wtorek, 31 sierpień 2010 22:00

Media publiczne - za i przeciw

Napisane przez

Przyznana rok temu Telewizji Polskiej nagroda Europejskiej Federacji Mediów Publicznych jest dowodem na to, że "społeczni" nadawcy mogą działać niegospodarnie, obniżać jakość programu, zapomnieć o swoim powołaniu - zarazem ciesząc się uznaniem zagranicznych odpowiedników, czyli tych, którzy upadli jeszcze niżej. Wyróżnienie, jakie spotkało TVP jest ostrzeżeniem, że możliwa jest sytuacja jeszcze bardziej żałosna. Stanowi przecież dowód tego, w co aż trudno uwierzyć - że w innych telewizjach "publicznych" jest gorzej, niż w kolosie z Woronicza 17.

Całkowita prywatyzacja mediów oznacza szereg korzyści. Zdjęcie z obywateli opłat abonamentowych to krok w stronę państwa prawa. Jest przecież anormalną sytuacja, w której obywatel jest zmuszany do płacenia za produkty, których nie zamówił. Często płacąc za odbiór programu oczekiwana jest w miarę uczciwa informacja. Nierzadko bywa, że zamiast tego za niemałe pieniądze otrzymuje się propagandę z premedytacją wykrzywiającą obraz interesujących nas zagadnień. Prywatyzacja radia i telewizji nie sprawi, że z głośników i ekranów nagle otrzymywać będziemy treści rzetelne i obiektywne. Zagrożenie manipulacjami informacyjnymi utrzyma się zapewne na podobnym poziomie, ale będą one finansowane nie z funduszy publicznych, lecz prywatnych ? co będzie dla wszystkich czytelne i jakkolwiek by było ? bardziej przyzwoite. Znikną nie tylko złudzenia wiązane z "bezstronnością nadawcy publicznego", ale i partyjne synekury ? sowicie opłacane przez przymuszonych do tego posiadaczy odbiorników ? posadki rozdawane swoim ludziom przez rządzących.
Likwidacja mediów publicznych to jednak także poważne ryzyko. Jaskrawym przykładem jest poziom zdecydowanej większości prywatnych stacji radiowych. Niestety, przemiany w polskiej radiofonii po roku 1989 obrały kurs generalnie negatywny. Bardzo nieliczne stacje prywatne zajmują się czymkolwiek poza nadawaniem muzyki popularnej i reklam. Część informacyjna bywa w nich wyłącznie zdawkowym dodatkiem. Jedynie w bardzo rzadkich przypadkach możemy mówić o jakichkolwiek kulturotwórczych walorach programu. Sensowne słowo mówione w rozgłośniach zaczęło zanikać i dziś jest rzadkością. Tropem "standardów" wykreowanych przez nowe radiostacje ? podążyły programy Polskiego Radia. Niestety, "niewidzialna ręka rynku" w ciągu piętnastu lat wykonała w tej branży niewiele ruchów mogących dać jakąkolwiek satysfakcję osobie obdarzonej potrzebą obcowania z kulturą i jakąkolwiek wiedzą sięgającą wyżej od zapisów np. przygód Dody-Elektrody. Na dobrą sprawę wśród stacji pokrywających swym zasięgiem znaczącą część kraju ? istnieje w Polsce jedna prywatna rozgłośnia emitująca w większej skali audycje mówione i od niedawna jedna nadająca klasyczną muzykę. Oazami radiowego rzemiosła bywają niektóre rozgłośnie lokalne, przede wszystkim katolickie. W przypadku niemal całej reszty wręcz mowy nie ma o czymkolwiek, co przypominałoby dziennikarstwo czy (tym bardziej) jakąkolwiek twórczość radiową. Jestem za wolnym rynkiem w mediach, ale wyznam szczerze ? dotychczasowa praktyka napawa mnie trwogą. Jak dotąd ? mamy do czynienia z wyścigiem w "równaniu w dół". Może sprywatyzowanie dwóch ostatnich programów Polskiego Radia, trzymających jakikolwiek poziom, spowoduje, że "ręka rynku" pobudzi do stworzenia wreszcie przyzwoitych rozgłośni prywatnych? Teoretycznie powinno tak być, ale obawy o rzeczywisty bieg spraw są chyba uzasadnione. Media elektroniczne są dostawcą dość specyficznego towaru. Zarazem w sposób z natury rzeczy wyjątkowy kreują potrzeby i gusty. Oczywiste mechanizmy popytu i podaży mogą tu mieć bardziej złożony charakter. Zwróćmy uwagę, jak kolosalna jest różnica jakości między np. Programem II Polskiego Radia a niemal każdą rozgłośnią komercyjną. Przykładowa "Dwójka" to jednak ogromne źródło wiedzy o świecie, prawdziwe centrum kultury, miejsce bardzo wartościowej twórczości, pierwsza ostoja życia muzycznego. Żaden z nowych nadawców nawet nie zbliżył się dotąd do próby odgrywania podobnej roli. Przeciwnie ? działalność licznych stacji można skwitować jako jednoznacznie "odmóżdżającą".
Nieco lepsze są tendencje w prywatnych telewizjach. Kilka lat temu weszło do polszczyzny słowo polsatyzacja ? oznaczające wstręt do wiedzy i wypranie życia z jakiejkolwiek skłonności do refleksji. Od paru lat mamy jednak do czynienia ze zjawiskiem postępującego przejmowania przez nadawców prywatnych funkcji telewizji publicznej. Ugruntowały swoją pozycję dzienniki informacyjne nadawane przez TVN, czy "Polsat". Stacje te mają też publicystykę nie gorszą, niż TVP, coraz częściej pojawiają się na ich antenie programy kulturalne i filmy popularnonaukowe. Gorzej może być z kolejnymi dziedzinami ? realizowanymi dotąd przez telewizję publiczną.

(?)
Grażyna Ślęzak
Wyświetlony 6486 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.