poniedziałek, 21 czerwiec 2010 18:25

Każdy musi płacić za siebie

Napisał

Z Richardem Prebble rozmawia Tomasz Cukiernik (30 marca 2006 r., Turangi, Nowa Zelandia)

Richard Prebble urodził się w 1948 r. Był najdłużej wybieranym posłem w nowozelandzkim parlamencie (dziewięć kadencji), w latach 1984-88 był ministrem różnych resortów (przedsiębiorstw państwowych, transportu, finansów) z ramienia Partii Pracy i jednym z architektów nowozelandzkiego odrodzenia gospodarczego. Zreformował m.in. koleje, porty, linie lotnicze, energetykę, telekomunikację, radio. W latach 1996-2004 był liderem wolnorynkowej Partii Konsumentów i Podatników. Autor wielu dobrze sprzedających się książek politycznych oraz największego internetowego blogu "List". Obecnie prezes dużej prywatnej firmy transportowej.

Jak to się stało, że lewicowa Partia Pracy wprowadziła w Nowej Zelandii tak radykalne reformy wolnorynkowe, poczynając od 1984 r.?
Było kilka różnych powodów. Najbardziej podstawowy to fakt, że kryzys, który nękał kraj w 1984 r., był tak poważny, iż mieliśmy wybór albo poprosić o pomoc MFW, albo starać się rozwiązać problem samemu. Rząd był dość zdeterminowany, aby nie prosić MFW o pomoc, a to oznaczało, że musimy wprowadzić reformy. Po drugie, było wiadomo, że w obliczu kryzysu, z jakim mieliśmy do czynienia, wiele z lewicowych rozwiązań nie będzie działać. Jeśli kryzys nie byłby tak głęboki, to rząd, być może, próbowałby pewnych rozwiązań tzw. trzeciej drogi. Ale było oczywiste, że nie mogliśmy tego zrobić. Podczas rządów Roberta Muldoona [z Partii Narodowej] w Partii Pracy cały czas odbywała się debata. Muldoon zdyskredytował lewicowe rozwiązania, ponieważ mimo że mienił się on być premierem konserwatywnym, to w rzeczywistości wprowadzał w życie rozwiązania lewicowe, czasem nawet bardziej lewicowe, niż te, za którymi opowiadała się Partia Pracy. Dam na to jeden przykład: w 1984 r. obowiązywała całkowita kontrola płac i cen i mechanizm ustalania cen urzędowych skutkował tym, że wiele firm przestawało produkować, ponieważ przynosiłoby im to tylko straty. Wiele produktów momentalnie znikało z półek sklepowych, ponieważ mechanizm kontroli cen po prostu nie nadążał. Ustalanie urzędowych płac również nie działało. Przedsiębiorcy nie mogli płacić wystarczająco wysokich pensji swoim pracownikom. Robert Muldoon wprowadzał do ekonomii olbrzymi projekt inżynieryjny "Think Big" (na początku lat 1980. państwo inwestowało w wielkie programy przemysłowe, takie jak budowa zakładów chemicznych, w tym petrochemicznych, hut, zapór wodnych, powiększając tym samym deficyt i zadłużenie państwa). Większość posłów Partii Pracy popierała projekty tego typu. Mniejszość sprzeciwiała się kontroli cen i takim projektom inżynieryjnym. Wśród tych ostatnich był Roger Douglas (późniejszy reformatorski minister finansów) i kilku innych, skupionych wokół niego, w tym również ja. Poprzedni przewodniczący Partii Pracy Bill Rowling również popierał politykę wielkich państwowych inwestycji, może nie tak skrajną jak Muldoona, ale podobną. Posłowie Partii Pracy, którzy się z nim nie zgadzali, odsunęli go ze stanowiska przewodniczącego i nowym szefem partii przed wyborami 1984 r. został David Lange. Tak więc do władzy w Partii Pracy dostało się jej prawe skrzydło. Po wyborach Skarb Państwa przekazał streszczenie na temat sytuacji gospodarczej. Lange wręczył mi kopie tych dokumentów. Czytałem je do późna w nocy i mimo iż wiedziałem wcześniej, że sytuacja jest zła, to nie miałem pojęcia, że jest aż tak źle. Kiedy skończyłem czytanie, zrozumiałem, że żadne populistyczne posunięcia nie wchodzą w grę. "Przegramy kolejne wybory, ale przynajmniej przeprowadzimy korzystne dla kraju reformy" ? to był ogólny pogląd na sytuację polityków z Partii Pracy.
Opowiadaliśmy się nawet bardziej za rozwiązaniami wolnorynkowymi niż Skarb Państwa, którego przedstawiciele mówili np., że rynek nie jest przygotowany na płynny kurs (wymiany dolara nowozelandzkiego), ale twierdzili tak nadal i sześć miesięcy później, kiedy wprowadziliśmy płynny kurs. Innym przykładem jest reforma podatkowa. Nowa Zelandia była znana z tego, że miała nielogiczny i szkodliwy system podatkowy. Roger Douglas opowiadał się za jego uproszczeniem. W szczególności system podatków dochodowych od wynagrodzeń był bardzo niesprawiedliwy i skomplikowany. Już od niskiego poziomu dochodów stawka wynosiła 66 centów od dolara. Obniżenie stawek podatku dochodowego przysporzyło nam wielu zwolenników, ponieważ było to dla wszystkich korzystne rozwiązanie.

Jak udało się wprowadzić tak wiele reform wolnorynkowych, w tym prywatyzacja i uwolnienie rynku pracy, bez strajków, manifestacji związków zawodowych?
Po pierwsze, całkowite zamrożenie płac było bardzo pouczające dla ruchu związkowego. Zdał sobie sprawę z tego, że ciągłe naciski na podnoszenie płac mają jakąś granicę, która została już osiągnięta. Większość ruchu związkowego zaczęła popierać tzw. wolne negocjacje płacowe. Po drugie, działania, jakie zamierzał zrealizować laburzystowski rząd, były bardzo stępione. Skarb Państwa, który przez dziewięć lat był pomijany przez Roberta Muldoona, miał dużo czasu na sporządzenie informacji. Kiedy przeczytaliśmy te dokumenty, zdecydowaliśmy się je opublikować. Aby uświadomić, jak bardzo było to rewolucyjne, wystarczy powiedzieć, że ministrowie Muldoona, którzy to czytali, powiedzieli mi, że byli przerażeni, stanem rzeczy. Jednym z przykładów jest projekt "Think Big", który bardzo nadszarpnął finanse publiczne. Kiedy sprawy szły źle w tym projekcie, Muldoon dawał gwarancje rządowe, o czym nie wiedziała opinia publiczna. Na przykład, dotyczyło to New Zealand Steel. Jeśli projekt upadłby, to rząd byłby zmuszony do wsparcia tego przedsiębiorstwa kwotą 2 mld dolarów [nowozelandzkich]. I projekt upadł. A 2 mld dolarów 20 lat temu to była kwota równa mniej więcej dzisiejszym 8 mld dolarów (ponad 5 mld dolarów USA). Cała gospodarka Nowej Zelandii to dzisiaj około 150 mld dolarów, a tu mówimy o kwocie 8 mld dolarów na jeden nieudany projekt! Tak więc opublikowaliśmy te dokumenty, co było wielkim szokiem dla społeczeństwa. Ale rząd wykonał jeszcze jedno posunięcie, które skopiowaliśmy od Australijczyków. Australijski rząd laburzystowski, który doszedł do władzy rok wcześniej [w marcu 1983 r.], nazywał to "spotkaniami na szczycie". Na takie spotkania w parlamencie zaprosiliśmy przywódców związkowych, liderów biznesowych, liderów rolniczych i osoby z innych ważnych sektorów. Zaprezentowaliśmy im wszystkie problemy. Spytaliśmy się ich, co powinniśmy robić? Importerzy powiedzieli, że należy zlikwidować kontrolę importu, producenci stwierdzili, że należy zlikwidować kontrolę cen, nawet związki zawodowe powiedziały, że potrzebujemy wolnych negocjacji płacowych. Tak więc była generalna akceptacja dla głębokich zmian. Nie chcę, oczywiście, powiedzieć, że wszyscy byli zgodni, bo, na przykład, niektórzy farmerzy domagali się likwidacji dotacji dla pracowników, a pracownicy chcieli usunięcia dotacji do rolnictwa. Dotacje do rolnictwa były olbrzymią częścią budżetu, ale nawet rolnicy chcieli ich usunięcia, ponieważ w związku z nimi Stany Zjednoczone wprowadziły (antydumpingowe) cła na nowozelandzkie produkty rolne na kilka tygodni przed wyborami, co spowodowało, że dotacje nie spełniały swojego zadania. Poza tym porty i koleje musiałby się stać w końcu wydajne. I na spotkaniu nie było nikogo, kto wstałby i powiedział, że nadal może być tak, jak do tej pory. Odnieśliśmy wielkie zwycięstwo. Odkryliśmy potem, że ludzie, którzy byli wtedy na spotkaniu, stali się adwokatami reform.

Z tego wynika, że w Nowej Zelandii nie było takich problemów ze związkami zawodowymi podczas wprowadzania reform, jakie ostatnio miała Francja.
We Francji historia pokazuje, że jak się demonstruje, to rząd pod naciskiem zmienia zdanie. W Nowej Zelandii manifestacje nie mają żadnych wpływów na rząd. Nowozelandczycy to tradycyjnie naród raczej bezkonfliktowy. Wprowadzaliśmy zmiany do systemu emerytalnego, co było bardzo niepopularne, ponieważ polegały one na tym, że jeśli emeryci mieli wysokie dochody z innego źródła, to tracili emerytury. Z tego powodu były olbrzymie protesty. W tym dniu Douglas i ja pracowaliśmy w parlamencie. Wyszliśmy, aby przejść na drugą stronę ulicy do restauracji. Przeszliśmy obok manifestacji. Powiedzieliśmy: "Witamy was, cieszymy się, że przyjechaliście do Wellington". Kilka osób gwizdało, ale przeszliśmy i potem wróciliśmy do parlamentu. Protestujący wiedzieli, że w żadnym wypadku nie zmienimy naszego zdania. Możesz protestować, ale to nic nie da. Farmerzy organizowali wielkie protesty z owcami. Mówiłem im, żeby złapali dla mnie kilka owiec, mam mnóstwo krewnych, którzy chcieliby mieć owce.

Czy może Pan potwierdzić, że wolnorynkowe rolnictwo jest dobre zarówno dla farmerów, jak i dla konsumentów?
(?)
Tomasz Cukiernik
Wyświetlony 4108 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.