piątek, 24 wrzesień 2010 12:27

Dyktatura wyzwolicieli - O lewicowym paternalizmie

Napisał

Dobroczyńcę ludzkości od tyrana dzieli niewiele, wystarczy tylko przejść cienką granicę, poza którą uszczęśliwianie ludzi dokonywać się będzie nawet wbrew ich woli. Ci, którzy domagają się wyzwolenia skrzywdzonych i poniżonych, dość szybko przyjmują rolę ojców ludu i zdefiniowawszy na nowo pojęcia wolności i szczęścia twardą ręką pilnują, aby nikt nie wymknął się z raju. A ojca, jak wiadomo, należy słuchać - nie tylko wie lepiej, ale w razie nieposłuszeństwa potrafi dotkliwie ukarać.

Ojcowski model rządów zwie się zwykle paternalizmem. Paternalizm ? polityczny czy kulturowy ? przejawia się, najogólniej rzecz biorąc, w przekonaniu, że przeciętni obywatele nie są w stanie właściwie decydować o swoim losie i pozbawieni opieki mogą sobie wyrządzić krzywdę, a ponadto nie potrafią samodzielnie wybrać z bogatej oferty kulturalnej tego, co dobre, wartościowe, ambitne. W każdym wypadku uważa się, że skoro ludzie nie są w stanie dokonać odpowiednich wyborów, w takim razie należy to zrobić za nich.
Na pierwszy rzut oka podejście takie wydaje się logiczną konsekwencją wszelkich doktryn zakładających naturalną i nieusuwalną nierówność między ludźmi. Ci, którzy znajdują się na dole drabiny w hierarchiczny sposób porządkującej ludzi pod względem intelektualnym, moralnym i ekonomicznym, powinni poddać się regułom ustalonym przez "lepszych", znajdujących się na jej szczycie. Uzasadnienie takiej tezy jest dość proste i ma zazwyczaj charakter empiryczny: jeśli ktoś nie jest w stanie np. ukończyć szkoły powszechnej, to znaczy, że jest tak nierozgarnięty, że nonsensem byłoby powierzać mu nie tylko kierowanie państwem czy udział w wyborach, ale nawet kierowanie samym sobą. Jeśli ktoś nie jest w stanie znaleźć żadnej pracy i zarobić na życie, pozostając wciąż na utrzymaniu państwa, dowodzi tym samym, że nie umie sam sobie poradzić, że jest bezradny jak dziecko, a dziecku, jak wiadomo, nie pozwalamy samodzielnie podejmować decyzji nawet w kwestiach dotyczących jego samego.
Rozumowanie to może prowadzić np. do odebrania praw wyborczych tym, którzy nie spełniają pewnych wymogów intelektualnych (nie posiadają odpowiedniego wykształcenia), moralnych (np. byli karani) i ekonomicznych (mało zarabiają, nie pracują, mają długi etc.). Osoby te mogą funkcjonować w ramach społeczeństwa, ale tylko zgodnie z regułami ustalonymi przez elitę. Ludzie "lepsi" ? mądrzejsi, uczciwsi, pracowitsi ? otoczą tych "gorszych" ojcowską opieką i nie pozwolą zginąć, ci ostatni zaś, tak jak dzieci, powinni zaufać swym politycznym rodzicom, okazać im wdzięczność za troskę i radować się swym losem.
Tego rodzaju wizja szczęśliwego społeczeństwa pod rozumnymi rządami oświeconego monarchy i jego doradców, choć czasem może się wydawać pociągająca, nie jest niczym innym, jak tylko arystokratyczną utopią. Urzeczywistnienie jej wymagałoby rozwiązania istotnych problemów natury aksjologicznej: jakie indywidualne cechy brać pod uwagę ustalając hierarchię ludzi? W oparciu o jakie wartości dokonywać wyboru tych cech? I wreszcie ? w jaki sposób wybrać tych, którzy dokonają tego wyboru? Czy oprzeć się na autorytecie tradycji, objawienia czy poszukiwać prawa naturalnego? Dopóki nie rozwiąże się tych trudności, omawiany ustrój może prowadzić do nadużyć, jak choćby przyjmowanie arbitralnych kryteriów pozwalających odbierać pewnej części społeczeństwa możliwość wpływania na swój los (dobrym przykładem jest tu choćby położenie mieszczaństwa w przedrewolucyjnej Francji). Wydaje się, że paternalizm, który łatwo uzasadnić empirycznie, odwołując się do jednostkowych przykładów, dużo trudniej oprzeć na ogólnej i racjonalnej teorii. Niemniej jednak, o ile zaakceptujemy jakąś wersję naturalnej nierówności między ludźmi, o tyle będziemy mogli dowodzić, w konkretnych przypadkach, że istnieją tacy, którzy wiedzą lepiej, co powinni robić pozostali.
Jak wspomniałem, paternalizm wydaje się logiczną konsekwencją doktryn, które można by ogólnie zakwalifikować jako "konserwatywne" czy "prawicowe", jednakże ? o dziwo ? nadzwyczaj często łączy się z doktrynami, których jednym z naczelnych haseł jest egalitaryzm i wyzwolenie. Tego typu połączenie na pierwszy rzut oka może wydawać się paradoksalne, albowiem przy założeniu, że wszyscy ludzie są równi i mają równe prawa, jedyne powody zobowiązujące jednych do postępowania wedle reguł ustalonych przez innych nie wynikają z istnienia hierarchii zalet i zdolności, ale z zasad działania demokracji (oczywiście, chodzi o sferę polityczną, nie zaś takie dziedziny, jak np. matematyka czy medycyna, gdzie reguły ustanawiają ci, którzy mają odpowiedni autorytet epistemiczny). W tej sytuacji jednak, ponieważ większość ustalająca i egzekwująca zasady postępowania jest większością niejako tymczasową, mającą charakter przejściowy, nie ma ona tak silnego i bezwzględnego autorytetu, jak ten, który wynika z naturalnej hierarchii. Przy założeniu równości, większości tej nie przysługują z natury jakieś specjalne wyróżniające ją cechy, jak mądrość czy sprawiedliwość, gdyż wchodzące w jej skład jednostki nie różnią się w istotny sposób od innych, pozostających aktualnie w mniejszości ? ich tymczasowa przewaga jest, można by rzec, przygodna. I w praktyce jedynym argumentem, do którego rządząca demokratyczna większość może się skutecznie odwołać, jest właśnie ów fakt, że jest ona większością.
Wydaje się zatem, że demokratyczna zasada równości wyklucza polityczny paternalizm i choć w funkcjonujących demokracjach często pojawiają się grupy roszczące sobie prawo do odgrywania ról rodzicielskich ? np. intelektualiści ? swoją szczególną rzekomo pozycję uzasadniać muszą inaczej, aniżeli przez odwołanie się do głosu większości, w istocie bowiem chodzi tu o to, jak ową większość podporządkować władzy mniejszości. Model takiego uzasadnienia znajdujemy w klasycznych doktrynach rewolucyjnych, w zręczny sposób łączących walkę o wyzwolenie od hierarchii z postulatem paternalizmu i często prowadzących do tyranii. Ów "lewicowy", mówiąc ogólnie, paternalizm polega na tym, że w imię "miłości" do ludu i jego wyzwolenia odmawia mu się prawa decydowania o sobie, twierdząc, iż zanim urzeczywistnione zostanie królestwo równości, wolności i braterstwa, wszyscy ciemiężeni i prześladowani powinni ? oczywiście, dla swojego własnego dobra ? podporządkować się woli swych wyzwolicieli. O ile tradycyjny paternalista będzie twierdził, że większość ludzi jest po prostu zbyt głupia, by decydować o innych i o sobie, o tyle paternalista "lewicowy" uważał będzie, że większość ludzi ? a w skrajnych wypadkach wszyscy, oprócz niego ? jest nie tyle nierozgarnięta, ile po prostu nieświadoma tego, co dla nich dobre, a ta nieświadomość jest skutkiem złego systemu społecznego, opartego na wolnym rynku, własności prywatnej etc. Istniejąca hierarchia nie jest naturalna ? przeciwnie, jest niezgodna z "prawdziwą" istotą człowieka i dlatego też należy podjąć wielki projekt wyzwolenia czy też emancypacji ludzkości. Ludzie, jak się rzekło, mają fałszywą świadomość, kierują nimi "nieprawdziwe" potrzeby i pragnienia, dokonują błędnych wyborów, należałoby więc ? nawet wbrew ich woli ? doprowadzić do tego, aby zaczęli realizować "prawdziwe" cele, pragnienia i potrzeby.
Klasyczny schemat takiego rozumowania znajdujemy w Manifeście komunistycznym Marksa i Engelsa. Stwierdziwszy, że historia wszelkiego dotychczasowego społeczeństwa jest historią walk klasowych1, autorzy przekonują, że ? zgodnie z żelaznymi mechanizmami dziejów, które rzekomo odkryli ? w naszej epoce zaostrzającego się konfliktu klasowego między burżuazją a proletariatem nieuchronnie musi dojść do rewolucji, w której proletariat, jako klasa najbardziej upośledzona, odegra rolę kolektywnego zbawiciela całej ludzkości. W wyniku rewolucji zostanie zniesiona własność prywatna i podział klasowy, państwo zacznie zanikać, praca stanie się przyjemnością, a człowiek odzyska swoją prawdziwą naturę. Problem polega jednak na tym, że, według Marksa i Engelsa, rewolucja proletariacka może zwyciężyć tylko wówczas, gdy pozbawi się na nią wpływu samych robotników. Ich świadomość bowiem nieuchronnie kształtowana jest przez kapitalistyczne stosunki społeczne, co sprawia, że nie są oni w stanie pojąć właściwych celów i interesów, nie zdają sobie sprawy z antagonizmów klasowych, nie znają praw dziejowych etc. Nie dysponując "szerszym" spojrzeniem, będą np. skłaniać się ku doraźnym reformom systemu, który powinni w całości zniszczyć; będą próbowali ? tworząc np. związki zawodowe ? dogadać się z kapitalistami, zamiast ich zgładzić. Krótko mówiąc, co prawda rewolucję trzeba przeprowadzić rękami robotników i dla robotników (a także całej ludzkości), jej plan jednak musi zostać dostarczony z zewnątrz.

(?)

___________
1 K. Marks, F. Engels, Manifest komunistyczny, w: Dzieła wybrane, Warszawa 1949, t. I, s. 26.

Damian Leszczyński
Wyświetlony 5528 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.