wtorek, 21 grudzień 2010 15:29

Zjedz kawałek McŚwiata

Napisane przez

Co pewien czas rozmaite agencje informacyjne podają o demonstracjach przeciwników globalizacji. Pikiety, demonstracje, starcia z policją.

Na ogół wystąpienia te dotyczą spraw wielkich: fuzji znaczących banków, korporacji przemysłowych, potężnych inwestycji, porozumienia giełd. Wprawdzie nazwa sieci barów szybkiej obsługi McDonald, stała się też już symbolem globalizacji i określa się ją ironicznie mianem "McŚwiat", jednak mało kto zwraca uwagę na - powiedziałbym - kulinarny aspekt globalizacji. A właśnie w tej dziedzinie jej postępy są najszybsze, tyle że dzieje się to wszystko po cichu. W ten sposób kropla drąży kamień, a jak już wydrąży ów kamień kulinarny, to reszta szybko pójdzie z góry i nie pomogą najbardziej zajadłe protesty. Wbrew pozorom zaś rzecz nie jest błaha.
Jedzenie traktujemy bezrefleksyjnie, tak jak nikt nie zastanawia się nad tym, że oddycha. Ot, dostarczenie organizmowi potrzebnej porcji kalorii i energii. Tymczasem jedzenie jest nie tylko sztuką, jaką z niego zrobili na przykład Francuzi, czy Włosi, ale faktem kulturowym, również określającym cywilizację (naszą, czy też inne). Powiada się: "kultura jedzenia", mając na myśli umiejętne posługiwanie się nożem i widelcem, wyprostowane siedzenie, nie podpieranie łokciami na stole, kichanie w talerz zupy, itp. Tymczasem pożywienie, jako fakt kulturowy ma znaczenie dalece szersze - jest częścią kultury w sensie etnologicznym. Nie wyznaczają go jedynie fauna i flora konkretnych obszarów geograficznych. Jest to coś więcej. Zarówno dobór dań, sposób ich przygotowywania, podawania, zachowanie się w czasie posiłków też są elementami kultury rozmaitych grup etnicznych, od najmniejszych, plemiennych, po wielkie, narodowe. Są one charakterystyczne dla jednych społeczności i też wzmagają ich integrację, zarazem odmienne w stosunku do innych, pozwalają zachować dzięki temu zróżnicowanie kulturowe rozmaitych społeczności. Bardzo często też pewne potrawy czy napoje oraz sposób ich spożywania, mają w obyczajowości i obrzędowości pewnych grup znaczenie wręcz podstawowe; bywają niejako filarami, a przynajmniej ważnymi aspektami ich kultury. Zmiana w sposobie odżywiania się może doprowadzić w konsekwencji do załamania się kultury charakterystycznej dla konkretnej grupy etnicznej, poprzez erozję, jako wynik tej zmiany, innych filarów kultury.
Jeszcze szczątkowo funkcjonują u nas powiedzenia w rodzaju, że "umówimy się po obiedzie", "załatwię to przed obiadem". Kiedyś było wiadomo, jaka to pora dnia, i chociaż w poszczególnych rodzinach obiad mógł wypadać w rozmaitym czasie, to jego rozciągliwość nie była wielka - w granicach godziny, w każdym razie około godziny drugiej po południu. Dziś na takie umawianie się, reakcja jest niecierpliwa: "to znaczy o której?". Bo obiad przestał być wyznacznikiem czasu na skali doby.
Że przestał funkcjonować w obyczajowości określania czasu, to jeszcze głupstwo. Gorzej, że obiad, jako element kultury w ogóle przestał istnieć. Rzecz w tym, ze obiad był elementem obrzędowości rodzinnej. Gromadzili się przy nim wszyscy domownicy: rodzice, dzieci, ewentualnie wnuki, niekiedy jacyś krewni. Wspólny obiad o stałej każdego dnia rodzinie integrował tę rodzinę. Można było spotkać się twarzą w twarz, omówić wspólne sprawy, dla dzieci była to lekcja wychowania. Ciekawe, że jeszcze do lat pięćdziesiątych, nawet jeśli oboje rodzice pracowali, to spotykali się razem przy obiedzie bądź dzięki godzinnej lub dwugodzinnej przerwy w pracy na ten cel (jeśli mieli blisko do domu), bądź po powrocie do domu po skończonej pracy.
Obecnie ten zwyczaj (którego opisy przechowały się szczątkowo w powieściach z dawnych lat) tchnie egzotyką. Zapewne, winne są tzw. obiektywne okoliczności: rozkład godzin pracy, odległości między miejscem zamieszkania a miejscem pracy związane z uciążliwą komunikacją, a w związku z tym możliwość zjedzenia jakiegoś posiłku w pobliskim barze, w wyniku czego obiad - jako zgromadzenie wszystkich członków rodziny przy stole w jednym czasie - przestał funkcjonować. Przestał być potrzebny fizjologicznie, a w ślad za tym kulturowo.
Jednak nie to było zasadniczą przyczyną degradacji instytucji obiadu. Najbardziej przyczyniła się do tego zmiana w sposobie odżywiania się, wywołana rugowaniem tradycyjnych potraw i wchodzeniem na ich miejsce tzw. fast food - szybkiego jedzenia.
Trochę refleksji na ten temat dostarczyła niedawna wystawa w warszawskiej "Zachęcie" ukazująca szarość lat PRL. Krajobraz PRL-u wypełniały między innymi bary mleczne. Zgoda, ze były to przybytki brudne, zakaraluszone, cuchnące brudna ścierą kuchenną, ale serwujące potrawy - nie chcę używać wzniosłych słów - narodowe. To znaczy wyrastające z naszej tradycji ukształtowanej tak, a nie inaczej z powodów klimatycznych, przyrodniczych, historycznych. Przy tym pożywne i kaloryczne. Inwazja sieci McDonalda, Burger Kinga, KFC czy modnych pizzerii dosyć skutecznie wymiotła polską kuchnię narodową.
Przyznaję, że lubię na przykład pierogi ruskie (w ogóle wszelkie pierogi), bigos, fasolkę po bretońsku (wbrew nazwie nie jest znana w Bretanii), gołąbki, żurek, naleśniki itd. Zamiast tego raczą nas rosnącymi w ustach bułami z mdłym kotletem zwanymi hamburgerami, płaskim twardym ciastem z rozsmarowaną nań papką, co się nazywa pizzą i podobnymi daniami, które można znaleźć takie same od Grenlandii po Przylądek Dobrej Nadziei i od Hawajów (naokoło świata) po Kamczatkę. Wszędzie to samo. Jak na rozkaz. Jak w koszarach. Jak w wizji z Orwella. Globalnie. Wszędzie jednakowo. W mundurach o tym samym kroju. Jeśli gdzieś uchowały się narodowe potrawy, to wstydliwie poukrywane po zakątkach. Reklamy głoszą, by jeść chipsy (po polsku to się nazywało kiedyś chrupki) i popijać colą. Oto ideał globalnego żarcia. "Demokratycznego", bo identycznego dla wszystkich. Dla Polaka i Papuasa, Francuza i Irokeza, Niemca i Eskimosa.
Teoretycznie można było w owych barach typu fast food zachować narodowe potrawy. Lecz nasze zachłyśnięcie się wolnością sprawiło, że wielu zaczęło się wstydzić wszystkiego co polskie. Łącznie z pierogami, gołąbkami i fasolką. Na własne życzenie stajemy się tak światowi, że jednakowo umundurowani w te same hamburgery. Ten wstyd wobec tego, co własne, wzmaga jeszcze natręctwo reklamy zachwalającej chipsy, hamburgery, hot-dogi, pizzę i colę jako "nową jakość życia". Żarcie - pod warunkiem, że globalne - staje się bożkiem dzisiejszego człowieka. Traktowane jest, jakby miało duszę, świadomość, inteligencję. Chrupkom, pardon, chipsom "Lay" nie można się oprzeć - na nic Twoja wola, musisz im ulec. Są hamburgery "z duszą", jedzenie pizzy "ma wymiar duchowy"...
O co tu naprawdę chodzi? Ależ oczywiście - o rynki i pieniądze. Z daleka lepiej widać, więc posłużmy się dalekim przykładem. W Indonezji picie herbaty ma znaczenie obrzędowe. Firma Coke (ta od Coca-coli) kilka lat temu wreszcie postanowiła podbić dotychczas nieopanowany przez nią indonezyjski rynek. W tym celu podjęła agresywne inwestowanie w agresywną promocję swojego towaru. Chodziło o to, by odzwyczaić Indonezyjczyków od picia herbaty i "nawrócić" ich na "wiarę" Coca-coli. A gdy wyłom został dokonany - wlała się przezeń cała lawina. Ryż, też tradycyjne pożywienie tamtych ludów) zaczyna ustępować frytkom McDonalda. Lecz mało tego. Jak już zostały zmienione nawyki żywieniowe, to za tą zmianą idą inne. Tradycyjne sandały zastępowane są tenisówkami Nike, kobiety porzucają swoje sarongi na rzecz tanich sukienek Laury Ashley. Herbata, ryż, pożywienie, odzież... To nie jest zwykłe zastępowanie jednego napoju innym, jednego ubrania - drugim, herbaty - colą, a sarongu - sukienkami z supermarketów. To jest ingerencja w tradycyjną kulturę. Bo o ile picie herbaty miało znaczenie obrzędowe, to picie coli jest zwykłym gaszeniem pragnienia. Bo o ile sarong dzięki wyszywanym na nim wzorom czy udrapowaniu na ciele określał status społeczny kobiety czy jej pochodzenie z takiej lub innej grupy etnicznej, to tuzinkowa sukienka z supermarketu wykorzenia tę kobietę z jej środowiska, bo nic o niej nie mówi; czyni ją anonimową. Jednostkę zagubioną w tłumie, bez oparcia w swojej społeczności. Rozbija zatem wszelkie więzi społeczne, etniczne, narodowe. Równie skutecznie, jak więzienny pasiak, taki sam dla wszystkich, mający zamazywać indywidualność człowieka: osobistą, społeczną, etniczną narodową.
To był przykład z Indonezji, który pozwolił na sformułowanie bardziej generalnych spostrzeżeń. A czy w Polsce, na naszą skalę, nie dostrzegamy czegoś podobnego? Oczywiście, nie ma u nas sarongów, stroje ludowe wkłada się na festyny folklorystyczne, nie ma obrzędowego picia herbaty. Ale praktyczne wyrugowanie obiadu rodzinnego, czy kurczenie się pierogowych, fasolkowych lub bigosowych enklaw - to też jest ingerencja w narodową kulturę!
Bo też w pewnym momencie przestaje już chodzić o rynki i pieniądze; o powiększenie rynków dla Coca-coli i tenisówek Nike oraz o powiększenie zysków płynących ze sprzedaży tych towarów na powiększających się rynkach. I nie w tym rzecz, że łatwiej mi zjeść (bo są bardziej dostępne) hamburgera czy pizzę, aniżeli gołąbki lub naleśniki. Zaczyna chodzić o to, bym pozbył się zwyczaju zjadania obiadu w rodzinnym gronie, kiedy wszyscy bliscy siadają do stołu. Chodzi bowiem o rozbicie rodziny jak swoistej twierdzy tradycji i uczynienie każdego z jej członków anonimowymi osobnikami nie powiązanymi żadnymi więzami bliskości; by każdy maszerował sam. W większej zaś skali - o rozbicie poczucia wspólnoty narodowej, też na rzecz uczynienia z każdego człowieka wykorzenionego kulturowo anonima. Zaczyna bowiem chodzić o stworzenie jednolitego, globalnego społeczeństwa, o takich samych nawykach, obyczajach i sposobie myślenia (czy raczej sposobie bezmyślności) od bieguna do bieguna.
Załączam ukłony od panów Aldousa Huxleya i George Orwella.
Marek Arpad Kowalski
 
Wyświetlony 8121 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.