poniedziałek, 11 sierpień 2014 11:52

Trzeba wymiatać śmieci z katedry

Napisał

Z Mateuszem Matyszkowiczem rozmawia Aleksander Kłos

Gdyby w Polsce istniały mocne, odpowiedzialne, przygotowane elity, to penetracja ideowa nie mogłaby się dokonać. Spotkałaby się z kontrą, gdyż nasze elity tworzyłyby własne organizacje, które miałyby o wiele większą siłę rażenia niż tamte.

Dlaczego wrogie nam ideologie, finansowane i promowane przez potężne organizacje międzynarodowe, tak łatwo wchodzą do Polski, penetrują głowy rodaków, wpływają na ich światopogląd i wybory życiowe, kształtują młode pokolenia, a także odciskają swoje piętno na niektórych duchownych? Jesteśmy świadkami, jak do naszego prawa coraz mocniej wprowadzane są rozwiązania skrajnie lewicowe, niebezpieczne dla rozwoju dzieci i młodzieży. Co ciekawe, sprzeciw wobec nich jest zaskakująco słaby, w szczególności jeśli spojrzymy, jak twardo o rodzinę potrafili zawalczyć choćby Chorwaci ? w 4,2 mln. kraju, w ciągu dwóch tygodni, aż 700 tysięcy osób podpisało się pod wnioskiem o referendum w sprawie wpisania do konstytucji, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny. Atak na Kościół idzie z wielu miejsc...

Wynika to przede wszystkim ze słabości polskich elit. Po 1989 roku organizacje międzynarodowe mogły traktować Polskę jako swobodny teren, otwarty na ich penetrację. Mało kto podważał tego zasadność ? zwłaszcza że wtedy stosowano raczej miękkie hasła i cieszące się poklaskiem społecznym. Trudno wychwycić ten moment, kiedy od szerzenia wartości demokratycznych, poszanowania dla demokratycznych procedur przeszło się w hasła już typowo lewicowe, dotyczące rewolucji w kwestiach obyczajowych, prawnych, światopoglądowych. Gdyby w Polsce istniały mocne, odpowiedzialne, przygotowane na to elity, to taka penetracja nie mogłaby się dokonać. Spotkałaby się z kontrą, gdyż nasze elity tworzyłyby własne organizacje, które miałyby o wiele większą siłę rażenia niż tamte. Same polskie elity nie były przygotowane do konfrontacji ze światem, gdyż były ślepo zapatrzone w świat liberalnej demokracji, wierzyły w nią jak w utopię. Pamiętajmy, że to często dotyczy ludzi o całkiem konserwatywnym nastawieniu ? wielu w latach 80. było zwolennikami liberalnej demokracji, w pewnej kontrze do komunizmu, i to zostało im w latach 90. Marcin Król, wybitny historyk idei polskiego ruchu konserwatywnego, piszący prace o Stańczykach, człowiek o nastawieniu raczej konserwatywnym, później przez lata bronił liberalnej wersji demokracji razem z ideami, które przychodziły stamtąd. Wystarczy popatrzeć na to, czym jest teraz ?Res Publika Nowa? ? chociaż prowadzona jest przez nowe pokolenie, to wciąż ma piętno założyciela ? patrząc na nie, aż trudno uwierzyć, że zakładał je liberalny-konserwatysta.

A czy polscy konserwatyści, prawicowcy, ludzie Kościoła są dobrze przygotowani do mierzenia się ze współczesnością?

Mamy też słabość polskich elit konserwatywnych, które nie zawsze są gotowe do formułowania trafnych diagnoz, argumentacji, nie zawsze śledzą z wyprzedzeniem ideologie i mają słabą zdolność samoorganizacji. Nie mówię tu o napisaniu listu protestacyjnego i podpisaniu go przez 500 osób, ale tworzeniu instytucji, które nie będą jedynie instytucjami protestu, ale będą też przekazywać i tworzyć idee.

Hierarchowie zdawali sobie sprawę, że tak to będzie wyglądać, czy może sami się oszukiwali lub źle rozpoznali przeciwnika?

W latach 90. hierarchowie kościelni musieli zdawać sobie sprawę, że w Polsce będą promowane lewicowe ideologie ? taką próbą była debata wobec ustawy aborcyjnej w pierwszej połowie lat 90. Hierarchowie, broniąc życia, woleli widzieć w samoorganizujących się świeckich zaporę w zmienianiu prawa. Oni byli niechętni do wchodzenia w przedsięwzięcia medialne. W czasie obrad okrągłego stołu nie przyjęli oferty jednego kanału telewizyjnego TVO, otrzymali częstotliwości radiowe, ale nie stworzyli solidnej sieci radiowej ? ta szansa minęła, dzisiaj jest Radio Plus, dobrze, że jest, ale ono nie jest kościelnym radiem. W jakiejś mierze hierarchia abdykowała, ale w dobrej wierze, kierując się przekonaniem, że obrona bliskich nam wartości w sferze publicznej powinna należeć do osób świeckich. Można powiedzieć, że było to trochę naiwne z ich strony, ale można też powiedzieć, że świeccy zawiedli.

(...)

Wyświetlony 3990 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.