poniedziałek, 01 luty 2010 13:01

A będzie jeszcze gorzej...

Napisał

Dzięki unijnemu deszczowi pieniędzy i rozumnym rządom ?liberalnej? PO miało być coraz lepiej, a niestety okazuje się, że jest coraz gorzej. Według projektu uzasadnienia do ustawy budżetowej na rok 2010, w szaleńczym tempie rosną nie tylko dochody i wydatki publiczne, ale także dług sektora finansów publicznych! I to zarówno nominalnie, jak i w relacji do PKB.



Dochody publiczne, które w 2008 roku wynosiły 514 mld zł, a w 2009 roku 545,3 mld zł, w 2010 roku wzrosną do 560,6 mld zł. Z kolei wydatki publiczne w 2010 roku poszybują do poziomu 640,6 mld zł, podczas gdy w roku 2008 i w roku 2009 wyniosły odpowiednio 534 mld zł i 588,6 mld zł. Oznacza to zwiększenie w 2010 roku wydatków publicznych w stosunku do roku poprzedniego o 52 mld zł, czyli o ponad 8,8 proc., a w stosunku do roku 2008 ? o 106,6 mld zł, czyli aż o 20 proc.!
 

Na mojej stronie www.tomaszcukiernik.pl można zobaczyć, jak szybko państwo topi nasze ciężko zarobione pieniądze. Specjalny licznik od 1 stycznia 2010 roku obraca się w tempie 20 313 zł na sekundę (w 2009 roku ? 18 664 zł, a w 2008 roku ? 16 887 zł), 1 218 798 zł na minutę (w 2009 roku ? 1 119 863 zł, a w 2008 roku ? 1 013 206 zł), 73 127 854 zł na godzinę (w 2009 roku ? 67 191 781 zł, a w 2008 roku ? 60 792 350 zł) i 1 755 068 493 zł dziennie (w 2009 roku ? 1 612 602 740 zł, a w 2008 roku ? 1 459 016 393 zł).
 
Taka wysokość wydatków publicznych w 2010 roku oznacza, że przeciętny Polak, włączając w to niemowlaków, bezrobotnych i emerytów, płaci państwu podatki i różnego typu składki w wysokości ponad 16,8 tys. zł (w 2009 roku ? 15,4 tys. zł, a w 2008 roku ? 14,3 tys. zł) rocznie, czyli ponad 1400 zł (w 2009 roku około 1300 zł, a w 2008 roku ? około 1200 zł) miesięcznie. Na pracującego Polaka przypada ponad 38,6 tys. zł (w 2009 roku ? 35,4 tys. zł, a w 2008 roku ? 33 tys. zł) rocznie, czyli ponad 3200 zł (w 2009 roku ? 2950 zł, a w 2008 roku ? 2750 zł) miesięcznie! Gdyby nie było wydatków publicznych, każdy pracujący Polak byłby bogatszy średnio o ponad 3200 zł miesięcznie (wyższe zarobki i niższe ceny)! To tak jakby pracownik zarabiający średnią krajową, czyli około 2400 zł netto, otrzymywał ponad 5600 zł do ręki!
 
Pod rządami Platformy Obywatelskiej wydatki publiczne gwałtownie skoczyły do góry także w relacji do produktu krajowego brutto. Według projektu uzasadnienia do ustawy budżetowej na rok 2010 w tym roku wydatki publiczne stanowią aż 47,4 proc. PKB, podczas gdy w 2009 roku, 2008 roku i w 2007 roku wynosiły odpowiednio: 44,5 proc., 42 proc. i 41,5 proc. PKB. Kolejny dowód, że ?liberalizm? polityków PO można włożyć między bajki. Co ciekawe, to właśnie za rządów PiS spadały wydatki publiczne w stosunku do PKB. Niech rząd PO-PSL więcej się nie chwali w kraju i za granicą, że dobrze zrobił, iż w sytuacji światowego kryzysu nie wprowadził pakietów stymulacyjnych, jak to zrobiono w innych krajach. Twarde dane, przedstawione przez ten rząd, mówią otwarcie, że dodatkowe wydatki wprowadzono tylnymi drzwiami.
 
Tymczasem wolnorynkowy amerykański think tank Centrum Wolności i Dobrobytu pokusił się o badania empiryczne, z których wynika, że optymalny poziom wydatków publicznych wynosi pomiędzy 15 proc. a 25 proc. PKB. Tzw. krzywa Rahna pokazuje, że jeśli przekroczy się ten próg, to im więcej państwo wydaje, tym może liczyć na niższy wzrost gospodarczy. Powinniśmy brać przykład z takich bogatych krajów, jak Singapur (wydatki publiczne wynoszą tam 14,4 proc. PKB), Makau (15 proc.), Hongkong (15,2 proc.), Tajwan (18,8 proc.) czy najbogatszy kraj Ameryki Południowej ? Chile (18,2 proc.), a nie dostosowywać się do krajów Unii Europejskiej (we Francji, Szwecji, Danii czy Włoszech wydatki publiczne przekraczają 50 proc. PKB) czy tym bardziej totalitarnych reżimów komunistycznych, takich jak Korea Północna (prawie 100 proc.), Kuba (72,6 proc.) czy Zimbabwe (56,4 proc.).
 
To nie wszystko. Zadłużenie sektora finansów publicznych na koniec 2009 roku wyniosło ponad 658,8 mld zł, czyli było o ponad 31,2 proc. wyższe niż na koniec 2007 roku, kiedy wynosiło około 502 mld zł. W ciągu dwóch lat ?liberalny? rząd PO zdążył nas zadłużyć o dodatkowe ponad 156 mld zł! Oznacza to, że poprzez kredyty sektora publicznego przeciętny Polak zadłużony jest teraz już na prawie 17,3 tys. zł! W ostatnich latach dług publiczny w relacji do produktu krajowego brutto, który wahał się w granicach 41-47 proc. i od wejścia Polski do Unii Europejskiej stale się powiększa, w 2009 roku podskoczył ? jak podał wiceminister finansów Dominik Radziwiłł ? do 49,6-49,8 proc. Istnieje duże prawdopodobieństwo przekroczenia 55-procentowego progu zadłużenia publicznego, choć minister finansów Jacek Rostowski zapewnił, że w 2010 roku takiego ryzyka nie ma. Z kolei jak poinformował wiceminister finansów Ludwik Kotecki, w 2009 roku deficyt finansów publicznych wyniósł prawdopodobnie 6,3 proc. PKB. Jakim zatem prawem w zeszłym roku polscy rządzący wydali ponad 43 mld zł więcej, niż mieli, a w bieżącym roku chcą wydać aż 80 mld zł więcej, niż mają? Jakim prawem minister finansów zadłuża nasze dzieci i wnuki, także te, które urodzą się za kilkadziesiąt lat? Pytał się ich o zgodę? Czy doczekamy się w końcu reform finansów publicznych, których celem będzie radykalna redukcja zarówno wydatków publicznych, jak i długu publicznego? Wątpliwe.
Wyświetlony 1460 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.