Wydrukuj tę stronę
środa, 12 wrzesień 2018 22:35

Komunikacja przyczyną sukcesów lub porażek rządów

Napisała

 

O komunikacji z obywatelami jako narzędziu decydującym o realizacji rządowych celów ze Zbigniewem Lazarem specjalistą zarządzania i komunikacji rozmawia Dorota Niedźwiecka.

 

Jest Pan doświadczonym managerem w zakresie komunikacji społecznej na linii władza-obywatele. Z tej perspektywy: na ile obecna sytuacja nieutrzymywania państwa na wytyczonym kursie jest wynikiem braku określonych priorytetów a na ile innych przyczyn?

 

Oczywiście są różne perturbacje i kryzysy, ale co do ogólnych obietnic wyborczych to są podejmowane działania, by większość z nich spełnić. Natomiast jedną sprawą jest plan i merytoryka, których dostarczają ci, którzy za odpowiednie działania są odpowiedzialni. Drugą, równie ważną i niestety wciąż niedocenianą przez obecną ekipę rządzącą jest komunikacja. I na to chcę zwrócić uwagę. Proaktywna, wyprzedająca i angażująca komunikacja prowadzona przez profesjonalne służby prasowe i biura komunikacji jest podstawą. Ci profesjonaliści są w stanie przełożyć język ekspercki ustaw i planów na język zwykłych odbiorców. Podpowiedzą kiedy, jak i jakie tematy komunikować, aby budować sprzyjające zmianom środowisko. Ułatwiają spokojne wprowadzenie reform, a tym samym realizację określonych wcześniej celów zamiast gubienia się w komunikacyjnych utarczkach, które od tego celu oddalają. Jako specjalista od komunikacji, tym drugim aspektem chciałbym się zająć.

 

Mówi Pan o komunikacji jako narzędziu decydującym o realizacji rządowych celów?

 

Zdecydowanie tak. Omówię to szerzej w dalszej części. Najpierw jednak chcę zwrócić uwagę na specyficzny kontekst tej komunikacji. Otóż większość państw postsowieckich cierpi na chorobę: kolejne rządy negują wszystko po swoich poprzednikach i zaczynają wszystko na nowo, na odwrót. Gdyby prześledzić działania rządów od 1989 r., większość z nich wchodziła w ten schemat. Stąd zamiast racjonalnej realizacji określonego planu dla państwa, który umożliwiałby jego równoważony rozwój, mieliśmy często działania kontrproduktywne i wzajemnie się wykluczające. Innymi słowy: statek, zamiast płynąć zgodnie z ustalonym wcześniej kursem z portu A do portu B, tuła się po różnych portach, zależnie skąd w danej chwili powieje wiatr. To przekleństwo post-sowieckiej mentalności dominuje pomimo upływu 30 lat od upadku systemu.

Na podobnej zasadzie działa dzisiaj opozycja. Światowe autorytety w dziedzinie tzw. brandingu krajów, czyli budowania reputacji krajów i ich marek. Keith Dinnie i Simon Anholt zaobserwowali to zjawisko i opisali w swoich analizach dotyczących naszego regionu. Zauważyli, że opozycja zawsze krytykuje poczynania rządu twierdząc, że rząd nie prowadzi promocji kraju, lecz wyłącznie siebie samych. Ten bałamutny sposób myślenia obserwujemy też obecnie w Polsce, np. gdy opozycja przekonuje, że nie atakuje w strukturach międzynarodowych Polski jako kraju, lecz jedynie rząd polski. Mechanizm działania „na przekór” jednak niczego nie buduje. Warto tu zauważyć, że nikt za granicą takich rozróżnień nie widzi: dla zagranicznych mediów, polityków, czy opinii publicznej „polski rząd” równa się „Polska”. W związku z tym, na skutek oczerniania przez opozycję polskiego rządu, cierpi wizerunek Polski i Polaków.

 

Opozycja przekonuje, że nie atakuje w strukturach międzynarodowych Polski jako kraju, lecz jedynie rząd polski. Mechanizm działania „na przekór” jednak niczego nie buduje. Warto tu zauważyć, że nikt za granicą takich rozróżnień nie widzi: dla zagranicznych mediów, polityków, czy opinii publicznej „polski rząd” równa się „Polska”. W związku z tym, na skutek oczerniania przez opozycję polskiego rządu, cierpi wizerunek Polski i Polaków.

 

Czy to Pana zdaniem wystarczy, by wyjaśnić dlaczego rząd PiS początkowo wydawał się mieć w miarę skonsolidowany program, a teraz coraz bardziej wydaje się nie realizować programu, lecz reagować na interakcje?

Nie chodzi o to, czy takie wyjaśnienie wystarczy. Chodzi o świadomość mechanizmów. Moim zdaniem, ostatnie dwa rządy (B. Szydło i M. Morawieckiego) wyłamały się z tej zasady: zaproponowały konkretne zmiany nie tyle dlatego, żeby złośliwie być przeciw komukolwiek lub działać na odwrót, a raczej dlatego, że mają pewną wyraźną wizję rozwoju kraju. A opozycja działa zgodnie z prawidłami zaobserwowanymi przez Anholta i Dinniego.

 

To co Pana zdaniem na poziomie strukturalnym jest przyczyną faktu, że większość planowanych przez rząd zmian z czasem traci impet, nie jest w pełni realizowanych lub kończy się jakimś rodzajem podporządkowania i realizacji cudzych interesów?

 

Całość sytuacji widzę w dalekosiężnym kluczu. Większość poprzednich rządów nie wykazywała żadnego strategicznego myślenia o kierunku lub kierunkach rozwoju Polski. Z jednej strony istniał widoczny oportunizm tych prominentów byłego systemu, którym udało się zakotwiczyć w nowej „wolnorynkowej” rzeczywistości i którzy w chwili przełomu chytrze zdominowali najważniejsze struktury państwa. Nie leżało więc w ich interesie zmieniać czegokolwiek. Z drugiej strony i po 1989 r. i potem po 2004 r. istniała jakaś naiwna wiara, że skoro już jesteśmy „wolni” i jesteśmy „w Europie” i cały świat nas kocha i chwali to tak już będzie zawsze i po co się martwić o przyszłość. Działaliśmy więc ad hoc i zgodnie z tym, czego jak nam się wydawało oczekiwał od nas świat, by nas móc nadal kochać. Byliśmy więc ulegli, potulni i bierni. Nawiązując do porównania ze statkiem: płynęliśmy od portu do portu zgodnie z doraźnymi poleceniami naszych „partnerów”, nie wiedząc dokładnie, dokąd sami chcielibyśmy dopłynąć. Trudno się więc dziwić, że możni tego świata nas kochali, chwalili i protekcjonalnie poklepywali po plecach.

Kiedy obecna ekipa rządząca zjednoczonej prawicy wyznaczyła sobie strategiczny kierunek, który w uproszczeniu można nazwać dbaniem o rację stanu Polski, jako równoprawnego partnera i w Unii Europejskiej i na szerszej scenie międzynarodowej, natychmiast zwolennicy dotychczasowego oportunistycznego dryfowania rozpoczęli akcję wyśmiewania tej strategii (np. „Polska powstała z kolan, ale walnęła się głową o sufit”) nie proponując jednak żadnej innej strategii w zamian.

 

Rozumiem, że wskazuje tu Pan specyficzny mechanizm: osaczania przez opozycję. Mówi Pan też o strategicznym kierunku PiS: dbaniu o rację stanu. Jednak tę dbałość w miarę upływu czasu widać coraz mniej, choćby na przykładzie porozumienia z Izraelem, zawierającego mnóstwo potencjalnie niebezpiecznych dla racji stanu sformułowań, poddańczego podejścia w polityce proamerykańskiej czy budowania silnej dwumilionowej mniejszości narodowej innego państwa we własnym kraju.

 

Nie będę polemizował z tymi wydarzeniami. Jako specjalista od komunikacji chcę zwrócić uwagę na wymiar interakcyjny, który jest jednym z elementów wpływających na pewne zachowania. Pierwszym elementem jest to, na ile rząd ma ustalone priorytety i dopracowaną strategię ich działania. Drugim pragnę podkreślić to jeszcze raz – metoda komunikacji, która jako podstawowe narzędzie zarządzania w państwie demokratycznym często decyduje o powodzeniu realizacji celów lub ich fiasku.

Stąd wsad merytoryczny muszą dostarczyć ci, którzy za odpowiednie działania są odpowiedzialni. Napisanie projektu ustawy, która będzie zgodna z polską racją stanu, to jedno. Równocześnie, jak powiedziałem wcześniej, niezbędne są profesjonalne służby prasowe i biura komunikacji, które będą w stanie przełożyć ten język ekspercki na język zrozumiały przez zwykłych ludzi tak, aby rząd właściwie się z obywatelami komunikował. Tymczasem we wszystkich rankingach antyrzeczników od wielu lat na pierwszych kilkunastu miejscach widnieją rzecznicy ministerstw, innych instytucji rządowych oraz spółek skarbu państwa.

 

[...]

Dorota Niedźwiecka

 

Wyświetlony 484 razy
Dorota Niedźwiecka

Najnowsze od Dorota Niedźwiecka

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.