wtorek, 21 grudzień 2010 15:42

Stalin

Napisane przez

Bez wątpienia był największym zbrodniarzem w dziejach świata, zarówno pod względem liczby ofiar (istnieją różne szacunki, ale z pewnością ilość ofiar stalinizmu znacznie przewyższa ilość ofiar nazizmu), jak i terytorialnej oraz społecznej skali swych poczynań.

Wrodzone, zoologiczne wręcz - co podkreślała większość obserwatorów - okrucieństwo sąsiadowało u niego z niesłychaną przebiegłością oraz dyplomatyczną zręcznością. Nie zapominajmy, iż tow. "Koba" nie tylko wykończył w latach 1934-38 większość swych faktycznych bądź urojonych przeciwników politycznych w Rosji, lecz podczas II wojny światowej zapędził w kozi róg tak wytrawnych graczy jak Churchill, Roosevelt, Eden, Benesz, Sikorski, Ribbentrop, De Gaulle, Eisenhower.
Pozornie wszyscy oni przewyższali go - prostackiego i niedouczonego (niższe seminarium prawosławne) Gruzina - wykształceniem, obyciem w świecie, znajomością języków, "dobrym" pochodzeniem, a także prezencją. Josif Dżugaszwili (1879-1953) był synem prostej kobieciny z Gori oraz bliżej nieokreślonego ojca (niektórzy badacze wskazują tu m.in. na sławnego podróżnika gen. Nikołaja Przewalskiego), był drobny i mierzył zaledwie 163 cm wzrostu. Mimo to lata biedy, a potem syberyjskiej zsyłki w Turuchańskim Kraju, zahartowały go do tego stopnia, że sam nazwał się na potrzeby bolszewickiej konspiracji "człowiekiem ze stali".
Takim pozostał przez całe życie, nie licząc się z nikim i z niczym, nie ulegając najmniejszym sentymentom. Jego totalny cynizm szokował nawet Lenina, Trockiego, Jeżowa, Berię i Chruszczowa, którzy przecież sami do aniołków nie należeli. Stalin nie kochał zarówno pierwszej (Jekaterina Swanidze), jak i drugiej swej żony (Nadieżdy Alliłujewej); do synów odnosił się obojętnie, a coś w rodzaju ludzkich odruchów przejawiał jedynie wobec najmłodszej córki Swietłany. Wnuków i dalszych krewnych wręcz nie cierpiał, a wszystkich przyjaciół prędzej czy później posłał na śmierć.
Stalin odegrał drugorzędną rolę w rewolucji październikowej 1917 r., ale wkrótce wyłonił się jako najbliższy po Trockim współpracownik W. I. Lenina. Ten ostatni ganił Stalina za chamstwo (potrafił bez żadnych ceremonii wrzasnąć do żony przywódcy ZSRR: "ty k...") oraz nadmierną apodyktyczność, lecz doceniał jego silną wolę, żelazną konsekwencję i talenty administracyjne. To dlatego w kwietniu 1922 r. Stalin został generalnym sekretarzem partii. Funkcja ta nie oznaczała jeszcze wtedy tak ogromnego zakresu władzy jak w latach 30., 40., 50., 60., 70. czy 80. Dawała jednakowoż możność kontrolowania wyższego i średniego aparatu partyjnego. Dlatego też, choć Trocki przewyższał Stalina inteligencją, Kirow popularnością, Tuchaczewski talentem militarnym, Bucharin obyciem teoretycznym, wszyscy oni "poszli za Leninem" - jak głosiła charakterystyczna dla czasów stalinowskich anegdota, zaś Stalin dzierżył niepodzielną władzę od 1929 do śmierci.
Dwie cechy dominowały w jego osobowości: pamiętliwość i złośliwość. Przytoczmy tylko dwie symptomatyczne anegdoty. Podczas jakiejś narady partyjnej, kiedy Stalin zabrał głos na temat marksizmu, Bucharin roześmiał się i zawołał: "Koba, nie wygłupiaj się, przecież wszyscy wiemy, że nie znasz się na ideologii!". Gensek zapamiętał mu to na zawsze i po upływie kilku lat zlikwidował w ramach "czystek". Złośliwość prezentował z kolei niemal na każdym kroku i wobec wszystkich. Kiedy pewnego razu jego starszy syn Jakow (ten, którego ocalenia z niewoli niemieckiej podczas wojny kategorycznie odmówił, mimo apeli nawet ze strony najbliższego sobie Mołotowa) próbował popełnić samobójstwo strzelając z pistoletu, lecz chybił, Stalin szyderczo stwierdził: "Nawet tego nie potrafiłeś porządnie zrobić!"...
Nie tylko Jakowa doprowadził Stalin do ostateczności. Samobójstwo popełniła w listopadzie 1932 r. Nadzieżda Alliłujewa, kobieta piękna i wrażliwa, nie mogąca dłużej ścierpieć grubiaństwa męża oraz tego, iż podążał do celu po trupach milionów niewinnych ludzi (kolektywizacja). Jego młodszy syn Wasilij popadł w nieuleczalny alkoholizm. Jak zatem taki człowiek miał liczyć się z obcymi ludźmi, skoro zniszczył tych, którzy go kochali? W okresie od zgonu Lenina w 1924 r. do końca 1938, Stalin zlikwidował w Rosji Sowieckiej jakąkolwiek opozycję wobec swego samowładztwa, uśmiercił wszystkich przeciwników osobistych (Trocki, Kamieniew, Zinowiew, Kirow, Bucharin, Rykow, Radek, Tuchaczewski) oraz "systemowych" (indywidualni rolnicy zwani przezeń kułakami, niezależna inteligencja).
Dokonał tego w sposób bardzo przebiegły. Ostrożnie, powoli, małymi krokami. Zatajał swe dalekosiężne plany, nie otwierał kart przed czasem. Starał się początkowo działać "w koalicji". Naprzód z Kamieniewem i Zinowiewem przeciw Trockiemu; potem już wygrywał przeciwko sobie nawzajem pozostałych. Nerwy miał żelazne, bo ani razu nie popełnił taktycznego błędu. Po praktycznym wyeliminowaniu - do 1936 r. - wszystkich przeciwników, zainicjował "wielki terror" na masową, milionową skalę. Wymordowano wówczas w ZSRR nie tylko wrogów Stalina i ustroju, lecz bardzo wielu ludzi "niewinnych", przypadkowych, przeciwników urojonoych itp.
Mechanizm tego zjawiska zawsze mnie intrygował. Jako zawodowy historyk wielokrotnie analizowałem funkcjonowanie rozmaitych reżimów dyktatorskich: Robespierre’a, Napoleona, Hitlera, Mussoliniego. Wszystkie one upadały z trzaskiem i hukiem, a ich twórcy umierali z gorzką świadomnością klęski. Jeden tylko Stalin dożył 73 lat i umarł we własnym łóżku, we własnej willi. Jak to się stało? Dlaczego nikt prędzej czy później nie usunął tyrana, choć wszyscy widzieli morze krwi i łez? Dlaczego nie stało się tak mimo licznych klęsk Rosji w II wojnie światowej, spowodowanych błędami Stalina?
Odpowiedzi na te ważne przecież pytania nie znajdziemy nawet u tak wnikliwych sowietologów jak Robert Conquest czy Leszek Kołakowski, choć w dużym stopniu tłumaczą oni mechanizmy "wielkiego terroru". Nieobliczalny terror jakobiński z lat 1793-94 został zlikwidowany bardzo szybko przez bardziej umiarkowane siły rewolucji francuskiej. Długoletnie reżimy Napoleona i Duce upadały w efekcie "pałacowych" przewrotów, w obliczu klęsk na frontach; zaplecze owych reżimów okazało się nader nikłe, a penetracja policyjna słaba. Hitler z kolei miał zaplecze społeczne bardzo silne do końca, tak samo jak zapewnioną wierność armii, Gestapo i SS; Führer nie był wszak nieobliczalny wobec własnych towarzyszy z NSDAP, nie organizował "czystek" (jeden jedyny wyjątek to "noc długich noży" z 30 VI 1934 roku), nie osłabiał żywotnych interesów państwa.
Wydaje się, że Stalin utrzymał pełnię władzy i "przetrwał" trudne dla Rosji Sowieckiej lata, nie tylko dzięki własnemu sprytowi, lecz także dzięki specyficznej mentalności "ludu rosyjskiego" oraz wyjątkowej sytuacji społeczno-ekonomicznej, w jakiej znajdowało się państwo sowieckie. Proces kształtowania się nowego ustroju w Rosji trwał ok. 15-20 lat, przy wrogości świata zewnętrznego. Łatwiej było wobec własnego społeczeństwa uzasadnić potrzebę terroru, wyrzeczeń, reform, rozmaitych eksperymentów bądź "wypaczeń". Po drugie, totalitaryzm stalinowski był znacznie większy niż napoleoński czy faszystowski, a nawet nazistowski. Policja kontrolowała wszystkie sfery życia, zaś policję kontrolował znowu sam Stalin, by mu nie wyrosła ponad miarę; zauważmy, że kolejni szefowie bezpieki Dzierżyński, Mienżyński, Jagoda, Jeżow i Beria, "pracowali" zaledwie po kilka lat...
Kolejnym decydującym o sukcesie Stalina elementem, była wszechograniająca, namolna i otumaniająca propaganda. Prasa i radio ciągle mówiły o "wrogach", "imperialistach", "pasożytach", "agentach" itp. Zalecana była czujność, a "demaskowanie" kolejnych "spisków" wydawało się czymś normanlnym. Stalina kreowano na "ojca narodu", jedynego sprawiedliwego. W warunkach ogromu terytorialnego kraju, udało się ukryć prawdę o obozach koncentracyjnych (GUŁAG-ach), prezentując społeczeństwu jedynie blaski "świetlanej" rzeczywistości. "Ja drugoj takoj strany nie znaju, gdie tak swobodno dyszyt czełowiek!" - głosiły słowa popularnej piosenki, którą śpiewano z autentycznym przekonaniem, podczas gdy np. na Ukrainie miliony ludzi marło z głodu w efekcie przymusowej kolektywizacji.
Tym bajeczkom uwierzył niestety nie tylko ciemny "człowiek radziecki", lecz wytrawni intelektualiści brytyjscy, niemieccy, hiszpańscy. Nie znając koszmarnej sowieckiej rzeczywistości, sławili Stalina mniej lub więcej H.G. Wells, E. Ludwig, G.B. Shaw, P. Picasso. Wynikało z tego, że albo "chcieli wierzyć" w komunistyczną utopię. Niektórym z nich pokazywano zresztą wybrane obiekty przemysłowe, niekoniecznie o charakterze "wsi potiomkinowskich", co utwierdzało naiwnych intelektualistów w przekonaniu, że nowy ustrój jest remedium na bolączki kapitalizmu w stylu zachodnim.
Stalin zresztą bardzo dbał o swój image, był mistrzem kłamstwa i gry pozorów. Omamił tak przebiegłych ludzi, jak Anthony Eden, któremu dyktator wydawał się "spokojny, opanowany i rozsądny", "świetnie przygotowany do negocjowania każdego tematu", pojednawczy i z manierami. Kiedy mu na tym zależało, potrafił być ujmujący i gościnny, a nawet... dobrotliwy. Znamienne też jest, że analogiczne pozory stosował w polityce zagranicznej. Nawet po zagrabieniu wschodniej połowy Polski we Wrześniu 1939 r., kiedy - zdawałoby się - był górą na całej linii, zaś Hitler po prostu anektował "swoją" część bez ceregieli, Stalin przeprowadza "głosowanie" ludności tzw. Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Podobnie jest w czerwcu 1940 r. w przypadku Litwy, Estonii i Łotwy...
Poza tym wszystkim jednak Stalin był produktem mentalności rosyjskiej. "Rosjanie potrzebują cara" - mawiał często. Tu chyba leży sedno sprawy. Spośród wszystkich przywódców sowieckich okazał się osobowością najsilniejszą, miał najwyższy autorytet. Był na tyle cyniczny i bezwzględny, że potrafił zmusić miliony do oddania życia dla "wyższej idei": industrializacji, kolektywizacji, wreszcie gigantycznej batalii z III Rzeszą. To prawda, że Stalin pokonał nazistów, ale jakim kosztem! Kosztem 20 milionów zabitych Rosjan, co odpowiadało mniej więcej populacji Rumunii, Jugosławii, Argentyny czy Kanady; przewyższało zaś znacznie populację takich państw jak Czechosłowacja, Węgry, NRD, Irak.
Po zwycięstwie nad Rzeszą Stalin działał brutalnie, rozciągając swe wpływy tak daleko, jak doszła armia czerwona. Co więcej, sowieciarze zajęli Turyngię i zachodnie Czechy - tereny zdobyte przez wojska aliantów zachodnich; stało się tak dzięki ustępliwości administracji Roosevelta-Trumana oraz samego głównodowodzącego gen. D. D. Eisenhowera. Otrzeźwienie przyszło tu dość późno, gdy "żelazna kurtyna" na dobre zapadła nad centralną i wschodnią Europą. Przy tym wszystkim jednak przyznać trzeba, że Stalin okazał się politykiem realistycznym i umiarkowanym. Na jego miejscu i przy jego atutach militarnych z wiosny 1945 r. (całkowita przewaga w siłach lądowych), Napoleon czy Hitler poszliby aż po Atlantyk. On jednak zatrzymał się, dotrzymując umów jałtańskich z Anglią i USA.
Ostatnio pojawiła się w druku wersja A. Mikojana, że zaraz po pokonaniu Hitlera, Stalin chciał uderzyć na aliantów i dość do Atlantyku. Towarzysze partyjni i armia mieli się wszak temu sprzeciwić, z uwagi na olbrzymie wyczerpanie kraju czteroletnią wojną. Może to i prawda? Wraz z informacją o amerykańskiej bombie atomowej (wedle pamiętników zastępcy Berii, Pawła A. Sudopłatowa, Rosjanie mieli swoich ludzi nawet w samym Los Alamos) mogło to wpłynąć na ostudzenie ambicji dyktatora. Zauważmy, że w 1948 roku dość łatwo pogodził się z "odblokowaniem" Berlina Zach. Niechętnie też patrzył na krzepnięcie NRD i do 1952 r. skłonny był przystać na zjednoczenie Niemiec. Na odcinku południowym ustąpił Brytyjczykom w Grecji, gdzie komuniści wszczęli wojnę domową; wycofał też swe zainteresowania w Turcji. A przecież te dwa państwa, Cieśniny itd. stanowiły od XVIII wieku naturalną strefę interesów Rosji! Jeszcze bardziej o ostrożności Stalina świadczą epizody z Finlandią i Jugosławią. Wyraźnie siła i brutalność przemawiały mu do rozsądku.
Nauczony przykrym doświadczeniem z 1939/40 r. (tzw. wojna zimowa) szanował fińskiego feldmarszałka Mannerheima i po 1945 r. pozwolił Helsinkom na niepodległość; oczywiście pod dość dokładną kontrolą Rosji. Z jugosłowiańskim dyktatorem Tito, szefem tamtejszej komunistycznej partyzantki podczas wojny, była nieco inna sprawa. W 1948 r. pokłócili się ostro i wojna wisiała na włosku. Stalin znał jednak upór i bitność Serbów, obawiał się kompromitacji na modłę "wojny zimowej" i dał spokój. Pamiętajmy jednak, że zarówno Finlandia, jak Jugosławia czy Grecja stanowią peryferia z punktu widzenia strategicznego celów Rosji w Europie. Tam, gdzie Stalin był bezpośrednio zainteresowany: w Polsce, Niemczech, Czechosłowacji, Rumunii czy na Węgrzech, sowietyzacja była w pełnym toku.
Schyłkowe lata dyktatora przebiegały dość monotonnie. Nie miał specjalnych gustów literackich czy artystycznych, choć znał dobrze pisarzy rosyjskich, cenił tutejszy film i balet. Czas wolny spędzał na biesiadach w gronie biura politycznego, spożywając spore ilości mięsiwa oraz gruzińskiego wina. Palił ogromne ilości tytoniu "Hercegowina Flor". Pieniądze i inne dobra w zasadzie go nie interesowały, choć lubił spędzić wygodnie wczasy nad Morzem Czarnym. Na temat kobiet w jego życiu dysponujemy w zasadzie jedynie masą plotek. Wydaje się, że opowieści o rzekomych kochankach wodza - w okresie po samobójstwie Alliłujewej - to czyste bajeczki. Pod koniec życia wszystkie jego okropne przywary charakteru ujawniły się z kilkukrotną siłą. Był złośliwy do ostateczności, zmuszając współpracowników z politbiura np. do upijania się na umór czy tańczenia we własnym męskim gronie, podczas gdy on sam... kręcił patefon.
Na temat dość tajemniczej śmierci Stalina krążyło i krąży nadal mnóstwo wersji. To prawda, że szykował kolejną gigantyczną "czystkę" i Beria, Mołotow, Chruszczow, Malenkow, Bułganin mieli podstawy obaw o własne życie. Prawdą jest także, iż wódz cierpiał na daleko posuniętą sklerozę, paranoję i manię prześladowczą. Nie wydaje się wszak możliwe, że ktoś miałby choćby cień odwagi, by posunąć się do zlikwidowania tyrana. Natomiast jest wysoce prawdopodobne, iż przyczyną zgonu (wylew krwi do mózgu) było nieudzielenie szybkiej pomocy medycznej; chory leżał na dywanie ponoć dobę. Ale była to w ogromnej mierze wina samego Stalina, dopiero potem świadome działanie otoczenia. Wódz sam wprowadził horrendalne środki ostrożności, straże, zasuwy itp. Zwolnił także swą dotychczasową ochronę...
Jest straszliwym paradoksem historii, że po zgonie potwora, 5 marca 1953 r., płakały autentycznie tysiące ludzi, otumanionych wszechpotężną propagandą. W Rosji jedynie więźniowie GUŁAG-ów płakali z radości. Następcy Stalina byli zainteresowani w podtrzymywaniu jego pozytywnej legendy. Gdyby nie sławetny "tajny referat" Chruszczowa z lutego 1956 r. (który natychmiast stał się publiczną tajemnicą) świat nigdy nie dowiedziałby się chyba o ogromie stalinowskich zbrodni. Jest to niewątpliwie zasługa Nikity Siergiejewicza; za to został zresztą w osiem lat później usunięty z Kremla. Legenda Stalina przetrwała upadek ZSRR i nadal kwitnie w Rosji, gdyż - jak on sam powtarzał aż do znudzenia - "Rosjanie potrzebują cara".
Tomasz Serwatka
Wyświetlony 10163 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.