piątek, 24 wrzesień 2010 12:05

ADAM

Napisane przez

We wrocławskim "Słowie Polskim" (4/5 sierpnia 2001) w dziale "Hyde Park" ukazała się notka następującej treści:
Ustanawiam nagrodę za najbardziej nieobiektywne przyprawianie gęby Unii Polityki Realnej i Januszowi Korwin-Mikkemu. Wręczenie nagrody nastąpi po zbiorach buraka pastewnego. Statuetka będzie wykonana z tegoż buraka, przyprawionego do smaku ostem.


Ponieważ niebawem rozpocznie się kolejna kampania wyborcza z udziałem UPR i JKM, postanowiliśmy skontaktować się z fundatorem nagrody. Oto zapis rozmowy:
Co pana skłoniło do ustanowienia takiej nagrody?
Obserwowałem wybory prezydenckie i parlamentarne. Zazwyczaj wtedy ogary idą w las, dlatego uznałem, że warto wyróżnić najaktywniejszych członków sfory.
Sfory?
To naturalnie metafora. Mam na myśli dziennikarzy prasy, radia i telewizji, polityków, urzędników państwowych, którzy pomimo wszystkich dzielących ich różnic akurat wobec Unii Polityki Realnej zachowują się w sposób zorganizowany.
Jeżeli sposób jest zorganizowany, to znaczy, że ktoś ich organizuje. Któż jest zatem według pana szczwaczem?
Dobre pytanie. Zdradzę teraz pilnie strzeżoną tajemnicę środowiska dziennikarskiego. Oto gdy poprosiłem redaktora dyżurnego "Słowa Polskiego" o publikację mojego ogłoszenia (podkreślam, że "Słowo" uczyniło to gratis, za co jeszcze raz dziękuję!), podałem nazwę ufundowanej przeze mnie nagrody. Nazwa ta nie została wydrukowana.
Jaka to nazwa?
AADAM.
Nazwa jak nazwa. Gdzież tu sekret?!
Musimy zacząć od początku. Zastanowiło mnie swego czasu podobieństwo dziennikarstwa i balistyki. Redakcja i jej publicyści podobni są do wyrzutni, która ma wystrzelić pocisk (gazetę czy audycję audiowizualną) z zamiarem ugodzenia celu.
Tak więc wyróżniamy żurnalistykę wewnętrzną, opisującą cały kompleks zjawisk poprzedzających emisję ("wystrzał") i żurnalistykę zewnętrzną, która bada kierunek emisji, metody naprowadzenia jej na cel i w końcu bada skutki trafienia.
Ciekawe. Tylko czy to rzeczywiście taka tajemnica?
Na temat żurnalistyki wewnętrznej ukazała się w III RP jedna publikacja: "Gazeta Wyborcza i okolice".
Ale zanadto odbiegamy od tematu. Proszę sobie wyobrazić pochmurną, zimową noc. Nad chmurami krążą bombowce, a pan wynosi na śnieg wiadro wrzątku. Piloci zrzucają bomby. Gdzie one spadną?
Gdzie popadnie?...
Znakomicie! Tak wyglądała publicystyka w XVIII stuleciu. Ludziska pisali o rzeczach, o których nie mieli zielonego pojęcia. We Francji np. opiewano szczęśliwy żywot tubylców w Chinach czy na wyspach Polinezji.
Teraz wyobraźmy sobie, że załogi samolotów wyposażyliśmy w gogle umożliwiające widzenie w podczerwieni. Gdzie spadną bomby?
Na moje gorące wiadro! Ono teraz świeci w noktowizorach jak słońce!
Pudło. Owszem, piloci widzą pańskie wiadro, ale widzą także mosty, dworce, fabryki, fortyfikacje. Każdy wybiera sobie cel indywidualnie, według gustu. Tak działały gazety w XIX wieku. Czytał pan "Tajemniczą wyspę"?
Jasne. Jak się nazywał ten reporter? Gedeon Spillet! O Stanley'u też słyszałem.
To teraz proszę sobie wyobrazić centralne dowództwo, które przez radio rozkazuje: "Zbombardować wiaderko z wrzątkiem". Co się dzieje?
Idę kupić nowe wiadro?
Zgadza się. Dowództwo to Wydział Prasy KC PZPR, wydziały wojewódzkie i partyjne wtyki w każdej redakcji. Skuteczność murowana, ale system jest ociężały.
To co będzie z kolejnym wiadrem?
Zamiast lokować partyjniaka w każdym samolocie, wyposażamy bomby w czujniki światła laserowego. Wystarczy jeden samolot ze wskaźnikiem do podświetlania celu. Reszta eskadry zrzuca bomby byle jak, a one i tak trafiają bezbłędnie.
No i gdzie jest ten "samolot naprowadzania"?
Pamięta pan "brunatnego kowboja"? Pamięta pan robienie wariata ze Zbigniewa Herberta? Pamięta pan wrzawę wokół księdza Jankowskiego? Za każdym razem wystarczył jeden błysk z pokładu D-52.
D-52? Aaaa! Osławiona "drukująca forteca"!!!
Dokładnie. Tyle, że to też kłopotliwe. Dlatego ostatni krzyk mody to broń typu "wystrzel i zapomnij". Teraz sama bomba ma na czubku nosa noktowizor połączony z komputerem. Wystarczy pilotom powiedzieć, na co mają uczulić głowice i od czasu do czasu kontrolować sytuację. Stąd wyszedł AWACS.
Akurat ten skrót znam. To Airborne Warning And Command System, czyli powietrzne centrum wykrywająco-dowódcze.
Akurat tego skrótu pan nie zna, bo sam rozszyfrowałem go przedwczoraj.
I co to znaczy?

(?)
Julian Drozd
Wyświetlony 5113 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.