niedziela, 03 październik 2010 21:18

Redukcja do prawdy- Janem Markiem Chodakiewiczem rozmawia Małgorzata Kosewska

Napisane przez

? Jest Pan autorem nagrodzonej pracy historycznej "Ejszyszki", odkłamującej rozpowszechnianą w USA wersję "pogromu", jakiego w 1944 roku mieli się dopuścić w Ejszyszkach członkowie "nacjonalistycznej Armii Krajowej", kierującej się hasłem "Polska bez Żydów". Skąd wzięło się Pana zainteresowanie historią i jej białymi plamami?



? To były przede wszystkim opowieści rodzinne, którymi karmiono mnie od wczesnego dzieciństwa, a także spotkania z historią na co dzień, na ulicach Żoliborza, gdzie się wychowałem. Gdy szedłem z babcią placem Wilsona, co rusz podchodził to major przedwojennego wojska, który całował babcię w rękę, to pan Janek Rossman, jeden z dowódców Szarych Szeregów, który opowiadał, jak podczas Powstania Warszawskiego wysadził tamę w kanałach albo jak Alek z "Zośką" ukradli kamienną tablicę z pomnika Kopernika z napisem Wielkiemu astronomowi ? całe Niemcy. Przechadzał się mecenas Napoleon Siemaszko czy pan Rodowicz, który mieszkał tuż obok. Moja babcia, która ukończyła gimnazjum sióstr Niepokalanek, opowiadała o swej szkolnej koleżance Lidii, późniejszej ukochanej mjr. "Łupaszki". A gdy kiedyś jako dziecko skaleczyłem się na wsi, przykładano mi na ranę chleb rozgnieciony z pajęczyną, tłumacząc, że moja prapraktóraś-babcia, gdy w walkach powstania styczniowego Kozak obciął jej ucho, wyleczyła się z rany w ten właśnie sposób. Historii nie musiałem szukać, ona była tuż obok.

? Pamięta Pan pierwsze konfrontacje między rodzinnymi opowieściami a komunistyczną rzeczywistością?

? Gdy nauczyłem się czytać, byłem zdumiony, że na tabliczce z nazwą placu widnieje "Plac Komuny Paryskiej". Pamiętam, jak wracałem z babcią autobusem na plac Wilsona i jak pewna pani spytała kierowcę, na którym przystanku będzie plac Komuny Paryskiej i jak kierowca w pewnym momencie powiedział: to tutaj, chciałaś tę komunę, to wysiadaj, królowo Związku Sowieckiego.
Z opowieści rodzinnych doskonale wiedziałem, że polskich oficerów w Katyniu zamordowali Sowieci i że tam zginął kuzyn mojego dziadka, porucznik Symeon Kazimierz Chodakiewicz. Było to tak samo oczywiste, jak to, że w Palmirach Niemcy rozstrzelali mojego ciotecznego dziadka, mecenasa Tadeusza Fabianiego. Dlatego gdy w szkole usłyszałem od nauczycielki, że mord w Katyniu popełnili hitlerowcy, to pomyślałem sobie tak: albo, biedna, nie wie i trzeba ją oświecić, albo wie i kłamie. Więc albo trzeba jej powiedzieć, jak było naprawdę, albo pokazać, że jest kłamcą. No i miałem kłopoty. Po raz pierwszy wyrzucono mnie ze szkoły w wieku 12 lat, po tym, jak powiedziałem, że Pinochet ocalił Chile od komuny. Babcia tak mówiła, a przecież babcia zawsze ma rację, prawda? W dodatku babcia utwierdzała mnie w przekonaniu, że to my jesteśmy normalni, a świat zewnętrzny oszalał.

? Od kiedy pan tropi białe plamy?

? Utkwiło mi w pamięci, że gdy miałem cztery lata, „przyszywana” ciocia-prababcia, Helena Balińska, której rodzice, farmaceuci, mieli aptekę w Petersburgu, opowiedziała mi taką historię: jechała z rodzicami saniami w Petersburgu w czasie rewolucji, oni siedzieli z tyłu, a ona obok woźnicy, otulona w szubę; zatrzymał ich bolszewicki patrol, kazał rodzicom pokazać ręce: ? Pakażi ruki, biełyje? ? i po stwierdzeniu, że są białe, oboje rozstrzelał. To była moja pierwsza usłyszana opowieść o bolszewii.
Moja babcia Irena Chodakiewiczowa, z domu Cieszewska, była więziona zarówno przez gestapo, jak i przez NKWD i UB. Za niemieckiej okupacji była łączniczką i adiutantem majora Węgielnego, drugiego zastępcy komendanta okręgu Wilno. I jedni, i drudzy bili ją i katowali, ale nikogo nie wydała. Przeżyła, chociaż ojciec, jak ją zobaczył, pomyślał z przerażeniem, że wiadro nie zmieściłoby się na jej głowie, tak była spuchnięta. Gestapo zmiażdżyło jej nerwy tak, że do końca życia miała tik w oczach: mrugała, a jej wielbiciele myśleli, że to do nich. Sowieci natomiast zmiażdżyli jej biodro, tak, że miała potem krótszą nogę. Mojego dziadka, który pracował dla Dwójki AK, udając szatniarza w niemieckim kasynie oficerskim, NKWD aresztowało w grudniu 1944 r. i wysłało do łagru w Stalinogorsku, na katorgę przy wydobywaniu węgla metodą odkrywkową.

? I te relacje pchnęły Pana na drogę poszukiwań prawdy historycznej?

? Może nie pchnęły, ja po prostu zacząłem grzebać w archiwach, aby podtrzymać rodzinne tradycje. Moja rodzina była niepokorna. Przodek mojej babci po mieczu, chorąży Jan Cieszewski, przystąpił do Insurekcji Kościuszkowskiej, inny przodek z tej linii zginął pod Saragossą. W czasie powstań styczniowego, listopadowego, potem podczas Powstania Warszawskiego oraz niemieckiej i sowieckiej okupacji, moi antenaci na ogół się nie poddawali ? zarówno Chodakiewiczowie herbu Kościesza z okolic Wilna, Grodna i Białegostoku, jak i Cieszewscy herbu Jastrzębiec, którzy osiedli na północnym Mazowszu, oraz tamże zamieszkali Dobrzyńscy i Studzińscy. Ale zapłacili za to wysoką cenę, bo po powstaniach styczniowym i listopadowym konfiskowano im majątki, wywożono na Sybir, a Chodakiewiczom na dodatek zabrano szlachectwo. Stracili wszystko.
Będąc szlachtą z zaścianka, materialnie niewiele różnili się od chłopów, natomiast w odróżnieniu od nich zachowali pamięć historyczną. Pamiętali, kim są oraz, że w potrzebie należy stawać w obronie ojczyzny. I tę pamięć historyczną cenię u amerykańskich polskich emigrantów-dinozaurów, dla których czas zatrzymał się w 1939 czy 1945 roku i z którymi często się stykam. Oni doskonale pamiętają, co się na przykład działo w Wilnie w 1927 roku czy parę lat później we Lwowie, Warszawie lub Krakowie. A co najciekawsze, mimo że to pokolenie emigracji w 95 procentach przywędrowało do Ameryki w poszukiwaniu lepszego losu, jego przedstawiciele lubią mówić, że to na przykład car ich wypędził. Ale trudno mieć im za złe, że dopiero w Ameryce wykształcili w sobie świadomość narodową i że ja podtrzymują.

? Mieszka Pan i pracuje w Stanach Zjednoczonych. Dlaczego Pan wyjechał z Polski?

? Ja nie wyjechałem z Polski, ja wyjechałem z PRL-u. Z Polski, z Rzeczypospolitej, nigdy nie wyjechałem. A dlaczego opuściłem PRL? W stanie wojennym mój ojciec został internowany. Ja też miałem kłopoty, bo związałem się z działającą przy SGGW grupą Niezależnego Związku Studentów. Właśnie zdałem na anglistykę na UW, ale studiów nie mogłem rozpocząć. Moja rodzina na "zgniłym" Zachodzie obawiała się, że zostanę uwięziony i postanowiła do tego nie dopuścić. Użyła wszelkich swoich wpływów (chociaż konkretnie nie wiem, jakich), aby załatwić mi paszport, niezbędne papiery i wyjazd. Bardzo pomogła też Solidarność: dzięki jej staraniom i wręcz machinacjom dostałem odroczenie ze służby wojskowej. Po prostu umieszczono mnie w szpitalu jako paralityka, wrzodowca, zrobiono zdjęcia moich wrzodów i przekonano władze wojskowe i inne, że jestem wrakiem człowieka. W tym samym czasie przez ambasadę Stanów Zjednoczonych przysłano dokumenty upoważniające mnie do podjęcia studiów w Kalifornii. Istnym cudem uzyskałem też dokumenty, stwierdzające, że na tutejszej uczelni dostałem urlop dziekański. Wreszcie droga była wolna i 22 września 1982 r. wsiadłem na pokład samolotu. Razem ze mną leciało tylko dziewięć osób. O terminie wyjazdu dowiedziałem się w ostatniej chwili: w poniedziałek powiadomiono mnie, że wylatuję w środę.

? Gdy przyjechał Pan do Stanów, od razu zaczął Pan studiować historię?

? Na początku studiowałem informatykę i angielski, bo myślałem, że zaraz wrócę do Polski i będę działać. Ale w styczniu 1983 r. wpadła moja grupa, a ostatecznie zdecydowałem się nie wracać, gdy zamordowano księdza Popiełuszkę. To, co z nim związane, było moim duchowym domem ? jestem z parafii śp. ks. Teofila Boguckiego, gdzie ks. Jerzy był wikarym ? chociaż może nie tylko duchowym, bo moja cioteczna prababcia była współarchitektem projektu kościoła św. Stanisława Kostki, gdzie ksiądz odprawiał msze.

? Więc przyszła pora na historię?

? Nie, tam jest inny tok studiów. Przez pierwsze dwa lata zalicza się tzw. edukację ogólnokształcącą. Na trzecim roku można już zadeklarować kierunek, jaki się wybiera. Po pewnym czasie studiowałem już tylko historię i nauki polityczne ? sowietologię, historię Rosji. Dostałem bakalaureat (licencjat, według polskich odpowiedników) na podstawie tezy o sowieckich muzułmanach za czasów Gorbaczowa ? w oparciu o gazety lokalne. Otrzymałem stypendium od Columbia University i tam po roku zrobiłem magisterium. Potem był stopień doktora.

(?)
Wyświetlony 7100 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.