wtorek, 07 grudzień 2010 16:21

"Katolicyzm" po amerykańsku

Napisane przez

Na Soborze Watykańskim II (1962-65) część hierarchów Kościoła katolickiego uznała, że Kościół ten będzie w pewnym stopniu mu-siał być "bliżej ludzi". Rozpoczęło się zmienianie liturgii i tłumaczeń Biblii, odchodzenie od tradycji, propagowanie ekumenizmu... Co to konkretnie oznacza dziś, i jakie są tego konsekwencje, widać jak na dłoni w USA, a także w innych, bardziej "nowoczesnych" od Polski krajach.

Msza święta inaczej
Modernizm w USA wydaje się rozwijać szybko, prawdopodobnie jak nigdzie indziej (chociaż, niestety, nie jest to zjawisko odosobnione). Pewnie dlatego, że pada tutaj na tak podatny grunt ? mieszanki narodowe, kulturowe i rasowe. Każdy przecież musi mieć coś dla siebie.
Będąc w modernistycznych kościołach katolickich w USA, nie należy się dziwić, gdy mszę odprawi czarny ksiądz (Afrykańczyk) lub Azjata (nie ma to oczywiście nic do rzeczy, jednak pokazuje naocznie, że amerykańskich księży jest tyle, co kot napłakał), mający po swojej prawej i lewej stronie (przy ambonie) murzyńską ślicznotkę w kwiecistej czerwonej sukni śpiewającą pieśń po francusku. Czasami mam wrażenie, że pieśń taka jest bardziej świecka niż religijna, ale może to tylko moje wrażenie. Ludzie uczestniczący we mszy w USA mają często ręce w kieszeniach (wiem, że to nie oznaka braku szacunku, ale cecha amerykańska, jednak...), mężczyźni czasem są w czapkach baseballowych na głowach, kobiety żują gumy, a potem idą tak "do komunii". Zreszta komunię przyjmują praktycznie wszyscy, do tego pod dyktando kogoś w rodzaju ministranta, który steruje ruchem osób przystępujących do komunii (ławka po ławce).
Komunię rozdają świeccy ? często kobiety ? komunikant po wzięciu do rączki, zostanie potem umoczony w winie, niczym ciastko w kawie, a potem włożony do ust przez "godnego przyjąć Jego ciało" (Dobrze chociaż, że gazetka kościelna odradza tę praktykę). Inni świeccy, "bliska pomoc księdza" sami sobie dadzą komunię. Nikogo nie dziwi fakt, że masa ludzi przychodzi w połowie mszy (mnie uczono, że w takim wypadku do komunii się nie przystępuje), siedzi całą mszę, coś sobie czyta itp. Jest to powszechnie akceptowane i nigdy nie słyszałam, żeby ksiądz poruszał taką sprawę w trakcie kazania. Lepiej nie zrażać do siebie ludzi, czyż nie? Zresztą ksiądz często mówi zupełnie dowolne kazanie, często w oparciu o jakąś przeczytaną książkę, komentarz zrobiony przez świeckiego w gazecie religijnej czy opowiada o znanej mu osobie, godnej naśladowania. Biblia wydaje się nie mieć dla niego zupełnie znaczenia, lepsze są historie ludzi żyjących wśród nas. Często jako wzór do naśladowania podawane są osoby, które w ogóle nie są wierzące. Ale kogo obchodzi taki detal.
Branie udziału w mszy tego typu robi wrażenie uczestniczenia w jakimś teatrze. Byłoby to coś w rodzaju sztuki interaktywnej, z przyznaniem księdzu pewnej roli w prowadzeniu całego przedsięwzięcia. Nie da się oprzeć wrażeniu, że w tym teatrze wszystko jest dla ludzi, i zrobione pod nich i przez nich: od klimatyzacji, ubikacji, czasem pomieszczenia dźwiękoszczelnego dla dzieci krzyczących w czasie mszy (crying room) czy nawet tłumacza języka migowego. Wszystko więc dla wygody ludzi, oczywiście. I wszystko w stylu selfservice ? stąd niedaleko już do kabinek mszalnych za 10 dolarów (15 z komunią, w różnych wersjach językowych, a także z kazaniem tematycznym do wyboru). Osoba księdza schodzi na daleki plan i cały sens mszy świętej sprowadza się do jakiegoś zwykłego "nabożeństwa", w którym nie ma miejsca dla żywego Chrystusa. Czy w takim kościele może w ogóle dochodzić do Przeistoczenia?
Wydaje się więc słuszne postawienie dziś pytania: i po co to wszystko, po co takie przybliżanie się do ludzi? Przecież istnieją już rozmaite kościoły dla rozmaitych ludzi. Dlaczego więc i Kościół katolicki dostosowuje się, u nas wolniej, w USA szybciej, do potrzeb współczesnego człowieka? Czy przez tę posoborową reformę Kościołowi katolickiemu nie grozi coś na kształt samozniszczenia?

Rozmaite kościoły dla rozmaitych ludzi, czyli dla każdego coś miłego
Kościoły w Ameryce wydają się wyrastać jak grzyby po deszczu. Ciekawych zapraszam do przeglądnięcia yellow pages pod kategorią churches. Głowa aż od tego wszystkiego boli! Mamy więc, z grubsza rzecz biorąc, pośród kościołów chrześcijańskich (czy za takowe uchodzących) kościoły: Apostolic, Baptist, Catholic, Charismatic, Christian, Christian Science, Church of Christ, Church of God, Church of Jesus Christ of Latter Day Saints, a także Reorganized Church of Jesus Christ of Latter Day Saints, Congregational, Episcopal, Evangelical, Quaker, Interdenominational, Jehovah’s Witnesses, Lutheran, Methodist, Non-denominational, Orthodox, Pentecostal, Presbyterian, Seventh-Day Adventists, United Church of Christ... W Internecie jest wiele stron WWW, które pomogą znaleźć "właściwy kościół". Nie należy się dziwić, kiedy spotkamy się z takimi nazwami jak Christ Deliverance Temple, Christ Kingdom of Faith, First Church of God (zapewe także mniej lub bardziej chrześcijańskie). Nie bulwersujmy się też, jeśli na jednym rogu ulicy zobaczymy świątynię masońską, a na drugim kościół katolicki. Większość gazet ma specjalne miejsca na "reklamę kościelną", gdzie każdy może umieścić reklamę swojego kościoła. Telewizja także nie pozostaje gorsza ? otwiera szeroko progi wszelkiej maści kaznodziejom (teleevangelists). Szybko się do tego człowiek przyzwyczaja, staje się tolerancyjny, czyli zmienia mu się poczucie normalności. Do pewnych "perełek kościelnych" należą The River Church i The Church Of Body Modification czy wsławiona ostatnio sekta raelian.

(?)
Julia Łuczak
Wyświetlony 4068 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.