sobota, 08 luty 2020 21:58

Wojna po rosyjsku

Napisał

Pośród rosyjskich kompleksów dość istotne miejsce zajmuje nieobecność etosu rycerskiego na Wschodzie. W staroruskich bylinach toporni „bogatyrzy” tłuką się maczugami jak popadło i okładają wielkimi jak bochny kułakami. Nie stronią przy tym od rozmaitych perfidnych podstępów, byle tylko odnieść triumf.

Wzorce takie przejęła i udoskonaliła rosyjska armia, czego akurat nie trzeba bliżej wyjaśniać Polakom, w których dziejach zapisało się tchórzostwo cara Iwana IV Groźnego odmawiającego pojedynku ze Stefanem Batorym, zagłada Wilna w 1655 roku, rzeź Pragi dokonana przez psychopatycznego Aleksandra Suworowa (idola sowieckich i rosyjskich wojskowych), nie mówiąc już o wypadkach bliższych naszych czasów.

 

Sołdaci bez skazy

Oczywiście Rosjanie widzą te sprawy zupełnie odmiennie. W słynnym filmie Nikity Michałkowa Cyrulik syberyjski pokazano armie rosyjską i amerykańską na przełomie XIX i XX wieku: ta pierwsza pełna jest szlachetnych i wielkodusznych, po prostu rycerskich (!) wojowników, drugą reprezentuje tępy i sadystyczny sierżant.

Rosyjska etatowa parlamentarzystka Irena Jarowaja, obecnie reprezentująca partię Jedna Rosja, nosi w Dumie przezwisko "Koniunkturalistka", co rusz bowiem wyskakuje z projektami, które akurat są władzy na rękę. Na przykład w stosownym czasie zażądała surowszych kar za naruszenie przepisów o zgromadzeniach publicznych. Jarowaja od dzieciństwa marzyła, aby zostać prokuratorem, co chyba dość wymownie zaświadcza o jej charakterze. Pragnienie swoje zrealizowała jako pracownica kamczackiej prokuratury, jednak związków z artykułami odpowiednich kodeksów nie utraciła również podczas kariery poselskiej – jej mąż podejrzewany jest o zażyłe kontakty z kryminalistami, a samą deputowaną tygodnik “The New Times” obwinił o korupcję. “The New Times” to od końca lat dziewięćdziesiątych XX wieku tytuł byłej bolszewickiej propagandowej gadzinówki “Nowyje Wriemija”, która w polskim wydaniu ukazywała się jako “Nowe Czasy”. Jarowaja wymyśliła – czy też, co o wiele bardziej prawdopodobne, upubliczniła – pomysł wykluty w przewodzącej Rosji partii, aby karać za oskarżanie Armii Czerwonej o popełnianie zbrodni podczas II wojny światowej.

Wojna jest zawsze zajęciem brudnym, niezależnie o tego, czy ze względów propagandowych tak właśnie bywa definiowana. Bolszewicy wymyślili jednak, aby odwrócić kota ogonem (nie tylko zresztą w tym wypadku). Toteż na wojnę – na przykład II światową, której część nazywa się w Rosji konsekwentnie Wielką Wojną Ojczyźnianą i zamyka ściśle w latach 1941-1945, aby nie padło pytanie o rolę ZSRS w 1939 roku – nie posyłali zwyczajnych sołdatów, ale niepokalanych żołnierzy wolności, którzy najpierw w braterstwie broni z Trzecią Rzeszą oswobodzili wschodnią połowę Rzeczypospolitej, a kilka lat później, w śmiertelnych zmaganiach z tymi samymi Niemcami, także pozostały obszar Polski. Lecz oceną takich faktów deputowana Jarowaja nie zaprząta sobie głowy, aby przypadkiem nie doznać kłopotliwego dysonansu poznawczego. Zapewne uważa, że partia wie lepiej, co jest słuszne – przynajmniej na danym etapie. Zatem sowiecki żołnierz może być tylko przedstawiany jako rycerz bez skazy, pomnikowo, na wzór górującego nad berlińskim Treptower Park monumentu krasnoarmiejca z wielkim mieczem i ocaloną z pożogi dziewczynką, depczącego połamaną raz na zawsze swastykę.

Sowiecki żołnierz może być tylko przedstawiany jako rycerz bez skazy, pomnikowo, na wzór górującego nad berlińskim Treptower Park monumentu krasnoarmiejca z wielkim mieczem i ocaloną z pożogi dziewczynką, depczącego połamaną raz na zawsze swastykę.

Z wykreowaniem bezwzględnie pozytywnego wizerunku czerwonoarmisty kremlowscy spece od manipulacji dadzą sobie z pewnością radę, choć niełatwe to zadanie. No bo co w takim razie zrobić z zagradotriadami złożonymi z wojsk NKWD, które z bronią w ręku pilnowały, aby posyłane na oczywistą zagładę mięso armatnie nie uciekało z pierwszej linii (taki sposób dyscyplinowania żołnierzy armii robotniczo-chłopskiej wymyślił jeszcze Leon Trocki)? I cóż począć z niezliczonymi świadectwami mordów, gwałtów, podpaleń, bezmyślnych dewastacji zabytków, dzieł sztuki itd. dokonywanych przez armię wyzwolicieli nie tylko na ziemiach nieprzyjaciela? Wreszcie – nie zbrodnia to może, ale bezsprzecznie ujma dla munduru – co z ukradzionymi zegarkami i rowerami? A co z literaturą – czy na stos rozpalony na Placu Czerwonym powędrują książki Jerzego Thorwalda lub Sergiusza Piaseckiego? I Ferdynanda Goetela, który przecież napisał w swoich memuarach wojennych: “krasnoarmiejcy, przedzierający się na zachód przez polską Orawę, pogwałcili wszystkie kobiety, a wiele domostw puścili z dymem. Okazuje się, że gwałty były tylko pomyłką, gdyż żołnierze rosyjscy sądzili, że są już na terenie Słowacji”. Swoją drogą miarą dziwaczności, oględnie mówiąc, naszych czasów może być mnogość zachowanych na Słowacji (podczas wojny nominalnie sprzymierzonej z Niemcami) pomników „wdzięczności” dla Armii Czerwonej oraz ustawienie kilka lat temu w centrum Bratysławy dużej statuy Stalina.

Fundamentem idei neoimperialnej współczesnej Rosji jest triumf z roku 1945. Oczywistością jawi się zatem imperatyw gloryfikowania wbrew faktom zwycięskiej wówczas armii. Stąd krok już tylko do wymuszonej groźbą pozbawienia wolności ochrony „dobrego imienia” zarówno dawnego wojska sowieckiego imperium, jak i jego współczesnej kontynuacji. Za jednym zamachem załatwia to sprawę choćby zbrodni wojennych popełnianych przez Rosjan w Afganistanie czy Czeczenii. I usprawiedliwia wyprawienie pogrzebu z honorami Jerzemu Budanowowi, przestępcy wojennemu, którego zastrzelili na moskiewskiej ulicy mściciele Czeczenki zhańbionej i zamordowanej przez tego pułkownika armii rosyjskiej.

Jarowaja potraktowała Armię Czerwoną en masse: do jednego worka wrzuciła zwykłych żołnierzy, popędzonych na front jak bydło do uboju, a także ich dowódców, bardzo często nieudolnych i odpowiedzialnych za zagładę swoich podwładnych oraz inne zbrodnie. O ile krew przelana przez tych pierwszych zasługuje jeśli nie na szacunek, to przynajmniej na współczucie i refleksję, o tyle postępowanie tych drugich na zawsze powinno pozostać okryte niezmywalną hańbą.

Faktyczna deifikacji Armii Czerwonej zapoczątkowana przez Jarowają być może doprowadzi z czasem również do „rehabilitacji” innych sowieckich instytucji, choćby partii bolszewickiej w ogóle czy nawet NKWD. Bo w Rosji nie brakuje takich, co uważają, że tak naprawdę czekiści zwalczali w pierwszym rzędzie rzeczywistych przestępców, szpiegów oraz dywersantów.

Deputowana Jarowaja, bądź co bądź jako tako otrzaskana z prawem, precedens dla urzeczywistnienia zgłoszonej ustawy znajdzie bez trudu, i to w dodatku poza granicami Rosji, gdzie już dawno dano odpór negacjonizmowi. W końcu karane jako przestępstwo jest chociażby kłamstwo oświęcimskie. Jeżeli przyjęto już takie reguły gry, to warto w takim razie zastanowić się, co może dałoby się zrobić z kłamstwem katyńskim albo z kłamstwem wołyńskim.

Deifikacji Armii Czerwonej być może doprowadzi z czasem również do „rehabilitacji” innych sowieckich instytucji, choćby partii bolszewickiej w ogóle czy nawet NKWD. Bo w Rosji nie brakuje takich, co uważają, że tak naprawdę czekiści zwalczali w pierwszym rzędzie rzeczywistych przestępców, szpiegów oraz dywersantów.

Historyczna lekcja

Jak wyglądała czerwonoarmijna rzeczywistość podczas wojny, pokazują znane książki Włodzimierza Wojnowicza, Bazylego Grossmana czy Efraima Seweli. Jeśli kogoś nie przekonują ci autorzy i uważa, że przesadzili oni z fikcją literacką (albo też jako typowi reprezentanci jednej z sowieckich i globalnych mniejszości celowo zohydzili szlachetny wysiłek słowiańskich wyzwolicieli), może sięgnąć do świadectwa Mikołaja Nikulina, który w swoich wspomnieniach o wojnie (w Polsce wydanych pod tytułem Sołda”) przedstawił naturalistycznie frontowe realia, w jakich pijani i opływający w luksusy tępogłowi dowódcy gnają na oczywistą masakrę szeregowych.

Ważna data współczesnej historii Rosji, 22 czerwca, jest podkreślana bardzo skromnie. Mowy nie było, aby obchodzić ją równie szumnie, jak inne święta. – To traurnyj (żałobny) dzień – wzdychają na początku lata Rosjanie. W 1941 roku od braterskiej Trzeciej Rzeszy Armia Czerwona otrzymała takie cięgi, wobec których znane z powieści Jarosława Haszka „przesławne lanie” wydaje się niewinnym klapsem. No, ale prawdziwe imperium poznaje się zapewne po tym, jak kończy, a nie po tym, jak zaczyna. Dlatego w Rosji cała para propagandowa idzie w celebrowanie triumfalnego finału Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, a nie jej wybuchu.

Rosyjski mit wojenny także w zakresie początkowej fazy wojny opiera się na zafałszowaniach. Na ogół w świadomości Rosjan zakodowany jest znany z kina schemat: uzbrojony w ostatni granat czerwonoarmista rzuca się pod hitlerowski czołg. Po stronie zdradzieckich agresorów jest groza stalowej nawały, po stronie obrońców – niezłomna siła ducha, która w ostatecznym rozrachunku sprawiedliwie zwycięży. Rzadko kto próbuje się im przeciwstawiać – czyni to na przykład mało znany badacz Marek Sołonin. Dane, jakie przytacza w swojej książce 22 czerwca, czyli kiedy zaczęła się Wielka Wojna Ojczyźniana? porażają. W momencie ataku Niemców na Związek Sowiecki Wehrmacht posiadał 3300 tysiące czołgów, Armia Czerwona natomiast 13000, w tym 3000 nowoczesnych T-34, górujących nad tankami niemieckimi. W ciągu dwóch pierwszych tygodni walk sowiecki Front Południowo-Zachodni stracił 4000 czołgów. Straty walczącej na tym froncie Grupy feldmarszałka Ewald von Kleista do początku września 1941 roku wyniosły 186 maszyn. Albo to: Sołonin podliczył, że w 1944 roku na jeden milion żołnierzy sowieckich straty w broni strzeleckiej wynosiły 36 tysięcy sztuk miesięcznie. Proporcjonalnie więc w całej Armii Czerwonej powinny zamknąć się one liczbą najwyżej 700 tysięcy sztuk. W rzeczywistości były dziesięciokrotnie większe. Czy owa broń została utracona została w boju, czy też porzucona przez rozpierzchłych w panice żołnierzy i dowódców dzielnej armii proletariacko-chłopskiej?

„Marszałek Kulik rozkazał nam wszystkim zerwać odznaki, pozbyć się dokumentów i przebrać w cywilne ubrania; sam złożył strój wieśniaka” – poświadcza jeden z podkomendnych tego dzielnego wodza. Marszałka nikt palcem nie tknął, wyfasowano mu nowy mundur i wydano nową Gwiazdę Bohatera Związku Sowieckiego. Ciągle pijany Kulik jeszcze przez rok szafował beztrosko życiem swoich żołnierzy, dopóki nie przeniesiono go na tyły. Po wojnie został rozstrzelany, ale nie za swoje frontowe grzechy, lecz udział w „spisku" na życie Stalina. Później zresztą bohaterskiego marszałka zrehabilitowano.

Cóż jednak mówić o panice, jaka ogarnęła wojsko, skoro sam najwyższy autorytet, kremlowski satrapa, dał drapaka na daczę i dłuższy czas trząsł się na niej ze strachu? Bezprecedensowy „odwrót” Rosjan w 1941 roku opisuje wiernie Józef Mackiewicz. Niestety, jego książki pozostają w Rosji nieznane. A przydałaby się ich lektura, także tym, którzy z sentymentem wspominają, że „przy Stalinie to był porządek!”...

Oszczędnie szacowane straty Armii Czerwonej w roku 1941 wynoszą ponad 7 milionów ludzi. W tym dużo więcej niż połowa przypada na wziętych do niewoli oraz dezerterów. Oficjalne rejestry z początku wojny podają też liczbę 40 tysięcy żołnierzy sowieckich, którzy z bronią w ręku przeszli na stronę wroga. Mniejsza o to, czy rzeczywiście było ich tylko tylu. Ale podczas całej wojny żołnierzy niemieckich – a byli wśród nich przecież także komuniści! – zbiegłych do Armii Czerwonej strona rosyjska doliczyła się... dwudziestu dziewięciu.

Oszczędnie szacowane straty Armii Czerwonej w roku 1941 wynoszą ponad 7 milionów ludzi. W tym dużo więcej niż połowa przypada na wziętych do niewoli oraz dezerterów. Oficjalne rejestry z początku wojny podają też liczbę 40 tysięcy żołnierzy sowieckich, którzy z bronią w ręku przeszli na stronę wroga... Podczas całej wojny żołnierzy niemieckich  zbiegłych do Armii Czerwonej strona rosyjska doliczyła się... dwudziestu dziewięciu.

 

Wojciech Grzelak

cd w Numerze

przycisk

 
 

 

Wyświetlony 119 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.