sobota, 02 lipiec 2011 22:49

Zmagania z ojczyzną

Napisane przez

Jacek Wegner, dziennikarz, publicysta i nauczyciel akademicki, jest opętany historią. Opętany w dobrym znaczeniu tego słowa, bowiem nieustannie stara się w niej tropić dlaczego Polska jest taka, jaka jest, czy jej stan obecny wynika z historii, czy z jakichś innych przyczyn, a jeśli te inne przyczyny miały jakiś wpływ na dzieje Rzeczypospolitej, to jaki i dlaczego, a może jednak historia jest najważniejsza? Historia dodajmy, rozumiana nie tylko jako katalog dat, wydarzeń i faktów, ale jako proces; więcej ? jako kultura narodu i społeczeństwa. Stąd dalsza próba szukania odpowiedzi: co przyczyniło się do tego, że owa kultura jest taka, jaka jest, czy dziś jesteśmy odpowiedzialni za to, jacy jesteśmy, czy też automatycznie dziedziczymy po przodkach swoją własność, swoistość, czy jesteśmy niejako ich kontynuacją, czy przeciwnie, staliśmy się odmienni.

 

Autor nie tai dumy z dawniejszych dokonań Rzeczypospolitej (to ważne, że używa terminu Rzeczpospolita jako kraj będący niegdyś jednością Polski, Litwy i Rusi, raz ojczyzną Polaków, Litwinów, Rusinów, Niemców i innych narodowości ją zamieszkujących). Ale ostatnia jego książka Rzeczpospolita. Duma i wstyd, stanowi rozrachunek autora ze wspaniałymi kartami ojczyzny, ale i z czynami niekiedy wręcz haniebnymi. Jacek Wegner jest bowiem dumny z dokonań ojczyzny, ale równie często natyka się na fakty przynoszące sromotę z dokonań ojczyzny i przodków. Chciałby bezwzględnie być dumny, jednak musi często odczuwać wstyd za przeszłość i teraźniejszość. I to jest siłą tej pasjonującej książki, że nie jest ona tromtadracko jednostronna, lecz pokazuje i wstydliwe oblicze ojczyzny.

Nie sposób w sposób uładzony recenzować tej książki, gdyż ma ona charakter bardzo rozbudowanego eseju pisanego na przemian krwią i żółcią, gdzie fakty mieszają się i miesza się chronologia. Autor skacze od dawniejszych dziejów do współczesności i odwrotnie. Nie jest to bowiem wykład akademicki, lecz rozprawa z zaletami, ale i wadami naszych przodków i dzisiejszych polityków (w ogóle całego społeczeństwa). Punktowanie jednych i drugich. Szukając bowiem wielkości autor często znajduje brzydotę, pięknu towarzyszy hańba.

Autor, zafascynowany historią, stara się odczytać współczesne fakty, poglądy i zachowania Polaków. Jest to bowiem zarazem rozprawa o tym, jak przebiegają dzisiejsze losy narodu w nawiązaniu do tych dawniejszych. Co dziedziczymy z minionych stuleci, czy jesteśmy całkowicie inni niż nasi przodkowie, czy też niemal genetycznie tkwi w nas przeszłość. A w tle nieustanne zmagania Polaków z historią, geografią (geopolityką), sąsiadami, ale  i z samymi sobą.

W przeciwieństwie do zawodowych historyków autor często proponuje historię alternatywną. Na gruncie naukowym to grzech, bo powinny mówić fakty. Ale publicysta ma prawo do historii alternatywnej: co by było gdyby, ponieważ znakomicie rozszerza ona zrozumienie, dlaczego nasi przodkowie w jakiejś sytuacji postąpili tak, a nie inaczej. Lecz też jest zaletą tej książki, że nie rozstrzyga ona jednoznacznie, dlaczego kiedyś tam postąpiono tak, a nie inaczej. Czy to było mądre czy głupie? Możemy tylko domniemywać w przybliżeniu, ponieważ alternatywne rozwiązania rozdzieliłyby się na niezliczoną ilość innych strumieni, które nie wiadomo gdzie by nas doprowadziły.

Na mnie największe wrażenie uczyniły rozważania dotyczące ustroju ? formuła Rzeczy Pospolitej jako swoistego szlacheckiego republikanizmu, który próbował zaistnieć i przetrwać w Europie feudalnej, stanowiąc jej zaprzeczenie, co w efekcie doprowadziło do upadku państwa. Czy mogło ono przy tej formule przetrwać w takim otoczeniu? Może by i mogło, lecz autor podpowiada, że nastąpiło jego wyidealizowanie, a przeto błogie przeświadczenie, że nie należy niczego zmieniać. Tymczasem jeżeli niczego nie chcemy zmieniać i trwać przy tym jak to illo tempore bywało, wtedy historia bierze nas za kark i daje nam po pysku. No i dała ? rozbiory. Był to już ostatni (czy aby ostatni) akord (nie)świętego spokoju i wygodnictwa.

Takich i podobnych konstatacji jest w książce znacznie więcej. Czyta się ją z zapartym tchem, przybierając raz pozę zadumanego Stańczyka, to znów chcąc rwać się do szabli. Przypomina mi się tu fragment z Wesela: Kiedyś, gdzieś tam tęgie pyski, i do szabli i do miski, kiedyś gdzieś tam tęgie dusze, półwariackie animusze, kogoś zbawiać, kogoś siekać, dzisiaj nie ma na co czekać... Ale pólwariackimi animuszami nie robi się ojczyzny mocarstwem. Zostaje tylko miska, a i to niezbyt pełna. Miło snami uciec z życia ? ale na szczęście autor nie daje nam uciec i przymusza nas do dyskusji: jacy byliśmy, jacy jesteśmy, jacy możemy być.

Jacek Wegner, Rzeczpospolita. Duma i wstyd, Wydawnictwo M, Kraków 2011, s. 317.

Wyświetlony 2265 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.