poniedziałek, 21 październik 2013 22:58

Snowdenmania

Napisał

Sprawa Snowdena z pozoru wygląda na komedię. Jak to się stało, że przeciętny, młody człowiek bez dyplomu akademickiego, a nawet matury, zrobił tyle zamieszania na najwyższych szczeblach amerykańskiego rządu z prezydentem Obamą włącznie? Poniżej postaram się wyjaśnić hipotezy, jakie postawiłem sobie w odpowiedzi na pytanie, o co właściwie chodzi.

Jak zwykle każda polityczna sprawa nie da się wyjaśnić jedną odpowiedzią, ja zaś nie jestem politykiem i nie mam dostępu do tajemnic państwowych. Być może jednak zaletą jest to, że patrząc na zjawiska polityczne z dołu, nie mam zobowiązań ani uprzedzeń w stosunku do agencji wywiadu, które mają monopol na szpiegowską prawdę. Moje jedyne doświadczenie z ?agentami bezpieczeństwa publicznego? pierwszy raz miało miejsce w PRL-u w latach 60., kiedy to posądzono mnie o współpracę z wywiadem brytyjskim, a drugi raz, już w USA w roku 1984, kiedy podejrzewano mnie o eksportowanie ?wysokiej technologii? i pracę dla ZSRR. W obu wypadkach dowiedziałem się, jak nadmiernie rozbudowane agencje wywiadu, pod presją wydajności, szukają szpiegów tam, gdzie ich nie ma. Moje perypetie w tej dziedzinie opisałem w książce Do sukcesu pod wiatr, dostępnej także na Amazon.com oraz częściowo na mojej stronie: www.czekajewski.com.

No, ale wróćmy do naszego enfant terrible, Edwarda Snowdena.

Kto ma interes w ukryciu prawdy?

Istnieje retoryczne pytanie, dotyczące chyba hollywoodzkich filmów kryminalnych, które brzmi: ?Kiedy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze?. Kto na rewelacjach Snowdena traci, a kto zyskuje finansowo? Snowden, przez fakt, że nie był etatowym pracownikiem NSA (National Security Agency) ujawnił, że duża część zadań szpiegowskich nie jest wykonywana przez rządowe organizacje, jak NSA, CIA, FBI, TSA, Pentagon itp., ale przez firmy prywatne pracujące na kontraktach rządowych. Jak wiadomo, dochody pracowników rządowych są jawne i dostępne dla każdego z nas, kto ma dostęp do Internetu. Na przykład wiadomo, że dyrektor CIA, generał David Petraeus, zarabiał 200 tys. dolarów rocznie. Natomiast pensje analityków w CIA wynoszą od 53 do 157 tys. dolarów. Zwykły agent CIA otrzymuje tylko około 54 tys. dolarów rocznie, czyli sumę podobną do uposażenia sekretarki w prywatnej firmie. Nie są to zarobki wielkie, a nawet marne, dlatego też wystąpił w US proces prywatyzacji funkcji wywiadu i zatrudnienia pracowników prywatnie, na zasadzie indywidualnych kontraktów, które płacą przynajmniej dwa razy wyższe stawki niż rządowe. Przypuszczam, że dochody prezesów takich prywatnych firm sięgają milionów dolarów, a dochody samych firm prawdopodobnie idą w miliardy dolarów.

Drugą grupą zyskującą jest przemysł elektroniczny, który buduje tzw. serwery i wielkie pamięci, służące do przechowywania danych zebranych z Internetu i rozmów telefonicznych. Tu znowu mamy do czynienia z zamówieniami, które unikają publicznej kontroli, jako że są okryte tajemnicą państwową. Nic nam nie wiadomo, ile właściwie kosztują te zamówienia.

Zainteresowani w surowym wyroku na Snowdena są także ci wszyscy pracownicy wywiadu cywilnego i wojskowego, którym marzy się praca dla prywatnego przedsiębiorcy, który za ich kwalifikacje zapłaci dużo więcej niż rządowy pracodawca. Likwidacja zamówień prywatnych zniweczyłaby ich nadzieje.

(...)

Wyświetlony 2114 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.