sobota, 08 luty 2020 21:16

NOTATKI POGODNEGO KRYTYKANTA - TEMATY NIEMIECKIE

Napisał

Historię trzeba dziś pisać ołówkiem; łatwiej potem to i owo wygumkować

Pierre Gaxotte

W „Zeszytach Literackich” nr 142 (2, 2018) włoski eseista i historyk literatury Claudio Magris w artykule Ryzyko cytowania pisze, że autorstwo wielu najsłynniejszych zdań jest uważane za oczywiste, lecz przekonanie to często mija się z prawdą. I podaje przykład: „To nie Goebbels powiedział, kiedy słyszę słowo »kultura«, odbezpieczam mojego browninga, lecz Hanns Johst, nazistowski dramaturg”.

Rodak i znajomy Magrisa Adriano Ausilio, tropiący błędne cytowania i niedokładne atrybucje słynnych zdań, wyjaśnił mu, skąd wziął się u niego upór w tropieniu tego rodzaju błędów: „Ponieważ wraz z pojawieniem się internetu i mediów społecznościowych rozpowszechniła się nowa tendencja. Niekontrolowany użytek czyniony z cytatów. Bierze się za dobrą monetę słowa i zdania tylko dlatego, że się je gdzieś przeczytało lub usłyszało, i nie troszczy się już o sprawdzenie, czy pochodzą z miarodajnego źródła”. Magris zastanawia się, czy jednak nie grozi nam „mania dokładności”, popadnięcie w formalizm, który „traci z pola widzenia istotę rzeczy, skoro te błędne cytaty nie fałszują myśli autora, przeciwnie, przywołują to, co w niej najważniejsze? […] pistolet Johsta w dłoni Goebbelsa oddaje dobrze stosunek nazistów do kultury”. Ausilio pewnej mierze się z nim zgadza, ale uważa, że zawsze trzeba interweniować w wypadku instrumentalnego potraktowania cytatu. Pozwolę więc sobie zainterweniować, ponieważ sam Magris traktuje instrumentalnie zdanie „Kiedy słyszę słowo »kultura«, odbezpieczam mojego browninga”.

            Po pierwsze, stwierdzenie, że to „powiedział Hanns Johst”, jest niedokładne. Równie dobrze można by przytoczyć cytat: „Lecz czuję w sobie, że gdybym mą wolę ścisnął, natężył i razem wyświecił, może bym sto gwiazd zgasił, a drugie sto wzniecił” i poinformować, że „powiedział to Adam Mickiewicz”, choć słowa te wypowiada Konrad w „Dziadach części III”. Gdyby przyjąć sposób interpretacji Magrisa, to mielibyśmy prawo sądzić, że to Adam Mickiewicz „może by sto gwiazd zgasił, a drugie sto wzniecił”. Podobnie jest słowami o kulturze i browningu, które wypowiada Friedrich Thiemann, jeden z bohaterów pisanego w latach 1928-32, a wystawionego po raz pierwszy w 1933 roku dramatu Johsta Leo Schlageter . Po drugie, zapytać należy, czy rzeczywiście „pistolet Thiemanna [Johsta] w dłoni Goebbelsa oddaje dobrze stosunek nazistów do kultury”? Nie chodzi oczywiście o, opisaną w setkach książek i artykułów, koncepcję kultury i praktykę polityki kulturalnej narodowych socjalistów, ale o to, co właściwie miał na myśli Thiemann, wypowiadając słowa (napisane przez Johsta), które po 1945 roku weszły na stałe do erudycyjnego zasobu polityczno-dziennikarskiej braci. W scenie dyskusji z Leo Schlageterem na temat sposobów walki o odzyskanie pełnej suwerenności przez Rzeszę, Thiemann mówi, że ostatnie, co by zrobił, to przejmował się ideami, „tą rupieciarnią z XIX wieku”: „Braterstwo, równość, wolność, piękno i godność! Na słoninę łapie się myszy. A tu naraz, w środku gadaniny: ręce do góry! Rzuć broń! Jesteś republikańskim bydłem wyborczym! – Jak najdalej od tej całej światopoglądowej sieczki. Tu się strzela ostrymi nabojami. Kiedy słyszę »kultura«, odbezpieczam mojego browninga”.

Sens tych słów jest jasny: Thiemann rozpoznaje, że „kultura” – oczywiście nie jako zjawisko i fakt społeczny, ale jako pojęcie funkcjonujące w retoryce politycznej – jest takim samym frazesem, co braterstwo, równość czy wolność; frazesem, na który mają się nabierać naiwni („słonina, na którą łapie się myszy”), maskującym realne stosunki władzy – za wzniosłą gadaniną o „kulturze” kryje się prawdziwa siła („Ręce do góry! Rzuć broń!”). Słysząc słowo „kultura”, Thiemann odbezpiecza swojego browninga, ponieważ podejrzewa, że za chwilę może się zacząć strzelanina. Tak samo odbezpieczyłby broń, gdyby usłyszał frazesy typu „braterstwo”, „równość”, „wolność” itp.

Pamiętam rozmowę, jaką na początku lat 90. XX wieku przeprowadzili ze mną bawiący we Wrocławiu redaktorzy pewnego niemieckiego konserwatywno-narodowego czasopisma; w pewnym momencie rozmowa zeszła na „polsko-niemieckie pojednanie”, oświadczyłem wówczas, całkiem w duchu Thiemanna, choć sztuki Johsta ani nie widziałem, ani nie czytałem : „Kiedy słyszę słowo »pojednanie« odbezpieczam mojego browninga” – tak im się ta fraza spodobała, że wybili ją potem jako tytuł wywiadu.

Pozostańmy jeszcze przy bon motach doktora Goebbelsa. Któż nie zna jego powiedzenia: „Kłamstwo tysiąc razy powtórzone staje się prawdą”. Przez dziesiątki lat, jakie upłynęły od samobójczej śmierci ministra, w różnych wariantach powtarzano je setki tysięcy razy, jeżeli nie więcej. Przedstawiciele zwalczających się obozów polityczno-ideologicznych, uczestnicy prasowych czy internetowych „polemik” zarzucają sobie nawzajem, że kierują się dewizą Goebbelsa (tzw. argumentum ad Goebbelsum).

Amerykański historyk, wybitny znawca propagandy narodowosocjalistycznej Randall Bytwerk (Calvin University), autor wielu publikacji na ten temat m.in. Bending Spines. The Propagandas of Nazi Germany and the German Democratic Republic (2004) oraz Landmark Speeches of National Socialism (2008) (zob. też jego German Propaganda Archive - https://research.calvin.edu/german-propaganda-archive/) po kilku latach badań i poszukiwań stwierdził: nikt nigdy nie podał źródła tego cytatu, nigdy nie znaleziono go w żadnym tekście Goebbelsa ani w żadnym jego publicznym wystąpieniu. Jest zresztą rzeczą oczywistą, że publicznie Goebbels nigdy by w odniesieniu do własnych metod propagandowych czegoś takiego nie powiedział; wszak żaden, nawet najmniej rozgarnięty, propagandysta czy „spin doktor” nie przyzna publicznie, że posługuje się kłamstwami. Tym bardziej doktor Goebbels, który wobec swoich słuchaczy i czytelników chętnie przedstawiał się jako bojownik o prawdę, grzmiał przeciwko „kłamliwej propagandzie zagranicznej”, głosił, że „prawda jest zawsze silniejsza niż kłamstwo”, a o sobie samym mówił, że jest „wierny prawdzie”. Oczywiście kłamał, ale w masowej demokracji kłamstwo jest elementem systemowym, więc nie ma sensu, aby mu – podobnie jak jego odpowiednikom w Moskwie, Londynie i Waszyngtonie – z tego powodu czynić zarzut. Oni jego oskarżali o kłamstwa, a on ich – oskarżenia w każdym wypadku były prawdziwe.

Goebbels, który wobec swoich słuchaczy i czytelników chętnie przedstawiał się jako bojownik o prawdę, grzmiał przeciwko „kłamliwej propagandzie zagranicznej”, głosił, że „prawda jest zawsze silniejsza niż kłamstwo”, a o sobie samym mówił, że jest „wierny prawdzie”. Oczywiście kłamał, ale w masowej demokracji kłamstwo jest elementem systemowym, więc nie ma sensu, aby mu – podobnie jak jego odpowiednikom w Moskwie, Londynie i Waszyngtonie – z tego powodu czynić zarzut. Oni jego oskarżali o kłamstwa, a on ich – oskarżenia w każdym wypadku były prawdziwe.

Zdanie o „powtarzaniu kłamstwa” nie występuje w dziennikach ministra, nie odnaleziono go też w innych źródłach, na przykład w zapiskach z prywatnych rozmów z Goebbelsem odbywanych w zaufanym kręgu. Wniosek Bytwerka: „Jeśli wypowiedź Goebbelsa cytowana jest zawsze bez podania źródła i wielu poważnych badaczy jej źródła nie znalazło, mimo iż od lat go szukali, to wolno przyjąć, że jest fałszywa”. Jej źródłem była najprawdopodobniej któraś z gazet lub innych publikacji amerykańskich czy też angielskich lat 1939-1945, w których opisywano i krytycznie oceniano metody niemieckiego ministra propagandy: „Goebbels sądzi, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Następnie tę opinię włożono w usta Goebbelsowi, przypisując mu jej autorstwo.

Niekiedy fałszywy cytat z Goebbelsa występuje w wersji: „Kiedy opowiada się wielkie kłamstwo i wystarczająco często sie je powtarza, to w końcu ludzie w nie uwierzą”. Jest to nawiązanie do fragmentu z Mein Kampf, w którym Hitler pisze o obarczaniu generała Ludendorffa winą za klęskę Niemiec w I wojnie światowej, nazywając oskarżenie generała „wielkim kłamstwem”, w które łatwowierna masa narodu uwierzy prędzej niż w małe (zob. A. Hitler, Mein Kampf, München 1938, s. 252). Jak zauważa Randall Bytwerk także i ten cytat jest błędnie przytaczany i opacznie interpretowany, ponieważ Hitler zarzuca posługiwanie się „wielkim kłamstwem” „Żydostwu i jego marksistowskim organizacjom bojowym”. Nie znaczy to oczywiście, że w praktyce on sam nie uciekał się do „wielkich kłamstw” (jak wszyscy przywódcy masowych demokracji od Moskwy przez Londyn do Waszyngtonu), ale nie opowiadał się otwarcie za rozpowszechnianiem „wielkich kłamstw” jako taktyką propagandową swojej partii, przeciwnie, czytelnik Mein Kampf miał wyciągnąć z tego wniosek, że taka metoda jest mu obca i wstrętna. Dodajmy, że stosowanie metody „wielkiego kłamstwa” Goebbels wykrywał u Brytyjczyków, którzy – jak pisał – jeśli kłamią, to od razu na wielką skalę i trwają przy kłamstwie, choćby nie wiadomo co się działo. Nie potrafię rozstrzygnąć, czy w tym akurat przypadku mówił prawdę czy kłamał.

 

Tomasz Gabiś

 

CD w Numerze

przycisk

 
 
Wyświetlony 459 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.