Wyświetlenie artykułów z etykietą: Książki

czwartek, 11 marzec 2010 16:32

Pipes świetny jak zawsze

Richard Pipes to historyk i sowietolog amerykański, którego w Polsce nie trzeba przedstawiać. Jego prace mają fundamentalne znaczenie dla naszej wiedzy o komunizmie w Rosji bolszewickiej, a następnie w ZSRS. Można zaryzykować twierdzenie, że jak niewielu ludzi Zachodu rozumie on, czym był i jest komunizm. Pipes ocenia ten system jednoznacznie negatywnie, bez szukania na siłę, wbrew faktom, a zgodnie z poprawnością polityczną czy pod naciskiem lewicowej części tzw. inteligencji, jakichkolwiek pozytywów, tak popularnego w Polsce ?tak, ale??.

 
Wydana w tym roku książka pt. Komunizm ma charakter popularnonaukowy. Autor w znacznym stopniu streścił w niej swoje wcześniejsze ustalenia. Najwyraźniej kierowana jest do czytelnika, który zabiegany codziennymi sprawami nie miałby czasu na przedzieranie się przez opasłe tomiska dzieł tego historyka. Jej zaletą jest bardzo jasny wykład i ?nieprzeintelektualizowany? język. Zdaje się realizować zasadę, że o przeszłości należy pisać w sposób prosty, a o sprawach, zjawiskach, procesach nawet bardzo złożonych ? jeszcze bardziej prosto.
 
Podstawową tezą książki jest twierdzenie, że komunizm nigdzie nie osiągnął sukcesu, zawsze był znaczoną milionami ofiar drogą donikąd, kosztownym eksperymentem, a w wielu państwach, w tym w ZSRS i Polsce, przyniósł nieodwracalne, negatywne skutki dla społeczeństwa. Pipes skupił się na omówieniu trzech zagadnień: pojawienia się idei komunizmu, programu jego urzeczywistniania oraz wprowadzania w życie. Najwięcej miejsca poświęcił na przedstawienie działań rosyjskich komunistów: powstaniu leninizmu, zdobyciu władzy przez bolszewików, praktycznej realizacji swoich idei przez Lenina, stalinizmowi, zmierzchowi systemu sowieckiego i jego rozkładowi.
 
W pracy pada bardzo wiele dobitnych stwierdzeń, negatywnie wartościujących marksizm, leninizm, komunizm. Przypomniał, że już za życia Marksa wiedziano, iż jego podstawowe twierdzenie, że robotnicy stale ubożeją, jest nieprawdziwe, co całą ideologię czyniło opartą na kłamstwie. Dobitnie zaznaczył, że stalinizm nie był odrzuceniem leninizmu. Nie pominął zbrodni: celowo wywołanego głodu na Ukrainie, śmierci w okresie kolektywizacji ok. 1/3 ludności Kazachstanu czy ludobójstwa dokonanego przez Czerwonych Khmerów, w wyniku którego zginęło ponad 2 mln ludności, a więc ponad 1/4 ludności kraju. Przytoczył przykłady torturowania ludzi znanych z imienia i nazwiska. Mimo pewnego uodpornienia na takie opisy w kraju tak doświadczonym totalitaryzmem jak Polska, mogą one zrobić na czytelniku duże wrażenie. Zamieścił też dane dotyczące ubóstwa w ZSRS: w 1933 r. płaca realna robotnika spadła o 90% w stosunku do poziomu z lat 1926-1927.
 
 Można w recenzji rozpływać się z zachwytu nad książką Pipesa. Przyjmując fakt, że książka jest znakomita, można pokusić się jednak o parę krytycznych uwag. Określenie Stalina mianem antysemity wydaje się uproszczeniem, utrudniającym precyzyjną ocenę stosunku sowieckiego przywódcy do Żydów. Autor twierdzi, jakoby Stalin pod koniec życia zamierzał przemieścić wszystkich Żydów mieszkających w ZSRS na Syberię. Z tego, co wiem, teza ta nie została wystarczająco udokumentowana i podawanie jej jako prawdy ostatecznej jest błędne. Autor błędnie uznał, że do pierwszych strajków i zamieszek znamionujących schyłek systemu stalinowskiego doszło w Berlinie w czerwcu 1953 r. Pewnie miały one największą skalę i są najsłynniejsze, ale wcześniej zamieszki zdarzały się choćby w Pilznie. Błędne jest też twierdzenie, że rząd Polski wprowadził stan wojenny. Jest to oczywiście uproszczenie przeznaczone dla czytelnika z zagranicy, który jest słabo zorientowany w sytuacji Polski, ale nie zmienia to faktu, że informacja jest błędna, a wydając tę pracę nad Wisłą, warto byłoby ją skorygować. Podobnie jest ze zdaniem, jakoby w 1989 r. Polska ogłosiła niezależność od Moskwy. Czegoś takiego sobie nie przypominam. Dziwi również, że Pipes napisał, iż Sowieci nalegali na Jaruzelskiego, aby wprowadził stan wojenny. Rzeczywiście nalegali na siłowe rozwiązanie, ale tylko do pewnego momentu, warto byłoby to podkreślić. Nie można się też zgodzić, że holocaust wyrażał samą istotę narodowego socjalizmu. Pogląd ten lekceważy bowiem dokonania nazistów w innych sferach, choćby społecznej. Autor posługuje się pojęciem ?klasa?. Stosowanie tego zwrotu, tak charakterystycznego dla nowomowy w państwach komunistycznych, wymagałoby choćby kilku słów uzasadnienia. Podobne wątpliwości budzi określenie ?rewolucja październikowa?. Raczej był to zamach stanu.
 
Książkę polecam wszystkim, ale głównie tym, którzy zabiegani między pracą, szkołą a domem, nie mają czasu na przedzieranie się przez grube tomy znakomitych dzieł Pipesa. Z pewnością się nie zawiodą.
 
Richard Pipes, Komunizm, Warszawa 2008, s. 178.
czwartek, 11 marzec 2010 16:30

Naiwność grobem słabego

 

Tzw. główny nurt publicystyki i myśli politycznej przez ostatnie dwa dziesięciolecia nie potrafił zdefiniować polskiego interesu narodowego. Mentorzy z wielkonakładowej prasy potrafili wręcz stwierdzać, że pojęcie to jest trudne do określenia, archaiczne bądź z samej natury rzeczy nacechowane ksenofobią. Głoszenie takich poglądów wynikać może stąd, że dla wielu hołubionych przez media komentatorów głównym źródłem dochodu są nie polskie redakcje czy gazety, lecz instytuty i fundacje zagraniczne. Przyczyną może być też całkowita obojętność na sprawy kraju. Nie pierwszy raz głos zaprzańców brzmi w Polsce najdonośniej. Nie inaczej wyglądała panorama elit Rzeczpospolitej np. w XVIII w.
 
Ryszard Surmacz stawia oczywisty wniosek: bez wyartykułowania naszej racji stanu każde słowo na temat polskiej geopolityki jest bezprzedmiotowe. Brak wskazania, co jest niezbywalnym interesem naszej wspólnoty, musi przynieść jej podrzędność i destrukcję. Elementarna wiedza o historii Polski rodzi wiele wniosków, wśród których jednym z naczelnych jest sceptycyzm wobec zamierzeń politycznych partnerów. Jeśli w naszych czasach zdarzy się zbudować cokolwiek korzystnego na daleko posuniętej ufności ? będzie to pierwszy tego rodzaju przypadek w naszych dziejach. Jak dotąd, zawsze oznaczała ona nieszczęście, a nawet katastrofę. Do spektakularnego rozkładu naszego państwa nie doszło jeszcze zapewne tylko z powodu dość wyjątkowej w dziejach Europy sytuacji międzynarodowej, której cennym walorem jest zasada unikania otwartej, militarnej zaborczości. Być może jednak żyjemy w czasach cichych narodzin zaborczości innego typu, w której orężem jest pieniądz, a polem konfliktu szachownica ekonomicznych potencjałów. Taka diagnoza oznaczałaby, że położenie wątłego gospodarczo państwa zależeć będzie już tylko od morale obywateli i jakości elit. Tymczasem ostatnie siedemdziesięciolecie zaczęło się kilkuletnim okresem systematycznej eksterminacji najbardziej wartościowej części narodu, po czym nastąpiło niemal półwiecze rządów obcej agentury, dążącej do uformowania Polaków na kształt ludzi sowieckich oraz dwie dekady upartego nobilitowania zdrajców i cynicznych szumowin. Konsekwentne obrzydzanie ojczystej historii, stawianie na głowie fundamentów etyki, finansowe uprzywilejowanie łajdaków ? musiało przynieść skutek. W dorosłe życie wkracza dziś generacja moralnego chaosu, w dużej mierze wykorzeniona i na los kraju ojców obojętna. Zjawiskiem powszechnym jest nakładanie się na siebie mentalności homo sovieticus i homo economicus, dla której pieniądz jest wartością naczelną, stanowiącą niemal wyłączne kryterium.
 
Położenie Polski nie jest jednak beznadziejne. Tysiącletnie dzieje zaowocowały ogromnym, oryginalnym dorobkiem kulturalnym. Niewiele krajów Europy może poszczycić się równie świetną tradycją państwową. Polskość to też obszary duchowego bogactwa, wyrosłego na silnym gruncie chrześcijaństwa i przez długie wieki wyjątkowo częstych postaw nacechowanych szlachetnością, dobrodusznością i męstwem. Tragedią naszego kraju jest jednak rwana ciągłość pokoleń. Nie jest pewne, czy następcy planowo wyniszczonych depozytariuszy najcenniejszych wartości w pełni pojmują i doceniają wagę obejmowanego dziedzictwa.
 
Autor Geopolityki to tytułowe pojęcie postrzega nie tylko jako grę strategicznych celów, stanowiących przedmiot usiłowań możnych tego świata. Ważką rolę przypisuje narodowej świadomości i kulturze. One bowiem stanowią najważniejsze spoiny państwowej wspólnoty oraz zdrowe kryterium wyłaniania opiniotwórczych i przywódczych gremiów.
 
R. Surmacz, Geopolityka, System ? Graf, Lublin 2008.
czwartek, 11 marzec 2010 16:27

Kamikadze

 

Kamikadze w potocznej świadomości, wykreowanej przez hollywodzkie filmy, kojarzy się z pilotem, który podczas bitwy o Okinawę, kierowany niezrozumiałym dla człowieka Zachodu fanatyzmem, uderza samolotem w amerykański lotniskowiec. Czytelnik powieści Bohdana Arcta Kamikadze ? Boski Wiatr, musiał mieć wątpliwości co do wiarygodności tego obrazu, bowiem we wspomnianej książce pierwszymi kamikadze zostali ci piloci, którzy na śmierć w misji nie dającej szans na przeżycie nie mieli najmniejszej ochoty.
 
Obraz kamikadze, zawarty na kartach powieści polskiego pisarza i pilota myśliwskiego z okresu II wojny światowej, bliższy jest jednak rzeczywistości, a przynajmniej tak wydaje się po lekturze pracy Emiko Ohnuki-Tierney, profesorki antropologii w University of Wisconsin, pt. Dzienniki Kamikadze, poruszające wyznania japońskich studentów-pilotów.
 
Okazuje się, że spośród około 4 tys. pilotów tokkotai (czyli ?sił specjalnego znaczenia?, bo tak w nazewnictwie wojskowym określano formacje kamikadze), ok. 3 tys. należało do tzw. pilotów-młodzików, werbowanych z nowo powołanych do wojska rekrutów, a co najmniej tysiąc z nich było studentami. Nie byli też ochotnikami, wcielono ich do tych jednostek pod przymusem. Książka jest omówieniem zapisków (dzienników, listów, esejów, wierszy itd.) pozostawionych właśnie przez studentów, którzy znaleźli się w formacjach tokkotai (Dla ścisłości jedna relacja pochodzi od żołnierza wojsk lądowych walczącego w Chinach). Autorka przeanalizowała spuściznę piśmienniczą,pozostawioną przez zaledwie sześciu młodych ludzi, powstaje więc wątpliwość, czy były to relacje typowe dla studentów-pilotów kamikadze. Ohnuki-Tierney jest co do tego przekonana.
 
Podstawowym celem pracy jest zburzenie błędnego, zdaniem amerykańskiej uczonej, stereotypu dotyczącego pilotów kamikadze (ochotników, fanatycznych pilotów-samobójców), ukazanie ich w kontekście historycznym i przedstawienie ich myśli i odczuć. Niewątpliwie to się autorce udało, choć nie sposób nie zauważyć, że relacje są bardziej i mniej przejmujące. Niektóre są zdecydowanie przeintelektualizowane, ale jedna z nich robi duże wrażenie, gdy młody pilot kamikadze pisze o swojej mamie. Ohnuki-Tierney skupiła się jednak przede wszystkim na prześledzeniu wysiłków intelektualnych, jakie podejmowali studenci-piloci, aby znaleźć sens dla czekającej ich śmierci. Jak zauważa, sensu szukali w filozofii, a w relacjach motyw poświęcenia za cesarza nie pojawia się. Uderzający jest poziom wykształcenia studentów: biegła znajomość języków zachodnioeuropejskich, zwykle kilku, umożliwiająca czytanie w oryginale dzieł filozoficznych. Produkowani w nadmiarze nasi studenci mogliby im tylko pozazdrościć, pracownicy naukowi również.
 
Autorka w przekonujący sposób udowodniła, że kojarzenie pilotów kamikadze z samobójcami jest nieprawdziwe. Po pierwsze wielu z nich (może nawet prawie wszyscy) nie było ochotnikami, a po drugie ginęli w misji, jaką wykonywali na rozkaz dowództwa. Do wad pracy można zaliczyć zaniechanie próby odpowiedzi na pytanie, dlaczego do jednostek kamikadze trafiali akurat tak licznie dobrze wykształceni, mogący w przyszłości należeć do elit Japonii, studenci. Choć trzeba też zauważyć, że niejednemu studentowibyło blisko do marksizmu, a zdarzali się i tacy, którzy wyrażali się pozytywnie o Leninie i Stalinie.
 
W zakończeniu warto przytoczyć pogląd Nakao Takenori, pilota formacji tokkotai, który zginął 4 maja 1945 r. w wieku 22 lat. Uważał on, że naród potrzebuje prawdziwych przywódców i że ludzie naprawdę oddani krajowi nie powinni stać biernie z boku, lecz czynnie rozwiązywać problemy i realizować ideały wyznawane przez naród. U nas z tymi ideałami wyznawanymi przez naród może nie jest najlepiej, ale, że ludzie oddani krajowi powinni działać, to pewne.
 
Emiko Ohnuki-Tierney, Dzienniki Kamikadze, poruszające wyznania japońskich studentów-pilotów, Warszawa 2007, s. 282.
czwartek, 11 marzec 2010 16:25

Paryż Pana Macieja

 

Na początku XXI wieku wróciłem do Polski ?chory na Paryż?. A po upływie kilku lat zagłębiłem się w lekturze przewodnika turystycznego, który sprawia, że pod jego wpływem czytelnik ma ochotę rzucić wszystko i pognać do stolicy świata, choćby na piechotę. Ten przypływ entuzjazmu zawdzięczam kolejnej książce p. Macieja Pinkwarta, bardzo osobistej, gdyż opartej na doświadczeniach autora, a równocześnie bardzo aktualnej, bo ukończonej zapewne latem 2008 r.
 
Paryż ? na dźwięk tego słowa mocniej biją polskie serca. Miejsce będące świadkiem zarówno bestialskich zbrodni kolejnych rewolucji antyfrancuskich, jak również najwznioślejszego chrześcijańskiego heroizmu ? miejsce, w którym uzurpatorzy poświęcili dwóch królów na ołtarzach szaleństwa i chcieli zabić Boga, a Bóg powoływał wielkich świętych. Z Paryżem łączą nas relikwie Męki Pańskiej, złożone w Świętej Kaplicy, fascynacja francuską kulturą, panowanie Henryka Walezego i pobyt Ludwika XVIII na wygnaniu w Warszawie? W żyłach kilku ostatnich pokoleń starszej linii Burbonów płynęła także polska krew. Trzeba wspomnieć o myśli kontrrewolucyjnej, która decydująco wpłynęła na kształt współczesnego monarchizmu w RP. Paryż ? jedno z kilku europejskich miast, które Polak musi odwiedzić. Klucz do zrozumienia naszej rzeczywistości.
 
Pan Pinkwart nie ukrywa fascynacji miastem. Przeciwnie, wprowadza do książki ton intymny i czyni to już od pierwszych stron, podkreślając, że pisze o tych dzielnicach, zabytkach i innych obiektach, które miał okazję zobaczyć osobiście: To jest przewodnik po moim Paryżu. Nie po całym mieście, bo to niemożliwe. Ale też nie zamyka swojego dzieła w granicach administracyjnych, gdyż zachęca także do wycieczek do Wersalu, Marly-le-Roi, Louveciennes, Argenteuil, Maisons-Laffitte, Saint-Germain-en-Laye etc. Przede wszystkim jednak skłania do odkrycia własnego Paryża, wytyczenia w nim własnych szlaków.
 
Określenie ?benedyktyńska praca? nie wydaje się przesadne w przypadku grubego tomu, gdzie na kilkuset stronach złożonych drobną czcionką autor zebrał szczegółowe informacje praktyczne na temat komunikacji, noclegów, restauracji (przejrzyście podzielonych na kategorie cenowe), zdrowia, muzeów, galerii, parków i sklepów (i nie tylko). Nie zabrakło wzmianek o polskich adresach. Przede wszystkim jednak jest to wciągający opis zabytków, wraz z interesującym rysem historycznym i ciekawostkami na temat każdego z nich. Samo wyliczenie nazw zaprezentowanych zabytków oraz dzieł architektury współczesnej zajęłoby kilka stron tej recenzji. Nie sposób nie zgodzić się z autorem, że choćby pobieżne poznanie Paryża musi zająć przynajmniej tydzień. Od siebie dodam, że w samym Luwrze warto spędzić kilka dni?
 
Przy tak ogromnej pracy zapewne nieuniknione są błędy, jak np. nazwanie uzurpatora Ludwika Filipa królem Francji. Przypomnę, że książę Orleański wzorował się na innym uzurpatorze (cesarzu stojącym na czele republiki) i przybrał tytuł ?króla Francuzów?. Pomyłki może nie są rażące, nie wpływają na zagadnienia istotne dla turystów, ale sprostować należy, że Ludwik XVI był wnukiem poprzedniego króla, nie synem (str. 323). Z kolei ? w kontekście badania metodą analizy izotopowej C-14 relikwii szaty Chrystusa, odnalezionej przez cesarzową św. Helenę ? wspomnieć trzeba, że ta metoda bywa zawodna w badaniach odnoszących się do przedmiotów mających około dwóch tysięcy lat (str. 326) ? świadczy o tym historia Całunu Turyńskiego. Zastanawiam się również, co p. Pinkwart miał na myśli pisząc, że hr. d?Artois (późniejszy Karol X) został przyjacielsko zmuszony do emigracji podczas rewolucji (str. 331)? Mimo tych pomyłek książkę czyta się wybornie.
 
Uzupełnieniem tekstu są zdjęcia i szczegółowe plany centrum Paryża, do których miałbym tę uwagę, że nie został na nich wyraźnie oznaczony kościół pw. św. Mikołaja du Chardonnet przy ul. Bernardynów. Niestety, poznałem wiele tytułów poświęconych Paryżowi i w większości z nich akurat ta świątynia była nie tylko pominięta milczeniem, lecz nawet nie zaznaczono jej położenia na mapie. Czy problemem jest skojarzenie tej świątyni z Bractwem Św. Piusa X? Pozostaje nadzieja, że może w kolejnej edycji to się zmieni. Dzięki elegancko zaokrąglonym rogom przewodnik zmieści się w podróżnym bagażu bez obawy przed uszkodzeniem czy zagięciem okładki. Ten tom naprawdę warto zabrać ze sobą.
 
Maciej Pinkwart, Paryż. Praktyczny przewodnik, wyd. Pascal, Bielsko-Biała 2008, ss. 368. www.pascal.pl
poniedziałek, 01 marzec 2010 01:21

Millennium

Jak strasznym krajem jest obecnie Szwecja, doskonale pokazuje pierwszy tom bestsellerowej trylogii Millennium Stiega Larssona: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet.
poniedziałek, 01 marzec 2010 01:18

Świat, który już prawie jest

Świat za pięć lat należy do tych rzadkich książek, przy lekturze których można zaśmiewać się do rozpuku, lecz śmiech ten nie będzie jedynie relaksującym rozbawieniem. Każda opisana w niej sytuacja jest obrazem tendencji narastających w naszej rzeczywistości jak najbardziej serio.
poniedziałek, 01 marzec 2010 01:13

Konserwatyzmy

Omawiany zbiór artykułów poświęconych różnym aspektom polskiej (przede wszystkim) i europejskiej myśli zachowawczej, wcześniej rozproszonych po wielu wydawnictwach ostatnich dwóch dekad, tworzy spójną i interesującą całość. Prof. Bogdan Szlachta, autor fundamentalnych prac o ideach politycznych i państwie prawa, uwypuklił cechy wspólne myślenia zachowawczego, równocześnie nie zamazując różnic między odmiennymi sposobami rozumienia konserwatyzmu i jego praktycznych konsekwencji. O ile bowiem konserwatyści generalnie zgadzają się w poszanowaniu państwa i sprzeciwie wobec jego omnipotencji, kluczowej roli autorytetu Kościoła i religii katolickiej w zdrowym społeczeństwie, rozumieniu wolności i jej granic, odrzuceniu partyjnictwa, politycznego radykalizmu i oświeceniowego absolutyzmu, praktyka działania politycznego (co szczególnie odnosi się do konserwatyzmu polskiego w XIX wieku) niejednokrotnie prowadziła do ostrych sporów, surowych ocen, a nawet wzajemnego kwestionowania ?autentyczności? postawy ideowej.
poniedziałek, 01 marzec 2010 00:53

Poezja bólu i łagodności

Zadziwiające to wiersze, delikatne, a zarazem mocne w wyrazie, smutne, ale i pełne nadziei, bogate tematycznie i migające wieloma znaczeniami.
czwartek, 25 luty 2010 11:30

Jak ekolodzy manipulują opinią publiczną

Większość historii na temat globalnego ocieplenia to bujdy - przyznają sami ekolodzy.
Jak oszukiwać opinię publiczną, uczy raport pt. "Gorące słowa: jak opowiadać klimatyczne historie i jak robić to lepiej", przygotowany przez firmę ds. public relations. Raport firmuje postępowy Instytut Badań Polityki Publicznej (Institute for Public Policy Research) z Londynu. Dokument ma wspierać "zachowania przyjazne klimatowi". W efekcie jest to podręcznik taniej ekologicznej propagandy rodem z najczerwieńszych czasów komunizmu. Autorzy raportu nawołują wprost do bicia na alarm.- Mówcie "o końcu świata", "Apokalipsie", "że jest za późno", "wszyscy umrzemy" - doradzają eksperci: Gill Ereaut oraz Nat Segnit, na co dzień eksperci ds. komunikacji
czwartek, 25 luty 2010 11:23

Szaman Gulbinowicz

W pogodny, prawie że letni, australijski dzień, wziąłem do ręki książkę Krzysztofa Gulbinowicza ?Pocztówki z Workuty?.

 

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.