środa, 02 czerwiec 2010 11:22

"Zdobycze" czy IV Rzeczpospolita?

Napisał

W artykule "Milcarki i Bartosie" (http://prawica.net/node/5788) pan dr Adam Wielomski skrytykował PiS, że przez zbytnie przywiązanie do abstrakcyjnej idei lustracji doprowadza do sytuacji, gdy ktoś inny powyciąga za nich kasztany z ognia. W rezultacie może nie mieć ani lustracji, ani kasztanów. Tymczasem, gdyby PiS był w sprawach lustracyjnych mniej pryncypialny, tzn. - gdyby nie lustrował naszych, a tylko – jakichś takich nie naszych, to miałby i lustrację i kasztany.

 

Muszę powiedzieć, że zarzut pryncypialności, a zwłaszcza pryncypialności zbytniej, kierowany wobec Prawa i Sprawiedliwości trochę mnie zaskoczył, a nawet ? co tu ukrywać ? rozbawił. Podobnie rozbawiły mnie opowieści, jakie przy tej okazji pan dr Wielomski snuje na temat ?konserwatyzmu? i ?katolicyzmu?, dając do zrozumienia, że postawa pokornego cielęcia, co to podsysając dwie matki, może zarówno pieniążki zarobić, jak i wianuszka nie stracić, jest właśnie konserwatywna, a kto wie ? może nawet i katolicka. Wszystko to, oczywiście, być może; pan dr Wielomski zapewne jest w tych sprawach znacznie bardziej kompetentny ode mnie. Naiwnie bowiem myślę, że konserwatyzm, a jeśli nawet nie on, to katolicyzm już na pewno, jest rodzajem pryncypialności nader jakobińskiej, ze swoim: ?tak ? tak, nie ? nie?. Taka postawa nie dopuszcza, jak mi się wydaje, aprobowania czy wręcz pochwalania sytuacji, w której kandydat na metropolitę warszawskiego, a potem już metropolita ? ?przyznaje się? sukcesywnie do tego, co stopniowo jest mu udowadniane. Być może jednak żadne prawdy, a więc również prawdy Chrystusowe, nie mają dzisiaj charakteru absolutnego, tylko powinny zostać podporządkowane aktualnym potrzebom politycznym, dzięki czemu moglibyśmy np. kraść czy mordować po Bożemu. Jestem pewien, że taka możliwość zostałaby przez mnóstwo ludzi przyjęta ze szczerym entuzjazmem, więc może pan dr Wielomski po prostu wychodzi naprzeciw społecznemu zapotrzebowaniu na religijną reformę? Ponieważ jednak sam pogrążony jestem w obrzydłej nowoczesnemu Niebu naiwności, to wydaje mi się nawet, że postawa taka jest nie do pogodzenia również z konserwatyzmem, jeśli to pojęcie ma cokolwiek oznaczać, np. przywiązanie do prawdy i honoru. Być może jednak znowu się mylę i konserwatyzm obecnie oznacza po prostu umiejętność wyciągania z każdej sytuacji korzyści dla siebie albo własnej partii i dorobienia do tego również etyki. To zresztą nie jest wynalazek nowy; już wiecznie żywy Lenin wpadł na pomysł, że dobre jest nie to, co jest ?dobre?, tylko to, co na danym etapie dziejowym może przynieść korzyści partii. Złe zaś to, co partii na danym etapie dziejowym szkodzi. Odmienne spojrzenie dowodziłoby jakiejś dziecięcej choroby, którą pan dr Wielomski diagnozuje jako ?jakobinizm?. W świetle tego lepiej rozumiemy bezzasadność zarzutów stawianych kiedyś publicystom piszącym o ?konserwatystach? z Kremla. Mieli oni bowiem całkowitą rację, tzn. prawie całkowitą, bo na Kremlu musieli być sami konserwatyści. Innych po prostu nie było.

Niezależnie od tych sporów ideologicznych warto zwrócić uwagę, że kryzys związany z nominacją, a następnie rezygnacją JE abpa Stanisława Wielgusa, rozpoczął się nie 5 stycznia ani nawet w sierpniu ub. roku, kiedy to pojawiły się pogłoski, że Ekscelencji przytrafił się jakiś casus pascudeus, tylko niemal następnego dnia po pogrzebie Jana Pawła II, kiedy to Leon Kieres, prezes IPN ujawnił, że tajnym współpracownikiem SB był o. Konrad Hejmo. Warto zwrócić uwagę, że ta wiadomość zbiegła się z faktycznym rozpoczęciem kampanii wyborczej do Sejmu i kampanii prezydenckiej, której motywem przewodnim było hasło budowy IV Rzeczypospolitej, oznaczające podważenie porozumień okrągłego stołu, będących faktyczną konstytucją III Rzeczypospolitej. Program IV RP oznaczał rozpędzenie grupy trzymającej władzę, której najtwardsze jądro stanowiła wprawdzie razwiedka, ale która władzę swoją sprawowała dzięki rozbudowanej we wszystkich środowiskach agenturze, Kościoła nie wyłączając. Ponieważ znaczna część Episkopatu i duchowieństwa, a zwłaszcza Radio Maryja i skupione wokół niego środowiska zdawały się program IV Rzeczypospolitej popierać, dekonspiracja ojca Hejmo mogła stanowić pierwsze poważne ostrzeżenie z drugiej strony, czym realizacja programu budowy IV RP może grozić Kościołowi. Ponieważ to ostrzeżenie albo nie zostało właściwie odczytane, albo zostało zlekceważone, pojawiły się ostrzeżenia kolejne, w postaci dekonspiracji następnych tajnych współpracowników SB spośród znanych duchownych: ks. Mieczysław Maliński, ks. Michał Czajkowski i inni. Nie twierdzę, że ci, którzy materiały te ujawniali, działali na polecenie razwiedki czy w ogóle w jakiś sposób byli z nią związani; mogło się to odbywać zupełnie niezależnie i spontanicznie, natomiast obiektywnie sprzyjało pojawieniu się w gronie przywódców Kościoła w Polsce wątpliwości, czy realizacja programu politycznego nakreślonego przez Jarosława Kaczyńskiego nie okaże się dla Kościoła zbyt kosztowna.
Tę rozterkę widać było choćby w wahaniach, jakie towarzyszyły kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi w związku z poszukiwaniami, które prowadził ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Dopóki trafiał na ?zwykłych? księży, jeszcze był tolerowany. Kiedy jednak na jezuickim portalu ?Tezeusz? pojawiła się wiadomość, że natrafił na ślady wiodące do biskupów, wówczas krakowska kuria nałożyła na niego surdynę. Czy właśnie wtedy obrońcy zdobyczy ?okrągłego stołu? doszli do wniosku, że sytuacja już dojrzała i czas działać? Jeśli kandydatura JE abpa Stanisława Wielgusa nie została przygotowana przy udziale agentury w celu późniejszego skompromitowania Kościoła, to zaniedbania, jakie towarzyszyły procedurom związanym z jej przedstawieniem i aprobatą, niewątpliwie takiemu finałowi sprzyjały, podobnie zresztą, jak zachowanie samego kandydata, który, jak się wydaje, zrobił wszystko, by taką kompromitację umożliwić, a w każdym razie nie zrobił nic, by jej zapobiec. Z obfitości serca usta mówią i wywiad, jakiego abp Stanisław Wielgus udzielił ?Gazecie Wyborczej? 2 stycznia br., gdzie stwierdził m.in., że stanowisko ?GW? w sprawie lustracji było od samego początku słuszne, wskazywało kierunek, w jakim sytuacja ma się rozwijać. Obawa przed kompromitacją i wybuchem skandalu na skalę międzynarodową, w który siłą rzeczy zostanie wciągnięty sam Benedykt XVI, powinna skłonić biskupów, a w każdym razie wystarczającą większość Episkopatu Polski do odstąpienia od lustracji, a tym samym ? również do cofnięcia i tak już słabnącego poparcia dla programu IV Rzeczypospolitej, co oznaczało w krótkim czasie przesilenie rządowe, a może nawet zmianę politycznej warty. Być może, zapowiedzi powrotu na polityczną scenę Aleksandra Kwaśniewskiego wraz z Andrzejem Olechowskim były tylko przypadkowo zbieżne w czasie z tym straszeniem Episkopatu lustracją, ale jeśli nawet ? to stanowiły wyraźną alternatywę. W IV Rzeczypospolitej nie będzie bezpiecznie, z nami ? będzie. I to właśnie tłumaczy przyczynę, dla której prezydent Kaczyński i premier Kaczyński podjęli energiczną akcję zmierzającą do udaremnienia stworzenia faktu dokonanego w postaci uroczystego ingresu, stanowiącego moment liturgicznego objęcia warszawskiej metropolii przez abpa Stanisława Wielgusa. Wydaje się też bardzo prawdopodobne, że od nich mogła też wyjść inspiracja do opublikowania przez ?Gazetę Polską? informacji o współpracy abpa Wielgusa z SB. Wskazują na to pośrednio choćby wyjaśnienia red. Sakiewicza, który tłumaczył brak dowodów koniecznością chronienia informatora, ale nie można wykluczyć, że zarówno prezydent, jak i premier nie chcieli arcybiskupa dobijać, tylko go zastopować. Niestety, wydarzenia nabrały własnej dynamiki i doszło do interwencji Benedykta XVI.
Ta interwencja wcale nie uspokoiła nastrojów ani nie doprowadziła do rozstrzygnięcia. Wydaje się, że część biskupów, prymasa Glempa nie wyłączając, może być autentycznie przerażona perspektywą totalnej lustracji w Kościele, dopiero teraz uświadamiając sobie ryzyko. Inni z kolei uważają, że doszlusowanie do obrońców ?zdobyczy okrągłego stołu? daje wprawdzie doraźne bezpieczeństwo lustracyjne, ale grozi straszliwą katastrofą w przyszłości. Nie ma przypadków, są tylko znaki ? mawiał ks. Bronisław Bozowski. W przeddzień spotkania Rady Stałej Episkopatu Polski z biskupami diecezjalnymi, poświęconego ostatniemu kryzysowi i wynikającym zeń wnioskom, sąd uniewinnił Małgorzatę Niezabitowską z zarzutu kłamstwa lustracyjnego z powodu ?wątpliwości?, jakich dostarczyli oficerowie SB, zeznając, że zarejestrowali ją ?fikcyjnie?. Jest to swego rodzaju oferta ze strony obrońców ?zdobyczy okrągłego stołu?: nasz sąd jest bezpieczny! Jednocześnie Jarosław Kaczyński przedstawił ustawę ?antyubecką?, wychodząc w ten sposób naprzeciw głosom wychodzącym z Episkopatu, że lustracja piętnuje ?ofiary?, podczas gdy ?oprawcy? pozostają bezkarni. W ten sposób zapowiada: pociągniemy smykiem i po ?oprawcach? ? co oznacza cięcie po skrzydłach; z jednej strony ? po konfidentach, z drugiej ? po ?oprawcach?. W ten sposób wypełniają się słowa Pisma: oto stawiam przed tobą dobro i zło. Co zostanie wybrane?
Stanisław Michalkiewicz

Wyświetlony 5770 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.