wtorek, 01 czerwiec 2010 15:32

Wizyta starszej pani

Napisał

Przyglądając się wizycie Pani Angeli Merkel, kanclerz RFN w Warszawie, nie sposób oprzeć się tytułowej analogii wielkiego szwajcarskiego dramaturga Friedricha Dürrenmatta. Ponad pięćdziesiąt lat temu bardzo trafnie opisał on zachodnie społeczeństwo konsumpcyjne. Otóż do małego miasteczka, przyjeżdża starsza, bardzo bogata pani. Kolejno każdy, kto składa jej wizytę, dostaje drogie prezenty. Oczywiście, nic za darmo. Pani przybyła wyrównać rachunki ze swoim dawnym kochankiem. Na ten temat nie ma jednak ani słowa w całym dramacie. Jej dawny kochanek zostaje jednak jakby coraz bardziej opuszczony, natomiast w miasteczku coraz więcej ludzi nosi żółte buty będące symbolem ofiarności starszej pani. Wreszcie wszyscy wiedzą, że coś z nim trzeba zrobić, aby nadal otrzymywać prezenty od starszej pani. Jego nagła i niespodziewana śmierć, wśród "przyjaciół", którzy go "nigdy nie opuścili", a jednak sobie tego życzyli, zamyka dramat.

 

Niemcy chcą lepszych stosunków z Polską

Polska jest Niemcom potrzebna do odniesienia sukcesu w postępie nad zapomnianą już konstytucją UE. W tej sprawie Niemcy i ich pani kanclerz gotowi są do wielkich czynów i wielkich słów, aby tylko Polacy poparli niemieckie propozycje. Wiedząc, w jakim znajduje się kraju, orzekła na Uniwersytecie Warszawskim, że Europa nie jest klubem chrześcijan, Europa jest klubem wartości podstawowych oraz wydawałoby się, miłe dla polskiego ucha słowa, że Polska tworzy centralny punkt w politycznym myśleniu i działaniu każdego kanclerza federalnego Niemiec, moich poprzedników ? i moim. To wielkie słowa, ale jest też obietnica wielkich czynów. Jako federalna kanclerz Niemiec rozumiem i popieram, aby ci Niemcy, którzy doznali cierpień w wyniku wypędzenia ze swojej ojczyzny mogli godnie upamiętnić swój los. Do tych wielkich obietnic należy potwierdzenie: Jedno jest jasne: nie może być mowy o reinterpretacji historii przez Niemcy. I nie będzie takiej reinterpretacji. Wiele podobnych sformułowań spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem polskich gospodarzy. Nareszcie przełom w stosunkach polsko-niemieckich jest w zasięgu ręki. Po pierwsze, Polacy również uważają, że chrześcijaństwo to całkiem co innego niż wartości podstawowe, do których zalicza się prawo do aborcji, eutanazji, homofobii itp. Krótko mówiąc, pani kanclerz zaproponowała nam coś więcej niż, według niej, przestarzałe już dla Europy chrześcijaństwo. To klub wartości!
Wydaje mi się, że pani Merkel niefortunnie powiedziała, iż Polska jest w centrum myślenia wszystkich kanclerzy, również jej poprzedników. To centralne myślenie o nas, zwykle miało złowróżbne znaczenie i skutki. Przedtem był korytarz, potem pakt Ribentrop-Mołotow, a ostatnio rurociąg bałtycki.
I na koniec nie może być mowy o reinterpretacji historii. Oczywiście, że mowy o tym nie ma, tylko są czyny. Powiernictwo Pruskie i Związek Wypędzonych, które jadowicie domagają się od Polski odszkodowań za pozostawione mienie i "cierpienia" drugiej wojny światowej, finansowane są z budżetu federalnego za zgodą pani Merkel. Są to wielkie czyny, z których pani Merkel, jak każdy Niemiec jest dumna.

 

Erika Steinbach
W kierownictwie CDU, partii rządzącej w RFN zasiada Erika Steinbach, jako rzecznik ds. praw człowieka klubu parlamentarnego CDU/CSU w Bundestagu. Czyżby pani Merkel o tym nie wiedziała, czy tylko udaje, że nie zna czołowej niemieckiej prowokatorki politycznej, niszczącej wszystko, co może prowadzić do polsko-niemieckiego porozumienia. Stara jak świat gra w policjantów stosowana jest skutecznie wbec opornych Polaków. Pani Steinbach to zły policjant, który domaga się nałożenia na Polaków kar, odszkodowań, zwrotu majątków, przyznania się do zbrodni ludobójstwa na narodzie niemieckim. Pani Merkel to dobry policjant, bo niczego takiego się nie domaga, tylko prawi Polakom ogólnikowe komplementy.
Pani Merkel ma duże możliwości finansowe, o czym wszyscy doskonale wiedzą. Wszak RFN jest mocarstwem gospodarczym nie tylko w Europie, ale i na świecie. Nie żałuje więc pieniędzy na stypendia, fundacje i instytuty polsko-niemieckie mające za zadanie uzasadnianie jej punktu widzenia na sprawy wzajemnych stosunków. To wszystko są groszowe wydatki w porównaniu do ogromnych efektów propagandowych wyrażonych również aplauzem dla niej na Uniwersytecie Warszawskim.

 

Odszkodowania
Resortowo temat ten prowadzi pani Steinbach i pan Rudi Pawelka z Powiernictwa Pruskiego. Oboje dobrze, a nawet bardzo dobrze wywiązują się ze swojej roli, dlatego pani kanclerz nie musi wypowiadać się na ten temat. Na polskie propozycje, aby rząd niemiecki wziął na siebie zobowiązania wynikające ze skutków drugiej wojny światowej wobec swoich obywateli, stanowczo odmawia. Ta sprawa dla Niemiec jest otwarta. Co to znaczy otwarta, ano to, że Niemcy w przyszłości zamierzają do niej wrócić w stosownej dla siebie chwili. Ta stosowna chwila jeszcze nie nadeszła, dlatego nie można dziś zamykać sobie drogi do odszkodowań, które uzyska się od Polski w krytycznym dla niej momencie. Na razie rząd niemiecki tylko finansuje wszystkie tego rodzaju pomysły, lecz nie bierze udziału w ich realizacji. Oficjalnie pani Merkel jest słodka jak miód, ale czy swego czasu Göring i Ribentrop, przyjeżdżając na rokowania do Polski mniej byli uprzejmi i mili? Mieliśmy być podobnie jak dzisiaj najbliższymi sojusznikami Niemiec. No cóż, nie chcieliśmy pokochać Niemców, pomimo ich starań, zabiegów i obietnic, to zostaliśmy uznani za wrogów ze skutkiem sześciu milionów zamordowanych obywateli państwa polskiego. Jaka jest dzisiaj alternatywa, jeśli odmówimy przymilnym propozycjom pani Merkel, na razie nie wiadomo... Zgoda Niemcy buduje, niezgoda Polskę rujnuje. Ot i cała konkluzja, którą dostrzegają polskie elity polityczne i wyciągają stąd jedyny słuszny wniosek uprzedzania i chwytania w lot życzeń pani Merkel.

 

Targowica
To symbol zdrady narodowej związany z zaborami i rosyjskimi próbami zalegalizowania zaborów przy pomocy sprzedajnych polskich magnatów i polityków. Pruska partia w Polsce ma się doskonale. Ma na swoje usługi całą prasę lokalną i centralną, w której udziały mają nasi zachodni sąsiedzi. Pruska partia nienawidzi i boi się Rosji, ale też USA. Boi się przede wszystkim jakiejkolwiek możliwości porozumienia się politycznego, bo wpływy partii pruskiej nie mogą konkurować z wpływami rosyjskimi i amerykańskimi. Z USA mieliśmy krótkie doświadczenia w sprawie wojny w Iraku. Z Rosją nie ma żadnych możliwości porozumienia się, gdyż partia pruska, mając wszystkie elementy władzy w Polsce w swoim ręku, gotowa jest sparaliżować każde, nawet najmniejsze próby. Powoływanie różnych komitetów wyzwolenia Białorusi, demokratyzacji Rosji i Ukrainy to typowe tej partii działania uniemożliwiające jakąkolwiek sensowną politykę wschodnią. Za to stypendia dla polskich naukowców w Niemczech, wyjazdy na studia polskich studentów do Berlina, niemieckie inwestycje i wykupywanie terenów oraz obiektów przemysłowych to zwykła codzienność. Ukryta i jawna germanizacja na Ziemiach Odzyskanych nabiera coraz większego rozmachu. Wszystko to robione jest polskimi rękami, na podstawie polskiego prawa i z polskiego wyboru. Trudno inaczej nazwać ludzi, którzy jako przedstawiciele polskiego społeczeństwa zasiadają razem z Pawelką i Steinbach do procesów o odszkodowania.

 

Otrzeźwienie
Pochodzi ono z Opolszczyzny. Tu, gdzie od blisko dwudziestu już lat trwa polsko-niemiecki spór o wszystko, nastąpił nagle przełom. Sejmik Województwa Opolskiego 27 lutego br. jednogłośnie przyjął rezolucję w sprawie nieuprawnionych roszczeń majątkowych skierowanych przeciwko państwu polskiemu. Czytamy w niej m.in.: Sejmik Województwa Opolskiego apeluje do władz Rzeczypospolitej Polskiej o pełną realizację Uchwały Sejmu RP z dnia 10 września 2004 roku w sprawie praw Polski do niemieckich reparacji wojennych oraz w sprawie bezprawnych roszczeń wobec Polski i obywateli polskich w Niemczech. Apelujemy o jednoznaczne, zdecydowane i szybkie przeciwdziałanie bezpodstawnym roszczeniom majątkowym. Rzecz ciekawa i znamienna, że wobec tym razem zgodnej polskiej determinacji w Opolskim Sejmiku za rezolucją głosowała znaczna tu mniejszość niemiecka, która powitała ją też oklaskami na stojąco. W tym kontekście wydaje się, że wizyta starszej pani może mieć trochę inny przebieg, niż w znanym dramacie Dürrenmatta.

 

Adam Maksymowicz

Wyświetlony 1687 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.