środa, 02 czerwiec 2010 11:48

Terapia przez amputację

Napisane przez

Spór co do możliwych do zaakceptowania granic interwencji medycznych należy rozstrzygać przed podjęciem jakichkolwiek działań, a nie deliberować o efektach post factum. A w żadnym razie nie wolno podejmować ich bezkrytycznie, nie wziąwszy pod uwagę problematyki moralnej, którą ze sobą niosą. Zachodnia kultura zdaje się opierać dziś na założeniu, że nie ma prawdy absolutnej, a raczej, że istnieje wiele równoprawnych prawd. Że dla wartościowania nie ma stałych punktów odniesienia, że same wartości są relatywne, a każda argumentacja "za" czy "przeciw" może okazać się błędna. Że charyzma osób publicznych, potrafiących bronić skrystalizowanych poglądów, jest czymś nieistotnym i bezużytecznym, ponieważ ludzie, w pogoni za "postępem", nie szukają dziś autorytetów, lecz co najwyżej specjalistów.
Ale wszystko to kłamstwo. Akceptując podobne tezy, nieopatrznie pozbawiamy się drogowskazów. Jaki to dramat, wiedzą jedynie ci, którzy zbłądzili - i zdali sobie z tego sprawę. Pozostali nieświadomie zmierzają ku przepaści.

 

W imię miłości

Spełniając życzenie rodziców, amerykańscy lekarze (rzecz miała miejsce w USA), zaaplikowali dziewczynce dotkniętej encefalopatią (nieuleczalnym dziś uszkodzeniem mózgu), intensywną kurację hormonalną, powstrzymującą wzrost. Mało tego: usunięto jej macicę, jajniki z jajowodami oraz gruczoły piersiowe. Odtąd dziecko nie będzie się już rozwijało i do końca życia pozostanie na etapie umysłowym niemowlęcia (to z powodu encefalopatii), fizycznie zaś w wieku dziewięciu lat (ma 132 cm wzrostu i waży 35 kg) ? w wyniku przeprowadzonych zabiegów.
Rodzice twierdzą, że zdecydowali się na okaleczenie Ashley ?w imię miłości? oraz po to, by łatwiej było się nią opiekować (dziecko w tym stanie nie potrafi samo poruszać się ani mówić, nie ma z nim kontaktu, trzeba je sztucznie odżywiać). Terapia pozwoli nam cieszyć się kontaktem z nią, nosić na rękach, wychodzić na dwór, na huśtawkę, zabierać na pikniki, do stołu na rodzinną kolację, iść z nią w gości ? wyjaśniali, dodając, że chcieli do minimum ograniczyć cierpienia niepełnosprawnej córki. Rodziców wsparł bioetyk ze szpitala w Seattle (tam przeprowadzono zabiegi okaleczające dziecko), zapewniając, że kierowali się miłością i najlepiej rozumianymi interesami dziecka.
Diametralnie odmienną opinię przedstawił inny lekarz: Gdy takie metody się rozpowszechnią, rodzice innych, ciężko chorych, niepełnosprawnych dzieci, mogą zechcieć je zastosować. To technologiczne rozwiązanie problemu. Społeczeństwo powinno ułatwić życie Ashley i jej rodzicom, zapewniając pomoc w opiece nad nią, a nie ograniczać jej rozwój.
Wybór zła
I tu docieramy do zamaskowanego fałszywą troską sedna: zastosowane ?leczenie? nie przyniosło pacjentce bezpośrednich korzyści. I choć w zamyśle zamierzano spowodować, by dziewczynka do końca życia pozostała dzieckiem, to przecież Ashley, umierając, wcale nie będzie dzieckiem ? będzie okaleczoną staruszką.
Powiedzmy to wprost: zabiegi przeprowadzono, ponieważ rodzice dziecka postawili na wygodę ? i w pierwszym rzędzie swoją. Ba, warto byłoby ich spytać: ?Skoro Ashley nie chodzi, nie potrafi posługiwać się łyżką, a w przyszłości nie zaciśnie paluszków na szmince do ust, czemu nie amputować jej nóżek w pachwinach i rączek u ramion? Do diabła, zostawcie jej tylko główkę ? będziecie mogli ją wówczas turlać, zatem byłoby wam jeszcze łatwiej! A może, żeby nie dręczyć córeczki, należało wybrać eutanazję? I czy postąpicie tak, gdy mimo wszystko opieką nad Ashley poczujecie się bardzo, bardzo zmęczeni??
Nie ulega wątpliwości, że dokoła nas istnieje nieograniczone przyzwolenie na indywidualny i społeczny egoizm. Kryteria kulturowe, na których wzniesiono nasz świat, kruszą się i rozpadają. Modne jest kwestionowanie zasad albo otwarte demonstrowanie przekonania, że żadnych zasad nie ma, że są tylko interesy. Coraz częściej akceptujemy wyłącznie te normy etyczne, których stosowanie nie koliduje w codziennym życiu z naszym osobistym dobrem, wyrażanym przez skłonności charakteru, pragnienia, upodobania, kaprysy czy zachcianki.
Zamotani w konsumpcjonizm, liczymy te dobra, nie licząc się z wartościami. W tych warunkach próba udzielenia odpowiedzi na fundamentalne pytanie o sens ludzkiej egzystencji staje się niemożliwa, człowiek zaś utyka w egzystencjalnej frustracji. Stąd takie, a nie inne wybory. Złe wybory.

 

(?)
Rafał Dawidowski

Wyświetlony 5352 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.