sobota, 10 maj 2014 03:29

Polityka pod znakiem naiwności

Napisał

Dokonywanie analizy współczesności i dawnych dziejów polskiej polityki zagranicznej nie jest sprawą ani przyjemną, ani łatwą. Wiadomo, że przez zbytnie uogólnienia i stereotypy można nieraz zgubić istotę sprawy, ale też bez tych wątków niczego dla potomnych nie uzyskamy ani na własnych błędach niczego się nie nauczymy jako zbiorowość narodowa.

W zasadzie już od epoki dynastii Wazów na polskim tronie nieustannie zdarzają się naszej polityce zagranicznej działania na pograniczu politycznej schizofrenii i niejednokrotnie bardziej realizowania obcych interesów niż własnych. Jakiś absurdalny idealizm w relacjach z sąsiadami oparty o wartości zaszczepione nam przez chrześcijaństwo, odnoszące się przecież do relacji człowiek-człowiek, które nie powinny być przenoszone na relacje państwo-państwo. Wieczne zapominanie krzywd, wiarołomności sąsiadów i brak umiejętności korzystania ze sprzyjającej koniunktury międzynarodowej, by upominać się o swoje. Fatalne wybory koalicjantów, np. Austria, Rosja w wojnie Północnej. Kierowanie energii na sprawy błahe, a nie na najważniejsze itd. A nade wszystko jakieś obłędne chciejstwo uważane za realny interes i rację stanu w stosunkach międzynarodowych.

Choćby graniczące z obłędem angażowanie się w ukraińskie awantury, z błędnymi, dawno już nieaktualnymi, doktrynami J. Giedroycia. Przecież średnio znający historię oraz bieżącą sytuację w tym kraju winien przewidywać, czym się może skończyć judzenie tłumu na Majdanie i kto ostatecznie na tym skorzysta, a kto straci. Równanie interesu Ukrainy z interesem Polski, a nawet przedkładanie interesu Ukrainy nad interes Polski, bo ponoć bez wolnej Ukrainy nie ma wolnej Polski, budzić musi grozę!

Przecież już wyprawa Józefa Piłsudskiego na Kijów zakończyła się fiaskiem, bo środkowa Ukraina (nie mówiąc o wschodniej) wcale nie oczekiwała niepodległości, koncentracja zaś ukraińskiego nacjonalizmu, zainspirowana przez Austrię i Niemcy, trwała na terenach, z których Polska nie mogła zrezygnować (Galicja ? Lwów, Tarnopol ? Wołyń). Była zatem już wtedy pozbawiona logiki, bo tylko wzmacniała ów nacjonalizm na polskich terenach, a nie budziła go w środkowej Ukrainie. Zatem tym bardziej winniśmy wiedzieć teraz, że Ukraina w swej obecnej formie jest w dużym stopniu tworem sztucznym, zarówno pod względem politycznym, narodowym, gospodarczym, jak i w kształcie swych granic. Z jednej strony obejmuje terytoria na zachodzie ? Galicję, z której Sowieci wypędzili Polaków, a OUN-UPA, SS Galizien, Niemcy i Sowieci dużą ich część wymordowali; Ruś Zakarpacką, która prawie 900 lat należała do Węgrów, a w okresie międzywojennym do Czechosłowacji ? nigdy nie należały do imperium rosyjskiego. Z drugiej zaś strony, ziemie, które od XVIII stulecia były zdominowane przez Rosjan (Krym, Odessa, wschodnio-południowa część kraju). Do tego podziału historyczno-narodowego dołączyło brzemię II wojny światowej. Oto Ukraińcy ze środkowej i wschodniej Ukrainy w mundurach Armii Czerwonej ginęli z rąk Ukraińców z OUN-UPA czy SS Galizien i odwrotnie. Czy czas pozwala o tym zapomnieć?

Oczywista sztuczność tego państwa i odmienne postrzeganie przez jego mieszkańców jego dziejów paraliżowały i konfliktowały jego życie już od zarania niepodległości. Czy się to komu podoba, czy nie ? Ukraina pozostała i musiała pozostać krajem ekonomicznie związanym z Rosją i od niej zależnym. Jest to fakt i nie ma łatwego sposobu, aby to zmienić.

(...)

Wyświetlony 2173 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.