wtorek, 29 czerwiec 2010 22:55

Fiasko ekologów

Napisane przez

Batalia o przywrócenie stanu natury kosztem upadku cywilizacji przemysłowej kończy się sromotną porażką. W skuteczny sposób środowisko może ochronić wyłącznie rozwój nowych technologii i racjonalne wykorzystywanie zasobów energetycznych.

 

Międzynarodówka socjalistyczna odtrąbiła sukces, gdy kilka lat temu ruszył europejski system handlu pozwoleniami na emisje gazów cieplarnianych, a w życie weszły postanowienia Protokołu z Kioto. Ten absurdalny, ale pozostający w mocy, dokument zakłada zmniejszenie emisji dwutlenku węgla o połowę do 2050 r. Jest to więc przykład najdłuższego w historii planu centralnego. Mało tego, gdyby chcieć brać na poważnie zapisane w nim cele, należałoby zahamować rozwój gospodarczy globalizującego się świata, a lwią część przemysłu zwyczajnie unicestwić. Owa wizja destrukcji cywilizacji i człowieka jest entuzjastycznie przyjmowana przez lewicę. Na szczęście, realizacja tego planu nie ma najmniejszych szans na powodzenie.

Co się stało z Protokołem z Kioto i systemem handlu pozwoleniami na emisje? Emisja gazów cieplarnianych do atmosfery, zamiast spadać, rośnie. Ceny pozwoleń, zamiast stawać się bezcenne, tracą na wartości. Środowisko wcale nie staje się czystsze. Przedsiębiorcy znajdują sposoby na ominięcie regulacji. Dodatkowo nie mają żadnej motywacji, aby inwestować w nowe, używając ekologicznie poprawnej nowomowy, czystsze i bardziej przyjazne dla natury technologie.
Porównując z 1990 r., emisja gazów cieplarnianych na świecie wzrasta drastycznie. Hiszpanie, Portugalczycy czy Grecy emitują 41,7-25,6 proc. więcej niż kilkanaście lat wcześniej. Jedyny postęp w redukcji zanieczyszczeń odnotowały kraje postkomunistyczne. Polska emituje o ponad 1/3 mniej gazów cieplarnianych niż na początku transformacji, a Kraje Bałtyckie nawet o 2/3 mniej. Fakt ten udowadnia tezę, że kapitalizm lepiej chroni środowisko od komunizmu, a wolny rynek od gospodarki centralnie planowanej. Dlaczego zatem wobec tak oczywistej kwestii forsuje się wciąż te drugie rozwiązania?
Kolejnym projektem, który okazał się klapą, jest europejski system handlu pozwoleniami na emisję dwutlenku węgla. Lansowany jako narzędzie rynkowe projekt polegał na wydaniu poszczególnym krajom, a następnie konkretnym firmom, opcji na trucie. Stworzono bardzo specyficzne prawa własności, przynależące poszczególnym państwom. Ich rozdzielaniem zajmowali się urzędnicy, nic więc dziwnego, że poszczególne kraje członkowskie zawyżały wielkość planowanych emisji gazów cieplarnianych.
Biurokraci wydawali się na to przygotowani. Liczba przyznanych pozwoleń była dużo niższa od liczby, o którą ubiegały się państwa członkowskie Unii Europejskiej. Teraz okazało się, że i tak przedsiębiorcy przechytrzyli urzędasów. Cena pozwoleń spadła do kilkunastu dolarów za tonę, czyli niemal do pułapu początkowego. Rekordowe notowania wynosiły 38 dolarów i kto wtedy sprzedał, a obecnie odkupił ? zarobił krocie.
Naturalnie najbardziej kuriozalny jest fakt, że za narzędzie ochrony środowiska obrano pozwolenie na emisje dwutlenku węgla. Zamiast zachęcić przedsiębiorców do inwestowania w nowe technologie, przyjazne środowisku np. ulgami podatkowymi, sądzono, że firmom będzie opłacać się za wysoką cenę sprzedać pozwolenia i zmniejszyć produkcje, aby emitować mniej. Nie znający realiów gospodarczych urzędnicy przeoczyli, że dążący do maksymalizacji zysków przedsiębiorcy będą po prostu woleli zwiększyć zyski, zarabiając na emisjach (czyli odsprzedając niepotrzebne limity).
(?)
Tomasz Teluk

Wyświetlony 4657 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.