środa, 31 marzec 2010 10:35

Król profesor Obama

Napisała

Sprawa staje się jasna. Prezydent Obama z partii demokratów staje się coraz mniej demokratyczny. Po pierwsze, oddala się od niektórych partyjnych kolegów. Po drugie, amerykański system demokratyczny coraz bardziej mu zawadza.

Być może Obama byłby szczęśliwszy, gdyby praktycznie samodzielnie rządził w USA, nie zważając na system dwupartyjny i na uprawnienia Kongresu. Obecność republikanów wyraźnie go denerwuje. Najlepiej byłoby dla niego, gdyby mógł sam wybrać kongresmanów i sieć swoich doradców budujących nową Amerykę. Póki co, Obama rozbudowuje suto opłacaną sieć swoich popleczników, od których domaga się ślepego podporządkowania. A nieposłusznych karci jak uczniaków.

Według ?Washington Times? (WT) Obama zdaje się mieć podstawowe problemy z demokracją. Nie lubi, kiedy ludzie się z nim nie zgadzają i opiera się kompromisom. Być może myśli, że ma wolną rękę w zmienianiu kraju i dostosowywaniu go do swojej wizji. Ci, którzy stawiają mu wyzwanie, są ignorowani, wyśmiewani i wyciszani ? napisał WT w edytorialu Obama the Philosopher King (Obama ? król filozof). Sposób traktowania niepokornych uwidocznił się szczególnie pod koniec lutego 2010 r., podczas Health Care Summit, czyli spotkania demokratów i republikanów mającego przerwać impas reformy zdrowia. Wydarzenie to, transmitowane przez telewizję C-Span, opisał Dana Milbank w ?Washington Post? w artykule Professor Obama schools lawmakers on health-care reform (Profesor Obama szkoli ustawodawców w reformie zdrowia). Według niego, zaproszenie na tę debatę było równoznaczne z wezwaniem na siedmiogodzinny szkolny dywanik, podczas którego prezydent traktował republikanów jak niezdyscyplinowanych uczniów. Mogli się oni odzywać tylko wtedy, kiedy prezydent udzielił im głosu, pozostawiając zawsze sobie ostatnie słowo i na końcu oceniając, czy wypowiedź zawierała słuszny argument. Podczas gdy kongresmeni zwracali się do niego per ?Panie prezydencie?, on sam zwracał się do nich po imieniu, instruując ich często podniesionym palcem wskazującym. Obama dał wszystkim odczuć, że to on był tam najważniejszy i najmądrzejszy. Senator McCain, niezadowolony z braku przejrzystości, ośmielił się wypomnieć prezydentowi niespełnione obietnice transmisji poprzednich negocjacji w telewizji C-Span. Wytknął także, że propozycja ustawy ma 2400 stron i pełna jest prezentów dla lobbystów i grup interesów. Prezydent zwyczajnie ignorował różne zarzuty, powtarzając, że jest jedynie zainteresowany uchwaleniem ustawy. Senator Mitch McConnell wytknął za to prezydentowi, że republikanie mówili przez 24 minuty, podczas gdy demokraci przez 52. Obama odparł mu na to, że on jest przecież prezydentem.

 

(...)

Wyświetlony 1495 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.