sobota, 02 październik 2010 12:48

Czerwone pomidory

Napisane przez

By należycie zdiagnozować sytuację Polski po dwóch miesiącach 2004 roku, trzeba jednocześnie mało i dużo. Mało, bo szeroko otwarte oczy to dość. A zarazem dużo, ponieważ niezbędna wydaje się przy tym szczypta zdrowego rozsądku, ten zaś w mentalności statystycznego Polaka występuje prawdopodobnie równie często, co sekwoje na pasach startowych Okęcia.

 

Powiedzieć, że sprawy w Polsce idą dziś w dobrym kierunku, to zaliczyć siebie do grona nobliwie nadpleśniałych euroentuzjastów. Natomiast supozycja, że wraz z całym krajem akuratnie staczamy się po równi pochyłej, oznacza narażenie na zarzut szastania eufemizmami. Jakkolwiek by patrzeć: tak źle, i tak niedobrze.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że bieżący rok okaże się przełomowy w każdej dziedzinie naszego życia. Przełomowy w gospodarce (w maju wchłonie nas Unia Europejska), życiu społecznym (bezrobociu "stuknęło" dwadzieścia procent, a dzięki programowi gospodarczemu wicepremiera Hausnera najsłabsi ekonomicznie znowu "wezmą po kieszeni", innymi słowy bogatsi staną się jeszcze bogatsi, a biedni jeszcze biedniejsi) i politycznym (wybory do parlamentu europejskiego tuż, tuż, w połowie roku pod przewodem pierwszej gwiazdy polskiej areny politycznej ? to jest Jolanty Kwaśniewskiej ? wystartuje również kampania prezydencka).

Jarmarczna hucpa
Tymczasem, mimo naszywanych naprędce i gdzie się tylko da łat, delikatna materia systemu ochrony zdrowia rozłazi się pod paluchami szefa Narodowego Funduszu, nieodmiennie tryskającego rządową pogodą ducha i zapewniającego, że kontroluje sytuację. Ciekawe, czemu za grosz temu facetowi nie ufam? Może dlatego, że parę dni temu rejestrowałem syna do okulisty i zaproponowano mi termin wypadający co prawda w pierwszym dniu tygodnia, lecz... za pięć tygodni?
Jeżeli polski polityk publicznie wspomina o odpowiedzialności, jedynie incydentalnie oznacza to, że mówi on o sobie. Nader często znaczy tyle tylko, że mówi. W ławach sejmowych przyzwoitego człowieka przychodzi szukać ze świecą. Miesięczne dochody parlamentarzystów często kilkunastokrotnie przewyższają polskie renty i emerytury, są też co najmniej dziesięciokrotnie wyższe od ustalonego na 2004 rok minimalnego wynagrodzenia, lecz posłowie odrzucili poprawkę do budżetu, zakładającą likwidację tak zwanej "trzynastej pensji" dla osób zajmujących kierownicze stanowiska w państwie (Sejm, Senat, Kancelaria Prezydenta, Kancelarie Sejmu i Senatu, Sąd Najwyższy, Trybunał Konstytucyjny, Rzecznik Praw Obywatelskich, Najwyższa Izba Kontroli).
I cóż w tym dziwnego, że w powszechnym mniemaniu polski parlament to złowrogi amalgamat lisiej chytrości, bandyckiej wulgarności i nieokiełznanej żądzy pieniądza w sztafażu i o posmaku jarmarcznej hucpy? W odczuciu przeciętnego Polaka poselskie i senatorskie ławy zaludniają przestępcy, dzięki immunitetom kpiąc sobie z prawa (o uczciwości i przyzwoitości wspominać nie warto), tym samym deprecjonując najwyższy organ demokratycznej władzy. To wstęp do anarchii, ponieważ Polacy tracą resztki złudzeń, że ktoś o nich dba, ktoś troszczy się o wspólne dobro.
"Władza ustanawia obowiązujące w Polsce prawo, lecz sama nie zamierza go przestrzegać" ? powtarza zdesperowana ulica. A dlaczegóż miałaby przestrzegać, skoro nikt jej do tego nie zmusza? Ta władza prawo traktuje instrumentalnie: woli dbać o bezpieczeństwo partyjnych kolesiów (od czasu do czasu eksmitując od koryta "elementy", które nieopatrznie wyrwały się przed szereg), skorumpowanych policjantów, prokuratorów umarzających postępowania prowadzone w sprawach oszustw i kradzieży "ze względu na niską szkodliwością społeczną czynu" oraz sędziów, którzy gościa żądającego w imieniu rządzącej formacji politycznej 17,5 miliona dolarów od koncernu medialnego traktują z należytym respektem, tak, by włos mu z głowy nie spadł, za to bez najmniejszych ceregieli orzekają areszt za podrobienie legitymacji szkolnej czy nierozliczenie w terminie trzystuzłotowej zaliczki.
Padające z ust przedstawicieli władzy deklaracje o chęciach wyeliminowania z życia społeczno-politycznego trapiących Polskę patologii to czcze słowa, ponieważ jest to patologia samej władzy, rezultat klasycznego stylu funkcjonowania PPR, PZPR, SdRP i SLD. Wbrew wypowiadanym od zawsze deklaracjom, polityka to dla tych ludzi walka o wpływy i osobiste korzyści. Oni Polskę mieli, mają i będą mieli w... powiedzmy, w głębokim poważaniu.

Mówić, żeby nie powiedzieć
Z pozoru wydaje się, że Polska sięga dna, a jednak kresu temu staczaniu się nie widać. W pierwszej połowie stycznia w radiowo-telewizyjnym wystąpieniu przemawiał do narodu Jego Ekscelencja Leszek Miller. Niestety, poza wyraźnie zesztywniałą sylwetką oraz sporą dawką osobistego cierpiętnictwa, premier zademonstrował milionom Polaków wyłącznie coś, czym, jak się wydaje, zawsze dysponował w nadmiarze, mianowicie słowa. Była to inscenizacja tyleż żenująca, co trącająca myszką: przed laty w identycznym tonie zafrasowania losem socjalistycznej ojczyzny przemawiały usta partyjnych bonzów i pierwszych sekretarzy PZPR, a w stanie wojennym generałów Ludowego Wojska Polskiego, na czele ze "zbawcą narodu" w czarnych okularach.
"Język wymyślono po to, by ludzie mogli ukryć przed sobą swoje myśli" ? zauważył przed laty francuski mąż stanu Charles-Maurice de Talleyrand. Za wodospadem słów swoje myśli premier ukrył znakomicie. A przecież poza sobą, ten facet nie ma Polsce kompletnie nic do zaoferowania!
W jego oczach nie dostrzegłem też wstydu, a na policzkach rumieńca. W tym kraju członkowie SLD nie mają zwyczaju czerwienić się, na pewno zaś nie ze wstydu. Takie czasy: jeszcze miesiąc, może dwa ? i w Polsce nawet pomidory przestaną...
(?)
Rafał Dawidowski
Wyświetlony 9192 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.