sobota, 31 lipiec 2010 18:09

Jądro prawdy

Napisane przez

Postrzeganie świata i rzeczywistości najczęściej dokonuje się za pomocą stereotypów. Raz kiedyś i dawno ustalony pogląd staje się prawdą powszechną, przyjmowaną bezrefleksyjnie, mimo że u początku była to tylko jedna z wielu próba interpretacji zjawiska. Jak u Gombrowicza: - Dlaczego czcimy Mickiewicza? Bo wielkim poetą był! Zjawisko dotyczące wszelkich spraw świata, wyraźnie widoczne jest na terenie literatury. Prześledźmy je więc na tym przykładzie, pamiętając, że jest to jedno z głównych pól bitwy o umysły.

Do klasyki literackiej należy Jądro ciemności Josepha Conrada. Książka ukazała się po raz pierwszy w 1899 r. Od tego czasu uchodzi za ostrą, bezkompromisową krytykę kolonializmu i tak nieustannie jest przedstawiana czytelnikom.

W owym czasie system kolonialny istniał jako coś zastanego, stałego i oczywistego. Powieść powstała na podstawie doświadczeń autora, jakie zebrał podczas sześciomiesięcznego pobytu w Kongo Belgijskim w 1890 r., gdy dowodził rzecznym parowcem "Roi des Belges", jako jego kapitan zatrudniony przez Spółkę Akcyjną do Handlu z Górnym Kongiem, której centrala mieściła się w Brukseli. Conrad podczas tego epizodu rozczarował się ludźmi Spółki i warunkami panującymi w Kongo, przerażającymi stosunkami między kolonizatorami a tubylcami, niskimi pobudkami urzędników zatrudniających się w kongijskiej administracji spółki, podłymi instynktami wyzwalającymi się w nich w tamtym środowisku.

Różne oblicza kolonializmu
Ale Conrad krytykiem kolonializmu nie był! Krytykował tę jego odmianę, z którą zetknął się w Kongo. A istniały przecież rozmaite, odmienne systemy kolonialne.
Brytyjski był znany jako indirect rule ? rządy (zarządzanie) pośrednie. Polegały na tym, że Brytyjczycy rezerwowali dla siebie ogólną władzę polityczną w koloniach, natomiast nie ingerowali specjalnie w to, co dzieje się w terenie, sprawując tam jedynie nadzór. Ludność miejscowa rządziła się sama w swych sprawach wewnętrznych: kulturalnych, obyczajowych, gospodarczych, według praw i tradycji plemiennych, w które administracja wtrącała się rzadko i jedynie w drastycznych przypadkach. Generalnie Brytyjczycy nie niszczyli ani nie niwelowali tradycyjnych kultur, które żyły własnym dotychczasowym trybem. Oczywiście, następowały zmiany spowodowane zetknięciem kultur plemiennych z cywilizacją europejską. Nie były one wszakże narzucane siłą, lecz wynikały w sposób naturalny z tak odmiennych w charakterze kontaktów kulturowych. Naturalnie, system miał swoje odmiany w rozmaitych posiadłościach, zależnie od tego, czy były to Indie, kraj o dawnej i utrwalonej cywilizacji, czy tzw. dzika Afryka lub wyspy Pacyfiku, z dominacją struktur ciągle plemiennych. Jednakże naczelną zasadę stanowiły rządy pośrednie.
Podobny był system holenderski, stosowany zwłaszcza w Indiach Holenderskich (z grubsza ? dzisiejsza Indonezja), gdzie do pewnych urzędów i zawodów dopuszczano wykształconych krajowców, acz widać tu i pewne wzory francuskie.
Inaczej zarządzała swoimi terytoriami Francja. Jej administracja kolonialna starała się przenikać do najniższych struktur plemiennych i zmieniać je odgórnymi zarządzeniami. Celem nie było jednak ich niszczenie dla niszczenia, lecz utworzenia warstwy tzw. evoluée ? ludzi cywilizowanych, umiejących czytać i pisać (po francusku), przyswojenia przez nich obyczajów, zwyczajów i zachowań oraz sposobów myślenia europejskich. Dalekosiężnym zamiarem Francji było bowiem uczynienie z Murzynów Francuzów, tyle że o ciemnej skórze. Formy zbliżone do brytyjskiej indirect rule stosowano jedynie w Indochinach (Wietnam, Laos, Kambodża), co wynikało z zaawansowania cywilizacyjnego tego obszaru (w porównaniu z Afryką i Oceanią), lecz też zmierzano do utworzenia tam warstwy evoluée.
System portugalski był zbliżony do francuskiego ? utworzenie warstwy tzw. assimilado ? jednak nie tak konsekwentny, jak czyniła to Francja: chaotyczny i przypadkowy, przy sporej dozie obojętności na bariery rasowe, widoczne jednak u Brytyjczyków.
Natomiast system stosowany przez Belgię był najbardziej biurokratyczny. Kongo było rzeczywiście bezwzględnie eksploatowane przez Belgię, niezwracającą uwagi na tubylców ani nie dążącą do pozyskania ich, co jednak czynili w swoich posiadłościach Brytyjczycy, Francuzi, Portugalczycy i Holendrzy. Otóż ten system stał się przedmiotem krytyki Conrada, a nie idea kolonialna jako taka.

Marlow w dżungli
Alter ego Conrada to kapitan Marlow, narrator często występujący w jego powieściach. To, co mówi Marlow, można więc uznać za myśli Conrada. W Jądrze ciemności tak zaczyna swoją opowieść, charakteryzując urzędników kolonialnych:
(...) Ale tamci ludzie nie przedstawiali doprawdy nic nadzwyczajnego. Kolonistami nie byli; podejrzewam, że ich administracja nie różniła się niczym od ucisku. Byli zdobywcami, do tego zaś potrzeba tylko bezmyślnej siły; i nie ma się czym szczycić, jeśli się ją posiada, ponieważ siła ta jest po prostu przypadkiem, wypływającym ze słabości innych. Zagarniali, co mogli, ze zwykłej chciwości. (...) Podbój ziemi polegający przeważnie na tym, że się ją odbiera ludziom o odmiennej cerze lub trochę bardziej płaskich nosach, nie jest rzeczą piękną (...). Odkupia go tylko idea. Idea tkwiąca w głębi; nie sentymentalny pozór, tylko idea; i altruistyczna wiara w tę ideę (...).
Proszę zauważyć: Conrad-Marlow rozróżnia tu między kolonistami a łupieżcami i ciemiężycielami. Przyzwyczajony do idei tkwiącej u źródeł kolonializmu brytyjskiego, nie dostrzega jej w prymitywnym systemie belgijskim. Ta idea to "brzemię białego człowieka" (white man`s burden), sformułowanie rzucone przez lorda Fredericka Lugarda, gubernatora Nigerii (1900-1906 i 1912-1918), a zaczerpnięte od Rudyarda Kiplinga z jego wiersza pod tym właśnie tytułem, opublikowanym na łamach "The Times" z 4 lutego 1899 r. Owo brzemię to obowiązek niesienia cywilizacji do ludów pierwotnych.
Marlow płynie w górę rzeki Kongo na spotkanie z Kurzem, który "urwał się" administracji kolonialnej i nie dostarcza przepisanych kontyngentów kości słoniowej do faktorii, natomiast chodzą pogłoski, że stał się jakimś wodzem czy nawet bożkiem plemion z interioru. Przez interpretatorów powieści jest przedstawiany jako postać odrażająca: uosobienie wszelkiego zła: okrucieństwa, bezwzględności. Rzeczywiście, to, co spotkał Marlow, napawa go przerażeniem. Statek zostaje zaatakowany przez Murzynów. Bo boją się, że biali zechcą zabrać im Kurza. Gdy dopływa do celu, widać palisadę z nasadzonymi głowami Murzynów. Groza! Ale od rozmówcy Marlow słyszy: Oni go ubóstwiali. Po rozmowie z Kurzem zdumienie przechodzi w podziw: Był to człowiek wybitny (...) były w nim szczerość i przekonanie, była drgająca nuta buntu, było przerażające oblicze prawdy ujrzanej w przelocie ? osobliwe połączenie żądzy i nienawiści.
Marlow dostaje od Kurza czującego zbliżającą się śmierć świetny referat na temat misji cywilizacyjnej białych w Afryce, zaczynający się od stwierdzenia, że my, biali musimy z natury rzeczy wydawać się im istotami nadnaturalnymi ? zbliżamy się do nich z potęgą jak gdyby bóstwa..., tyle że zawierający postscriptum: Wytępić te wszystkie bestie! Po powrocie do Londynu spotyka się z narzeczoną Kurza. Przekazuje jej pamiątki po nim, opowiada jako o wielkim człowieku. Czy tylko by oszczędzić uczucia kochającej kobiety? Bo gdy oddaje belgijskiej prasie ową rozprawę Kurza o obyczajach dzikich, wyrywa z niej ów końcowy suplement.
(?)
Marek Arpad Kowalski

Wyświetlony 5097 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.