niedziela, 29 styczeń 2012 19:03

Brytyjczycy podejmą rękawicę

Napisane przez

Z dr Przemysławem Żurawskim vel Grajewskim, wykładowcą na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego, rozmawia Petar Petrović (Polskie Radio)  

Co nam szykują brukselskie elity, jaka Europa wyłoni się z reform, które proponują? Na jakich zasadach będzie oparty nowy ład? Czy są to zmiany, których powinniśmy się obawiać, czy może wprost przeciwnie, pomogą one w przełamaniu kryzysu ekonomicznego i wyjdą całej zjednoczonej Europie na dobre? 

Zmiany w kształcie UE to sprawa przesądzona, gdyż inaczej trudno byłoby radzić sobie z podobnymi kryzysami w przyszłości. Zasadniczym problemem jest brak zrównoważenia dwóch głównych mocarstw kontynentalnych ? Francji i Niemiec. Ten tandem od czasu walki o Traktat Konstytucyjny, a później lizboński starał się o instytucjonalne zdominowanie Unii, i to mu się udało.  

A jaki jest wpływ kryzysu ekonomicznego na kłopoty strefy euro?

On służy do podniesienia skali dominacji tych dwóch państw, w tym przypadku w szczególności Niemiec. Na to jeszcze nakładają się czynniki zewnętrzne. Proszę pamiętać, że obecny kryzys w strefie euro nie jest pierwszym, ale drugim, po tym z 2008 roku, który był bezpośrednio niezależny od wydarzeń w Europie. Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której zapewne istniał projekt wykorzystania presji politycznej wytworzonej przez kryzys w strefie euro w celu jej zdominowania i przejęcia władzy nie tyle formalnej, co nieformalnej. Tzw. Grupa Frankfurcka, złożona z kilkunastu czołowych osobistości ze świata politycznego i finansowego, nie jest żadnym gremium traktatowym, ale to ona w tej chwili podejmuje kluczowe decyzje o poważnych skutkach politycznych, tj. dymisje Berlusconiego i Papandreu.  

Czyli mamy do czynienia z rzeczywistą fasadowością unijnych instytucji?  

Organ nietraktatowy i niedemokratyczny, nieodpowiadający przed żadnymi wyborcami podejmuje decyzje, które rozstrzygają o upadku gabinetów rządowych państw członkowskich. Taka sytuacja i zlikwidowanie dotychczasowego przeszacowania państw małych w systemie decyzyjnym Unii, musi wywołać poczucie dominacji Niemiec i francuskie reakcje na to.  

Jakie będą tego konsekwencje? Czy podobnie jak w Grecji obudzą się niemieckie resentymenty?  

Nastąpi osłabienie woli integracji wśród narodów Unii, co odbije się niekorzystnie na całym projekcie. Wprowadzenie euro ? po raz pierwszy w dziejach waluty oderwanej od suwerena ? miało praktycznie wymuszać powstanie tego suwerena. Był to zatem projekt bardziej polityczny niż ekonomiczny. Fakt, że kryzys miał być bazą polityczną, w ramach której pozostałe podmioty miały zgodzić się na rząd gospodarczy, był elementem projektu. Nie przewidziano jednak, że będzie to drugi z serii kryzysów, a zatem wszystko wskazuje na to, że koszty gospodarcze całej operacji przewyższają możliwości ich pokrycia przez autorów całej gry i stąd problem.  

Co z tego wynika dla przyszłości Europy i samego projektu europejskiego? Czy to oznacza, że niedługo zostaniemy poinformowani, iż koszty ratowania bankrutujących państw przewyższają możliwości bądź chęci dalszego inwestowania we wspólną walutę? Idąc dalej tym tropem, dziś całkiem możliwe wydaje się coś, co do niedawna dla wielu było utopią, czyli rozpad europejskiej wspólnoty.  

Myślę, że nie dojdzie do rozpadu Unii: taka struktura, tak rozbudowana biurokracja nie umiera ot, tak sobie, dlatego będzie ona trwać jeszcze przez jakiś czas w kształcie ornamentalno-teatralnym. Nastąpi jednak podział wewnątrz tego organizmu, zapewne wyodrębni się rdzeń francusko-niemiecki wraz z krajami Beneluksu. W nadchodzących miesiącach rozegra się też walka wokół tego, co w najbliższym czasie może, a czego nie może uczynić Wielka Brytania.  

Przewodniczący PE Jerzy Buzek po wyautowaniu Wielkiej Brytanii powiedział: Wynik tego szczytu jest bardzo dobry: dwadzieścia sześć do jednego! To znaczy, że Europa jest zjednoczona. Nawet nie ukrywał swojego zadowolenia. To właśnie Londyn cała brukselska śmietanka określała jako hamulcowego Unii, a Niemcy i Francja powszechnie uważane są za państwa, które myślą o dobru tej struktury.  

Należy pamiętać, że Wielka Brytania to kraj o dużym potencjale. W moim odczuciu jest potężniejszym mocarstwem od Francji, ma doskonałe stosunki z USA i pewne zaplecze w świecie anglosaskim; ma swoje City ? centrum finansowe w Londynie. Do tego jest stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ i mocarstwem jądrowym. Ma też najlepszą armię ekspedycyjną w Europie. Z tych właśnie względów Unia nie za bardzo jest potrzebna Brytyjczykom w innym wymiarze, jak tylko wolnego rynku, gdyż to ma bardzo poważne znaczenie dla ich gospodarki. Nie mogą sobie oni natomiast pozwolić na marginalizację w tym rozumieniu, że podejmowano by decyzje ich dotyczące bez ich istotnego udziału.  

Czy w takim razie będą się izolować, czy może podejmą rękawicę i będą się starać tworzyć własną sieć relacji z członkami Unii, którym nie na rękę będzie dyktat idący z najmocniejszych stolic?  

Tradycyjnie, tak jak to było nieraz w brytyjskiej historii, Anglicy podejmą raczej próbę przełamania hegemonii ośrodka kontynentalnego, tym razem niemiecko-francuskiego. Będą szukali oparcia w Skandynawach i jeśli Europa Środkowa zechce udzielić takiego poparcia, to na pewno z niego skorzystają. Widać, że Czechy, Węgry i Szwecja zdystansowały się od projektu ogłoszonego w grudniu w Brukseli, odwołując się do decyzji swoich parlamentów. Myślę, że gra jest w toku, sporo zależy od Polski, jako największego państwa Europy Środkowej. Niestety, nasz kraj jest obecnie w obozie francusko-niemieckim, czego ja nie potrafię zrozumieć. Postawa ta nie wydaje mi się rozsądna. Ta decyzja przesądza negatywnie o możliwości gry brytyjskiej na większą skalę w Europie Środkowej, ale nie w Skandynawii.  

Jaki los czeka kraje, którym grozi widmo bankructwa? Zostaną pozostawione same sobie czy dalej będą sztucznie podtrzymywane przez kolejne kredyty pomocowe?  

Państwa południa ? Grecja, Portugalia, Hiszpania i Włochy ? zostaną zapewne wypchnięte z Unii i będą bankrutowały. To będzie wywoływało w nich silne nastroje antyniemieckie. Będziemy mieć więc grupę zarządzającą i teatralne instytucje unijne, w których nie będą zapadały rzeczywiste decyzje, tylko będą potwierdzane te przyjęte przez ciała nieformalne, przeciwko którym będą się buntować Brytyjczycy i ich obóz.  

(...)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wyświetlony 1663 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.