czwartek, 21 marzec 2019 13:26

Geopolityka jako narzędzie współczesnej wojny

Napisane przez

Zaczynając rozważania dotyczące politycznej rywalizacji pomiędzy USA a UE, warto przypomnieć genezę pojęcia „geopolityka” i jego wykorzystywanie w bieżącej polityce. Po raz pierwszy pojęcie to użyte zostało w XIX w. przez Rudolfa Kjellena, Szweda, który twierdził, że państwo jest nieodłącznie związane z ziemią, na której bytuje. Z tego wyciągnął wniosek, że ten fakt bytowania wymusza współzawodnictwo z sąsiadującymi państwami, aby zdobyć prawo do przewodzenia, a tym samym do narzucania swej woli innym narodom.

Skwapliwie wykorzystali to Niemcy, którzy w oparciu o stworzoną przez niemieckiego geografa Fryderyka Ratzela geopolityczną koncepcję Mitteleuropy zaczęli ten pomysł realizować. I, jak widzimy, realizują go do dziś, od czasów kajzera Wilhelma, poprzez Adolfa Hitlera do Angeli Merkel.

Polityka ta ma szansę na urzeczywistnienia, ponieważ geopolityka, w odróżnieniu od przepisów prawa międzynarodowego, ustanawia ściśle hierarchię państw. Pomija tym samym te państwa, które nie liczą się w międzynarodowym układzie sił. Zatem, jak z tego wynika, podstawowym postulatem realizowanej geopolityki jest zdobycie przewagi nad konkurującymi państwami. Oczywiste jest, że głównym celem polityki jest od wieków zdobycie i utrzymanie władzy. Natomiast naczelnym celem geopolityki jest walka o przetrwanie i walka o zdobycie przewagi nad innymi. Walka ta nie zawsze wymaga użycia sil zbrojnych, które są jedynie jednym z instrumentalnych środków rywalizacji. Teraz głównym narzędziem rywalizacji są media, które porzuciły już dawno swą rolę informacyjną i edukacyjną, a skupiły się na nachalnej, by nie powiedzieć prostackiej propagandzie. Możemy zatem bez obawy popełnienia błędu stwierdzić, że działania geopolityczne wykluczają jakąkolwiek moralność i działania etyczne. Obie te wartości są przeszkodą w osiągnięciu celu.

Głównym celem polityki jest od wieków zdobycie i utrzymanie władzy. Natomiast naczelnym celem geopolityki jest walka o przetrwanie i walka o zdobycie przewagi nad innymi. Walka ta nie zawsze wymaga użycia sil zbrojnych, które są jedynie jednym z instrumentalnych środków rywalizacji. Teraz głównym narzędziem rywalizacji są media, które porzuciły już dawno swą rolę informacyjną i edukacyjną, a skupiły się na nachalnej, by nie powiedzieć prostackiej propagandzie.

Dlatego w działaniach geopolitycznych wszelkie traktaty nie mają żadnej wartości. Przykładem tego może być spór Polski z UE dotyczący reformy sądownictwa. Nie ma znaczenia, że w traktatach (np. lizbońskim) są zapisy wykluczające ingerencję KE w sprawę reformy sądów, bowiem ta reforma nie jest po myśli pewnej ustosunkowanej grupy ludzi. Ale nie tylko to jest powodem takich obstrukcyjnych działań KE. Otóż, twierdzę, że gdyby w Polsce władzę sprawowała PO i przeprowadzałaby reformę nie różniącą się niczym od obecnych propozycji, to KE nie stawiałaby oporu. Wynika to z tego, że PO wspierała Niemcy w osiągnięciu ich podstawowego celu, którym jest stworzenie Mitteleuropy pod ich zarządem. Obecny rząd (niezależnie od tego, co sam o nim myślę), nadepnął Niemcom na odcisk. Zapowiedział bowiem m.in. repolonizację mediów, które od bez mała 30 lat są w rękach niemieckich i skrupulatnie pracują nad „wychowaniem polskiego niewolnika”. Ale stąd wynika następny wniosek celem globalnej rywalizacji jest panowanie nad sferą świadomości społecznej. I to, jak widzimy na przykładzie Polski udaje się znakomicie, bo znaczna część polskiego społeczeństwa nie zauważyła, że dziś Niemcy, opanowując media, zawładnęli wpływem nad kształtowaniem świadomości „polskich tubylców”. Ale Polska i jej wewnętrzne problemy są lokalną sprawą Europy, w której Niemcy narzucają swą wolę. Tu sztandarowym przykładem może być samowolne „otwarcie Europy” przez Merkel dla imigrantów z Afryki i Azji Mniejszej. Ale zanim Niemcy razem z Francją podporządkują sobie Europę, będą usiłowały podporządkować sobie Mitteleuropę. Polska jest pierwszym celem, jako kraj, w którym obecna władza nie cieszy się sympatią Merkel, i jako największy kraj Środkowej Europy.

Kolejnym, ale za to bardzo ważnym celem działań globalizacji jest walka o podział stref wpływów w świecie. Do roku 1991 sprawa była stosunkowo prosta. Był to podział dwubiegunowy: USA i świat zachodni oraz ZSRR i tzw. blok wschodni. Podczas zimnej wojny wydawało się, że blok wschodni uzyska znaczącą przewagę, jako że trwały na wszystkich kontynentach, poza Europą i Ameryką Północną partyzanckie wojny o wyzwolenie z zależności kolonialnej. Praktycznie, wszystkie te ruchy rewolucyjne miały wspomaganie ze strony ZSRR i bloku wschodniego i w większości zwyciężały. Ale mimo tego niesamowicie kosztownego wsparcia po kilku latach okazało się, że niewiele krajów pozostało w orbicie wpływów ZSRR. W praktyce okazało się, że znany polski publicysta, Stefan Kisielewski miał rację mówiąc, że „Socjalizm to jest taki system, który bohatersko walczy z problemami, które sam stworzył”.

Gdy ZSRR się rozpadał, USA rozpoczęły „posiew demokracji” w krajach arabskich. Skończyło się to tym, że do władzy w tych krajach dorwali się ortodoksyjni muzułmanie i walka o demokrację w stylu zachodnim została przegrana. Dziś świat ma problem z islamskimi terrorystami. Z czego wynika ta porażka? Podstawowym błędem globalistów jest ich niczym niezmącone przekonanie, że tylko ten model życia, który oni preferują, jest modelem, na który czeka ludzkość świata. Tak nie jest. Muzułmanie chętnie skorzystają z uprawnień socjalnych, ale nie pozwolą naruszyć swojego stylu życia. Ba, wprost przeciwnie, czego przykładem jest Szwecja, gdzie narzucają swoje prawa szariatu w miejscu swojego zamieszkania. Nie tylko narzucają, ale zdarza się, że krwawo go egzekwują. Doszło do tego, że szwedzka policja obawia się interweniować w miejscach ich zamieszkania, czego przykładem jest m.in. Malmoe.

UE tymczasem, borykając się z problemami, które sama sprokurowała, nie jest jednością. Niemcy flirtują z Rosją, licząc na wypchnięcie z Europy wpływów USA. Wyjście Wielkiej Brytanii z UE nie jest, wbrew pozorom, „niemiłym zaskoczeniem”. Dla Niemiec jest to pożądany proces, bowiem osłabia to zwolenników obecności USA w Europie. Dla Francji i Niemiec jest to korzystne. Obecnie rolę najwierniejszego sojusznika USA w UE spełnia Polska.

Wypchnięcie USA z Europy leży w interesie Niemiec, Francji i tych rządów europejskich, gdzie rządzi socjaldemokracja, a tak naprawdę rządzą tam osoby wyrosłe z rewolty 1968 roku, czyli ludzie o lewacko-trockistowskiej orientacji. To właśnie te resztki po trockizmie opanowały UE. Wojna UE z USA toczy się na wielu płaszczyznach. Jedną z nich są siły zbrojne. Zaczęły się pojawiać ze strony europosłów niemieckich, głównie Zielonych, żądania, aby UE powołała własną armię. Jest to bardzo niebezpieczny pomysł, bo wówczas Bundeswehra stacjonowałaby praktycznie w każdym kraju. Byłby to kolejny, ale bardzo ważny krok w realizacji upragnionego od wieków celu Niemiec, jakim jest władza nad Mitteleuropą, która stałaby się w konsekwencji częścią składową nowej Rzeszy.

 

 

cd w numerze papierowym

przycisk

Wyświetlony 191 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.