środa, 26 czerwiec 2019 10:47

Dialektyka rewizjonizmu i status quo w stosunkach międzynarodowych

Napisał

Zawsze, gdy system międzynarodowy znajduje się w fazie gwałtownych i nieprzewidywalnych przemian, powraca kwestia rewizjonizmu i obrony status quo w stosunkach międzynarodowych. Jednym państwom przypisuje się tendencje zachowawcze, obronę stanu posiadania i nastawienie propokojowe, innym natomiast determinację na rzecz zmian i zachowania prowojenne.

Klasyczni realiści polityczni na czele z Hansem Morgenthau’em uważali, że obrońcami status quo są te państwa, którym zależy na maksymalizacji bezpieczeństwa, natomiast rewizjonistami stają się państwa dążące do maksymalizacji potęgi. Najczęściej określa się je imperialistycznymi. Szkopuł w tym, że w praktyce bardzo trudno jest odróżnić jedne od drugich. Bezpieczeństwo i potęga nawzajem się warunkują i nie wiadomo do końca, czy można być naprawdę bezpiecznym bez powiększania atrybutów potęgi.

            Gwoli ścisłości, ten dychotomiczny podział na rewizjonistów i obrońców status quo nie wyczerpuje wszystkich zjawisk z rzeczywistości międzynarodowej. Większości państw nie stać na aktywny udział w grze sił międzynarodowych. Są to państwa „wycofane” czy raczej „wyobcowane”, obojętne wobec najważniejszych tendencji w świecie. Ich po prostu nie stać na to, aby zainwestować jakieś środki w światową dystrybucję rozmaitych wartości, poza własną obroną, która często i tak przedstawia wiele do życzenia.

Przedmiotem rywalizacji między państwami są takie wartości, jak terytorium, status, rynki ekonomiczne, ideologie oraz wpływ na regulacje prawne i instytucje międzynarodowe.

Przedmiotem rywalizacji między państwami są takie wartości, jak terytorium, status, rynki ekonomiczne, ideologie oraz wpływ na regulacje prawne i instytucje międzynarodowe. Jeśli państwo na przykład akceptuje istniejący podział ideologiczny i ustrojowy, to broni status quo. Gdy jednak usiłuje „nawrócić” innych na swoją ideologię lub obalić czyjś porządek ustrojowy, z pewnością staje się źródłem rewizjonizmu. Pewien problem rodzi się na tle rozbieżności między deklarowanymi celami a rzeczywistą ich implementacją. Otóż w historii istniało wiele państw, które zachowywały się rewolucyjnie jedynie poprzez swoje manifesty i deklaracje, nie mając środków na ich wdrożenie. W praktyce określa się to „czczą gadaniną”, gdy za słowami nie idą czyny. W Chinach już dawno temu wymyślono określenie „papierowych tygrysów”, które w retoryce Mao Zedonga ironicznie obnażało bezsilność amerykańskich imperialistów wobec rewolucyjnych przemian na kontynencie azjatyckim. Po przykład współczesny nie musimy sięgać zbyt daleko od Chin. Od lat obserwujemy deklarowane poparcie ze strony kolejnych rządów Indii dla religijnego i świeckiego przywódcy Tybetu Dalajlamy XIV. Za żądaniami maksymalnej niezależności Tybetu nie idą jednak żadne kroki, które naruszyłyby dość stabilną równowagę między Indiami a Chinami.

Tendencje rewizjonistyczne i zachowawcze w praktyce przeplatają się ze sobą. Na dodatek państwa mogą jednocześnie uprawiać politykę obrony status quo, domagając się rewizji porządku w jakimś jednym sektorze. Na przykład dzisiejsza Japonia, w odróżnieniu od imperialnego Ipponu, nie dąży do zmian w ładzie terytorialnym Azji, ale domaga się przywrócenia suwerenności nad tzw. Terytoriami Północnymi, czyli Wyspami Kurylskimi. Rosja z kolei uważa, że poprzez aneksję Krymu wcale nie stała się państwem rewizjonistycznym w stosunku do całości ładu międzynarodowego. Amerykański „realista ofensywny” John J. Mearsheimer, ostatnio często wygłaszający swoje opinie w Polsce, dowodzi, że faktycznie wszystkie państwa mają skłonności rewizjonistyczne. Dążą bowiem do wzmocnienia swojej siły, co sprzyja zwiększeniu ich bezpieczeństwa. To, kiedy sięgają one do polityki rewizjonistycznej, zależy od konkretnego układu sił i od okoliczności.

Najbardziej interesujący jest przypadek Stanów Zjednoczonych, których potęga relatywnie słabnie w kontekście wzrostu siły Chin i Rosji. Z tego względu wcale nie prowadzą one polityki skierowanej wyłącznie na obronę status quo. Przeciwnie, w kolejnych administracjach prezydenckich występują „wojownicy nowej zimnej wojny”, a więc zwolennicy konfrontacji z innymi państwami na tle ideologicznym. Nawet gdy obecny gospodarz Białego Domu zachowuje się powściągliwie, jeśli chodzi o angażowanie się w nowe wojny, to jednak jego neokonserwatywni doradcy John Bolton (ds. bezpieczeństwa narodowego), czy Mike Pompeo (sekretarz stanu) nie ukrywają, iż marzy im się zmiana wielu reżimów na świecie, nie tylko w Iranie. Broniąc swojego statusu hegemonicznego USA są gotowe do wszczynania rozmaitych awantur, co bynajmniej nie świadczy o ich jednoznacznej postawie w obronie status quo.

Najbardziej interesujący jest przypadek Stanów Zjednoczonych, których potęga relatywnie słabnie w kontekście wzrostu siły Chin i Rosji. Z tego względu wcale nie prowadzą one polityki skierowanej wyłącznie na obronę status quo. Przeciwnie, w kolejnych administracjach prezydenckich występują „wojownicy nowej zimnej wojny”, a więc zwolennicy konfrontacji z innymi państwami na tle ideologicznym.

            Nastawienie państw do ładu międzynarodowego wynika ze źródeł wewnętrznych i zewnętrznych. Charakter rządów, zwłaszcza stopień ich ideologizacji, wpływa na to, że państwa stają się bardziej radykalne w poszukiwaniu pożądanych zmian. Ekspansjonizm, misyjność, posłannictwo dziejowe, przypisywanie sobie wyjątkowości, a także zwyczajne dążenie do podniesienia pozycji i prestiżu – to przejawy takich zachowań. Rozbudzenie postaw nacjonalistycznych wzmacnia ich motywacje. Towarzyszy temu niezadowolenie z dotychczasowych osiągnięć czy niespełnionych aspiracji. Do powyższych należy dodać jeszcze jedną motywację, wynikającą z niesprawiedliwych rozwiązań, narzuconych zazwyczaj państwom pokonanym przez zwycięzców w wojnie. I tak doznanie upokorzeń z powodu surowych warunków traktatu wersalskiego, narzuconych Niemcom po I wojnie światowej stało się powodem rewanżyzmu, na którego gruncie wyrósł rewizjonizm hitlerowskiej III Rzeszy. Brak sprzeciwu wobec żądań Hitlera (appeasement) doprowadził do wybuchu największej z wojen.

Przy okazji tego przykładu przychodzi na myśl niezwykle istotny problem legitymizacji (prawowitości) ładu międzynarodowego, ustanawianego przez wielkie potęgi. Czy ich dyktat jest prawomocny jedynie z tego względu, że dysponują większą siłą, czy też uzasadnia go prawo międzynarodowe? Czy w sytuacji pojawienia się pewnej „próżni siły”, czyli braku mocarstw rozgrywających, możliwe jest utrzymanie stabilności w systemie międzynarodowym? Powszechnie bowiem wiadomo, że gdy brakuje wielkich graczy, okoliczności sprzyjają pokusie dokonania zmian z korzyścią dla siebie. Tendencje te znane są od czasów Tukidydesa, który motywy rywalizujących ze sobą poleis pokazał w Historii wojny peloponeskiej.

Państwa rosnące w siłę wywołują niepokój ze względu na swoje aspiracje związane z maksymalizacją tych wartości, a państwa słabnące koncentrują się na zachowaniu stanu posiadania.

Z kolei motywy zewnętrzne zawsze są związane z takimi wartościami koegzystencji jak powiększanie zakresu swobody decyzyjnej (autonomii) i poczucia bezpieczeństwa. Jest więc oczywiste, że państwa rosnące w siłę wywołują niepokój ze względu na swoje aspiracje związane z maksymalizacją tych wartości, a państwa słabnące koncentrują się na zachowaniu stanu posiadania. Należy przy tym mieć na uwadze swoistą koincydencję między rozmaitymi czynnikami wewnętrznymi i zewnętrznymi a okolicznościami, które je pobudzają. Wzrost napięć międzynarodowych, rosnące poczucie zagrożenia, czy presja ze strony silniejszego sojusznika dynamizują postawy roszczeniowe i rewizjonistyczne.

            Wydaje się, że Polska pod rządami Prawa i Sprawiedliwości zasługuje na analizę z tej właśnie perspektywy. Z jednej strony rządzący ciągle podkreślają zaniepokojenie stanem bezpieczeństwa państwa, narastaniem napięć i zagrożeń ze strony Rosji, a z drugiej pretendują do zwiększenia swojego udziału w procesach decyzyjnych wspólnot integracyjnych Unii Europejskiej i obronnych NATO. Przyjęcie strategii bandwagoning w stosunku do Stanów Zjednoczonych, czyli oparcia własnej strategii obronnej na „parasolu ochronnym” Ameryki pozwala zakreślić pole manewru (a nawet dystans) wobec tradycyjnych potęg europejskich – Niemiec i Francji oraz zwiększyć asertywność wobec Rosji. Podniesienie rangi Polski w strategii amerykańskiej jest wynikiem jej szczególnego położenia geopolitycznego. Jak pisał George Friedman w Następnej dekadzie, „Stany Zjednoczone bardzo potrzebują Polski, ponieważ nie mają alternatywnej strategii równoważenia sojuszu Rosji z Niemcami”. Z punktu widzenia Ameryki Polska powinna być zagrożeniem dla obu sąsiadujących potęg, aby w ten sposób nie dopuścić, by któraś z nich poczuła się bezpieczna: „utrzymanie silnego klina, wbitego pomiędzy Niemcy a Rosję, to jeden z żywotnych interesów Ameryki”.

Mamy więc prostą wykładnię planu, jak z Polski uczynić klucz do nowego układu sił. Rewizjonizm polskiej polityki jest w tym przypadku wyrazem determinacji politycznej rządzących, ale i silnej presji ze strony mocarstwa hegemonicznego. Wzmacniając mit o mocarstwowości Polski, amerykańscy propagandyści bez żadnych zahamowań przyznają, że chodzi o wykorzystanie państwa polskiego do blokowania ekspansji Rosji. Ponieważ gospodarka niemiecka jest zbyt silnie powiązana z rosyjską, zatem należy postawić na wykreowanie Polski jako ważnego buforu, będącego jednocześnie bazą dla amerykańskiego operowania w tej części globu. Gorliwe manifestowanie proamerykańskości przez polskie rządy jest rezultatem rozmaitych kompleksów i słabości, a w jeszcze większym stopniu politycznej dezorientacji, wynikającej z braku doświadczenia w polityce międzynarodowej. Nie bez znaczenia jest irracjonalna dogmatyzacja wyborów politycznych i traktowanie ich w kategoriach bezalternatywności. Wszelkie próby krytyki na temat realizowanej polityki rządzący odbierają w kategoriach zagrożenia, ataku czy nieuprawnionego wtrącania się w nieswoje sprawy. Propagandowe zacietrzewienie prowadzi do okopywania się na własnych pozycjach, wyobcowania i utraty kontaktu z rzeczywistością.

 

 

 

cd w numerze

przycisk

 

 

Wyświetlony 116 razy
Stanisław Bieleń

Polski politolog specjalizujący się w problematyce tożsamości w stosunkach międzynarodowych, polityce zagranicznej Rosji, międzynarodowej roli mocarstw, strategiach i stylach w negocjacjach międzynarodowych.

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.