czwartek, 30 wrzesień 2010 09:03

Gdynia, Ruiny i Zgliszcza

Napisane przez

Bardzo dawno, gdzieś tak dwieście, trzysta lat temu, kacyk wioski położonej na atlantyckim brzegu Afryki zwoływał swoje plemię i rozkazywał napaść na wrogą wioskę. Dzięki temu po pierwsze można było zagrabić dobytek ruchomy, zwierzęta inwentarskie i drób, a po drugie można było nałapać wrogów. Wrogów sprzedawano białasom, którzy właśnie dopiero co przypłynęli wielką, skrzydlatą pirogą i zakotwiczyli nieopodal. Sprzedawano za godziwą cenę w perkalu, paciorkach, toporkach i innych wytworach zaawansowanych technologii XVII czy XVIII wieku. Następnie przy ognisku opiekano mięsiwo, wesoło tańczono przy wtórze muzyki: chór śpiewał oo-eee, e-o, oo-eee, e-o, a sekcja rytmiczna na wydrążonych pniakach dawała umm-umm, umm-umm (niech się śmieje, kto nigdy nie grillował i nie słuchał muzyki popularnej).

 

Do ogniska zapraszano białasów. Zaproszeni siadali na ziemi u boków kacyka, fałszywie uśmiechając się, z udawanym apetytem żuli na pół surowe kozie mięso. Pląsali z czarnymi krasawicami. I wyciągali flachę.

*
Gdy tłumaczymy dziecku, co to są podatki, to wywołujemy taki obraz: każdy człowiek daje na wspólny cel jakąś część swoich pieniędzy. Na przykład, ktoś zarabia 2000 zł i oddaje 400 zł podatku. A z tych 400 zł na wojsko idzie 20 zł, na policję 20 zł, na szkoły 25 zł, na szpitale i przychodnie zdrowia 25 zł, na drogi, na koleje i lotniska i na Pana Prezydenta też.
Dziecko rozumie, takie to proste. Pan Kazik Staszewski śpiewał "12 groszy"("Jeden grosik dla sierot, nie mają ojca, matki, drugi grosik ? zaśpiewa Pavarotti" ? o, właśnie, na kulturę też idą pieniądze z podatków).
Tak tłumaczymy dzieciom, bo sami tak pojmujemy funkcjonowanie systemu podatkowego.
*
Bardzo dawno, gdzieś tak dziesięć lat temu, szef Najwyższej Izby Kontroli, pan Lech Kaczyński ogłosił, że jeden z urzędników Ministerstwa Przekształceń Własnościowych kupił za 50 milionów starych złotych biurko. Warto przypomnieć, że 50 milionów starych złotych nie jest tożsame dzisiejszym 5 tysiącom nowych złotych, bo za 10 milionów można było kupić wówczas drewno na dach domu jednorodzinnego, czego dzisiaj z 1000 złotych nie warto próbować.
Pani redaktor Janina Paradowska z "Polityki" pokpiwała sobie wtedy z pana Lecha Kaczyńskiego, że NIK zajmuje się takimi drobiazgami jak meble biurowe. W końcu taki minister (czy któryś z jego ministrantów) reprezentuje nas przed zagranicznymi inwestorami. Sprzedaje im nasz funta kłaków warty dorobek za ćwierć funta kłaków w nowych technologiach, komputerach i pionowych żaluzjach (cóż to był za szpan, te pionowe żaluzje!) no to się musi przymilać. I byłoby nam przecież głupio, gdyby kupioną za nasze podatki flachę koniaku czy whisky stawiał na blat z laminatu.
*
Pani redaktor Paradowska, obśmiewając pana Kaczyńskiego, miała rację i myliła się zarazem. Istotnie, cóż to było 50 mln starych złotych za biurko wobec budżetu państwa. Ale cóż to było 50 mln. starych złotych za biurko przy moich podatkach?!
Doznałem wtedy olśnienia. Zarabiałem jakieś 2 mln miesięcznie, a zatem płaciłem 400 tys. zł. podatku. Łatwo było policzyć, że kwotę 50 milionów będę spłacał przez 125 miesięcy. Poczułem jakąś wręcz mistyczną więź z owym meblem. Dziesięć lat i pięć miesięcy moich podatniczych wysiłków. Jestem prawdopodobnie jedynym Polakiem, który wie, na co idą jego podatki! Hen, hen, za horyzontem majaczył rok 2003. Czy aby dożyję?
Dożyłem. Już zaczynałem czuć się zbędny, gdym usłyszał, że Sejm kupił sobie bramofon najnowszej generacji. Za 300 tys. nowych złotych. Zakładając poniekąd optymistycznie, że zarabiam średnią krajową (ca. 2000 zł), można przyjąć, że płacę 400 zł podatku miesięcznie. Bramofon da mi zajęcie na najbliższych 750 miesięcy, czyli 62,5 roku ? do 110 urodzin. Moje życie ponownie nabrało sensu, a i z syna radość większa (gdyby mnie brakło, to spłaci resztę).
*
My, odkrywcy, odwalamy najgorszą robotę. Taki Galileusz jako pierwszy w dziejach popatrzył na nocne niebo przez teleskop i odkrył księżyce Jowisza oraz pierścienie Saturna. Teraz pierwszy lepszy uczniak gapi się w nieboskłon przez lornetkę i struga astronoma.
Od dzisiaj każdy może ustalić sobie, na co wydawane są jego podatki. Ten kupuje nowy, płaski monitor do komputera w Urzędzie Gminnym w Ustrzykach Dolnych, tamten funduje stypendium "kontrowersyjnej artystce", ów płaci auto-casco limuzyny służbowej Pełnomocnika do spraw Równego Traktowania Kobiet.
Na gażę poselską (około 20 tys. zł miesięcznie?) składa się pięćdziesięciu statystycznych podatników. Ponieważ posłów i senatorów mamy 560, to utrzymuje ich teoretycznie 28 tysięcy wybrańców, a naprawdę ze dwa razy więcej (średnio 2000 ? to znaczy, że jeden zarabia 14600, a dziewięciu po 600). Konkretnie naszych parlamentarzystów utrzymują mieszkańcy Gdyni, miasta wybudowanego w latach trzydziestych XX wieku decyzją Sejmu II RP w tym właśnie celu. Nawiasem mówiąc. podjęto wtedy jeszcze inną decyzję: opłatami za sprzęt, broń i amunicję dla Wojska Polskiego obciążono mieszkańców Wilna i Lwowa. Po II wojnie światowej obowiązki te mieli przejąć wrocławianie i szczeciniacy, ale jedni dostali na utrzymanie TVP, a drudzy pierwotnie PZPR i ostatecznie UE. Aby rozwiać obawy Czytelników "Opcji", informuję, że jest przygotowywana ustawa o nadaniu praw miejskich dolnośląskim Ruinom i zachodniopomorskim Zgliszczom. Nowe miasta otrzymają specjalne środki inwestycyjne na walkę z bezrobociem, aby ich mieszkańcy jak najprędzej przystąpili do modernizacji naszych Sił Zbrojnych.
Julian Drozd

Wyświetlony 5079 razy
Więcej w tej kategorii: « "Z deszczu pod rynnę"
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.