sobota, 31 lipiec 2010 12:47

Zdziwienie dźwignią postępu

Napisał

Zdziwienie to interesujący stan pschiczny. Arystoteles powiadał, na przykład, że ze zdziwienia rodzi się filozofia. Być może. Należałoby dodać jeszcze, że ze zdziwienia może również rodzić się stupor. Stąd już niedaleko do katatonii, a to dość niewygodna przypadłość. W każdym razie, jeśli stan zdziwienia stawia nas w obliczu wyboru: osłupieć czy filozofować, to jednak zdrowiej będzie wybrać do drugie.

 

A powodów do zdziwienia jest ci u nas dostatek. Każdy dzień przynosi taką porcję zdziwień, że już niedługo albo wszyscy będziemy tu filozofować albo popadniemy w kompletne otępienie. Rzeczywistość osiąga takie poziomy surrealizmu, że bez kilku setek nie sposób rozebrać tego wszystkiego. Wyobraźnia się buntuje. Nic już do niczego nie pasuje. Koty szczekają, psy miauczą. Weźmy taką "Gazetę Wyborczą". Czy spodziewalibyśmy się, że jest ona nas w stanie czymkolwiek zaskoczyć? Czy dostawca paszy dla inteligentów, mielący od lat te same tematy i czuwający nad tym, aby wbić czytelnikom do głów jedyną słuszną i obowiązującą wykładnię rzeczywistości, może wyskoczyć jeszcze z czymś oryginalnym? Otóż może, a jakże. Zaraz po świętach Wielkiej Nocy GW opublikowała głośno reklamowaną "Ewangelię Judasza", przebój, którego ekranizacja z pewnością przyćmiłaby nudnawy "Kod Leonarda da Vinci". Na pierwszy rzut oka nie widać w tym posunięciu nic dziwnego, można wręcz powiedzieć, że akurat wszelacy Judasze to specjalność tego pisma i niejeden na jego łamach już publikował. Problem polega jednak na tym, że jeśli przyjrzymy się temu bliżej, okaże się, że publikacja rzeczonej "ewangelii" jako dodatku ma mniej więcej taki charakter, jakby "Gazeta" dołączyła do swojego numeru "Protokoły mędrców Syjonu". "Ewangelia Judasza" jest bowiem apokryfem sporządzonym przez gnostycką sektę kainitów, którzy ? jak większość gnostyków ? proponowali m.in. alternatywne odczytanie Starego Testamentu. W ich wersji żydowski Jehowa był Szatanem, który stworzył istniejący materialny świat po to, by nas, niewinne istotki, w nim więzić. Z tego punktu widzenia konieczna jest nowa interpretacja całej historii biblijnej: wszystko, co judaizm i chrześcijaństwo przedstawiają jako dobre, powinniśmy uznać za złe i potępić, to zaś, co dotąd nazywano złym, musimy uznać za dobre i czcić. A stąd płynie prosty wniosek, że prawdziwymi dobroczyńcami ludzkości są Kain i Judasz, godny naśladowania wzór życia znajdujemy u mieszkańców Sodomy i Gomory, największymi zaś wrogami są wyznawcy judaizmu oraz ich kapłani będący na służbie u "fałszywego" Boga Jehowy.

W ten sposób na łamach "Gazety Wyborczej" znajdujemy tekścik sprokurowany przez jawnie antysemicką sektę. I jak tu się nie dziwić? Tu nawet filozof nie pomoże, bo mu się takie rzeczy nie śniły. Pozostaje stupor. Można by powiedzieć: albo głupota, albo prowokacja. Albo tak daleko posunięta tolerancja. No tak, ale przecież dopiero co zrugano p. Michalkiewicza za rzekomy antysemityzm i odcięto się od wszystkiego, co związane z Radiem Maryja, a tam przecież nikt nie głosi, że Jehowa to Szatan. No, chyba że za postępowe uznano u kainitów owo poszanowanie stylu życia mieszkańców Sodomy. Może więc tekst sponsorowali sodomici? Ale skąd tu u nas sodomici? Czyżby zagraniczni? Ech... Tyle pytań ciśnie się na usta... A dziwów wokół nas coraz więcej.
Oto w nowej codziennej gazecie noszącej błyskotliwy i oryginalny tytuł "Dziennik" na drugiej stronie pojawia się wywiad ze znanym politykiem, który na pytanie, czy nie przeszkadza mu komunistyczna przeszłość jednego z politycznych partnerów, stwierdza: skończmy z tym grzebaniem w przeszłości. Każdy ma prawo się zmienić, a jeśli zmienia się na lepsze, powinniśmy mu wybaczyć. No proszę... Święte słowa... Jakbyśmy słuchali nieodżałowanego Tadeusza Mazowieckiego. Toż to zdanie z ust mu wyjęte, nie tylko zresztą jego ust, bo powtarzało nam je przez ostatnie siedemnaści lat całe stado złotoustych mędrców. Zapomnijmy o przeszłości, wybierzmy przyszłość. Przestańmy wypominać Olkowi, Leszkowi, Włodkowi, Józkowi i innym ich partyjną przeszłość. Odp...my się od generała i innych ludzi honoru. Patrzcie, jak wszyscy oni się zmienili. Nie brzydzi ich NATO i UE, sami pierwsi tam biegną. A Miller nawet podatek liniowy proponuje. Taki z niego liberał... No właśnie. Trzeba po chrześcijańsku wybaczać, a jak ktoś nie jest chrześcijaninem, to niech wybacza w imię ideałów rewolucji francuskiej.
Takie pouczenia słyszeliśmy od lat i efekt wcielania ich w życie znamy dobrze: są one jedną z istotnych przyczyn tego, że żyjemy w państwie o najwyższym wskaźniku korupcji na świecie. Instynkt samozachowawczy kazałby więc nie ufać ludziom, którzy takie rzeczy plotą. No ale co zrobić, skoro na drugiej stronie "Dziennika" do niegrzebania ludziom w życiorysach zachęca nie kto inny, jak Jarosław Kaczyński, broniąc w ten sposób nowego wicepremiera Andrzeja Leppera. Człowiek naiwnie myślał, że cała ta Samoobrona to jakaś zbieranina byłych komunistów, esbeków i zwykłych krętaczy. Słuchał przecież tego, co powtarzali m.in. politycy PiS-u, nazywając partię Leppera "zbrojnym ramieniem SLD", a tu okazuje się, że właściwie to nie ma sprawy. Przeszłość odcinamy grubą kreską... Wybaczamy i prosimy o wybaczenie... Gdyby tak powiedzieć po prostu, że chodzi o czysty pragmatyzm, realną politykę i przepchnięcie paru ustaw, to byłoby zrozumiałe, ale od razu uderzać w takie wysokie tony... hm... Jak już się na taką płaszczyznę moralną weszło, to trzeba się będzie zastanowić, czy czasem abolicja nie powinna dotyczyć paru innych kolesi naznaczonych błędami młodości... Co prawda, Pan Prezydent jasno wyjaśnił, że inaczej nie było można, więc człowiek już wie, że inaczej nie było można... Ale zdziwienie pozostaje. I myśli dziwne do głowy przychodzą: a może przy okrągłym stole też inaczej nie było można? Może nie pozostawało nic innego, jak tylko poświęcić się dla dobra ojczyzny i przeszłość odciąć grubą kreską? Tak przecież nam wciąż tłumaczą. Więc może faktycznie?... No i komu tu wierzyć?
Ale odkąd prezes Kaczyński nie chce się grzebać w historii ? a przynajmniej przeszłości lidera Samoobrony i jego kumpli ? ktoś tym grzebaniem musi się zająć. Sama przyjemność. Mógłby to, na przykład, robić IPN, ale okazało się, że nagle pojawiło się sporo wolontariuszy chętnych do rozliczeń. W tym tłumie najbardziej aktywni są ci, którzy przez lata wymachiwali grubą kreską niczym cepem i każde wspomnienie o partyjnym życiorysie traktowali jako wyraz "polowania na czarownice". Tak... Czwarta władza sama sobie dogadza... Poradzi sobie... Sądząc po rekcjach, zdążyli powąchać inną miskę. I widzą, co robić, żeby kasza była ciepła. Niech no tylko okaże się, że ktoś z członków gabinetu premiera Marcinkiewicza był w PZPR albo np. w czasie PRL-u był sędzią, a już pędzą inkwizytorzy z "Gazety Wyborczej", "Polityki" czy Radia TOK-FM. Patrzcie państwo, jakie dziwy... Łamy "Gazety" aż "zieją nienawiścią" i "zoologicznym antykomunizmem", a komentatorzy nie żałują "jadu" i "obelg" pod adresem ludzi, którym kiedyś tam w życiu zdarzyło się popełnić błąd... I nic, że prezes Kaczyński wzywa do pojednania, do chrześcijańskiego wybaczenia, do opuszczenia zasłony pamięci na minione grzechy. To wszystkich jeszcze bardziej rozjusza. Jak można być aż tak niemoralnym?... To straszne... IV RP z twarzą Andrzeja Leppera... Buźki Millera, Kwaśniewskiego czy Oleksego ? owszem, ale Leppera? A kto mu niby koncesję wystawił? Kaczyński?... Dobre sobie. Od wystawiania koncesji i wymazywania przeszłości mamy tutaj swoich ludzi. Zaufanych…
Mamy więc do czynienia ze spektaklem nienawiści. Szczypiorski i Małachowski ze zdziwienia przewracają się w grobach, kiedy zmasowane siły postępu atakują ludzi za ich przynależność do partii, w której chcieli tylko "robić dobrze". Ale, jak się okazuje, nie wszystkich można atakować. Część już na wieki trwać będzie w zakonie nietykalnych i odradzać się, no, może nie jak feniks z popiołów, ale przynajmniej jak gołąb odbity przez parapet.. Oto słychać, że gdzieś w podziemiu, tam, gdzie nie sięgają macki Kaczyńskiego, Leppera i Giertycha, zawiązuje się nasz swojski ruch oporu. Tak, tak... Dokładnie tak jak śpiewał Kaczmarski... A źródło, a źródło wciąż bije... Już niedługo więc, na naszych oczach, może dojść do wielkiego sojuszu PD z SDPL i czymś tam jeszcze, być może nawet z PKP, SDH i AGD. To również wywołuje zdziwienie. Jak takie drobne organizmy mogą tyle czasu przetrwać bez pożywienia? Dotacji z budżetu dla partii politycznych nie łyknęły, a nibynóżkami ciągle trzęsą... Tajemnicze rzeczy. Czy ktoś karmi robaczki po kryjomu?... A może padły, ale ktoś je ożywił? To możliwe. Nie takie rzeczy pokazują w filmach. Skoro są ludzie-zombie, a mistrz Romero w jednym z obrazów umieścił nawet krokodyla-zombie, to czemu nie mogłaby istnieć partia-zombie? Partia Żywych Trupów. Oto nadzieja na przyszłość! Pod szyldem PŻT jednoczą się nam liderzy lewicy wszelkiej maści z przeszłością tak zababraną, że Lepper i jego ferajna to przy nich grzeczne chłopaki. Czy ktoś protestuje? Skądże znowu. To oni właśnie będą postępową siłą, która protestami powstrzyma rządy Kaczyńskich. Choć może i nie ona powstrzyma, bo już lider PO zapowiada, że Platforma Obywatelska musi stać się podstawą ruchu obywatelskiego na rzecz zmiany władzy. A że władzę zmienić trzeba, to w wypadku PiS wiadomo a priori: nie dla psa kiełbasa. Ciekawe tylko, na co zmienimy tę władzę. Pomijając fakt, że najlepszą ofertą byłby pełny barek w luksusowej willi na Tahiti z żeńską obsługą, wybór pozostaje niewielki: albo powrót reanimowanego SLD i podczepionej pod nie lewicowej drobnicy w rodzaju UP, albo rządy Unii Wolności, to znaczy PO. Oba warianty właściwie niewiele się od siebie różnią: wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak jak jest. A dokładnie, tak jak było.
A teraz całkiem poważnie. Cały problem nie polega na Lepperze czy Giertychu. Nie bądźmy naiwni. Co prawda media wpuszczone w ten kanał grają cały czas tę samą piosenkę o strasznych Wszechpolakach i zdeprawowanej Samoobronie, zrozpaczeni publicyści lamentują nad zagrożeniem dla demokracji, postępowa młodzież "spontanicznie" wychodzi na ulice (a jak wiemy, nic nie poddaje się łatwiej manipulacji niż "spontaniczne" protesty), autorytety moralne gremialnie podpisują listy, a poseł Rokita wygłasza kabotyńskie przemowy o utracie moralnego prawa do sprawowania władzy (ciekawe, że nie mówił tego, gdy prezydentem był Jaruzelski, a ministrem spraw wewnętrznych Kiszczak), to wszystko jednak nie ma większego znaczenia. Nikt się w gruncie rzeczy nie boi Leppera i Giertycha. Nie takie figury rządziły tu z nadania SLD. Nikt, prócz garści naiwniaków, nie wierzy w jakiekolwiek zagrożenie dla demokracji, a opowieści o nadchodzącym państwie policyjnym traktowane są przez samych ich autorów równie poważnie jak bajki o żelaznym wilku. Źródła histerii są zupełnie inne. Chodzi o to, że ci, którzy przejęli władzę, nie tylko ? jak to ktoś trafnie zauważył ? mówią, że coś zmienią (takich obietnic mieliśmy sporo przez ostatnie lata), ale na dodatek wierzą w to, co mówią, i robią to, co zapowiadają. I to właśnie wywołało zdziwienie, po którym nastąpił krótkotrwały stupor, a potem panika. Nie wejście Samoobrony i LPR do rządu wywołuje strach, ale zupełnie inne sprawy, których pojawiać się będzie ? miejmy nadzieję ? coraz więcej. Przesłuchanie Kwaśniewskiego w sprawie ułaskawienia Vogla, przesłuchanie Siwca w sprawie "afery osocza", aresztowanie urzędników ministerstwa finansów, którzy przez 12 lat działali w ramach "spółdzielni korupcyjnej", powołanie CBA i komisji śledczej do spraw bankowości, cofnięcie przez ministra edukacji milionowych dotacji dla ZSMP i Kampanii przeciw Homofonii ? to jest sedno sprawy.
Jak dotąd, wszystkie rządy ? lewicowe i prawicowe ? zapowiadały naprawę państwa. I nikt dotąd zapowiedzi tych nie traktował poważnie, a zwłaszcza ci, którzy to państwo psuli. Zdziwienie "elit" wynika stąd, że w tym wypadku może się okazać, iż na gadaniu się nie skończy. A to oznacza, że idą zmiany, zmiany, zmiany, jak mawiał jeden z bohaterów filmu Stanisława Barei... Danuta Waniek, zapytana, co sądzi o wyborze Bronisława Wildsteina na prezesa TVP, odparła, że to przekracza granice jej wyobraźni. To symptomatyczna wypowiedź. Miejmy nadzieję, że w pewnych kręgach te kłopoty z wyobraźnią się pogłębią. A sobie życzmy tylko tyle, żebyśmy się nie musieli dziwić, że z wielkiego projektu naprawy państwa nie wyjdzie nic.
Damian Leszczyński

Wyświetlony 4099 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.