czwartek, 23 marzec 2017 22:57

Droga do nowego świata

Napisane przez

Mamy do czynienie z drugą bezprecedensową klęską lewicy po II wojnie światowej – ocenia dr hab. Rafał Łętocha, politolog i historyk idei z Uniwersytetu Jagiellońskiego, w rozmowie z Dorotą Niedźwiecką.

Obserwujemy pierwsze decyzje prezydenta Trumpa. Niektóre środowiska klaszczą z zachwytu nad ich antyglobalistycznym i pronarodowym kierunkiem. Inni, jak Aleksander Dugin – podkreślają, że Ameryka nie przestaje być imperialna.

Za wcześnie jest na wyciąganie jakichś wniosków co do prezydentury – bo trwa ona zbyt krótko. Ja osobiście nie wierzę w powrót Ameryki do izolacjonizmu i zaprzestanie pełnienia roli imperium mundi i światowego żandarma. Wydaje mi się, że tu bardziej chodzi o zmiany w polityce wewnętrznej, co było osią programu Trumpa podczas kampanii wyborczej. Nie wierzę także – biorąc pod uwagę ustrój Stanów, w których prezydent nie jest jedynym demiurgiem polityki zagranicznej, a jej kierunki zależą od splotu różnych czynników, stanowią wypadkową rozumienia interesu narodowego w różnych środowiskach politycznych, wojskowych, gospodarczych – żebyśmy mieli do czynienia z odwrotem w polityce globalnej.

Zmiany w podobnym kierunku obserwujemy w Europie od lat: po wyborach na Węgrzech, w Polsce i we Włoszech. Jak pan – jako politolog, historyk idei – je odbiera?

Myślę, że wyniki wyborów ostatnich lat – które pani wymieniła – są konsekwencją zjawisk oderwania elit politycznych od swoich wyborców i niedostrzegania nastrojów społecznych. Nasilają się one w sferze politycznej od jakiegoś czasu. Odnoszę wrażenie, że elity założyły, iż mogą zarządzać w sposób dawny, ponad głowami wyborców. Równocześnie mieliśmy w ostatnich latach do czynienia z wieloma zjawiskami, jak kryzys gospodarczy czy migracyjny, które doprowadziły do poczucia osamotnienia wśród mas, opuszczenia ich przez państwo, jak i wspomniane elity polityczne.

To przyczyna. Czy pana zdaniem na poziomie globalnym możemy mówić o kryzysie lewicy?

Tak. Myślę że to druga bezprecedensowa klęska lewicy po II wojnie światowej. Klęska, która nie do końca chyba została przez lewicę rozpoznana i w której mamy wciąż do czynienia z wypieraniem tego faktu. To widać choćby na przykładzie Stanów Zjednoczonych, gdzie zaprzecza się przegranej wyborów przez Hilary Clinton; zrzuca się winę na „przestarzałą ordynację wyborczą” – co do której cztery czy osiem lat temu, gdy wygrywał Barack Obama, nie zgłaszano zastrzeżeń.

Z drugiej strony próbuje się zamazywać rzeczywistość, mówiąc o tym, że masy głosowały za demokratami, a za Trumpem jacyś „oligarchowie”. To także nie jest prawda, bo w bardziej uprzemysłowionych stanach Ameryki, gdzie w 2012 r. głosowano na Obamę, teraz zagłosowano dużo bardziej „po republikańsku”: na Trumpa. Ten elektorat zbuntował się przeciw programowi demokratów: jakiejś liberalnej „nowej ekonomii”, propagowaniu wielokulturowego społeczeństwa. Z taką sytuacją mamy do czynienia analogicznie w coraz większej liczbie krajów Europy.

Czyli pana zdaniem lewicowy globalizm oddaje miejsce prawicowym nacjonalizmom.

Tak to wygląda, zobaczymy, jak długo ten trend się utrzyma. Jednak widać wyraźnie renesans myślenia narodowego czy nacjonalistycznego w Europie. Partie, które jak się wydawało, skazane są na wegetację na marginesie życia politycznego, zaczynają dochodzić do głosu w kolejnych krajach.

A przecież jeszcze niedawno to globalizm był prawicowy, a nacjonalizm lewicowy...

Rzeczywiście. W średniowieczu mamy do czynienia z koncepcją jedności europejskiej, budowanej na fundamencie chrześcijańskim. Nowoczesny nacjonalizm pojawia się w czasach rewolucji francuskiej. Ma on charakter zdecydowanie lewicowy, rewolucyjny i taki pozostaje niemal przez cały wiek XIX, czego przykładem jest np. Wiosna Ludów.

Tak wyglądało to na metapoziomie. Jednak gdy zwracamy uwagę na szczegóły: podwaliny pod narodziny narodów budowane były już w epoce średniowiecza. Powstanie narodów poprzedził rozwój związków plemiennych, w momencie zaś połączenia przywiązania do plemienia z jego tradycją historyczną oraz z lojalnością wobec założonego przez nie państwa i kraju, który stawał się ojczyzną, mamy do czynienia (zdaniem niemałej części historyków) z przechodzeniem od świadomości plemiennej do narodowej. Narody w średniowieczu kształtowały się dzięki ramom stworzonym przez państwa, na bazie wierności królowi czy panującej dynastii, funkcję symbolu pełnili również narodowi święci, których kult wymyka się wyraźnie z ram chrześcijańskiego uniwersalizmu. Jednakże trzeba zauważyć równocześnie, że w tamtym czasie kształtowanie się monarchii narodowych, zazwyczaj w opozycji do papieskiego czy cesarskiego uniwersalizmu, nie skutkowało odrzuceniem koncepcji Christianitas, przekonania, iż Europa stanowi religijno-cywilizacyjną całość. Wraz z reformacją ta jedność zaczyna gwałtownie zanikać, powstaje siatka narodowych państw nietworzących już żadnej większej całości, co więcej – pozostających pomiędzy sobą w fundamentalnym sporze religijnym. Rozpowszechniający się w Europie protestantyzm sprawia, że do religii będącej dotychczas domeną tego, co uniwersalne, wdzierają się kultury lokalne i rodzime. Egzaltacja narodowa staje się wręcz jedną z przyczyn rozwoju i sukcesów reformacji, reformatorzy piszą i rozpowszechniają apele w językach narodowych: Luter kieruje je do Niemców, Kalwin do Francuzów, John Knox do Szkotów. Luter tworzy literacki język niemiecki, tłumacząc nań Pismo Święte. Dzięki wynalazkowi druku Biblia Lutra zaczęła być powielana w tysiącach egzemplarzy, a docierając „pod strzechy”, rozpowszechniała na całym obszarze Niemiec stworzony poniekąd przez Lutra język, który szybko zostaje podniesiony do rangi powszechnego języka pisanego. Za sprawą zaś wprowadzenia liturgii w języku narodowym, w której wierni będą regularnie uczestniczyć, język ten szerzy się w coraz szybszym tempie wśród mas. Błyskawicznie przenika do niższych, mniej wykształconych klas, za jego sprawą przezwyciężono wiele barier komunikacyjnych na linii elita–ogół społeczeństwa i dotarto ze swoimi ideami również do warstw biedniejszych, które zaczęły je przejmować jako swoje.

Podsumowując: protestantyzm ma ważny udział w wyodrębnieniu się głównych organizmów narodowo-państwowych, z którymi mamy do czynienia do dziś. Jednak odpowiadając na pani pytanie: tak, nacjonalizm przełomu XVIII i XIX w. ma charakter zdecydowanie lewicowy.

[...]

Wyświetlony 917 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.