poniedziałek, 13 wrzesień 2010 12:21

Liberalna koncepcja państwa (24) Liberalizm gospodarczy

Napisał

Rynek pracy
Liberałowie uważają, że związki zawodowe w negatywny sposób wpływają na ogólną sytuację na rynku pracy. "Chroniąc" pracowników danego przedsiębiorstwa lub żądając podwyżek płac, przyczyniają się do wzrostu bezrobocia: jeżeli związki [zawodowe] podnoszą płacę w jakimś zawodzie lub przemyśle, to tym samym powodują, że ilość oferowanych tam miejsc pracy jest mniejsza, niż byłaby bez podwyżki ? tak jak wyższa cena zmniejsza efektywny popyt.

Rezultatem jest zwiększona liczba osób szukających pracy gdzie indziej, co powoduje spadek płac w pozostałych zawodach. (...) związki nie tylko godzą w interes wszystkich pracowników razem wziętych, poprzez wypaczenie struktury zatrudnienia, ale są również przyczyną zróżnicowania dochodów klasy robotniczej, przez zmniejszenie możliwości zatrudnienia dla robotników znajdujących się w najbardziej niekorzystnym położeniu1. Podobnego zdania jest Guy Sorman, który twierdzi, że pełne zatrudnienie jest możliwe tylko w sytuacji, gdy płace pracowników są regulowane przez wolny rynek, a nie wymuszane przez związki zawodowe. Szacuje się, że przynajmniej połowa z 3,3 mln bezrobotnych [w Polsce] miałaby zajęcie, gdyby nie antypracownicza polityka związków [zawodowych], a szczególnie związkowej nomenklatury2. Margaret Thatcher napisała, że poziom bezrobocia uzależniony jest od rozmiarów władzy związków zawodowych. To związki sprawiły, że wielu ich członków straciło pracę wskutek wygórowanych żądań zwiększenia płac za niewystarczającą produkcję, powodując przy tym, że brytyjskie towary stały się niekonkurencyjne3.
Paul Johnson jest zdania, że te gałęzie przemysłu, w których związki zawodowe są silne i aktywne, są źle zarządzane. Dobrych menedżerów można znaleźć tylko tam, gdzie związki zawodowe są mało aktywne albo potulne4. Przykładem może być przedsiębiorstwo British Leyland, które było źle zarządzane, bo dyrekcja musiała poświęcać zdecydowanie zbyt wiele energii i środków na sprawy pracownicze i łagodzenie konsekwencji strajków5 i menedżerom nie starczało już czasu na kierowanie produkcją. Ludwig von Mises twierdzi, że związki zawodowe dążą do wymuszania podwyżek płac, nie troszcząc się o nieuniknioną katastrofę, jaką taka podwyżka może wywołać6. I na ogół wywołuje.
Według Jana M. Fijora, bezrobocie jest formą nadprodukcji siły roboczej. Innymi słowy jest to jej nadwyżka w stosunku do potrzeb, spowodowana nie przez system, lecz przez zbyt wysoką cenę. Wystarczy obniżyć cenę siły roboczej, czyli koszty pracy, takie jak przymusowe urlopy, zasiłki, ubezpieczenie, gwarancje zatrudnienia, ustawowe płace minimalne czy naciski związków zawodowych, a bezrobocie zniknie. Najlepszy dowód na to, że mimo pozostawania bez pracy trzech milionów Polaków zatrudnienie znajduje kilkaset tysięcy Ukraińców, Białorusinów, Wietnamczyków etc.7
Janusz Korwin-Mikke wylicza następujące negatywne skutki działań związków zawodowych:
? niebronienie dobra ogółu, tylko swoich partykularnych interesów,
? antagonizowanie stosunków społecznych w zakładach pracy poprzez przeciwstawianie pracowników pracodawcom,
? rozbijanie państwa strajkami o podłożu ekonomicznym,
? uniemożliwianie konkurencji między pracownikami poprzez postulowanie ujednolicenia płac,
? niechęć do prywatyzacji i wolnego rynku8.
Związki zawodowe walczą o dwa sprzeczne ze sobą cele: utrzymanie zatrudnienia w swoim przedsiębiorstwie na takim samym poziomie i równoczesne zwiększenie płac pracowników. Tymczasem przy jednakowej wydajności jest to niemożliwe. Aby zwiększyć płace, konieczne jest uprzednie zwiększenie wydajności, co przy takiej samej produkcji sprzedanej skutkuje koniecznością zmniejszenia zatrudnienia. Natomiast, aby nie zwalniać niepotrzebnych pracowników, pracodawca musi wszystkim pozostałym, lub chociaż części z nich, obniżyć płace, bo w innym przypadku po prostu zbankrutuje i bezrobotnymi staną się wszyscy pracownicy. Z tego samego powodu przy zwiększeniu dni wolnych od pracy lub zmniejszeniu ilości godzin pracy równocześnie muszą zostać obniżone pensje pracowników. Tymczasem związki zawodowe działają tak, jakby o tych prostych zasadach nie miały pojęcia. W rezultacie ich żądania często doprowadzają do upadku niejeden biznes i wszyscy, również związkowi działacze, znajdują się na bruku. Jasno z tego wynika, że działalność związków zawodowych jest niekorzystna nie tylko dla pracowników, ale także dla nich samych. Warto dodać, że pod koniec 2003 roku w Polsce działało aż 330 ogólnopolskich i 30 tys. zakładowych związków zawodowych9.
Wraz ze wzrostem gospodarczym odpowiednio rosną również płace realne. Dzięki elastyczności wysokości zarobków bezrobocie może być niższe. Przykładem może być sytuacja w większości firm japońskich: Toyota gwarantuje tylko podstawową płacę, dodając do niej roczną premię. Premia ta stanowi równowartość sześciomiesięcznej płacy dodatkowej i zmienia się w zależności od osiąganych wyników [zysków przedsiębiorstwa]10. Natomiast w Dolinie Krzemowej, w przemyśle informatycznym, płace są niższe niż w Detroit, w przemyśle samochodowym. Ale w Detroit jest 12% bezrobotnych, w Palo Alto bezrobotnych nie ma. W Detroit robotnicy są zrzeszeni, w Kalifornii związki zawodowe nie istnieją11. Dzieje się tak, ponieważ większa elastyczność płac pozwala tworzyć nowe miejsca pracy: wszędzie tam, gdzie płace mogą dostosować się do wyników przedsiębiorstw, nowo powstających czy już istniejących, właśnie one tworzą nowe miejsca pracy. Wszędzie zaś tam, gdzie płace są sztywne, czy to w ramach obowiązujących statutów, czy umów zbiorowych, czy też działalności związków zawodowych ? zatrudnienie zmniejsza się12. Dla przykładu, liberalna polityka Margaret Thatcher spowodowała, że w samym 1984 roku powstało w Wielkiej Brytanii 350 tys. nowych miejsc pracy13.
Tak więc, według liberałów, główną przyczyną bezrobocia jest brak elastyczności rynku pracy ? zakazy lub utrudnione zwalnianie pracowników, płace minimalne, a także biurokracja i obciążenia fiskalne przedsiębiorstw. Dla porównania: w 1999 roku przeciętny koszt zarejestrowania firmy wynosił w USA około 500 euro, we Włoszech ? 2200 euro, a we Francji aż 3400 euro14. Dlatego we Włoszech i Francji bezrobocie jest dwa razy wyższe niż w USA. Ludwig von Mises ma następujące zdanie na temat przyczyn bezrobocia: "Postępowiec" [socjalista] interpretuje bezrobocie jako zło nierozłącznie związane z kapitalizmem. Naiwne społeczeństwo z kolei gotowe jest przyjąć takie wyjaśnienie. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że w warunkach nieskrępowanego rynku pracy, rynku, którym nie manipulują ani naciski związku zawodowego, ani też ustalone przez rząd minimalne płace, bezrobocie dotyka jedynie małych grup i to w krótkim okresie czasu. W warunkach wolnego kapitalizmu bezrobocie jest zjawiskiem stosunkowo nieistotnym i czasowym; przeważa tu bowiem stała tendencja do zanikania bezrobocia. Zmiany gospodarcze mogą, owszem, doprowadzić do nowego bezrobocia, wszelako w warunkach wolnego rynku pracy, który ustala poziom płac, każdy, kto szuka pracy zarobkowej, w końcu ją dostanie. Kiedy pojawia się bezrobocie jako zjawisko masowe, jest ono wynikiem pozornie "propracowniczej" polityki rządów oraz nacisku związków zawodowych i przymusu15. Milton Friedman twierdzi, że związki zawodowe należy raczej uważać za przedsiębiorstwa sprzedające usługi polegające na kartelizowaniu danej gałęzi niż za organizacje zrzeszające pracowników najemnych16. Ponadto wysokie płace, wymuszane przez związki zawodowe mają wpływ na ceny dóbr konsumpcyjnych i w efekcie wszyscy, łącznie ze związkowcami, jesteśmy bezpośrednio poszkodowani jako konsumenci. (...) Poza tym wielu pracowników, z uwagi na przeszkody stawiane przez związki, nie może wykorzystywać swych kwalifikacji do produkcji najwyżej cenionych dóbr. Zmuszeni są brać prace, przy których ich wydajność jest niższa. Koszyk dóbr dostępnych dla wszystkich jest więc mniejszy od tego, jaki mógłby być17.
Jak wyliczono w Centrum im. Adama Smitha, jedno miejsce pracy utrzymywane wskutek nacisków związków zawodowych uniemożliwia utworzenie dwóch innych18. Profesor Andrzej Zoll twierdzi, że na istnieniu związków zawodowych tracą wszyscy z wyjątkiem związkowych działaczy ? związki zawodowe nie chronią pracowników, lecz działają wyłącznie we własnym interesie19. Badania przeprowadzone w 2000 roku w dwudziestu krajach OECD, w tym w Polsce, dowodzą, że związki zawodowe i ich nomenklatura fatalnie wpływają na kondycję ekonomiczną przedsiębiorstw. Aż 88 proc. firm, w których nie ma związków zawodowych, osiąga mniej więcej o 15 proc. lepsze wyniki finansowe niż spółki uzwiązkowione20. Ponadto obrona praw socjalnych pracujących przez organizacje zawodowe podwyższa koszty pracy o 25-30 proc. i w efekcie o 10-15 proc. obniża konkurencyjność firm21. Zjawisko to ma fatalny wpływ na całą gospodarkę.
Często związki zawodowe poprzez ciągłe żądania podwyższania świadczeń socjalnych doprowadzają firmy do upadku. Przykładem może być toruński Tormięs czy Ursus22. Tymczasem gdyby związki zgodziły się na odebranie pracownikom części świadczeń socjalnych, mogłoby powstać kolejne kilkaset tysięcy miejsc pracy23. Podobnie twierdzi profesor Wacław Wilczyński: za skalę polskiego bezrobocia [w 2002 roku] i dekoniunkturę winę ponoszą związki zawodowe. To one, nie zwracając uwagi na to, co się dzieje dookoła, wywalczyły wzrost płac ponad poziom uzasadniony wzrostem wydajności pracy i wartością produkcji. To one spowodowały wzrost kosztów pracy i różnych obciążeń socjalnych, skutecznie zniechęcający przedsiębiorców do zatrudniania nowych pracowników. (...) Polskie związki zawodowe nie chcą przyjąć do wiadomości znanej reguły, mówiącej, że im wyższe płace i świadczenia, tym większe bezrobocie. Tym wyższe są wtedy koszty i tym niższe zyski, tym niższa stopa inwestycji, od której zależy popyt na dodatkowych pracowników24.
Jak zauważył Jan Winiecki, w Polsce związki zawodowe mają uprzywilejowaną pozycję w stosunku do pracodawców, ponieważ jeśli pracownicy mają prawo do strajku, to pracodawcy powinni mieć prawo do lokautu, choćby defensywnego, tzn. w odpowiedzi na strajk25.
Według liberałów, bezrobocia nie można likwidować przez aktywną politykę państwa, taką jak, na przykład, roboty publiczne: podnoszenie podatków, aby stworzyć miejsca pracy, w istocie je niszczy. Podatnicy, mając mniej do wydania, zatrudniają mniej ludzi; rząd zatrudnia więcej. Ponadto wyższe wydatki rządowe oraz wyższe podatki redukują bodźce motywujące jednostki do pracy, oszczędzania i inwestowania. Bezpośredniemu ubytkowi miejsc pracy, spowodowanemu obniżeniem wydatków przez podatników, towarzyszy pośredni ubytek miejsc pracy, spowodowany skutkami ubocznymi spadku aktywności na rynku inwestycyjnym26. Bastiat roboty publiczne nazywa ekonomiczną sprzecznością, rujnującym oszustwem27. Podobnego zdania jest Leszek Balcerowicz: badania pokazują również nieskuteczność tzw. aktywnej polityki zatrudnienia, prowadzonej przez rządy w formie specjalnych programów, które mają pomóc zwalczać wcześniej powstałe bezrobocie. Programy te są bowiem finansowane z podatków, a zatem obciążają pośrednio prywatnych przedsiębiorców, utrudniając im tworzenie nowych miejsc pracy. Na dodatek są często źle organizowane28. To samo twierdzi George Gilder: czy rząd federalny zaciąga pożyczki, czy nakłada podatki, czy też napędza inflację, by sfinansować swe programy tworzenia miejsc pracy ? ofiarami wedle wszelkiego prawdopodobieństwa będą bardzo małe i średnie firmy, które mogłyby taniej, wydajniej i efektywniej zatrudnić ubogich29.
Jak wyliczono, jedno miejsce pracy stworzone w ramach popularnego w czasie prezydentury Billa Clintona programu "First start" (dla osób na zasiłkach) kosztowało gospodarkę USA około 250 tys. dolarów. Za te pieniądze sektor prywatny mógłby utworzyć aż osiem stanowisk! (...) Analizując efekty rządowych programów walki z bezrobociem w czasie recesji z początku lat 80. XX wieku, noblista Milton Friedman doszedł do wniosku, że za 5,5 mld dolarów, które wydano wówczas w USA na walkę z bezrobociem, netto (czyli uwzględniając stworzone i zlikwidowane w tym czasie stanowiska pracy) gospodarka nie zyskała, lecz straciła 100 tys. miejsc pracy. Inny amerykański ekonomista, Thomas DiLorenzo, wyliczył, że miejsce pracy w sektorze prywatnym w 1992 r. kosztowało przeciętnie 29 tys. dolarów, a miejsce pracy w sektorze publicznym ponad 85 tys. dolarów. Innymi słowy, żeby stworzyć jedno "państwowe" miejsce pracy, trzeba de facto zlikwidować... trzy posady w sektorze prywatnym.

(?)


_______________
1 M. Friedman, Kapitalizm i wolność, Warszawa 1993, s. 119.
2 V. Krasnowska, Związek Zawodowy Związkowców, "Wprost" 2002, nr 13, s. 28.
3 M. Thatcher, Lata na Downing Street, Gdańsk 1996, s. 245.
4 P. Johnson, Odzyskanie wolności, Poznań 2002, s. 31.
5 Tamże, s. 30.
6 L. von Mises, Planowany chaos, Lublin-Rzeszów 2002, s. 30.
7 J.M. Fijor, Dziesięć najczęściej powtarzanych mitów ekonomicznych, "Opcja na Prawo" 2002, nr 11, s. 37.
8 C. Zawalski, Prezes. Janusz Korwin-Mikke ? publicysta i polityk., Warszawa 2003, s. 160.
9 Wieści nieparlamentarne, "Opcja na Prawo" 2003, nr 12, s. 49.
10 G. Sorman, Rozwiązanie liberalne, Wydawnictwo "Kurs" 1985, s. 101.
11 Tamże, s. 102.
12 G. Sorman, Państwo minimum, Wydawnictwo "Kurs" 1987, s. 40.
13 Tamże.
14 A. Rzońca, Lekarstwo na bezrobocie, "Newsweek Polska" 2002, nr 12, s. 55.
15 L. von Mises, Biurokracja, Lublin 1998, s. 134.
16 M. Friedman M., Kapitalizm i..., s. 120.
17 M. i R. Friedman, Wolny wybór, Sosnowiec 1996, s. 225.
18 V. Krasnowska, Związek Zawodowy..., s. 26.
19 Tamże, s. 27.
20 Tamże.
21 Tamże, s. 28.
22 K. Olejnik, Rozwiązać związki!, "Wprost" 2001, nr 16, s. 30.
23 Tamże, s. 31.
24 W. Wilczyński, Nasze bezrobocie, "Wprost" 2002, nr 5, s. 44.
25 J. Winiecki, Polska niedokończona transformacja, Warszawa 1996, s. 57.
26 M. i R. Friedman, Tyrania status quo, Sosnowiec 1997, s. 136.
27 F. Bastiat, Co widać i czego nie widać, Lublin Rzeszów 2003, s. 28.
28 L. Balcerowicz, Notatki z Frankfurtu, "Wprost" 1998, nr 49, s. 56.
29 G. Gilder, Bogactwo i ubóstwo, Warszawa 2000, s. 260.

Tomasz Cukiernik
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 5908 razy
Więcej w tej kategorii: « W świecie Turysty Wychowawca »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.