sobota, 08 luty 2020 22:45

Czy Rosja nas napadnie?

Napisane przez Jan z Dobrej Woli

W ostatnich latach codziennie słyszymy o grożącej nam agresji Rosji, która miałaby napaść na Polskę, kraje bałtyckie i cały sojusz NATO. Twierdzenie, że Rosja może nas napaść zbrojnie, zbombardować nasze miasta i zająć terytorium, jest poważną tezą, która wymagałaby rzeczowego i przekonującego uzasadnienia. Jednak takiego nie ma. Przyjrzyjmy się zatem temu problemowi i odpowiedzmy sobie na pytanie: czy zagrożenie ze strony Rosji jest realne?

Po co wojna?

 

Pierwszym nasuwającym się pytaniem w ocenie takiego zagrożenia powinno być: w jakim celu Rosja miałaby wywołać wojnę? Co miałaby osiągnąć, rzucając rękawicę największym potęgom militarnym świata, zjednoczonym w Sojuszu Północnoatlantyckim pod twardym przywództwem Ameryki?

Czy Rosja miałaby zdobyć jakieś nowe terytoria? A przecież to największe powierzchniowo państwo na świecie, słabo zaludnione, nie wykorzystujące intensywnie swojego terytorium. A przecież terytorialne podboje niesie ze sobą wysoki koszt zdobycia, a przede wszystkim utrzymania, o czym przekonuje się boleśnie największa światowa potęga – Stany Zjednoczone Ameryki.

Aby nas przekonać kreśli się rozmaite scenariusze ataku Rosji na kraje bałtyckie, w obronie rosyjskich mniejszości narodowych. Jednak musiałoby stać się coś nadzwyczajnego, niezwykłe zagrożenie dla Rosjan w tych krajach, by można było poważnie brać pod uwagę taki scenariusz. Ale przecież i Polska i kraje bałtyckie to Unia Europejska i NATO – instytucje o najwyższych standardach praw człowieka… Więc cóż mogłoby się stać?

Wizje zagarnięcia maleńkich krajów bałtyckich nie wydaje się racjonalnym uzasadnieniem dla zagrożenia wojną ze strony Rosji. Przypatrzmy się więc podstawowym faktom, które trzeba brać pod uwagę, oceniając możliwość zbrojnej agresji naszego wschodniego sąsiada.

 

Potencjał ludzki i gospodarczy...

 

Pierwszym i fundamentalnym powodem tego, że Rosja nie wywoła samodzielnie wojny, jest fakt, że jest to dzisiaj państwo słabe. To cień dawnej potęgi – Związku Radzieckiego. Przejawem tej słabości jest nie tylko jej nikła siła gospodarcza, ale słabość widoczna prawie we wszystkich aspektach, które decydują o potędze państw.

Pierwszym i fundamentalnym powodem tego, że Rosja nie wywoła samodzielnie wojny, jest fakt, że jest to dzisiaj państwo słabe. To cień dawnej potęgi – Związku Radzieckiego. Przejawem tej słabości jest nie tylko jej nikła siła gospodarcza, ale słabość widoczna prawie we wszystkich aspektach, które decydują o potędze państw.

Najważniejszy potencjał – ludzki. Rosja przeżyła po rozpadzie ZSRR demograficzną zapaść, katastrofę na miarę wojny. Oddzieliły się od niej wielkie i małe republiki, na skutek czego potencjał ludnościowy skurczył się dramatycznie. ZSRR liczył w 1991 r., na koniec swego istnienia 293 miliony mieszkańców, o 15% więcej niż USA w tym czasie (253 miliony). Dzisiaj populacja Rosji to jedynie 145 milionów – połowa ludności ZSRR, zaś ilość mieszkańców USA wynosi obecnie 327 milionów – ponad dwukrotnie więcej. Jeśli dodać do tego ponad 500 milionów ludności Unii Europejskiej, widać, że przewaga potencjału ludzkiego Zachodu (NATO) wobec Rosji jest ogromna: 840 milionów wobec 145 – prawie sześciokrotna różnica. Trendy demograficzne zapowiadają pogłębienie tej dysproporcji na niekorzyść Rosji.

Drugim kluczowym czynnikiem jest gospodarka. To jej siła decyduje o potencjale wojennym możliwym do zmobilizowania na rzecz armii. Jednak Rosja nie ma gospodarki na miarę potrzeb takiej wojny. Gospodarka rosyjska ma wielkość włoskiej czy holenderskiej, natomiast jest dwunastokrotnie mniejsza od amerykańskiej. Jej wielkość porównana do innych sojuszników Ameryki także nie oszałamia: wobec Japonii jest trzykrotnie mniejsza, Niemiec – dwa pół razy mniejsza. W. Brytanii – o 40 procent mniejsza. Jeśli porównać potencjał gospodarczy NATO mierzony PKB to proporcja jest wręcz przerażająca: państwa NATO mają łączny PKB wielkości 38,5 biliona dolarów, a Rosja – zalewie 1,7 biliona, 22 razy mniej! Słabość widać także w wyposażeniu technologicznym gospodarki, choćby w ilości obrabiarek, kluczowego wyposażenia przemysłu wytwórczego, także w zbrojeniach.

Jeśli dodatkowo porównać ilość i siłę globalnych korporacji Zachodu wobec rosyjskich, jasno widać, że przewaga jest miażdżąca. W pierwszej setce międzynarodowych koncernów nie ma żadnego rosyjskiego. Największe, które mogłyby zaistnieć globalnie (Gazprom, Rosnieft, Rosatom), plasują się daleko z tyłu tego peletonu.

Przewaga gospodarcza leży po stronie Zachodu, jeszcze większa przewaga jest w zgromadzonym kapitale. Rosyjskie giełdy są liliputami wobec zachodnich. Kapitalizacja moskiewskiej giełdy jest 40 razy niż NYSE, 15 razy mniejsza niż NASDAQ, siedmiokrotnie mniejsza niż londyńska czy Euronext. Rosyjski kapitał jest wciąż wysysany za granicę, ląduje w Londynie i Nowym Jorku, pracuje dla tych państw, a nie dla Rosji. I nie zapominajmy że sojusznikami USA są także Japonia i Korea Południowa, z ogromnym potencjałem ekonomicznym, które w razie konfliktu mogłyby uderzyć na rosyjski Daleki Wschód.

Te fundamentalne parametry czynią zupełnie niewiarygodnym oskarżenia o chęć wywołania wojny przez Rosję z "najsilniejszym sojuszem obronnym świata". Warto jednak te dane przytoczyć, gdyż w Polsce nikt ich nie podaje. Jak bowiem wtedy straszyć "rosyjską agresją"?

 

... i militarny

 

Żeby prowadzić wojnę, potrzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i pieniędzy – jak mówił Napoleon. W konkurencji demograficznej i gospodarczej Rosja jest liliputem wobec Zachodu, podobnie jest w wydatkach na wojsko.

Żeby prowadzić wojnę, potrzeba trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i pieniędzy – jak mówił Napoleon. W konkurencji demograficznej i gospodarczej Rosja jest liliputem wobec Zachodu, podobnie jest w wydatkach na wojsko.

Jeśli porównać dawną potęgę militarną ZSRR z armią Ameryki, to w 1988 r. wydatki wojskowe tych państw były porównywalne, USA wydawały 293 miliardy dolarów, a ZSRR – 246. Obciążenia militarne ZSRR były potężne: wydawano na nie połowę budżetu państwa. Siły wojskowe były pięciokrotnie większe niż dzisiaj. Jednak po upadku Związku Radzieckiego wraz z katastrofą gospodarczą spadły też nakłady na obronność. Rosja, pozbawiona już republik, w katastrofalnych dla niej latach 90-tych wydawała na wojsko między 12-17 miliardów dolarów, a w najgorszym 1999 roku, gdy przeżyła kolejne bankructwo, na wojsko wydano zaledwie 6,5 miliarda dolarów. W tym roku USA przeznaczyły na swoją armię 281 miliardów – ponad 40 razy więcej. Dopiero od 2004 r. rosyjskie wydatki zaczęły rosnąć. Amerykańska armia nie przeżyła okresu tak katastrofalnego braku środków, który dotknął armię rosyjską i który jeszcze przez wiele lat będzie musiała odrabiać.

Dzisiaj Rosja wydaje na cele wojskowe 61 miliardów dolarów rocznie (2018), gdy USA poświęciła na te cele 649 miliardów - 11 razy więcej! Podobnie ma się proporcja wydatków europejskich sojuszników, którzy wydają 273 miliardy (bez Turcji). I znowu – ponad 4,5 razy więcej niż Rosja.

Jednak dopiero porównanie wydatków rosyjskich i całego sojuszu NATO jest powalające – gdy Rosja wydaje 61 miliardów dolarów, całe NATO przeznacza na wojsko 972 miliardy. Aż 16 razy więcej niż Rosja. Rosyjskie wydatki na wojsko to 6 procent wydatków sojuszu NATO. Dodać tu należy sojuszników USA w Azji – "pacyfistyczna" Japonia wydaje 47 miliardów, a Południowa Korea – 43 miliardy dolarów.

Na dodatek wydatki wojskowe NATO, po okresie ograniczania, szybko rosną, a za prezydenta Trumpa wzrost wydatków na zbrojenia jeszcze przyspieszył. W Rosji wydatki zaś... maleją i to systematycznie od 2013 r., gdy osiągnęły 88 miliardów dolarów. Łącznie spadły o 30 %, gdy amerykańskie zwiększyły się w ciągu 3 lat o 9 %. Także udział wydatków na uzbrojenie (głównie amerykańskie) zwiększył się znacząco, i w wielu krajach (także Polsce) przekracza 20 % zalecane przez NATO.

Znając te dane, trudno jest utrzymywać, że Rosja to groźny, wschodni potentat, przeciwko któremu trzeba się zbroić i który zagraża "najsilniejszemu sojuszowi obronnemu na świecie", jak mówi o sobie NATO. Jednak te dane przemilcza się w mediach, analizach, których jedynym zadaniem wydaje się przekonanie społeczeństw do kolejnych zbrojeń w obliczu "agresji Rosji". Stosuje się proste sztuczki, porównując np. siły rosyjskie z państwami bałtyckimi i wtedy rzeczywiście – dysproporcja jest niebotyczna. Jednak całkowicie fałszywa, nie bierze bowiem pod uwagę, że włączenie tych państw do NATO daje im gwarancje bezpieczeństwa ze strony całego Sojuszu, a potencjalny atak rosyjski naraża na militarną odpowiedź całego Paktu.

Porównanie potencjałów wyposażenia wojskowego jest trudne, gdyż jest wiele różnic w różnych broniach, także jakościowych. Jednak chcąc porównać wielkości siła zbrojnych, ilość statków, samolotów, czołgów, jednostek rakietowych... wystarczy wejść i porównać wskaźniki na www.globalfirepower.com, by przekonać się, że Rosja nie jest potęgą militarną, która może sobie pozwolić na wypowiedzenie wojny najpotężniejszemu sojuszowi militarnemu świata.

Rosja ma znacznie mniejsze zasoby ludzkie, które można zmobilizować do walki. A w różnych rodzajach broni, same Stany mają trzykrotną przewagę w lotnictwie, Rosja zaś ma przewagę w czołgach i systemach rakietowych. Pomijam już całkowite panowanie Hegemona na oceanie światowym. W globalnych rankingach armia rosyjska jest oceniana jako druga na świecie, ale jest daleko za Ameryką i jej siła wobec połączonych potęg militarnych sojuszu jest niewielka. Trzeba też pamiętać, że armia rosyjska ma za zadanie bronić ogromnego terytorium i najdłuższych na świecie granic. Ich długość na lądzie wynosi ponad 20 tysięcy km, zaś morskich – prawie 38 tys. km. W końcu jest to kraj rozciągnięty na 9 tys. km równoleżnikowo i 4 tys. km południkowo.

 

cd w Numerze

przycisk

 
 
Wyświetlony 1451 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.