poniedziałek, 13 wrzesień 2010 13:09

Prowincjonalne historie o czasie i wieczności

Napisane przez

To banał, ale w istocie wszystko, czego doświadczamy, to przestrzeń i czas, Błądzenie lub po-dróż do celu, marzenie lub wspominanie, to tylko różne przejawy owych dwu podstawowych kategorii. To one także sprawiają, że każdy z nas skądś pochodzi i dokądś zmierza, że życie bardzo trafnie daje się wyrazić metaforą wędrówki. Sięgając jeszcze do starożytnej Grecji, bo stamtąd przecież wywodzi się bodaj najbardziej znany wędrowiec- Odyseusz, zobaczymy że warstwy przestrzeni i czasu stanowią za-ledwie dwie osie, pomiędzy którymi rozpięta jest egzystencja.

Podróż Odyseusza to rodzaj anamnezji ? przypominania sobie. Dlatego celem podróży staje się rodzinny dom. Podobnie jest z podróżą przez środkową Europę opisaną przez Andrzeja Stasiuka w książce Jadąc do Babadag (Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2004). U celu nieoczekiwanie znajduje się dom, a w każdym nowym miejscu ślad tego, co już dobrze znane. Bohaterką opowieści jest prowincja, i to ta specyficzna środkowoeuropejska. Nie porządek niemieckich wsi, ale bałagan, bieda, dykta i rdza, wszystko, co skrywa w sobie tajemnicę trwania w czasie. W Polsce, Albanii, na Węgrzech i w Rumunii, ale nie w miastach, nie w centrach wysokiej kultury, nie tam, gdzie płyną główne nurty świata.
Prawdziwy świat, prawdziwe życie toczy się na obrzeżach. To tu ma szansę ocaleć to, co najważniejsze, tu zatrzymuje się czas. Tylko ta przestrzeń jest żywa, ludzka, Stasiuk potrafi zachwycić się tym gospodarskim bajzlem, chaosem cygańskiego taboru, ale bez naiwnej idealizacji. Ten zachwyt wynika właśnie z tej specyficznej perspektywy. Podróż do Babadag jest podróżą w poszukiwaniu czasu czy też sposobem na jego powstrzymanie. Przemieszczanie się to tu, to tam, to gonienie za prawdziwym spotkaniem z wiecznością. Jej ludzką namiastką jest pamięć, dzięki której to, co widziane, ma szanse ożyć na nowo, przetrwać.
Życie w Husi to nieśmiertelność. (...) Przeszłość była święta, więc miała trwać wiecznie (...). Przyszłość to był gwałt zadany doskonałości trwania, które stanowiło sens, sedno i najgłębszą tajemnicę Husi oraz okolic.
W wędrówce do Babadag towarzyszy nam obraz chłopa jadącego na wozie. Siedzi i w milczeniu pali papierosa. Jest tak zwyczajny, że prawie niedostrzegalny. Mija kolejne granice, niezatrzymywany w równym rytmie przemierza przestrzeń. Ten obraz do złudzenia przypomina ikonę. Święci wschodnioeuropejscy ? najzwyklejsi ze zwykłych, których uświęciła niechęć do czasu i cierpliwe trwanie. Podróż Stasiuka przez Europę środkową pozbawiona jest kompleksów, poczucia niższości, pretensji do uczestnictwa w głównym nurcie życia. Serce mojej Europy ? pisze Stasiuk ? bije w Sokołowie Podlaskim i w Husi. Ni chu-chu nie bije ono w Wiedniu. (...) Ani w Budapeszcie. Najbardziej nie bije w Krakowie. To wszystko poronione próby transplantacji. Lifting i lustro czegoś, co jest gdzie indziej. Sokołów i Husi niczego nie naśladują. Spełniają się we własnym przeznaczeniu.
Podróż kończy się w domu. Tu i tam świat jest identyczny. Chałupy, szczekanie psów, bałagan w obejściach, chłop na wozie i kręte nocne drogi. I w końcu okazuje się, że człowiek szuka tylko tego, co widział wcześniej. A przy tym samo podróżowanie, wędrówka w nieznane bocznymi drogami sama w sobie stanowi zatrzymanie codziennego biegu wydarzeń Wystarczy wyjechać i wrócić po tygodniu albo dwóch, by dostrzec, że czas jest nieco martwy, że oczekiwał na nasz powrót, wcale nie zabraliśmy go ze sobą.

(?)

 

Joanna Sarnecka-Drużycka
Wyświetlony 3452 razy

Najnowsze od Joanna Sarnecka-Drużycka

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.