poniedziałek, 13 wrzesień 2010 13:22

Matrix po polsku

Napisał

Niejaki Aristokles, filozof, znany szerzej pod ksywką Platon, mawiał, że nierozsądnie postępują ci, którzy wiedzę o rzeczywistości chcą budować w oparciu o to, co widoczne na pierwszy rzut oka. To, co widać, jest zaledwie bladym i zniekształconym odbiciem tego, co istotne i zasadnicze. Prawda ukryta jest pod powierzchnią pozorów, a pozory, jak wiadomo, mylą.

Choć Platon żył jakieś dwa i pół tysiąca lat temu, to jednak nieobce mu były rozkosze zarówno demokracji, jak i tyranii. Swym sokolim wzrokiem i lotną myślą sięgnął daleko, bardzo daleko i jeśli uważnie przyjrzeć się jego uwagom, otrzepać je ze starożytnej metaforyki i mistycznych uniesień, okaże się, że jak ulał pasują one do sytuacji w dzisiejszej Polsce. Oto bowiem wszystko zdaje się wskazywać na to, że dokonuje się cudowny proces integracji naszego kraju z tak zwaną Europą: na maszt wciągnięto niebieskie flagi w pozłacane gwiazdki, powołano mnogość urzędów czuwających nad pomyślnym rozwojem procesu przyłączania nas do europejskiej macierzy, powoli dostosowuje się przepisy i gospodarkę do wytycznych sporządzanych przez unijnych planistów, ba! ? nawet w sferze kultury i obyczajów dostrzec można postęp, mamy już bowiem rzeczniczki do spraw płci i odmieńców, mamy propozycje legalizacji związków jednopłciowych i liberalizacji aborcji, wyszli też z ukrycia ? by się wreszcie pokazać ? zwolennicy seksu z nieletnimi, co, biorąc pod uwagę popularność tej orientacji w Brukseli, wydaje się bardzo correctness. Krótko mówiąc, wydaje się, że trwa niemal niezakłócony proces włączania naszego kraju w struktury UE, jeśli jednak poważnie potraktujemy słowa Platona, wówczas zrozumiemy, iż ? niestety ? tylko "wydaje się". Wystarczy bowiem lekko dmuchnąć na tę zasłonę pozorów, a okaże się, że pod hałaśliwą integracją z Zachodem dokonuje się cichy, ale konsekwentny proces integrowania się ze Wschodem. Ujawniane w ostatnich miesiącach informacje o quasi-mafijnym funkcjonowaniu branży paliwowej dowodzą, że nasze powierzchowne (bo często istniejące tylko na papierze) związki z Europą mogą w przyszłości okazać się nieistotne w obliczu trwałej materialnej zależności od Rosji. Co prawda, przysłowie powiada, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, cóż jednak zrobimy, jeśli okaże się, iż niezależnie od tego, czy będziemy wybierać się do Rzymu, Berlina, czy Brukseli, znów jeździć będziemy musieli przez Moskwę.
Warto więc czasem posłuchać rad filozofów i z pewnym sceptycyzmem podejść do tego, co na pozór wydaje się oczywiste. Przezorność nakazuje nigdy nie ufać zbytnio tym, którzy choć raz nas oszukali, pouczał Kartezjusz i zalecenie to jest cały czas aktualne. Przez ostatnie lata zdrowa podejrzliwość, naturalna w naszej sytuacji geopolitycznej, niebezpiecznie osłabła, kapitulując przed gierkowską propagandą sukcesu, rozsiewaną szerokim gestem przez niemiłosiernie nam panujących reprezentantów ludu pracującego stolicy, miast, wsi i tego, co pomiędzy. Być może przespalibyśmy znów jakiś ważny moment, kiedy decydowano by o nas bez nas, gdyby nie to, że członkowie rządzącej familii nie są specjalnie karni ? a to coś wypiją, chlapiąc przy okazji o parę słów za dużo, a to nagrają kogoś przypadkowo na taśmę, a to poskarżą się prasie, a to znów spotkają z jakąś trefną personą, w wyniku czego nasz rodzimy Matrix zaczął nieco szwankować. Rewolucji zapewne nie będzie, ale parę dobrych wirusów jest w stanie nieco popsuć tę różowawą krew, której parę litrów ? dla dobra pacjenta ? należałoby, wzorem dawnej medycyny, spuścić do wiadra.
W każdym razie, gdyby zastosować stworzone przez Kanta wyszukane pojęcia filozoficzne do zjawisk z obszaru brutalnej polityki, można by rzec, że od pewnego czasu jesteśmy świadkami wydobywania rzeczy samych w sobie zza zasłony zjawisk. Na dodatek, co zapewne nie przyszłoby do głowy chorobliwemu profesorowi z Królewca, w wyniku owego procesu może się okazać, że nie tylko zdemaskuje się kilka sprawnie funkcjonujących w schemacie przyczynowo-skutkowym fenomenów, ale przy okazji paru noumenów pójdzie do pierdla. Główne zadanie w tym wydobywaniu przypadło sejmowym komisjom śledczym, które oprócz dostarczania pracownikom drugiej zmiany namiastki reality-show mogą okazać się, mówiąc dosadnie, owym nożem, który upuści komu trzeba trochę krwi, w tym wypadku przybierającej postać informacji. Jak dotąd puszczenie komuś litra skażonego żółcią płynu miało w zasadzie pozytywne rezultaty ? delikwent albo zdrowiał, albo żegnał się z tym światem, czyli tak czy owak przestawał być problemem. Można mieć nadzieję, że i w tym wypadku umiejętnie wykonane nacięcie i puszczenie strumienia informacji, jeśli nawet nie przyniesie poprawy zdrowia, to przynajmniej skutecznie wyeliminuje niektóre ogniska choroby.
Pierwsza komisja przetarła szlak i pokazała, dzięki swoim cyniczno-sceptycznym i patetyczno-pesymistycznym liderom, że archeologiczne wykopki w bagnie zwanym III RP mogą być nie tylko zabawne, ale i pouczające, zwłaszcza kiedy co jakiś czas natrafia się na obfite ślady underworldu. Wydawało się, że eterem zawiaduje do cna demokratyczna Rada Radiofonii, Patefonii i czegoś tam jeszcze oraz zespół misjonarzy wypełniających ważną społeczną misję, a kiedy podniesiono dywan, okazało się, że w rzeczywistości wszystkim sterują Nochal, Okularnica, Gburek i Kościej, nowe mutacje gnomów, które wraz z siwowłosym Królewnikiem Śnieżnikiem i rumianym jak zatrute jabłuszko Pierwszym Prawdomównym, ściskają władzę tak mocno, że aż im elektorat topnieje. Miliony prostodusznych widzów dowiedziały się, że nawet telewizja, medium user friendly i na wskroś poczciwe, zamiast podawać prawdę na tacy, niczym głowę Jana, perfidnie ją zniekształca, żądając przy tym haraczu, zwanego eufemistycznie abonamentem. Zresztą nie tyle nawet samo medium się skompromitowało, co jego zawiadowcy: wszyscy jak jeden mąż zapominalscy, z rozbieganymi oczyma, cierpiący na poważne schorzenia psychiczne i somatyczne, mający trudności z odpowiedzią na proste leninowskie pytanie "kto? kogo?". Nieładnie się powtarzać, ale nie przychodzi do głowy nic innego, jak po raz kolejny stwierdzić, że tzw. elity rządzące dotknął zespół Wernickiego-Korsakowa, który w naszym kraju przybiera formy złośliwe i na dodatek zakaźne.

(?)
Damian Leszczyński
Wyświetlony 5114 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.