niedziela, 30 maj 2010 11:16

Nasze biedne państwo

Napisane przez

Koniunktura światowa sprzyja krajowej gospodarce, ale narastający od lat dług publiczny przekracza 500 mld zł. Na statystycznego obywatela przypada ponad 13 tys. zł.

 

Transformatorzy polskiej gospodarki doprowadzili do sytuacji, w której ok. 60 proc. społeczeństwa wegetuje na poziomie minimum socjalnego. Podczas gdy PKB wzrósł o jedną trzecią, skorzystali z tego głównie nomenklaturowi dorobkiewicze. W naszym kraju panoszy się jeden z najbardziej niesprawiedliwych ustrojów społeczno-gospodarczych na kontynencie europejskim.

Polityka niskiej inflacji za cenę schłodzenia gospodarki oznacza: porzućcie wszelką nadzieję. Wymóg UE odnośnie do strefy euro jest bowiem nieubłagany ? inflacja nie może przekraczać 3 proc. Konsekwencją jest bezrobocie i stagnacja gospodarki. Kraje strefy euro rozwijają się mniej dynamicznie, niż te poza nią, nie mówiąc o gospodarce amerykańskiej. Z drugiej strony, biurokracja brukselska nie tłumaczy, dlaczego w Polsce, gdzie dług publiczny wynosi 45 proc. PKB, ma być taki sam próg inflacji, jak w państwach strefy euro, gdzie ten dług sięga 70 proc. Wynikałoby z tego, że polskie społeczeństwo niepotrzebnie płaci zaciskaniem pasa za eksperymenty brukselskich ekonomistów-doktrynerów.
W państwie grubokreskowym kariery są stabilne. Najczęściej jest tak, że komu dobrze powodziło się w PRL, temu jeszcze lepiej wiedzie się w nomenklaturowym quasi-kapitalizmie. I choć nie wiadomo, ile zarabiają np. zarządzający telewizją publiczną, to widać po samochodach, jakimi jeżdżą, gdzie mieszkają, jakimi jachtami pływają. To trzy wyróżniki telewizyjnego dorobkiewiczostwa.
Realne dochody w rolnictwie są dziś takie, jak w 1989 roku. Robotnicy nie zarabiają mniej, choć w PRL byli lepiej sytuowani, osiągając dochody porównywalne z tzw. inteligencją pracującą. Pozostaje paradoksem, że niezamożne społeczeństwo utrzymuje blisko 2 mln studentów, dostarczających UE wykształconych specjalistów z różnych dziedzin, z którymi nie ma takich kłopotów, jak z gastarbeiterami z innych kręgów cywilizacyjnych.

 

Wyprzedaż non-profit
Szacuje się, że w ubiegłym roku wywieziono z kraju w formie dywidend ok. 7-9 mld USD. Nie zostały zainwestowane w krajowe przedsiębiorstwa. Nie powstało kilkaset tysięcy miejsc pracy. Ugruntowuje się rynek pracodawcy. Z racji masowego bezrobocia, przedsiębiorca może dyktować warunki ? i dorabiać się. W firmach, przejętych przez zagranicznych inwestorów z reguły nie reinwestuje się zysków. Wspaniałomyślne państwo nie prowadzi odpowiedniej polityki podatkowej, która sprzyjałaby rozwojowi infrastruktury ludzkiej i rzeczowej. Nabyte za bezcen przedsiębiorstwa wykazują niskie zyski albo straty. Wygodny fortel to ceny transferowe, wewnętrzne, między zagranicznymi centralami a ich oddziałami w kraju. Skalę tych sztuczek można określić, obserwując zyski firm, które znalazły się na giełdzie. Wyśmiany przez opozycję pomysł LPR, żeby wprowadzić dodatek senioralny (1000 zł) dla najbiedniejszych emerytów, obciążał budżet kwotą ok. 100 mln zł. Tymczasem Jansen, prezes Eureko, otrzymał 350 mln zł dywidendy za jego udziały w PZU. W ten sposób, nie dość że majątek, który wytworzyli obecni emeryci, został za bezcen oddany zagranicznemu inwestorowi, to jeszcze wycieka z kraju, choć powinien być źródłem dochodów na pokrycie głodowych emerytur.

 

Cud walutowy
Przez cały PRL obywatele marzyli o normalnym, wymienialnym pieniądzu, choć w umownej gospodarce socjalistycznej nie było to możliwe. W Polskiej Rzeczpospolitej Grubokreskowej tow. Balcerowicz ziścił te marzenia (nb. kosztem wyrzeczeń społeczeństwa), ale grubo przesadził. Silny, nadwartościowy złoty nie służy ani obywatelom (co najwyżej dorobkiewiczom, których stać na zagraniczne wojaże), ani przedsiębiorcom ? bo utrudnia eksport. Cieszą się tylko importerzy (ale wiadomo, że importując towary zza granicy, produkuje się bezrobocie) oraz zagraniczny kapitał spekulacyjny. O ile więc politycy mają prawo do demagogii, to nie przystoi to ekonomistom. Nie powinni reklamować się, że windując złotego, osiągnęli cud gospodarczy.
? Wystarczy popatrzeć na politykę monetarną Chin ? mówi dr Janusz Szewczak, analityk gospodarczy. ? Oni nie chcą wzmacniać swego juana. Uważają natomiast, że zaleją świat swoją tanią produkcją. A my czynimy odwrotnie.
Jeżeli procentowy przyrost wartości złotego do euro czy USD sięga rocznie 20-30 punktów, to niestety, nie jest to cud gospodarczy, lecz zagrożenie dla gospodarki. Jeżeli waluta umacnia się, gdy do rządu wchodzi minister, który podoba się rynkom finansowym, to znaczy że za jego kadencji kapitał spekulacyjny będzie robił interesy. Niestety, nie ma się czym chwalić, bo motywem zainteresowania rynków finansowych nie jest bynajmniej silna gospodarka, lecz silny złoty i wysokie stopy procentowe.
Być może, próby osłabienia złotego natrafiłyby na pewne przeszkody. Trudno byłoby wtedy skutecznie kontrolować przepływy finansowe, a to w krajach UE niedozwolone. Obowiązuje swoboda przepływu kapitału. Niemniej w wielu krajach osłabiano walutę przed wejściem do UE, bo wtedy producenci zarabiają na eksporcie. To umacnia gospodarkę i obywateli, których siłą są ich zarobki.
W każdym razie umacnianie się złotego jest wynikiem bezbronności naszego kraju wobec rynków finansowych. Te różnego rodzaju fundusze inwestycyjne, spekulacyjne, penetrują nasz system finansowy, zarabiając na nas. Silny złoty to efekt nie siły gospodarki, lecz jej słabości. Kapitał spekulacyjny zaś, wykupując nasze papiery dłużne, dobrze na tym zarabia, korzystając jeszcze z wysokich stóp procentowych.

 

Podatki dla bogatych
Od 1990 roku wydajność pracy wzrosła ponad dwukrotnie, ale płace realne raptem o 36 proc. Przedsiębiorca przechwytywał więc część produktu, który zgodnie z ekonomiczną teorią podziału, należy się pracującemu, a nie pracodawcy. Na początku transformacji dochody z PIT przekraczały 6 proc. PKB, teraz sięgają 3 proc. Wielu dobrze zarabiających wykpiło się od płacenia podatków, w przeciwieństwie do emerytów, z których większość nie należy do dobrze sytuowanych. Potrzeby budżetowe zmuszają więc do zwiększania podatków pośrednich (VAT), które zawsze są bardziej dolegliwe dla ludzi o niższych dochodach.

 

(?)
Jerzy Pawlas

Wyświetlony 5602 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.