niedziela, 03 październik 2010 21:20

Prywatyzacja renacjonalizacji, czyli permanentna reforma

Napisane przez

Nigdy dotąd gospodarką nie zajmowało się tak wielu profesorów ekonomii, z tak mizernym skutkiem dla podatników ? zamiast korzystać z przekształceń własnościowych, dopłacają do nieudanych przedsięwzięć prywatyzacyjnych. Reformatorzy gospodarki okresu tzw. transformacji nie przewidzieli, że dochody z prywatyzacji nie zasypią pogłębiającej się dziury budżetowej, choć od początku było wiadomo, że źródłem dochodów budżetu nie może być wyprzedaż majątku państwowego. W rządzie nie brakuje agentów, ale wywiadownie gospodarcze są zadziwiająco niesprawne. Majątek państwowy przechodzi w ręce hochsztaplerów i gangsterów, bądź rujnuje go konkurencja. Niemniej Prokuratoria Generalna ? nadal w projektach. Większość sejmowa (SLD, PO) jest jej przeciwna. Wrzesińska spółka Tonsil SA, jedna z lepszych wytwórni polskiej elektroniki, z powodzeniem konkurowała na rynkach zachodnich (głośniki, mikrofony, słuchawki). Świetność firmy skończyła się, gdy większość jej akcji wykupił japoński producent z tej samej branży ? Tahoku Pioneer Corporation. Było to typowe przejęcie w celu likwidacji konkurenta. Jednak jakoś uszło uwadze urzędników (państwo zachowało ponad 20% udziałów). Teraz prokuratura bada zarzuty o celowej niegospodarności poprzedniego zarządu, a resort skarbu przewiduje zwiększenie udziału państwa, co uratuje miejsca pracy. Państwo zamierza również wspierać inne zakłady (m.in. Wagon SA, stocznie, FSO), w których zresztą posiada mniejszościowe udziały. Niefrasobliwość reformatorów gospodarki okresu tzw. transformacji wywołała osobliwość ekonomiczną ? renacjonalizację.

Doktryna i rzeczywistość
Im mniej państwa w gospodarce, tym lepiej ? głoszą liberałowie, zapominając, że niewidzialna ręka rynku nie zastąpi polityki gospodarczej. Efekty aż nadto widoczne. Z ponad pół tysiąca dobrych przedsiębiorstw, przejętych przez NFI, odeszło 100 tys. pracowników (dorobili się zarządzający). Nie utworzono krajowego konsorcjum, które mogłoby stać się inwestorom strategicznym dla sektora stalowego. Gdy huty przeszły w ręce egzotycznego właściciela, pojawiły się wątpliwości, czy będzie on w stanie wywiązać się z zapowiedzianych przedsięwzięć inwestycyjnych, które właśnie były celem prywatyzacji.
Niedawno budżet państwa dopłacał do tzw. nietrafionych kredytów. Teraz podatnicy dopłacają do nieudanych przedsięwzięć prywatyzacyjnych. Dotychczas jednak nie zbadano, czy rzeczywiście są to nieuniknione koszty tzw. transformacji. "W gospodarce wolnorynkowej, w uzasadnionych przypadkach, państwo może świadczyć pomoc publiczną ? uważa Janusz Kwiatkowski, rzecznik prasowy resortu skarbu. ? Nie jest to darowizna, lecz pożyczka, udzielana na podstawie określonych warunków. Przedstawiony przez spółkę biznesplan musi gwarantować osiągnięcie trwałej zdolności konkurencyjnej. Są to jednak przypadki incydentalne, motywowane skutkami społecznymi upadku przedsiębiorstwa, bo skarb państwa pusty".

Struktura pozaukładowa
Przemysł stoczniowy jest silnie uzależniony od wahań koniunktury. Sposób na minimalizowanie tego uzależnienia to sytuowanie stoczni w obrębie większych organizmów gospodarczych (mogą je zasilać, gdy mniejszy popyt na statki). Konstrukcja organizacyjno-biznesowa Stoczni Szczecińskiej Porta Holding bazowała na takiej właśnie idei. Oparciem stoczni miała być firma paliwowa, zasilająca ją w czasie dekoniunktury. Projektowany koncern, wykorzystujący krajowy kapitał i polską myśl techniczną, byłby konkurencyjny dla firm zachodnich. Tak więc, w Nowogardzie powstawała wytwórnia spirytusu bezwodnego do uszlachetniania paliw. Chociaż wtedy nie było jeszcze debaty o biopaliwach i związanych z nimi podchodów biznesowo-politycznych, to paliwowa baza szczecińskiego holdingu (jak również terminal w Świnoujściu) wyrastała jako silna konkurencja dla działających na rynku polityków-biznesmenów i biznesmenów-polityków. Właśnie wtedy prywatyzowano krajowe koncerny paliwowe, dla których zagrożeniem była stoczniowa firma paliwowa, wchodząca na rynek i przejmująca sieć dystrybucyjną.
Prywatyzację Stoczni Szczecińskiej realizowano w formie menedżerskiej. Zarządzający koncentrowali w jednym ręku własność, nadzór i zarządzanie. W tym celu utworzono Grupę Przemysłową. Znaleźli się w niej ? oprócz członków zarządu i prezesa Krzysztofa Piotrowskiego ? skierowani przez min. J. Lewandowskiego doradcy-specjaliści od restrukturyzacji: Robert Pollan i Grzegorz Skarżyński. Grupa skupiła od skarbu państwa i banków ponad połowę akcji stoczni. Potrafiła przekonać państwowe banki do partycypacji w jej prywatyzacji (przejęły 30% kapitału akcyjnego).

Interwencja państwa
Ambitne poczynania Grupy Przemysłowej (zagwarantowanie stoczni niezależności, dzięki zasilaniu przez własną bazę paliwową) nie znalazły aprobaty "polityków gospodarczych" powiązanych z SLD. Najbardziej wartościowa część holdingu ? firma paliwowa ? została sprzedana, co podważyło jego byt. Do zapaści przyczynił się również kryzys w krajowej gospodarce i w światowym przemyśle stoczniowym. "Prywatyzacja nie chroni firm przed nieprawidłowościami" ? oświadczył J. Piechota (resort gospodarki), szacując zobowiązania stoczni na 2 mld zł. Tak więc proces przekształceń własnościowych wygląda następująco. Najpierw państwo zezwoliło na utworzenie superprzedsiębiorstwa, jako jednoosobowej spółki skarbu państwa, potem na podzielenie kapitału akcyjnego między akcjonariuszy (pracownicy, banki, urządzający), a w końcu przejęło zarządzanie (może tak będzie lepiej). Nastąpiła renacjonalizacja.
Min. J. Piechota oświadczał niejednokrotnie w swych wypowiedziach ? upadek holdingu był złem, które nie może się powtórzyć, bo to zbyt kosztowne dla państwa. Tymczasem wymiar sprawiedliwości zajął się badaniem zarzutu niegospodarności wobec zarządzających stocznią. Poszło o 67 mln zł, co przy miliardowych obrotach stoczni wydaje się niepoważne. Tym bardziej, że państwo nie zamierza zwrócić stoczni 67 mln dolarów za utracone kontrakty. Jest to tylko część z kwoty 130 mln dolarów, na jaką stocznia szacowała wartość utraconych kontraktów. Niestety, nie odzyskała nawet tej okrojonej sumy. W ten sposób państwo ? jako właściciel ? pozwala sobie działać nieodpowiedzialnie, ze szkodą dla gospodarki. Za takie eksperymenty płacą również pracownicy, którzy nie będą w stanie odzyskać należnych pieniędzy.

Podatnik dopłaci, a państwo sprywatyzuje
Stocznia Szczecińska Nowa działa od sierpnia 2002 roku, zatrudniając 4 tys. pracowników (przedtem ? 5,5 tys.). Znów pod nadzorem państwowym, usiłuje jakoś przetrwać. Budżet dopłaca, a jeszcze niedawno wystarczyło 45 mln dolarów na zabezpieczenie bieżącej produkcji. Agencja Rozwoju Przemysłu, sprawująca nadzór właścicielski, nie widzi zagrożeń dla stoczni. Portfel zamówień sięga 2007 roku.
Odbudowa stoczni, podjęcie produkcji jest tyleż sukcesem załogi, co zwycięstwem gospodarki nad polityką. Holding starał się być poza wpływami polityków ? tak z lewej, jak i z prawej strony. Powstałe na jego gruzach przedsiębiorstwo jest nieodporne na oddziaływania polityczne. Tymczasem zarówno w jednym (gdy firmie trudno zaistnieć poza układami), jak i w drugim przypadku (gdy politycy usiłują regulować funkcjonowanie przedsiębiorstwa), wszelkie ruchy polityczne przynoszą szkodę działalności gospodarczej, zakładowi i pracownikom. Jednak na razie brak symptomów, by w gospodarce nie było żadnej innej polityki, z wyjątkiem polityki gospodarczej. Przy blisko 20% bezrobociu, uruchomienie produkcji stoczniowej było dla wielu tysięcy pracowników prawdziwym cudem. Mieć pracę ? to najważniejsze. A czy przedsiębiorstwo jest prywatne czy państwowe ? to nie ma większego znaczenia. Niemniej w przypadku prywatyzacji istotny jest pakiet socjalny, jaki powinien zapewnić inwestor. Praktyka prywatyzacji hut stali pokazała, że można nie liczyć się z prawami pracowników w tym względzie. Odsuwanie ich od przebiegu procesu prywatyzacyjnego to również zlikwidowanie kontroli i pozostawienie urzędnikom wolnej ręki. Właśnie resort pracy zapowiada, że organizacje pracownicze będą wyłączone z rozmów na temat prywatyzacji stoczni.

(?)

Wyświetlony 6114 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.