środa, 31 sierpień 2011 14:41

90 lat temu

Napisane przez

Właściwie zaczęło się kilka lat wcześniej, bo w końcu 1918 r. Właśnie skończyła się I wojna światowa. Niemcy skapitulowały, tracąc swoje zamorskie kolonie, które przeszły pod władztwo państw sprzymierzonych, aczkolwiek nie miały one własnej osobowości prawnej i nieco później terytoria te przeszły w gestię nowo powstałej Ligi Narodów. W każdym razie już wtedy, w końcu 1918 r. Polska zainteresowała się koloniami, mimo że wskrzeszone państwo nie miało jeszcze zapewnionego bytu.

Dosyć, że w 1918 r. powstało Polskie Towarzystwo Kolonialne założone głównie przez powracających do kraju emigrantów, głównie z Brazylii. Jeszcze w czasie trwania konferencji pokojowej w Paryżu proponowało ono, by Polsce została przyznana część kolonii niemieckich. Miała to być rekompensata za zniszczenia wojenne dla Polski, formalnie należącej do zwycięskiej Ententy.

Wkrótce dołączyli do nich politycy krajowi. W marcu 1919 r. postulat przyznania Polsce części poniemieckich terytoriów zamorskich i domagania się ich podczas wspomnianej konferencji pokojowej podnieśli posłowie do Sejmu Ustawodawczego, Janusz Radziwiłł i Tomasz Dąbal z Polskiego Stronnictwa Ludowego-Lewica. Co ciekawe, pos. Dąbal wkrótce zmienił przynależność partyjną i stał się członkiem Komunistycznej Partii Polski!

Rząd Polski nie podjął tych inicjatyw. Nic dziwnego. Granice ciągle były płynne, ostatecznie niewytyczone, kwestionowane przez sąsiadów, państwo nie zostało zszyte w jedność z trzech zaborów, a groziło mu niebezpieczeństwo ze strony dyszących żądzą odwetu Niemiec (trwały powstania śląskie) i zbolszewizowanej Rosji, co rychło przeobraziło się w nawałę wojenną i wojnę polsko-sowiecką, nie wspominając już o zniszczeniach materialnych i konieczności odbudowy gospodarki oraz infrastruktury społecznej. Ważniejsze przeto były inne kwestie, decydujące o zabezpieczeniu bytu państwowego.

Ale oto nadszedł 1921 r., czyli tytułowe 90 lat temu. Właśnie w 1921 r. przybył do Warszawy prof. Jan Dybowski. Był agronomem; związany z rządem francuskim, pracował we francuskich koloniach afrykańskich. W Warszawie, jako delegat rządu francuskiego, przedstawił władzom polskim propozycje Paryża na zezwolenie na osadnictwo polskie w koloniach francuskich wraz z przyznaniem temu osadnictwu autonomii politycznej, a gdyby Polska była zainteresowana tą propozycją, Francja gotowa była przyznać jej jakąś posiadłość w dawnych koloniach niemieckich zarządzanych obecnie przez Paryż.

Nie jest jasne, czy było to powtórzone zezwolenie na polskie osadnictwo w koloniach francuskich, czy oferta rozszerzona o możliwość jakiegoś kondominium francusko-polskiego, a może nawet o odsprzedanie Polsce jakichś francuskich skrawków kolonialnych.

W każdym razie prof. Dybowski był też autorem memoriału złożonego na ręce delegacji polskiej na konferencji pokojowej w Paryżu, memoriału w sprawie uzyskania dla Polski mandatu kolonialnego z poniemieckich terytoriów w Afryce. Ponoć uczynił to w porozumieniu z francuskim Ministerstwem Kolonii.

Jednakże ani memoriał, ani późniejsze propozycje sformułowane w Warszawie o ewentualnym osadnictwie polskim we francuskich koloniach, nie zostały przez nasze władze wzięte pod uwagę. Zapewne dlatego, że prof. Dybowski był traktowany podejrzliwie, bo uważany w Warszawie za agenta francuskiego pragnącego załatwić jakieś interesy Paryża.

Nie wiadomo dlaczego na prof. Dybowskim ciążyły takie podejrzenia. Być może były jakieś uzasadnienia, być może była to tylko plotka, ale powszechnie przyjmowana. Nie sposób dziś to sprawdzić, zwłaszcza że nie ma żadnych dokumentów w tej sprawie. Po latach nie podobna jest dojść do sedna, gdy mamy do czynienia jedynie z przekonaniami przekazywanymi z ust do ust. Może skłoniły do tego jakieś wypowiedzi prof. Dybowskiego, źle zrozumiane, może jakieś jego przemilczenia podejrzliwie interpretowane.

Mogła być i inna przyczyna. Owszem, Francja była naszym sojusznikiem. Ale Polska miała ambicję załatwiania własnych spraw sama, bez czyjegokolwiek pośrednictwa i pomocy. Reakcja naturalna: odrodzone państwo chciało działać samodzielnie, bez jakiejkolwiek protekcji, by podkreślić własną niezależność, a przy okazji stanąć w rzędzie państw europejskich jako pełnoprawny partner.

W tej sytuacji konsekwentny poseł Janusz Radziwiłł, jako szef Komisji Zagranicznej Sejmu, próbował ukształtować tzw. politykę mandatową. Utrzymywał, że zmianie powinny ulec postanowienia Traktatu Wersalskiego dotyczące byłych kolonii niemieckich. Mianowicie niektóre z nich powinny być przekazane Polsce (chodziło tu o Kamerun) jako ekwiwalent za zniszczenia wojenne i akt sprawiedliwości dziejowej. Zaproponował więc w 1921 r. wprowadzenie do Traktatu Wersalskiego poprawek uwzględniających aspiracje Polski.

(...)

Wyświetlony 1892 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.