piątek, 24 wrzesień 2010 09:25

Fakty i interpretacje

Napisał

Fryderyk Nietzsche, z wykształcenia filolog, z zamiłowania filozof, a z powołania wieszcz, posiadł umiejętność komponowania błyskotliwych aforyzmów, które od końca XIX stulecia inspirują znudzonych i egzaltowanych mieszczan poszukujących chwili dekadencji w sztucznym raju. Pisał Nietzsche, na przykład, że jak się idzie do kobiety, trzeba pamiętać o bacie, albo, że nie ma faktów, są tylko interpretacje.

 

Można, co prawda, zastanawiać się, na ile poważnie powinniśmy traktować te wypowiedzi, skoro ich twórca, pod koniec swojego smutnego życia podpisujący się jako "Dionizos" bądź "Ukrzyżowany", miał wyraźne problemy z kontrolowaniem upiorów, które rodziła jego własna wyobraźnia (krótko mówiąc, lubił pofantazjować). Niemniej jednak, niezależnie od diagnoz fachowców, zwłaszcza ostatnia z powyższych sentencji została przez wielu potraktowana serio. Bardzo serio. Tak zwani postmodernistyczni uczeni (cały smaczek polega na tym, że nie wiadomo do końca, które z tych dwóch słów powinno znaleźć się w cudzysłowie, być może oba), specjalizujący się w różnego rodzaju "studiach" nad kulturą, genderem, przesądami, stereotypami i tak dalej, uznali ją za swoje hasło przewodnie. I dobrze. Każdy jakieś hasło przewodnie powinien mieć. Zwłaszcza gdy kroi się na krucjatę.
Jak wiemy, postmodernistyczne pospolite ruszenie postawiło sobie za cel uświadomienie ludziom, że świat jest inny, aniżeli sądzą i niczego niepodważalnego nie ma, gdyż wszystko zależy od punktu widzenia. Krotko mówiąc, jak powiadał wąsaty fantasta, nie ma, panie dziejku, faktów, a jedynie interpretacje, interpretować zaś każdy może, trochę lepiej lub gorzej, a my bądźmy tolerancyjni i wyrozumiali.
Jeśli bliżej się temu przyjrzeć, wygląda to dziwacznie i, podobnie jak wiele innych twierdzeń głoszonych przez humanistyczną awangardę, zalatuje nonsensem. Wynika stąd tyle, że postmodernistyczni uczeni mogą sobie głosić, co tam chcą, my zaś, zgodnie z ich twierdzeniem, nie mamy powodu, aby traktować to poważniej niż senne rojenia. Co zabawne jednak, oni sami zdają się mimo wszystko zachowywać tak, jak gdyby mówili prawdę, jak gdyby wypowiadali się o faktach. Uznają za konieczne bronić swej tezy bądź upowszechniać ją, co można uznać za świadectwo niekonsekwencji lub tego, że biedacy nie wiedzą, o czym mówią. W każdym razie ? i zgodzą się w tym punkcie zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy postmodernizmu ? głoszenie takich twierdzeń jest faktem, podobnie jak to, że ich autorzy mają etaty na uczelniach, publikują książki i wygłaszają umoralniające pogadanki. Chcąc w miarę życzliwie zinterpretować to cudaczne zjawisko, można by posłużyć się ludowym porzekadłem, które głosi, że każda potwora znajdzie swego amatora, co Kartezjusz wyraził w formie eleganckiego eufemizmu: nie można by wymyślić nic tak dziwnego i nie do wiary, czego by nie głosił któryś z filozofów.
Pozostawmy jednak postmodernistycznych literatów w spokoju, nie o nich bowiem tu chodzi, lecz o oszałamiającą karierę, jaką Nietzscheański aforyzm robi w życiu codziennym, gdzie z powodzeniem lansują go ludzie, których trudno podejrzewać o głębsze zainteresowanie niuansami współczesnej filozofii. Weźmy choćby całą rzeszę osób powiązanych z szeroko rozumianym wymiarem sprawiedliwości. Dla nich rozpuszczanie faktów w morzu interpretacji to chleb codzienny. Osiłek, który pobił przechodnia, inkasując za usługę kilkadziesiąt złotych, czy znudzony mędrek gwałcący upośledzone dziecko zawsze mogą liczyć na egzegetyczną pomoc usłużnego prawnika bądź, przepraszam za wyrażenie, psychologa, który wykaże, iż rzeczywistość jest dalece bardziej skomplikowana niż podpowiada zdrowy rozsądek. Subtelność wywodów pobrzmiewających jakąś tajemniczą gnostycką epistemologią wywołuje u widzów przekonanie, że na świadectwo faktów powoływać się może tylko nieuk, prostak i grubianin bądź osoba nieskończenie naiwna. Pobił? Zabił? Zgwałcił? Jakie dowody? Jakie fakty? Zapytajmy najpierw "dlaczego", zastanówmy się nad motywacjami, zinterpretujmy to, co dane, w świetle "najnowszych badań", odwołajmy się do moralnych autorytetów, a wówczas obraz straci swą początkową ostrość. Cóż, że zrobił to, co zrobił, skoro ? być może ? chciał zrobić co innego, źle odczytał intencje ofiary, został przez nią sprowokowany albo miał trudne dzieciństwo. Fakt można interpretować na wiele sposobów i tylko one się liczą.
Dziwny jest ten świat, śpiewał przed prawie półwieczem Czesław Niemen i można odnieść wrażenie, że od tego czas świat stał się niemal tak dziwaczny, jak przypuszczenia ówczesnych fantastów. Fakty coraz częściej przysłaniane są misterną siecią interpretacji przypominającą rozpylaną w powietrzu substancję z Kongresu futurologicznego Stanisława Lema, dzięki której można było urządzać sobie piknik na śmietniku w przekonaniu, że się spożywa lunch w Royalu. Nie jest ważne to, co jest, lecz to, co być powinno, a wszystko rzecz jasna dla dobra ogółu i jednostek, ze względu na tolerancję, równouprawnienie i pokój na świecie. A ponieważ rzeczywistość nie jest tak radosna, jak każdy by chciał, trzeba wytworzyć jej erzac, który musi być neutralny, przyjemny i przede wszystkim user friendly. Optymiści, oczywiście, mogą powiedzieć, że oto wreszcie żyjemy w Platońskim świecie idei, pesymiści jednak pewnie odrzekną, że to jedynie sen wariata, w którym rzeczy zostały zastąpione przez ich zniekształcone odbicia.
Sam nasz język nosi zresztą ślad owej manii interpretatorskiej. Znikli gdzieś pederaści, a na ich miejscu pojawiły się "mniejszości seksualne", nie ma nienormalnych, lecz "normalni inaczej", nie ma Murzynów, są "Afro-Amerykanie", nie ma Cyganów, są "Romowie" i nawet na cenzurkach szkolnych oceny "mierne", wystawiane faktycznym nieukom i głupkom, zinterpretowano jako "dopuszczające", żeby nikomu nie było przykro, a przy okazji żeby nikt nie wiedział, o co chodzi. Fakty mówią "pijak i złodziej", a interpretacja podpowiada "osobnik z chorobą alkoholową, przekraczający swoje uprawnienia". Urzędująca głowa państwa nie ma wyższego wykształcenia, ale interpretuje ten fakt po swojemu, mówiąc, że ma, a kiedy nadal okazuje się, że nie ma, stwierdza, że może i nie ma, ale chciałaby mieć, a to tak, jakby miała. Czerwone staje się różowe, różowe nazywają zielonym, na psy mówią "ptacy", na ptaków wołają "psy", a Kopernik była kobietą. Postmodernistyczne słowo stało się ciałem (a w niektórych wypadkach nawet cielskiem) i człowiekowi potrzeba dziś zdolności hermeneutycznych i egzegetycznych na miarę scholastycznego bakałarza, aby dojrzeć, jak się faktycznie rzeczy mają. Nic już nie jest "elementarne", drogi Watsonie.
W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z interesującym festiwalem interpretacyjnym. Występowali głównie znani i cenieni artyści z krajów ościennych, starając się w partiach solowych śpiewnie przekonać, że to, co uznawaliśmy dotąd za fakt historyczny, zależy od punktu widzenia, ten zaś stanowi wypadkową miejsca, na którym się siedzi i interesu, który się realizuje.
Jak wiadomo, między rokiem 1939 i 1945 stosunki między Polakami a Niemcami nie układały się ? mówiąc oględnie ? najlepiej. Jedni i drudzy wydawali się mieć do siebie jakieś pretensje i żale, ktoś kogoś poturbował, ktoś strzelił, ktoś zginął... Różne takie rzeczy prawdopodobnie działy się i tu wszyscy w zasadzie są zgodni, jeśli jednak chodzi o kwestię winy... Cóż... Okazuje się, że sprawa ta jest dużo bardziej subtelna i wymaga skomplikowanych zabiegów interpretacyjnych, do których niezdolni są prości ludzie z ulicy, powołujący się na jakieś rzekome "fakty". Zgodnie z politycznym ekumenizmem powinniśmy najpierw stwierdzić, że nikt nie był bez winy, a następnie ? w myśl postmodernistycznej skłonności do łamania stereotypów ? zacząć podejrzewać, że być może to rzekome ofiary były agresorami.
(?)
Damian Leszczyński
Wyświetlony 4614 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.