temat. CC nie akceptuje reklam ani poglądów skrajnie prawicowych ? o czym informuje na swoich stronach internetowych. Nie publikuje również żadnej krytyki Izraela (czego nie przeczytamy na stronach internetowych, ale możemy dosyć łatwo zauważyć, czytając ten tygodnik).

Wyświetlony 6102 razy
Więcej w tej kategorii: « Historia się powtarza Ekohisterycy »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.