piątek, 12 listopad 2010 14:35

Bajka o złotej rybce - Prostowanie bajek (2)

Napisał

Jak każda bajka, także opowieść o złotej rybce zawiera w swej popularnej wersji ziarno (należałoby może rzec: ikrę) prawdy.

Zgadza się więc, że był Stary i nader swarliwa Stara. Kiedy Stara była młoda, wydawała się przyjemną, szczebiotliwą panienką z walorami. Wkrótce jednak po ślubie wszelkie walory nabrały trwałej tendencji wzrostowej wraz ze spadkiem ich atrakcyjności, a szczebiot nabrał cech jazgotu. Towarzyszyła temu rosnąca drażliwość i przekonanie o rozszyfrowaniu przez Starą wszelkich tajemnic życia oraz brak złudzeń co do występnego charakteru całego świata. Skwapliwie dzieliła się swoją wiedzą z otoczeniem, co właściwie sprowadzało się do zalewania Starego potokiem słów od rana do wieczora. To właśnie jej charakter przesądzał o rosnącym eskapizmie Starego i poszukiwaniu przezeń zajęć pozadomowych.
Tym razem też Stary siedział nad brzegiem stawu na swym krzesełku i bez przekonania obserwował spławik wędki. Nie odczuwał szczególnej idiosynkrazji do stworzeń żyjących w głębinach. Przeciwnie, czuł do nich instynktowną sympatię: one wszystkie milczały. Jakoś jednak trzeba było usprawiedliwić pobyt nad wodą. Czysta rekreacja wywołałaby żywiołowe potępienie ze strony Starej.
Tego dnia przyjemność samotności psuły jednak latające mikrowampiry. Brzęcząc, atakowały zajadle nieboraka i wymuszały jego stałą czujność. I właśnie to spowodowało, że na drgnięcia spławika Stary zareagował energicznie, jakby mu zależało na złapaniu ryby. Ciągnął więc żyłkę wytrwale, ta jednak stawiała niespodziewany opór. Wzbudziło to w Starym dawno uśpiony instynkt rywalizacji. Każdy czasem musi być w czymś lepszy, nawet jeśli jest to tylko przeciąganie żyłki.
Lecz ta bitwa okazywała się dla Starego coraz bardziej przegrana. Zamiast zwijać żyłkę, musiał ją popuszczać. W końcu mocniejsze szarpnięcie tajemniczego stwora spowodowało, że nieoczekiwanie Stary znalazł się w wodzie i po chwili już, zszokowany, odbywał przyspieszony spływ wodami jeziora. Pozostawiany za nim kilwater zachwyciłby niejednego obserwatora, tych jednak brakowało, bezrozumne komary pozbawione są bowiem gustu i zignorowały incydent.

Przejażdżka w charakterze ślizgacza skończyła się wkrótce. Nad Starym zamknęła się toń i, nomen omen, zaczął rzeczywiście tonąć. Nagle tuż przed sobą ujrzał olbrzymią paszczę wielkiej ryby i usłyszał (takie miał wrażenie) głos:
? Puszczę cię, jeśli spełnisz moje trzy życzenia.
Stary nabrał wody w usta.
? No co? Spełnisz te trzy głupie życzenia?
Energicznie kiwnął głową.
? Po pierwsze ? odezwała się ? wyjmij mi ten haczyk z dolnej wargi. Jak ja wyglądam! Jak jakiś laluś! Mam swój wiek i swoją godność. Gdybym chciała się zakolczykować, zrobiłabym to dawno.
Drżącymi rękami Stary delikatne wyjął haczyk z olbrzymiej wargi.
? Dobrze ? usłyszał. ? Teraz drugie życzenie: musisz obiecać, że już nigdy nie będziesz dybał na mieszkańców głębin.
??? ? Stary dodałby może parę dalszych pytajników, ale coraz bardziej brakowało mu powietrza.
? No, łowić ryb, głupku!
Stary z przekonaniem kiwnął głową.
? Dobrze. Skoro tak, to ostatnie życzenie. Jesteś kościsty i nic mi po tobie. Chciałabym, żebyś sprowadził mi kogoś pulchniejszego.
Stary wyraźnie zawahał się.
? Oj, głupku, myślisz, że chcę go zjeść! Nie! Mogłabym z kimś takim podyskutować, jak równy z równym, o problemach puszystych, o dietetyce, o... ? W ciemnościach obfite boki ryby pobłyskiwały złotem. ? To co? Znajdziesz mi kogoś takiego?
Stary skwapliwie kiwnął znowu głową.
Wielka ryba delikatnie wypchnęła go nad powierzchnię i bez wysiłku odholowała na płyciznę.
Ochłonąwszy i podsuszywszy się (bo co by usłyszał od Starej, gdyby zobaczyła go mokrego!), Stary wrócił do domu.
? No, jesteś wreszcie, nierobie ? usłyszał od stęsknionej małżonki. ? Ja tu ręce urabiam po łokcie, a ty gdzie się włóczysz! Przecież... ? popłynął wartki potok słów, które Stary już dawno nauczył się puszczać mimo uszu. Nie słuchał jej tym bardziej że wciąż myślami był przy swej przygodzie na rybach.
? A gdzie masz reklamówkę?!
? Jaką reklamówkę?
? Torbę. Taką kolorową, piękną.
? A nie wiem. Torba jak torba.... Może ją zostawiłem nad jeziorem...
? ZOSTAWIŁEŚ TORBÊ! ? z grozą wykrzyczała to wielkimi literami. ? Taką piękną reklamówkę! Natychmiast idziemy na brzeg szukać.
Jak widać, Stara była oszczędna, co nieżyczliwi określali trywialnie: sknera.
Stary został więc bezwzględnie zawleczony nad jezioro. Stawiał lekki opór, mimo zapewnień ryby, nie do końca bowiem ufał jej zapewnieniom o potrzebie dyskusji, a jego małżonka spełniała nawet z nadmiarem kryteria zakreślone przez rybę wobec potencjalnego dyskutanta.
? No, gdzie to było? Gdzie siedziałeś? A może cię tu w ogóle nie było, może gdzieś się łajdaczyłeś i jakaś flądra paraduje teraz z moją reklamówką?
? Po co komu stara torba!
? A więc jednak! Nie zaprzeczasz. Która to?!
? Żadna. O, zobacz tu siedziałem ? zatrzymali się nad brzegiem. ? Popatrz... ? Stary mówił, Stara szukała, tymczasem z wody wynurzyła się RYBA (znów nie da się uniknąć wielkich liter, bo i ona była rzeczywiście wielka). Jednym kłapnięciem pyska schwyciła Starą i pożarła ze smakiem. Przysiągłbyś, że się oblizała.
? ...widzisz, ślady po krzesełku ? nieświadom, że zmienił stan cywilny, Stary kontynuował swą mowę obrończą.
Nagle usłyszał (albo mu się wydawało, bo przecież, jak dowodzą badania naukowe, ryby nie gadają): ? Dziękuję, dobry człowieku. Jesteś człowiekiem honoru. Ja nie, ale nigdy nie twierdziłam, że tak jest. Zresztą jak by to brzmiało: ryba honoru! No, ale jestem syta i zadowolona. Idź więc wolno.
I poszedł Stary, początkowo zagubiony, ogłupiały... Potem jednak, gdy dotarło do niego, co się stało, odkrył w sobie dawno zapomniane uczucia. Bardziej doświadczeni określiliby je mianem radości i ulgi.
Stopniowo Stary nabrał upodobania do przebywania w domu. Odmalował go, na nowo urządził, zasadził kwiaty, wyrzucił stare rupiecie, gromadzone przez lata nie wiadomo po co przez zapobiegliwą małżonkę. Sam zmienił się nie do poznania, zaczął o siebie dbać, starannie się golił. Doszło do tego, że okoliczne panie i panny zaczęły bez przykrości spoglądać na jego prężną sylwetkę.
Policja szukała Starej niezbyt wnikliwie. Prawdę powiedziawszy, wszyscy odetchnęli z ulgą. W okolicy stało się bowiem jakoś ciszej, milej, przytulniej. W końcu komendant orzekł, że Stara przepadła jak kamień w wodę.
Po pewnym czasie wakacje nad jeziorem spędzała młoda wczasowiczka. Stało się tak, że zagustowała w towarzystwie odmienionego Starego. Był taki jakiś męski, taki tajemniczy, tak umiał słuchać... Mówi się o rychłym ślubie, ale Stary milczy w tej sprawie. Chciałby, ale dowiedział się ostatnio, jaki jest zawód ukochanej. Jest ichtiologiem.

Romuald Lazarowicz
Wyświetlony 4327 razy
Więcej w tej kategorii: « Patricia Barber "Verse"
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.