Wydrukuj tę stronę
sobota, 31 lipiec 2010 12:49

Refleksje medialne, czyli: A teraz, kochane dzieci, pocałujcie misia w dupę!

Napisane przez

Na jednym z zebrań intelektualnej society warszawskiej dwudziestolecia międzywojennego podekscytowany mówca, chwaląc czyjeś zasługi na polu społecznym, wykrzyknął:
?Niech żyje uczciwość! ? A z czego? ? zapytał znajdujący się na sali znamienity pisarz, tłumacz i krytyk Tadeusz Boy Żeleński1.

 

Kilka słów o niezwykle nabrzmiałej sytuacji w mass mediach ? naszym oknie, jak to się niegdyś mawiało, na... okrojone skrawki rzeczywistości, sprowadzonej przede wszystkim do polityków oraz komentarzy dziennikarzy.

Na początek zdefiniujmy, co to są właściwie te "mass media": otóż, jest to taka sytuacja, kiedy jeden albo niewielu może zrobić krzywdę na ciele (wraz z portfelem) i umyśle bardzo wielu i jeszcze na tym zarobić poważne pieniądze. Główną zaletą telewizora jest to, że możemy go wyłączyć, a gazety, że możemy w nią zawinąć drugie śniadanie (jeśli oczywiście na nie zarobiliśmy, wykazując się dostateczną świadomością rynku, albo ? co jest o wiele prostsze ? pijąc herbatkę na urzędniczym etacie).
Niestety, mało kto ma tyle siły, aby nie obejrzeć przynajmniej jednego dziennika wieczorem, w którym jakiś pan o marsowym spojrzeniu, ubrany w ciemny, elegancki garnitur wraz z szalenie szczupłą panią, z piersiami podanymi do przodu (miejmy nadzieję, że naturalnymi) i wielkimi oczami, jak u tego wilka, co zjadł babcię razem z Czerwonym Kapturkiem, powiedzą nam różne pożyteczne rzeczy. Na przykład: jaka będzie pogoda, dzisiejszą liczbę ofiar wypadków i gwałtów, prognozy na zbliżająca się wojnę czy zagładę światową z powodu oziębienia lubo ocieplenia klimatu. Jeśli akurat nowej bzdury nie palnęli politycy, których wydawca nie lubi, niechybnie dowiemy się czegoś nowego o ptasiej grypie. I wszystko to ze stosownym wyrazem twarzy, dzięki któremu wiemy zwykle od razu, co mamy ? siedząc w gaciach na kanapie ? myśleć i czuć, kiedy Państwo raczą do nas mówić. Istnieje, co prawda postulat oddzielenia faktów i komentarzy, jednak (jak da się zauważyć) często słuszna troska o nasze dobro przeważa. Nie ma większej zakały, niż samodzielnie myślący i krytyczny odbiorca. Nie raz taka sytuacja doprowadziła do nieszczęść.
Media dzielą się na papierowe, czyli takie, którymi ? jak mówią ? można zabić polityka i muchę, oraz elektroniczne, które mają, co do polityków podobne zastosowanie, ale, niestety, nie stosują się do owadów. Istnieją jeszcze inne podziały, niemniej nie mają dla naszych rozważań większego znaczenia. Istotne jest, co czytamy i oglądamy, żeby wiedzieć, co mamy myśleć, aby nie wypaść na głąba w swoim otoczeniu. Bez względu na to czy interesuje nas polityka, czy medialne wzwody artystki Dody.
Są media prywatne, czyli takie, z których dziennikarza można wyrzucić na zbitą mordę na bruk bez specjalnego kłopotu (ponieważ nie realizuje linii) i publiczne, w których jest zasadniczo tak samo, jednak zależy to bardziej od aktualnego układu politycznego. Różnica jest także taka, iż telewizja państwowa ma misję. Objawia się to głównie tym, że przedstawiciele tejże telewizji państwowej mówią, że potrzeba im więcej pieniędzy na jej realizowanie. Misja polega na zapewnieniu bytu niezliczonej ilości pracowników telewizji i ich kolegów, a że jest ich niemało, w rzeczy samej nie jest to misja łatwa ani prosta, aby wyżywić i obuć taką gromadę ? wymagających bądź, co bądź ludzi. Materiałów, zdaniem tych, którzy podejmują decyzje ? kontrowersyjnych, nie nadaje się wcale lub w porach późnonocnych i przeznaczone są dla odbiorców tkniętych zmorą bezsenności i wampirów bez zębów (te z zębami polują w nocy, ponieważ w dzień wysysa krew z ludzi ZUS i fiskus, przy których Dracula to marny detalista).
Mass media charakteryzują się tym, że za nimi ktoś stoi. Czasem wiadomo kto, a czasem nie. Zwykle nie tylko stoi, ale też realizuje swoje określone cele i interesy (jak to się mówiło, "manipuluje członkami pod płaszczykiem"). Zazwyczaj chodzi o sprawy znane od początku świata: władzę i pieniądze (a wtedy i o seks dużo łatwiej).
Każda redakcja ma ? teoretycznie biorąc ? określoną linię. Linia to coś takiego, o co chodzi przy okazji zarabiania jak największej ilości pieniędzy, żeby nie wyglądało, że chodzi wyłącznie o tłuczenie kasy, pacyfikowanie przeciwników politycznych i biznesowych, a też i o inne sprawy, takie jak szczęście i zdrowie małych, fajnych dzieci i dziurę ozonową. Często chodzi też o liberalizm (w sensie popierania go lub zwalczania), aczkolwiek mało kto definiuje, co to takiego, co bardzo pomaga dyskusji, ponieważ pozwala na zupełne rozmijanie się dyskutantów, dzięki czemu nigdy nie dojdą do konstruktywnych wniosków i mogą na nieustannym dyskursie zarabiać do końca świata.
Dyskusje telewizyjne pełnią zresztą głównie funkcję rozrywkową, ponieważ jest coś takiego w człowieku, że lubi patrzeć, jak jeden polityk czy dziennikarz dokłada do pieca drugiemu. W większości prym wiodą sofiści, manipulatorzy, demagodzy i krzykacze, stronniczy dziennikarze, czyli przede wszystkim tacy, którzy umieją nie słuchać innych wcale oraz nie dopuszczać ich do głosu, co jest podstawowym warunkiem sukcesu (wyrażanego, na przykład, ilością esemesów wysłanych przez gawiedź).
Telewizja publiczna, stanowi harmonijne połączenie dzikiego zachodu z równie dzikim wschodem, także pod względem panujących tam reguł, łącznie z zesłaniem do regionalnego programu trzeciego.
Ważną rolą mediów jest stwarzanie ludziom fantastycznej okazji do mówienia o sobie samych. Każdego dnia powstają dziesiątki programów z cyklu: "Moje refleksje o mnie", "Ja i moja bogata osobowość", "Jestem ładna, ale taka jest prawda". Programy te z napięciem ogląda cała reszta ludności i marzy o tym, aby być zaproszonym do tokszoła i opowiedzieć barwnie o swoim pożyciu seksualnym z sąsiadem lub nawet ze współmałżonkiem, o molestowaniu seksualnym czy kontaktach z duchami i UFO. Zdarzają się sytuacje, że wielomilionowej rzeszy telewidzów ten czy ta opowiada o czochraniu swoich miejsc intymnych oraz nonkonformistycznych preferencjach seksualnych.
W ogóle telewizje pełne są ludzi, którzy pogardzają tanią popularnością, niemniej wstają o 3 rano i lecą na łeb na szyję do programu "Próżność lub zapomnienie", aby o 6.03 opowiadać ? ludziom robiącym w toalecie te rzeczy, jakie zwykle się robi po wstaniu z łóżka ? o społeczeństwie otwartym i poglądach na to Karla Poppera, metodach obróbki termicznej oscypka polskiego, nowych trendach w paryskiej modzie.
Wszystkie generalizacje są uproszczeniem, niemniej można zaryzykować tezę, że duża część osób produkujących się w telewizji jest do tego stopnia oryginalnych i nonkonformistycznych, że właściwie są w niczym nie do odróżnienia. Warunkiem takiego stanu jest wytworzenie w sobie osobowości telewizyjnej, jako specyficznej formy świętości na Ziemi i okolicach.
Mass media, teoretycznie rzecz biorąc, winne ludzi ze sobą komunikować i rzeczywiście czasem to się zdarza, jednak najczęściej jawnie albo tajnie namawiają ludzi do przyjęcia określonych poglądów politycznych i społecznych oraz zakupu fantastycznie długiego i efektywnego w użyciu papieru do tyłka.
Zachodzi pytanie: kto dał "im" prawo do sprawowania rządu dusz? Odpowiedź jest banalnie prosta. Robimy to my sami, kupując gazetę, włączając rado i telewizor. Inaczej mówiliby i pisali do nikogo. Dobrze nam tak, samiśmy sobie winni, że płacimy taką cenę za ciekawość.
(?)
Marek Warecki,
Wojciech Warecki

Wyświetlony 4388 razy
Marek Warecki, Wojciech Warecki

Najnowsze od Marek Warecki, Wojciech Warecki

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.