sobota, 28 maj 2016 21:33

Słabości i zaniechania polityki PiS-u od października 2015

Napisał

Już kilka miesięcy temu (31 stycznia 2016 r. zacząłem podejmować na swym blogu, a później na łamach „Polityki Polskiej”, nr 2 z 2016 r.) próby całościowej analizy sytuacji w Polsce po objęciu rządów przez PiS. Przez te parę miesięcy, jakie upłynęły od moich pierwszych analiz całościowych sytuacji w kraju, zarówno tendencje polityki PiS-u, jak i zagrożenia, stały się dużo bardziej wyraziste. I dlatego właśnie w tym tekście chciałbym wyłącznie skupić się na zaniechaniach i zagrożeniach. Widzę już bowiem bardzo silne uzasadnienie dla alarmowania z powodu kierunków dotychczasowych zmian.

Polityka gabinetowa i skupianie się na odgórnych reformach

Dziś coraz wyraźniej widać, że rząd PiS-u skupia się głównie na polityce gabinetowej, na reformach odgórnych, których nie wspiera prawdziwie szeroki ruch oddolny na rzecz głębszych przemian w kraju. Jest to podstawowa różnica sytuacji Polski w porównaniu z rewolucyjnymi reformami Viktora Orbána na Węgrzech.

Premierowi Orbánowi, zanim doszedł do władzy w 2010 r., przez osiem lat walki z postkomunistami i liberałami (od 2002 r.) udało się zjednoczyć w swej wielonurtowej partii Fidesz przeważającą część środowisk węgierskiej prawicy, starając się o ich maksymalne pozyskanie i przezwyciężenie wcześniejszych urazów. Sprzyjało temu niezwykle dynamiczne tworzenie otwartych na wszystkich patriotów tzw. polgári körök (klubów obywatelskich), których w ciągu ośmiu lat powstało aż 12 tysięcy (z tego 2 tysiące wśród mniejszości węgierskich w krajach sąsiednich). U nas Kluby „Gazety Polskiej”, pod względem otwartości stanowiące swego rodzaju odpowiednik węgierskich Klubów Obywatelskich, jest zaledwie około 300. Orbán potrafił w ciągu ośmiu lat (2002-2010) przekształcić swą początkowo małą kadrową partię – Fidesz z jej 5 tysiącami członków w bardzo silną partię centroprawicową z około 40 tysiącami członków. (Porównując liczebność ludności obu krajów jest to tyle, co 160 tysięcy osób w Polsce). Na tym tle PiS, o wiele bardziej zamknięty na napływ nowych członków, liczy tylko ok. 30 tysięcy osób. Otwartość Orbána na rzecz pozyskiwania różnorakich środowisk prawicowych i centrowych zyskała mu większość konstytucyjną (ponad dwie trzecie głosów) w wyborach 2010 r., ponownie zdobytą w wyborach 2014 r.

PiS jest, jak wiadomo, pod tym względem w dużo gorszej sytuacji, choć wcześniej znacząco poprawił swe notowania dzięki otwarciu się na ziobrystów i gowinowców w 2014 r. Niestety, kierownictwo PiS-u nie zdobyło się na realizację dużo bardziej otwartej polityki wobec wszystkich środowisk patriotycznych w myśl zasady „wszystkie ręce na pokład”, do której tak mocno zachęcałem, choćby w wydanej w 2014 r. książce „Jak ratować Polskę”.

Wprawdzie przeprowadza się tak potrzebny audyt w ministerstwach, a ciągle nie przeprowadzono audytu w PiS-ie. Każdy widzi, że w terenie obok wielu znakomitych dynamicznych posłów PiS-u. nie brak ludzi pazernych, skrajnie interesownych, niemałej rzeszy osób „biernych,miernych, ale wiernych”, którzy zmiany chcą wykorzystać tylko dla usadowienia się na lepszych posadach. Część z nich, usatysfakcjonowana kolejnym wyborem i częstokroć uhonorowana stanowiskami, wyraźnie odwraca się od swego elektoratu, po prostu go lekceważy.

Ci sami dobrze prosperujący na posadach działacze PiS-u nic nie robią dla skutecznego przeciwdziałania umacnianiu się różnych ogniw neobolszewickiej antyPiSowskiej opozycji. Na Węgrzech Orbána ulice są wciąż zdominowane przez patriotyczny Fidesz, a u nas przez zgraje oderwanych od koryta KOD-owców. Ubolewam, że PiS wspólnie z „Solidarnością”, środowiskami radiomaryjnymi, klubami „Gazety Polskiej”, czy narodowcami nie zdecydował się ani w grudniu 2015 r., ani w następnych miesiącach, na tłumne wyjście na ulice, gdzie patrioci dosłownie przykryliby czapkami manifestacje KOD-u. Wszyscy czekają na inicjatywę PiS-u w tej sprawie, a gdy PiS jest bierny, manifestacji nie ma! W ten sposób stwarza się KOD-owcom niebywałą szansę lansowania się za granicą jako tych. którzy panują na ulicach i panują nad nastrojami Polaków. To wszystko zaś wzmacnia stanowiska przeciwników PiS-u za granicą, w UE i gdzie indziej. Przypomnę tu, że tak nieprzychylny nam pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Franc Timmermans już parę miesięcy temu powoływał się na znaczenie faktu, że na ulicach polskich są tak liczne manifestacje KOD-u. Obawiam się, że władze PiS-u i rząd ciągle nie doceniają dostatecznie niebezpieczeństw wynikłych z połączenia wewnętrznej dywersji w Polsce z naciskami czołowych państw Unii Europejskiej, zwłaszcza Niemiec oraz Stanów Zjednoczonych.

(...)

Wyświetlony 1048 razy
Jerzy Robert Nowak

Historyk, publicysta, doktor habilitowany nauk politycznych[1], specjalizujący się w problematyce węgierskiej, tłumacz książek Radomíra Malego.

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.