wtorek, 21 grudzień 2010 13:32

Jacek Malczewski - geniusz zwielokrotniony

Napisane przez

Do pewnego rodzaju malarstwa trzeba dorosnąć. I Malczewski takim artystą właśnie jest, do odbioru dzieła którego trzeba po prostu dojrzeć. Gdy wzbudzał zachwyt tłumnie zwiedzających muzea, mnie męczył wielokrotną dysharmonią wielkich płócien, zdarzających się ryzykownymi skrótami, powodujących wrażenie, jakby niektóre członki ciała modeli wyrastały nie z tego miejsca, z którego powinny. Nużył mnie powtarzaniem tych samych motywów tworzących cykle, wielością pozostawionego dorobku. Wolałam patrzeć na delikatne, harmonijne skomponowane, o subtelnym kolorycie obrazy jego syna, Rafała. Było coś, co w malarstwie Malczewskiego-ojca drażniło mnie. Może to nie tylko barwne zestawienia, anatomiczne kiksy, ale i ten chwilami napuszony, podniosły nastrój.

 
Faktycznie jednak Malczewski budził mój zadawniony, z dzieciństwa jeszcze przeniesiony lęk. Lęk przed ciemnością, z której wyłaniają się stwory i w której czające się nieznane niekoniecznie musi być mi przyjazne.
Pamiętam, że byłam małą dziewczynką, kiedy pierwszy raz w jakiejś encyklopedii widziałam czarno-białą reprodukcję Śmierci i bardzo się jej przestraszyłam. Nie rozumiałam tego obrazu - pewnie go nawet ze strachu dokładnie nie obejrzałam. I tak zostało na długo. Każdy później oglądany obraz Malczewskiego budził niepokój, czymś drażnił - do czasu kiedy w twórczości Malczewskiego odnalazłam wpływy tak lubianego przeze mnie Boecklina czy Klingera.
Gdy przyjrzeć się bliżej twórczości Malczewskiego, to widać, z jak wielu źródeł ona czerpie. Jest tu i akademizm, są wpływy pobytów w Monachium i Paryżu. Jednak Malczewski zbyt dobrze wie, czego chce, aby nie poddać się powierzchownym wpływom. Jego propozycja nie jest do niczego podobna.
Krakowska Szkoła Sztuk Pięknych zetknęła go z malarstwem akademickim. Jego nauczyciel, Władysław Łuszczkiewicz, jest bardziej historykiem sztuki niż malarzem. Jan Matejko potrafi wyzwolić w uczniach pasję twórczą, ale też nią zawładnąć i z mniej zdolnych uczynić naśladowców. Malczewski buntuje się przeciwko temu, krytykując szkołę, ale edukacja w konserwatywnej uczelni odciśnie na nim silne piętno. Artysta chce formy zaczerpnięte ze sztuki akademickiej wypełnić romantycznym uczuciem. Rozczytuje się w Słowackim, podziwia Grottgera. Z jego dzieł czerpie wizje polskiej martyrologii oraz elegijny liryzm. Niewątpliwie to Grottger ukształtował plastyczną wyobraźnię Malczewskiego.
Symbolistyczna przemiana i zerwanie z szeroko rozumianą tradycją realistyczną jaka się dokonuje w twórczości Malczewskiego w latach 90., ma dwa źródła: jest to przede wszystkim wynikiem wewnętrznej ewolucji artysty, ale także inspiracji zewnętrznych. Malczewski korzysta z języka plastycznego wykształconego przez europejskich symbolistów. Najważniejsze okazuje się dlań środowisko niemieckie, zwłaszcza Monachium, gdzie dwukrotnie przebywa. Analogie dla dzieł Malczewskiego można odnaleźć przede wszystkim we wczesnej twórczości Lovisa Corintha. Obaj posługują się podobnymi skojarzeniami i symbolami - m.in. tak częste autoportrety w zbroi, które można interpretować jako wizerunki rycerzy sztuki, broniących jej, jak i własnego duchowego arystokratyzmu. Na wyobraźnię Malczewskiego wpływa także Arnold Boecklin, w którego obrazach często pojawiają się trytony, syreny, fauny, satyry i chimery. To właśnie Boecklin jako pierwszy próbuje je interpretować na sposób symboliczny i łączy świat mitologii ze światem realnym. Malarski świat Jacka Malczewskiego ma także wiele wspólnego z dziełami Maxa Klingera i Franza von Stucka. Artyści ci, podobnie jak Malczewski, potrafią malowanym klasycznie postaciom nadać odrealniony charakter i stworzyć świat, w którym rządzą zaskakujące skojarzenie i fantastyka.
Twórczość Jacka Malczewskiego przekracza ramy romantyczno-narodowe. Najlepiej o tym świadczą częste nawiązania do antyku. Antyk w obrazach Malczewskiego ma jednak charakter wybitnie modernistyczny, inny niż w koncepcjach akademickich. Przestaje być akademickim wzorem doskonałej formy i nie odczuwamy go jako nieznośnego gorsetu, hamującego indywidualną fantazję twórczą. Europa zmienia swe spojrzenie na świat starożytny. Ślad tej refleksji są widoczne w dziełach Malczewskiego, pełnych witalności i ekstrawagancji. Jedna z najczęściej pojawiających się w jego obrazach postaci mitologicznych - faun - nabiera teraz nowych, nietradycyjnych znaczeń. Zdaniem niektórych specjalistów faun, który stoi na pograniczu duchowości ludzkiej i natury zwierzęcej, symbolizuje jedność świata i swego rodzaju równouprawnienie ducha i materii. Jednocześnie faun wskazuje, że źródłem sztuki może być nie tylko racjonalna refleksja, ale także poddanie się fantazji i instynktom. Taka wizja jest niewątpliwie Malczewskiemu bliska, fascynuje go też ludowa fantazja i irracjonalna wyobraźnia, która ma dlań wiele wspólnego z antycznym mitem. Nie widzi zatem sprzeczności w malowaniu obok siebie pastuszków, satyrów i chimer.
Życie
Jacek Malczewski urodził się w 1854 roku w starej, ale zubożałej ziemiańskiej rodzinie. Do 13. roku życia wychowuje się pod okiem rodziców. Gdy wybucha powstanie styczniowe, śledzi wydarzenia i głęboko przeżywa powstańczą klęskę. W 1867 roku rodzice wysyłają go do majątku wuja Feliksa Karczewskiego w Wielgiem. Tam wraz z kuzynami przygotowuje się do gimnazjum. Jego nauczycielem jest przyrodnik i pisarz Adolf Dygasiński. W Wielgiem chłopiec poznaje życie wsi: odwieczny rytm pór roku, folklor, tradycje i obyczaje, a przede wszystkim przyrodę, powietrze i światło, którym pozostaje wierny w swych obrazach. Tu właśnie po raz pierwszy ujawnia się jego rysunkowy talent: powstają nieśmiałe próby studiów i kopie rycin Gustava Dorego. Po latach dojrzały malarz przyzna, że jego osobowość ukształtowała się w czasie pobytu w Wielgiem.
Jesienią 1872 roku zostaje podjęta ważna decyzja: będąc gimnazjalistą, Malczewski zaczyna uczęszczać jako wolny słuchacz do Szkoły Sztuk Pięknych. Trafia tu pod opiekę Władysława Łuszczkiewicza. Pół roku później, za namową Jana Matejki, ojciec przyszłego artysty wyraża zgodę, by syn opuścił gimnazjum i poświęcił się wyłącznie studiom w szkole artystycznej. Lecz Jacek z trudem mieści się w kanonach szkolnej edukacji: przeżywa kryzys wiary w autorytety, kwestionuje wartość szkoły i nauczanie Matejki. Zaniedbuje zajęcia i coraz poważniej myśli o wyjeździe za granicę. Przeżywa też pierwszą młodzieńczą miłość. To trudny czas w życiu szukającego samodzielności, początkującego artysty. Buntując się coraz bardziej przeciwko autorytetowi Matejki, będąc z nim w kolejnym konflikcie - Malczewski wyjeżdża wreszcie jesienią 1876 roku do Paryża.
Wstępuje do Ecole des Beaux-Arts, podejmuje naukę w pracowni Ernesta Lehmanna. Zwiedza muzea i galerie, poznaje nowoczesne malarstwo. Ale tu, w wymarzonym Paryżu, tęskni za krajem, przywołuje z pamięci obrazy z Polski, rozmyśla nad losem polskich emigrantów, rozczytuje się w Słowackim. Powstają rysunkowe koncepcje wczesnych, najsłynniejszych obrazów, m.in. Śmierć Ellenai. Po roku Malczewski wraca do kraju i rezygnując z kontynuowania nauki, w wieku 25 lat rozpoczyna samodzielną karierę. Dużo podróżuje, uczestniczy w archeologicznej wyprawie do Azji Mniejszej, odwiedza Włochy, Monachium - gdzie styka się Józefem Brandtem i Alfredem Wieruszem-Kowalskim.
Pobyt w Monachium zaowocował ewolucją techniki Malczewskiego. Kompozycja jego obrazów staje się bardziej wypracowana a paleta rozszerza się o kolory bardziej wyrafinowane. Malczewski dużo pracuje. Wkrótce przychodzi uznanie - otrzymuje kilka ważnych nagród w kraju i za granicą. W latach 1894-97 dochodzi do zasadniczej przemiany twórczości artysty. Malarz porzuca dotychczasową manierę i zaczyna tworzyć obrazy symbolistyczne. Angażuje się także w działalność dydaktyczną, wykłada na kursach im. Baranieckiego i w zreformowanej przez Juliana Fałata Szkole Sztuk Pięknych. Wielka retrospektywna wystawa we Lwowie w 1903 roku i kolejne nagrody stają się świadectwem .jego pozycji w świecie sztuki. Następuje najbardziej płodny i dojrzały okres w jego twórczości. W 1912 r. zostaje rektorem Akademii Sztuk Pięknych. Kiedy kończy się I wojna światowa, 64-letni artysta znajduje się w nowej rzeczywistości. Z jednej strony jest niekwestionowaną sławą, z drugiej zaś zdaje sobie sprawę, że jego malarskie wizje należą do przeszłości. Już podczas wojny Malczewski rozpoczyna obrachunki z własnym życiem. Powstaje cykl Moje życie. Coraz częściej maluje autoportrety i w jego dziełach pojawia się motyw rozstania się z własną twórczością. W latach 20. powstaje tryptyk Mój pogrzeb. Są to też lata oficjalnego uznania. Otrzymuje order Polonia Restituta IV klasy, a w 1924 roku jest świętowany jubileusz siedemdziesiątych urodzin i 50-lecia pracy twórczej. Jubileuszowe wystawy odbywają się w Krakowie, Poznaniu, Warszawie i Lwowie. W 1927 r. malarz otrzymuje nagrodę artystyczną miasta Warszawy, a na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu w 1929 roku Wielki Złoty Medal. Powoli traci wzrok, musi przestać malować. Ale najgorzej jest, gdy kończą się widzenia - wyznaje tuż przed śmiercią. Umiera 8. października 1929 roku. Zgodnie z życzeniem zostaje pochowany we franciszkańskim habicie tercjarskim, w którym przed laty się portretował. Jego prochy złożono w Krypcie Zasłużonych w krakowskim kościele na Skałce.
Obrazy
Powstała w 1883 r. Śmierć Ellenai została wręcz entuzjastycznie przyjęta przez publiczność. Obraz jest pierwszą, dojrzałą wersją tematu, jakby dziełem mistrzowskim, którym praktykujący czeladnik wyzwala się na mistrza, dowodząc opanowania rzemiosła i sprawności ręki. Obraz nawiązuje kompozycją do Śmierci Barbary Radziwiłłówny Simmlera. W miejsce bogatych kostiumów i przepychu królewskiej komnaty, Malczewski pokazuje nędzę sybirskiego szałasu, gdzie na nędznym słomianym posłaniu umiera opłakiwana przez Anhellego pokutnica-wygnanka. Jednolita, brunatno-złota tonacja skupia uwagę widza na rozświetlonej, bezwładnej postaci Ellenai. Uderza drobiazgowa wierność szczegółów: rozrzucone naczynia, zgaszona świeca, różaniec, ikona. A także mistrzowsko oddana materia: puszystość futra, kruchość słomy, szorstkość poszarpanego obicia. Przygotowując się do namalowania tego obrazu, Malczewski wykonuje wiele studiów z natury, a jednak nie osiąga efektu naturalistycznego. Spokojna, elegijna w nastroju scena jest w rzeczywistości bliska idealizującej konwencji akademizmu. Złotowłosa piękność bardziej przypomina modelki malarstwa salonowego niż wynędzniałe bohaterki naturalistycznych scen rodzajowych. Zestawienie obrazu z późniejszymi wersjami tego tematu - pełnymi barwnych dysonansów i dynamicznych, perspektywicznych skrótów - pokazuje ewolucję, jaka dokonała się w twórczości Malczewskiego.
Cztery lata trwały prace nad Melancholią. Temat artysty w pracowni pojawia się wielokroć w historii sztuki, zwłaszcza w drugiej połowie XIX wieku, kiedy wzrasta zainteresowanie źródłami artystycznej inspiracji. Jego interpretacja tematu jest wizją niezwykłą. Skłębiony, unoszący się nad ziemią tłum, wypływający spod pędzla malarza, gwałtownie zmierzający w stronę okna, równocześnie atakuje widza. Jest to obraz dla artysty przełomowy. Stanowi zwieńczenie dotychczasowych wątków tematycznych i poszukiwań, o czym mówi zapisany na odwrocie podtytuł: Prolog widzenia/Wiek ostatni w Polsce - Tout un siécle. Formalnie zaskakuje żywiołową dynamiką, dziwacznym, pełnym gwałtownych skrótów upozowaniem postaci, misterną konstrukcją przestrzeni, zbudowanej z kilku punktów widzenia. Wiek naznaczony klęską kolejnych powstań ilustrują następujące po sobie pokolenia: od dzieci - uzbrojonych w szable i kosy - poprzez młodzieńców, dojrzałych mężczyzn, do bezsilnych, zakutych w kajdany starców. Gęsty, najeżony kosami strumień dramatycznie splecionych ciał wydaje się przelewać przez ramy obrazu i formuje nad podłogą pracowni kształt leżącego krzyża albo powstańczej barykady. Można rozpoznać kościuszkowskich kosynierów, żołnierzy napoleońskich, powstańców roku 63, płaczące kobiety i sybirskich zesłańców. Są też postacie wyposażone w niemilitarne atrybuty: książkę, skrzypce, klepsydrę, paletę czy pędzel. Wszystko może się stać bronią w walce o wyzwolenie. Dzisiaj walka nie toczy się już na polu bitewnym, lecz w pracowni artysty.
Obraz ten to alegoria kończącego się wieku, wizja kolejnych etapów życia - od narodzin do śmierci, ale także refleksja nad przeznaczeniem i wolnością artysty. Symbolika obrazu nie jest jednoznaczna, podobnie jak tytułowa Melancholia - kobieta w czarnej zasłonie, wpatrzona w słoneczny ogród i zagradzająca drogę do okna wolności. Fatum, przeznaczenie, czy jak twierdzi Stanisław Witkiewicz - Melancholia, która łapie i pochłania cały blask światła i nie dopuszcza go do duszy artysty. Słowacki zaś pisze w Anhellim: A chorobą zgubną, mówią, jest melancholia i zamyślenie zbytnie o rzeczach duszy. Dwie są bowiem melancholije: jedna jest z mocy, druga ze słabości; pierwsza jest skrzydłami ludzi wysokich, druga kamieniem ludzi topiących się.
Wielce znaczącym obrazem Jacka Malczewskiego jest też Błędne koło, powstały w latach 1895-1897. Artysta wciela się tym razem w młodego chłopca, czeladnika malarskiego, który przysiadł zamyślony u szczytu drabiny, z pędzlem w ręce. Wokół niego - w sinobłękitnej, zamglonej przestrzeni - kłębi się chmura splątanych figur, zaklęty krąg postaci, które zeszły z obrazów i osaczają chłopca. Nagie bachantki i satyr oraz młodzi ludzie w chłopskich kostiumach wirują po jaśniejszej, radosnej stronie. Ale chłopiec ich nie widzi - wpatrzony w drugą część kręgu, skrytą w ponurym, fioletowym cieniu, gdzie wiją się w konwulsyjnych gestach cierpiące, skute łańcuchem postaci. U stóp zachlapanej farbami drabiny spadają na podłogę odrzucone przez chłopca kartonowe patrony - dekoracyjne wzorniki: symbol banalnych, sztywnych konwencji i stereotypów.
Błędne koło to kolejna alegoria artystycznej wyobraźni, to sen malarza, w którym tłoczą się realność i fikcje, prawda i iluzja. W polskiej tradycji wizja szalonego tańca czy korowodu obrazuje często ludzkie życie, uwikłane w biologię i historię, wplątane w niewolę rozkoszy i cierpienia. jest to również symbol przemijania życia i upływu czasu. Chocholi taniec w Weselu Wyspiańskiego, somnabuliczne procesje w spektaklach Kantora, różne literackie pochody i polonezy - czerpią inspirację z Malczewskiego. Szczególne miejsce w kole artysta przeznacza sobie. Artysta posiada intuicję i świeżą wrażliwość dziecka. Dlatego może obserwować wirujące koło czasu i być bliższym tajemnicy poznania niż uwikłane w splot przeciwieństw twory jego wyobraźni.
Malczewski lubi pracować cyklami. Tak jest z motywem Thanatosa - greckiego boga śmierci, syna Nocy. Pierwsze obrazy cyklu, dedykowane pamięci rodziców, rozgrywają się na tle zabudowań w Gardzienicach, gdzie umarł ojciec artysty - i dworu w Wielgiem, miejscu śmierci matki. Thanatos przychodzi zwykle nocą, w świetle księżyca. Gra cieni w księżycowej poświacie, kolorystyka tych obrazów wzmagają wrażenie niesamowitości, stwarzając niepokojący, niemal surrealny klimat. I tak jest w pamiętanym przeze mnie z dzieciństwa obrazie Śmierć. Młoda, dorodna kobieta trzymająca w prawej ręce kosę, palcami lewej przymyka oczy klęczącego przed nią starca. W oszczędnej, statycznej kompozycji, w zestawieniu dwóch profili, złożonych modlitewnie dłoniach, łagodnym i pełnym sakramentalnej powagi geście kobiety jest spokój i ukojenie. Żniwa są przecież czasem zbiorów, przypomina o tym leżące na ziemi zżęte zboże. Śmierć może być oczekiwanym wyzwoleniem, wytchnieniem po trudach owocnego życia.
Tak duży jest dorobek artystyczny Malczewskiego, wielość ulubionych tematów ujętych w cykle - Zatruta studnia, Aniele, pójdę za Tobą, autoportrety, portrety przyjaciół - jest tego tak wiele, że nie sposób omówić choćby skrótowo wszystkich. Może kiedyś będzie jeszcze okazja, by zająć się tymi pominiętymi... 
Małgorzata Miksiewicz
 
 
Wyświetlony 22243 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.