czwartek, 21 grudzień 2006 19:22

W co my tutaj gramy?

Napisał

Zeszły tydzień upłynął pod znakiem nazistowskich tańców wokół płonącej swastyki, w których, jak twierdzą media, uczestniczyli ludzie związani z Młodzieżą Wszechpolską, która nie od dziś jest kuźnią kadr Ligi Polskich Rodzin.

Po ujawnieniu filmu z owej biesiady oraz licznych zdjęć polityków LPR uczestniczących w rozmaitych podejrzanych jakoby imprezach od razu ruszyła do natarcia opozycja. SLD ustami Wojciecha Olejniczaka zażądał delegalizacji Młodzieży Wszechpolskiej, dowodząc, że organizacje promujące totalitarne poglądy nie mogą w Polsce istnieć. Cóż, jak nie mogą, to nie. A co zrobić z organizacjami, które wprost wywodzą się z systemu totalitarnego? Ostatecznie Olejniczakowi, ze względu na pochodzenie partyjne i towarzystwo, bliżej do Bieruta i Bermana niż Wierzejskiemu do Himmlera. No ale mniejsza o to. Oprócz SLD ryknęły również dyżurne autorytety, domagając się mniej więcej tego samego, tylko bardziej płaczliwie i rozwlekle. Odezwała się również PO, która po raz kolejny stwierdziła, że cała ta sytuacja kompromituje Polskę i świadczy o niskiej jakości rządów Kaczyńskich. Na deser dostaliśmy dywagacje publicystów, w których dominowały rady dla Kaczyńskiego, co ma teraz zrobić. Jedni życzliwie podszeptują mu, że ma doskonałą okazję pozbycia się Giertycha, inni, jak np. Jacek Żakowski, ostrzegają, przed furiatami w łonie PO, gdyby czasem Kaczyński Giertycha chciał wymienić na Tuska, jeszcze inni spekulują o ewentualnej roli Rokity i Marcinkiewicza, którzy coś tam knują za plecami wszystkich, a być może i swoimi własnymi. Troska o losy tego, jak dopiero co twierdzono, fatalnego rządu, jest wzruszająca. A losem LPR nikt się nie przejmuje, nikt nawet łezki nie uroni. No, ale cóż, odkąd ksiądz dyrektor ogłosił, że Liga leży na katafalku, mamy już chyba ceremonię pogrzebową za sobą.

W tym tygodniu wybuchła kolejna bomba. Seks-afera w Samoobronie. Była radna Samoobrony twierdzi, że jej kariera polityczna rozwijała się dzięki wizytom w łóżkach czołowych polityków Samoobrony i wskazuje na panów Leppera i Łyżwińskiego. A to ci dopiero heca! Dopiero co przewodniczący Samoobrony dowodził, że "prostytutki zgwałcić nie można", a tu pojawia się panna, która twierdzi, że świadczyła przez lata "usługi seksualne" znanym politykom i na dodatek coś w zamian dostawała. No, ale skoro korzyści były obustronne, to chyba gwałcona nie była, prawda? Robiła to w pełni świadomie, z czystej nieprzymuszonej woli... Choć, może nie... Przecież mamiono ją stanowiskami, karierą, a za tym wszystkim stoi forsa... A przecież kosmetyki kosztują, solarium i wycieczki w ciepłe kraje również... I dobrze byłoby czasem w nowej bryce się pokazać... I co zrobić miała bidna dziewczyna. Miała pójść robić jako sklepowa albo cieciowa za 800 zł? Sami rozumiecie. Sytuacja bez wyjścia. Tak więc zniewolenie jest w tym wypadku oczywiste i oczywiste jest też, że kiedy pani radna-usługowo-seksualna radną być przestała, to i usługi się skończyły i cisza wyborcza minęła. W każdym razie, jak tam rzeczywiście było, kto kogo podrywał, kto zyskał, a kto stracił, to nam wyjaśni prokuratura, można tylko dodać, że panienek liczących na karierę w zamian za "usługi" kręci się przy politykach mniej więcej tyle, ile przy gwiazdach rockowych i dotąd nikt jakoś specjalnie się tym nie emocjonował. Ale teraz najważniejsze jest to, że mamy newsa, na który, podobnie jak na tańcujących nazistów, można się z czystym sumieniem rzucić. Oczywiście, pierwszym hasłem było: Lepper musi odejść! Znów autorytety, komentatorzy, publicyści, partyjni gadacze zaczęli troszczyć się o los rządu Kaczyńskiego i przypominać mu, że z chamami lepiej się nie układać, bo chamstwo jest nieuleczalne i niereformowalne. Wszyscy czekają na ruch premiera, a Samoobroną już nikt się nie martwi, wydaje się bowiem, że po podtopieniu w czasie wyborów samorządowych teraz już na dobre pójdzie na dno.
Zatrzymajmy się tu i spróbujmy przyjrzeć się tej całej awanturze z pewnej odległości. Czy planując koalicję z LPR i Samoobroną, premier mógł nie wiedzieć, z kim się zadaje? Nie sądzę. LPR rozpracować jest dość łatwo, nie trzeba do tego żadnych służb, wystarczy pooglądać sobie parę modeli dyżurnych, w rodzaju niedoszłego prezydenta Warszawy, aby zorientować się, z kim mamy do czynienia. Krótka kwerenda w Internecie i przegląd stron sympatyków Ligi daje ogólne pojęcie o całym tym środowisku. Rozgryźć je jest równie prosto, jak spacyfikować. Jeśli zaś chodzi o Samoobronę, wystarczyłoby się popytać o opinie posłów mieszkających w hotelu sejmowym Libacje polityków spod znaku biało-czerwonego krawata już dawno przeszły do historii, a dziwki jako zakąska do gorzały też nie są w tym środowisku niczym dziwnym. Albo więc Kaczyński, wchodząc w układ z jednymi i drugimi, o niczym nie wiedział i był naiwnym dziewczątkiem wierzącym w przemianę świniopasa w księcia, albo był cynicznym i cwanym politycznym graczem, który wykorzystuje kogo może i do czasu przymyka oko, aby potem znienacka huknąć w ucho. Która wersja jest prawdziwa, oceńcie państwo sami.
Dochodzi tu jeszcze jedno pytanie. Kto na tym wszystkim najbardziej zyskuje? Bo kto traci, to wiadomo. Po klęsce w wyborach samorządowych LPR i Samoobrona zostały dobite osinowym kołkiem, co być może skutecznie przerwie ich żywot. Nawet jeśli wszystkie oskarżenia okażą się fałszywe, to w świadomości wyborców będą funkcjonować już jako "faszyści" i "gwałciciele", a w takiej sytuacji mogą liczyć na bardzo wąski elektorat, rozsiany przede wszystkim po rozmaitych zakładach odosobnienia. No dobrze, a kto zyskuje? SLD raczej nie. Olejniczak pokrzyczał trochę, ale trudno mu w tej sytuacji ugrać coś więcej. PO, zajęta wyjaśnianiem sprawy Rokity i walką buldogów we własnych szeregach, może co najwyżej wysyłać marszałka Komorowskiego do mediów, żeby tam po swojemu biadolił, zwłaszcza że nikt już go nie słucha. Odpowiedź wydaje się więc prosta - najwięcej zyskuje PiS.
Politycy LPR i Samoobrony twierdzą, że obie afery to "prowokacja" i "ktoś za tym stoi". Oczywiście, to czysta spekulacja, ale czy nie byłoby możliwe, żeby za aferami tymi stali ludzie związani z partią Kaczyńskiego? Czy tak trudno byłoby dyskretnie naprowadzić dziennikarzy gazet, które ujawniły afery, a więc "Dziennika" i "Gazety Wyborczej" na trop, a resztę pozwolić zrobić im już samym? Pospekulujmy sobie dalej. Z politycznego punktu widzenia, Kaczyński zrealizował najważniejsze punkty swojego programu, jakimi były likwidacja WSI, powołanie CBA, reforma sądownictwa etc. Pozostają reformy gospodarcze, ale tych premier woli raczej się nie tykać i odkłada je na wieczne "nigdy". Co więc dalej robić? Administrować i powoli tracić poparcie? Wyniki wyborów samorządowych pokazały, że PiS nadal ma się całkiem nieźle i mimo wyjątkowo nieprzychylnej atmosfery medialnej oraz stałej krytyki rządu nadal cieszy się dużą popularnością. Co więcej, w sondażach powyborczych wypada nawet lepiej i zyskuje dodatkowe punkty, co prawdopodobnie wynika z obawy wyborców, że po poparciu udzielonego przez Kwaśniewskiego i Borowskiego Hannie Gronkiewicz-Waltz Platforma dążyć będzie do koalicji z lewicą. Czy w takiej sytuacji nowe wybory nie byłyby dobrym rozwiązaniem? PO jest osłabiona wewnętrznymi konfliktami, a przy tym brak jej jakiejkolwiek spójnej wizji, SLD i reszta centrolewu jeszcze nie odbudowały poparcia i nadal stanowią zbieraninę bezideowych sierot po PZPR, UP i UW, PSL można spokojnie pominąć, a LPR i Samoobrona właśnie dogorywają. Trzeba więc te ostatnie dobić i równocześnie zdobyć pretekst do zerwania koalicji. No i właśnie pretekst się znalazł, a nawet dwa, i to tak dobre, że rozwiązując koalicję i sejm premier nie będzie musiał się nikomu tłumaczyć, co więcej, będzie mógł odegrać rolę ostatniego sprawiedliwego, który wreszcie powiedział "dość" i rozpędził całą tą hołotę. Materiałów do kampanii wyborczej jest aż nadto. Można uderzać we wszystkich, od LPR i Samoobrony, które ukazane zostaną jako partie nielojalne, złożone z degeneratów i przestępców, przez PO, które wpychać się będzie w objęcia lewicy, aż po lewicę, przed powrotem której będzie się ostrzegać. Ponieważ rząd do czasów wyborów będzie nadal funkcjonował, zapewne jako gabinet mniejszościowy, udałoby się mianować pozostałych sędziów TK, obsadzić funkcję szefa NBP i zaklepać sobie parę innych "kadencyjnych" stanowisk. Poza tym w trakcie kampanii może dojść do przetasowań, w wyniku których uda się wchłonąć część zaplecza LPR a, kto wie, być może i część działaczy PO, bojących się aliansu Tuska z postkomunistami w przyszłym sejmie i w takiej sytuacji uznających, że PiS będzie jednak "mniejszym złem". I nawet jeśli nie zdobędzie się większości, będzie można budować silną partię opozycyjną wobec prawdopodobnych rządów PO-PSL-SLD i tym samym zwiększać szansę na zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego w kolejnych wyborach prezydenckich.
Jak wspomniałem, to tylko spekulacje. A jak będzie, zobaczymy.

5 grudna 2006 r.
Damian Leszczyński

Wyświetlony 1356 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.