piątek, 24 wrzesień 2010 10:37

Amerykańscy żurnaliści

Napisała

Dziennikarze w Polsce mają ciężką robotę. Co jakiś czas ktoś ich pobije, o czym kiedyś prze-konał się dziennikarz TVN24 Artur Zakrzewski, pobity przez goryli ministra. Zdarzają się nawet i gorsze rzeczy. Zarobki marne, a i satysfakcji często z pracy nie ma. Do tego często latać trzeba do sądu, o czym ostatnio przekonał się inny, pan Śpiewak, wezwany na "prośbę" p. Jakubowskiej. W USA to wszystko wygląda nieco inaczej.

Wymagania
Praca dziennikarzy w USA ma, oczywiście, swoją specyfikę. Już podczas studiów przyszli żurnaliści uczą się konkretnego stylu pisania. Wiele pism używa stylu Associated Press (AP jest news wire, serwisem newsowym, sprzedającym swoje informacje na cały świat), więc dziennikarz musi znać konkretny sposób pisania tekstu, cytowania, zapisywania skrótów, neologizmów, liczb itd., a także sposób organizowania paragrafów. Jest na ten temat wydana książka "The Associated Press Stylebook".
W USA większość redakcji ma także swoje kody etyczne, co w przyszłości może posłużyć do zwolnienia dziennikarza. Prasa biznesowa (np. "Wall Street Journal" lub "Dow Jones") ma nawet więcej wymagań, bo np. dziennikarz nie może w ogóle pisać o firmach, których ma akcje. Pewne pisma, takie jak magazyn "People" (nie, nie, nie czytam), drukuje teksty, które nie są pisane przez poszczególnych autorów, ale zespół redakcyjny, stąd można mieć wrażenie, że są takie same. O to właśnie chodzi, aby zachować swój styl. Podobną taktykę lansuje "Time" i "Newsweek".

Bolączki
W USA nie ma autoryzacji wywiadów, co oczywiście wpływa znacznie na pracę amerykańskich dziennikarzy. Z tego, co wiem, pewne jej plusy nawet do nich nie przemawiają. Dziennikarze ci mają za to inne bolączki ? muszą się męczyć z polityczną poprawnością i innymi niedogodnościami. Brytyjski dziennikarz Boris Johnson ze "Spectatora" stwierdził, że pisząc do "New York Times", lepiej nie krytykować krajów afrykańskich ani nie używać słowa "Jezus" ("Spectator", 27 III 2003). Anonimowy reporter powiedział kiedyś, że dziennikarze sławnych gazet mogą powoływać się w pracy na anonimowych informatorów, czego nie mogą robić "zwykli dziennikarze", a nawet czasem ich po prostu zmyślają. Kiedy chcą wcisnąć swoją opinię do tekstu, piszą po prostu, że anonimowe źródło mówi to i to, czyli dokładnie to, co oni chcą powiedzieć.
Wpadki i inne skandale, oczywiście, zdarzają się ? było tak w tym roku w przypadku dziennikarza ? złodzieja artykułów i oszusta z "New York Times'a" ? Jaysona Blaira czy wcześniej Janet Cooke z "Washington Post", która za wymyśloną historię dostała nawet Pulitzera (potem anulowanego).

"Writer's market"
to tytuł książki, która jest dość przydatna dziennikarzom niezależnym. Opisuje ona większość tytułów amerykańskiego rynku prasowego i podaje, w jaki sposób wysyłać teksty do poszczególnych pism (czy od razu słać tekst, czy propozycję tematu, etc.). Podaje nawet informacje, w jakim procencie dane pismo korzysta z usług dziennikarzy niezależnych i ile mogą oni zarobić. Dziennikarze w USA mają dzięki temu w pewnym sensie ułatwioną pracę.
Oczywiście, aby pracować jako dziennikarz w USA, nie potrzeba żadnej licencji (którą starano się zaprowadzić w Polsce), jednak dyplom magistra dziennikarstwa jednego z najlepszych uniwersytetów (Northwestern University, Columbia University albo University of Missouri) może otworzyć szeroko drzwi do najlepszych redakcji. Redakcje najlepszych pism (także Departamentu Stanu ? było tak przynajmniej w Chicago) pokazują się na Targach Pracy organizowanych przez uniwersytety, aby w ten sposób złapać najlepszych dziennikarzy. Jest tak chyba dlatego, że na tych uniwersytetach studenci otrzymują naprawdę solidne przygotowanie ? piszą teksty dotyczące biznesu, finansów, ekonomii, spraw sądowniczych itd. i czasem pracują nawet jako reporterzy w news roomach.

www.profnet.com
i inne tego typu web sites także ułatwiają znacznie pracę amerykańskim dziennikarzom. Dzięki nim mogą łatwo znaleźć ekspertów w danych dziedzinach, chętnych do rozmów z dziennikarzami, co przecież ma niebagatelne znaczenie. Innym tego typu serwisem jest www.facsnet.org ? oba oferują swoje usługi za darmo. Dziennikarzom w USA jest też chyba łatwiej niż polskim znaleźć dane dotyczące różnych instytucji rządowych (nie tylko poprzez ich web sites): www. fedstat.gov, www.sec.gov/edaux/searches.htm, www.thomas.loc.gov albo dzięki różnym organizacjom typu:

Think tanks, Whistleblowers, Watch dogs
Think tank to grupa ekspertów i analizatorów w danych dziedzinach, przedstawiająca raporty i różne projekty, np.: Heritage Foundation: www.heritage.org, American Enterprise Institute: www.aei.org, Hoover Institution: www.hoover.org, Brookings Institution: www.brookings.org, Cato Institute: www. cato.org.
Whistleblowers (np.www. whistleblowers.org) czy watch dogs (np. http://www.freemasonwatch.freepress-freespeech.com) zajmują się pilnowaniem pracy polityków, biznesmenów i innych organizacji. Informują po prostu publicznie o różnego typu nieprawidłowościach czy przestępstwach. Podczas gdy think tank składają się z ludzi pracujących tam zawodowo, whistlebowers i watch dogs to po prostu zwykli, czujni obywatele. Wszystkie te organizacje pomagają także bezpośrednio i pośrednio w pracy dziennikarzom (nie tylko w USA).

Dziennikarstwo śledcze,
o którym w Polsce ostatnio coraz głośniej, ma długą tradycję w USA. Uważa się, że rozpoczęła ją na dobre książka socjalisty Upton'a Sinclair'a, Dżungla (1906 r.) pokazująca nieludzkie warunki pracy i higieny w chicagowskich rzeźniach. Zrobiła aż tyle szumu, że nawet prezydent Teddy Roosevelt się nią zainteresował. Po dzień dzisiejszy służy zresztą jako biblia różnym przeciwnikom kapitalizmu.

(?)

 

Natalia Dueholm
Wyświetlony 8025 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.