poniedziałek, 13 wrzesień 2010 12:22

W świecie Turysty

Napisane przez

I rzekł, chichocząc jadowicie, z boku stojący ktoś, że... Współczesny człowiek charakteryzuje się tym, że mówi w chórze, będąc głęboko przekonany, iż jest to partia solowa. Jest on na tyle wykształcony, by wiedzieć, że trzeba być samodzielnym, ale na tyle płytki, iż nie zdaje sobie sprawy z tego, że stanowi egzemplarz masowy, nieodróżnialny od innych.

 

Te słowa swoją stanowczością i jednoznacznie negatywnym wydźwiękiem nie pozostawiają wiele miejsca na choćby próbę polemiki. Silny, choć skrywany za woalem delikatnej metafory, cios w podstawy wyjątkowości jednostki to sygnał do złożenia broni w sytuacji patowej albo wyzwanie, pretekst do dyskusji, szansa na kontrę, próbę zachwiania mocnych fundamentów diagnozy wydanej przez specjalistę. Można odejść od szachownicy nie podnosząc zakłopotanego wzroku na przeciwnika albo podać dłoń zwycięzcy i zwyczajnie zaprosić go do następnej partii.

Podróżnik zamiast turysty
Ta gra nie musi raz na zawsze ustalać pozycji stron. Element zaskoczenia, ryzyko i podskórny, ledwie wyczuwalny puls pewności, potrafią zmienić sceptyka w pasjonata. Dreszcz niepewności i wewnętrzny głos mobilizujący do działania, wbrew zakazom i nakazom, wszczepiają poczucie własnej wartości i przekazują energetyczny impuls skostniałym istotom zaprogramowanym dotąd na konformizm i bunt kontrolowany.
Jak być, istnieć, iść przed siebie, jak zaznaczyć swoje "ja" w świecie opanowanym przez niespójność, niekonsekwencję postępowania, fragmentaryzację i epizodyczność? W jaki sposób ominąć wąwozy wypełnione zgniłą i cuchnącą zielenią przypadkowości, symulacji, implozji ? ponowoczesnego nagromadzenia niepewności i obaw? Czy nie ma drogi na przełaj, ścieżki ciepło-piaszczystej, tej, która mnogością przedmiotów w nieustannym ruchu nie zabija ciszy? Cisza, powolność na przekór szybkości, namysł na złość konsumpcji, podróżnik zamiast turysty, bunt przeciw masom... Czy można włożyć patyk w koło rozpędzonej współczesności, aby się wywróciła i z pozycji leżącego niziutko przy ziemi dostrzegła małe źdźbła roślinne, które wciąż spychane na pobocza, uparcie wyrastają na granicy betonu?
Partia solowa nie zawsze spełnia oczekiwania dyrygenta "ślepo" zapatrzonego w partyturę, często nie ma w niej miejsca na improwizację, twórczą ingerencję w tradycyjne wykonanie utworu kanonicznego. W czasach wielkiej imitacji prośba o zatrzymaną w kadrze chwilę dla siebie, dla "ja" autentycznego brzmi jak wołanie na puszczy. Tylko echo jej wysłucha, pozostanie jej wierne, choć przecież w końcu samo zniknie. I znika tak każdego dnia wraz ze śmiercią kolejnego projektu myśli powalonego mocą infantylizmu i nietolerancji. Odchodzi w niebyt ze wspomnieniem, świadomością porażki w grze pod gust jak najszerszej publiczności.
Wszechobecna moc wolności wyboru, niezakodowanej liczbą mnogości dróg, śmiałość i wyzywająca pewność pielęgnowane pożywką anonimowości, mamią człowieka swoim czarem i obiecują wprowadzić w arkana oszustwa doskonałego. Abyś mógł się ukryć ? szepcze mag ? daję ci eliksir odrębności i niewyczerpującą się czarę niezmienności2. Szukasz teraz siebie, konstruujesz swoją odpowiedź na pytanie "kim jestem?", zastanawiasz się, czy podołasz zadaniu, jakie wyznaczyła ci epoka tłumu.

Fragmenty układanki
Elementy nie pasują do siebie, ktoś wciąż podrzuca ci nowe, bardziej lub mniej skomplikowane fragmenty układanki. Wybieraj! Wybierasz, a kiedy już opuszczasz dłoń, dopasowując brakujące ogniwo, ktoś wypowiada twoje imię, ty odwracasz się, szukając źródła dźwięku, a kiedy nie odnajdując go wracasz do "zabawy" z puzzlami, okazuje się, że wzór nie jest już taki, jak na początku. Ktoś lub coś znowu wystawia cię na próbę, jeszcze raz bierzesz udział w wyścigu. Biegniesz po trofeum, którego wartość zmienia się z każdym twoim krokiem.
Nic nie daje ci pewności. Ty jesteś spacerowiczem3, któremu ulica odsłania kurtynę i ukazuje sceny z życia innych, możesz na nich patrzeć, oni cię nie zobaczą. Twoja wolność ruchu to ich szansa na remis. Widzisz, ale nic nie zmieniasz, tylko grasz. Jesteś też włóczęgą, bez mapy, bez wytyczonej trasy, żyjesz chwilą, nie zastanawiasz się, gdzie skieruje cię następny, inny od wszystkich poprzednich, dzień. Musisz iść dalej. Trzecie oblicze, a może kolejna część jednego wizerunku, nazywa cię baumanowskim turystą, żądnym przygód i zamaskowanym pożeraczem inności. Odwiedzasz światy pozadomowe i przytwierdzasz do nich tabliczkę z opisem wrażeń, porównujesz je ze standardem twoich stron, wypruwasz z nich to, co warte utrwalenia, zapamiętania, opowiedzenia. Neutralny, miły, bez złych zamiarów, tylko popatrzysz i już cię nie ma. Do domu wracasz cały i zdrowy, by za chwilę znowu "poturyzować". Zawsze możesz obrócić kalejdoskop i zobaczyć siebie jako gracza. Jeżeli masz szczęście, grasz dalej. Jeśli cię opuściło ? możesz spróbować sił w innej rozgrywce.
A może naprawdę wszyscy jesteśmy turystami? Zatopieni w świecie tętniących głuchym buczeniem miast, ekonomicznych gigantów, karmieni soczystą papką szybkiego jedzenia, tracimy nawyk mrugania powiekami wpatrzeni w ekrany kuszące nutą kminku i imbiru, kołyszące zmysły słońcem dalekich plaż, gwarantujące satysfakcję, jeżeli tylko to i tamto...
Czy nasze życie jest rzekome, naznaczone piętnem nieautentyczności, przygniecione brakiem prawdziwych doznań? To, co nowe i nieznane, przyciąga obietnicą kontaktu z rzeczywistymi i nieudawanymi formami istniejącymi gdzieś tam, gdzie owoce są takie, jak w naszym ogrodzie, ale dzikie. Czyste, pierwsze, niezasmakowane. Człowiek nowoczesny został skazany na poszukiwanie autentyczności gdzie indziej ? wszędzie; na chwytanie jej zarysu odbitego w tym, co proste, biedne, czyste, dziewicze ? u innych4. Nic nie usprawiedliwia zdrowego człowieka w kwiecie wieku, który nie opuszcza własnych, z gustem urządzonych czterech kątów, i nie wyrusza na poszukiwanie "prawdziwego życia", nie zaczyna "żyć naprawdę", zerwawszy kajdany z pasteryzowanego mleka i chleba ze spulchniaczami. To obowiązek nowoczesnej (po-nowoczesnej) istoty, w której oczach, jak w zgaszonym nocą jeziorze, mienią się obrazy z hiperrzeczywistości.
I jak tu nie pomylić gwiazdy z jej odbiciem? Ten świat nie ma granic! A jeśli nawet gdzieś w głębi nas tli się obawa przed ostatnim przystankiem, rzeczywistość wirtualna unosi nam kąciki ust w nieśmiały grymas radości i nadziei. To jeszcze nie koniec. To jeszcze nie koniec... Trzeba iść dalej, zaglądać za kulisy, otwierać zakazane kufry, zamykać unikaty w kilku błyśnięciach flesza, odkrywać i wracać do siebie z myślą, że jutro znowu coś będzie atrakcją tylko dla nas i nawet starożytny Egipt zobaczymy, przywołany ręką murarza - profesjonalisty. Pędząc tak, zbierając do woreczka okruchy realności, nabierając się na kolejne inscenizacje, teatralizację "prawdy", szukamy siebie, własnego miejsca wśród eksponatów, pamiątek z muzeum czasu. Zaznaczyć, że tu byłem, że tutaj moja ręka zatrzymała się w geście przywoływania, tu nie raz słyszałem własny oddech przyspieszony nadmiarem wrażeń, właśnie tu śmiałem się ze swojej niemocy, z braku słów na określenie tego, co najprostsze ? to zadanie na wszystkie nadchodzące dni. W świecie Turysty traktowanego z przymrużeniem oka i tam, gdzie tylko On jest wyznacznikiem ideału, może właśnie tam powinieneś szukać i odnaleźć "owoc dziki we własnym ogrodzie".

Odejście dżentelmena z parasolem
Uwolnieni z więzienia małomiasteczkowości, wepchnięci w produkowane taśmowo dary kapitalizmu, zamknęliśmy drzwi za ostatnim dżentelmenem spacerującym z parasolem w obleczonej w rękawiczkę dłoni. Wtedy coś pękło, całość podzieliła się na ostentacyjnie konsumujących i tych, którzy też chcieliby tak żyć, ale coś z przeszłości wciąż dawało im po łapach, kiedy wyciągali je po zbytek. Te dwie skrajności otaczają przestrzeń, w której kłębią się radość i żal tych, którym się udało, a jednak czegoś im brak. Gdzieś obok stoją wybrańcy ślepego losu, nadmuchane nijakością balony dumnie kołyszące się na wietrze koniunktury. Nic nie jest w stanie zmącić ich spokoju, nawet gdyby jakiś maluczki próbował, nic nie zdziała. Ogłuszy i sparaliżuje go warczenie dyżurnych kundli spokoju. Nie przeskoczy przez ogrodzenie najeżone kolcami pewności. Niech nawet nie próbuje.

(?)
___________
1 R. Legutko, Czasy wielkiej imitacji, Kraków 1998, s. 122.
2 Odrębność od innych, cechy wyjątkowe (l’ipséité) i ciągłość, niezmienność cech charakteru (la mémete) to wg Paula Ricoeura dwa problemy związane z kwestią tożsamości (l’identité).
3 Spacerowicz, turysta, włóczęga i gracz to ponowoczesne wzory osobowe wymienione przez Zygmunta Baumana w książce Dwa szkice o moralności ponowoczesnej (Warszawa 1994).
4 D. MacCannell, Turysta. Nowa teoria klasy próżniaczej, Warszawa 2002, s. 64.

 

Magdalena Rychlińska
Wyświetlony 3643 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.