sobota, 28 styczeń 2012 16:52

Widmo bolszewizmu

Napisał

Jeszcze dwieście, a nawet sto lat temu można było nieśmiało stawiać tezę, że postępowi naukowo-technicznemu towarzyszy postęp moralny. Optymiści twierdzili nawet, że skoro wraz z upływem lat na świecie jest coraz więcej dobra, można oczekiwać, że w skończonym czasie ludzkość osiągnie stan, w którym cieszyć się będzie powszechnym, materialnym i duchowym dobrobytem.

 

Tego typu wizje znajdowały wielu entuzjastów, choć stawiały na głowie tradycyjne interpretacje losów ludzkości, które ów dobrobyt ? czy to w formie złotego wieku, czy rajskiego ogrodu ? umieszczały na początku dziejów, ich dalszy bieg traktując jako stopniowy upadek prowadzący do takiej globalnej degeneracji, która wymagać będzie ostatecznej interwencji sił wyższych. Wiek XX ostudził zapał optymistów, przynosząc dobitne argumenty na rzecz tradycyjnych interpretacji, choć zarazem wzmacniając millenarystyczne oczekiwania rychłego kresu dziejów ? skoro bowiem absolutne dobro jest poza naszym zasięgiem, to być może, absolutne zło zadziała jak katalizator, uwalniając nas z tego padołu łez.

Obok takich ? tak czy owak ? progresywistycznych wizji, w których droga wiedzie w górę bądź w dół, można spotkać czasem opinie mówiące o względnej stałości procentowego udziału dobra i zła w ziemskim życiu. Ludzie wraz z upływem czasu nie stają się moralnie ani lepsi, ani gorsi, gdyż oba pierwiastki zachowują stałe proporcje ? co najwyżej zmieniają się formy, w jakich się wyrażają. Czy taka hipoteza jest do przyjęcia? Spróbujmy sięgnąć po jakąś konkretną ilustrację. Czy, przykładowo, wraz z biegiem wieków pojawiły się jakieś nowe formy świętości, jakościowo, a nie tylko ilościowo odmienne od tych, które urzeczywistniali św. Franciszek czy św. Hieronim? Na pierwszy rzut oka nie wydaje się, aby w sferze tej zaszły jakieś szczególne zmiany, nie mówiąc już o jakiejś aksjologicznej rewolucji. Dzieje się tak dlatego, że świętość jest, mówiąc językiem ekonomicznym, dobrem rzadkim, a zmiany jej formy i treści mogłyby doprowadzić do jego dewaluacji. Zresztą samo dobro jest również dobrem rzadkim i jako pewnego rodzaju standard, punkt odniesienia, musi zachować stałość. Inaczej jest natomiast w wypadku zła, które ? niezależnie, czy przyjmujemy jego substancjalną lub osobową koncepcję, czy też uważamy je jedynie za brak dobra ? z natury swej wydaje się zmuszone do zmiany postaci, niczym mitologiczny Proteusz, poszukując coraz bardziej unikalnych i ekstremalnych środków wyrazu. Jest niczym wirus, który, aby zyskać odporność na kolejne szczepionki, mutuje się, poszukując ukrytych wejść i niestrzeżonych dróg.

Zło XX wieku, którego uosobieniem były systemy totalitarne, komunistyczny i narodowo-socjalistyczny, przybrało taką właśnie nową, zmutowaną postać. Jego cechą rozpoznawczą nie jest przemoc ani nawet masowe mordy, gdyż wszystko to było ? choć w mniejszej skali ? praktykowane już wcześniej. Różnica polega na tym, że dawnym despotom i tyranom to w zasadzie wystarczało, innymi słowy, ich pragnienia sprowadzały się do możliwości zawładnięcia materialną stroną ludzkiej egzystencji. Gwałt, rabunek, uwięzienie, tortury, morderstwo ? oto wszystko, czego im trzeba było do szczęścia i spełnienia. Zło w nowej postaci rozszerzyło swoje wymagania, dążąc nie tylko do zniewolenia człowieka cieleśnie, ale również duchowo, niszcząc zarówno jego wolność negatywną, zewnętrzną, jak i pozytywną, wewnętrzną. Sytuację tę przenikliwie ukazał Orwell w ?Roku 1984?: władzy nie wystarcza już to, że główny bohater wykonuje wszystkie polecenia partii uosabianej przez widmową postać Wielkiego Brata; chodzi o to, aby pokochał on wielkiego brata (co zresztą ostatecznie udaje się osiągnąć).

Uosobieniem tej nowej formy zła jest bolszewizm. Nie należy tu rozumieć tego terminu w wąsko historyczny sposób, jako pewnego stylu walki politycznej realizowanego przez Lenina i opartego na idei wszechwiedzy i wszechwładzy jednej partii. Bolszewizm należy raczej potraktować jako specyficzną cechę ludzkiej mentalności, w zasadniczy sposób rzutującą na sposób myślenia i działania, na stosunek do innych ? a także do siebie. Za pomocą cechy tej można opisywać nie tylko jednostki, ale także całe grupy, kolektywnie zmierzające ku pewnym celom. Bolszewizm nie skończył się więc ani z chwilą odejścia z tego świata prawdziwych bolszewików, ani z upadkiem ich sowieckiej ojczyzny, zresztą nie ograniczał się jedynie do wschodniej Europy czy Azji; jego wirusy rozpełzły się po całym świecie, a ich nosiciele wciąż są wśród nas obecni, sięgając czasem po władzę.

(...)

Wyświetlony 2285 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.