wtorek, 29 czerwiec 2010 16:27

Warchoły i wykształciuchy

Napisał

Ludzie ostatnio zrobili się strasznie obrażalscy. Powie się o kimś odrobinę źle, a już człowiekowi grozi trybunał w Strasburgu czy innym Trypolisie.

 

Poprawność polityczna wymaga, aby durnia nie nazywać durniem, tylko inteligentnym inaczej, a takiego na przykład historyka badającego konszachty "laickiej lewicy" z ubecją ? gówniarzem z IPN. Hm... to ostatnie jest akurat ciekawe, bo można było pomyśleć, że to młodzież właśnie, owi gówniarze, funduje nam historyczny zwrot w stronę jasno wyznaczoną przez dialektyczne mechanizmy dziejów... Młodzież kontra syjoniści z PiS-u...Uliczne manifestacje przeciw zamordyzmowi w szkole, ogłaszane z tygodniowym wyprzedzeniem przez "Gazetę Wyborczą"... A tu nagle wychodzi, że gówniarze są źli i bez kija do nich nie podchodź. Na dodatek mają historyczne wykształcenie... I to z historii współczesnej, a nie średniowiecznego żebractwa... I rzucają się, wypominają komuś czerwone harcerstwo i walterowców... Straszne rzeczy. Do głębokiego przemyślenia. Cóż z tym zrobić, myśli człowiek. No ale może są gówniarze swoi, których karmi się pełną piersią, i cudzy, na których stawia się krzyżyk... A jak się już gównarzeria rzuci sobie do gardeł, to państwo profesorstwo już będzie wiedzieć, co robić...

No ale nie o gówniarzach ma być, lecz o obrażaniu się. A o to dziś nietrudno. Dopiero co prezes Kaczyński nazwał pana expremiera Leppera warchołem, na co ten ostatni (Lepper, nie warchoł) się obraził. Zdroworozsądkowy i w miarę trzeźwy człowiek od razu myśli: a czemuż to tak? O co tu chodzi? To już warcholić nie można? Skąd te krzyki? Wszak prawdziwy warchoł krytyk się nie boi. A na pochyłe drzewo... i tak dalej. Szacowny słownik naszego ojczystego języka podaje, że warchoł to tyle, co awanturnik, kłótnik, osoba zakłócająca spokój i tak dalej. Zdaje się, że pan Lepper poświęcił wszystkie swoje talenty, aby wyglądać na kogoś takiego. No więc, o co się obrażać? Może tylko o to, że pan Kaczyński nie wypalił z tym określeniem przy pierwszej koalicyjnej rozmowie... Ale to już inna sprawa. "Wiedziały gały, co brały". Wiedział Kaczyński i wiedział Lepper. A teraz jakieś obrażalstwo... Jak się ktoś czuje obrażony, to ? bez dyskusji ? kodeks honorowy. Po sztucerku na łba i w pole! Jak biedny Puszkin. Czemu nie? Zamiast warcholić się...
Zresztą expremier Lepper wydaje się trochę przewrażliwiony. Ostatecznie słowo "warchoł" nie jest dla niego specjalnie krzywdzące. Mógł go ktoś wyzwać od zdrajców, pachołków, buraków i tak dalej, a w najlepszym wypadku stwierdzić, że jest zwykłą mendą, a tu, patrzcie tylko, takie zgrabne słówko. Może ktoś mu to wytłumaczy. Jest tam jeszcze w Samoobronie paru dialektyków, taki "europoseł" Czarnecki chociażby..., on wie, z której strony chlebek posmarowany. Na pewno się uda...
Jednak nie samymi warchołami kraj żyje, choć, jak się okazuje, obrażalskość kwitnie. Ludzie dotknięci, czyli obrażeni, wypracowali sobie nawet pewien "tan" czy też "dryg", który pozwala im mknąć od ściany do ściany bez przykrej konieczności zaczerpnięcia oddechu. Najlepiej radzą sobie donosiciele. Ta ceniona profesja dopiero dziś, w pełni chwały, potrafi zobrazować proste marynarskie stwierdzenie: jak oddać się i zarazem nie dać. Dopóki milczymy o szczegółach, dopóty radość w piersi. Potem, niestety, jest już gorzej. Nazwijmy tylko kapusia kapusiem, a od razu pojawiają się głosy oburzenia. No nie... Jak można... To straszne... Przecież chciał dobrze, ale źle wyszło... Kiedy jakiś czas temu niejaki Lesław Maleszka przedstawił na łamach "Gazety Wyborczej" swoje ckliwe wspomnienia, o tym, jak trudno było być kapusiem w PRL-u i ile nerwów to człowieka kosztowało, wszyscy zafrasowali się i zadumali nad tym ciekawym przypadkiem. Nikt nie odważył się powiedzieć, że kolega śp. Pyjasa był zwykłym ubeckim donosicielem, gdyż najpierw należało się zastanowić nad stanem ducha tegoż. A to wymagało wczuwania się... Czysta hermeneutyka. Czemu tak wyszło... Jakie kosmiczne siły za tym stały? I tak dalej...
Jeśli więc chodzi o warcholstwo byłego wicepremiera, jakiejś specjalnej burzy ideowej raczej nie powinniśmy się spodziewać. Co prawda pan Donald i obywatelska ferajna są zafrasowani, że ktoś tak brzydko się wyraża, ale ? cóż ? frasunek jest w tej chwili ich podstawową bronią, niech więc cierpią za miliony. Można co najwyżej polecić im, aby pocierpieli też i pofrasowali się w ramach solidarności z ideowymi braćmi z owej macierzy, z której wszyscy wyleźli, a więc miłościwie nam spoczywającej w politycznym grobie Unii Wolności. Zwłaszcza kiedy dogorywające jej resztki pod przewodnictwem bodajże pana Onyszkiewicza próbują przetrwać, dokonując ponadczasowego i ponadpodziałowego zjednoczenia z postkomunistycznym planktonem, pod wodzą "metroseksualnego" Olejniczaka. Ten ostatni zabawnie tańczy, zasłuchany w recepty płynące ze środowiska tzw. nowej lewicy, a więc paru zabawnych kolesi w okularkach, którzy robotnika widzieli raz w życiu, w parku na ławce. Zresztą nie ich wina. Do złych szkół ich posłano.
(?)
Damian Leszczyński

Wyświetlony 4431 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.