niedziela, 01 sierpień 2010 11:37

Ucieczki syberyjskich zesłańców

Napisane przez
Na przełaj przez Syberię
Egzekucja trwała od 9 rano do 4 po południu 2 marca 1837 roku w fortecy w Omsku. Ksiądz Jan Sierociński został skazany na karę śmierci, zamienioną na 6 tysięcy batogów za zorganizowanie zbiorowej ucieczki Polaków. Skazany stanął między dwoma szeregami wojska po tysiąc żołnierzy każdy. Po tysiącu kijach ? wspominał zesłaniec Rufin Piotrowski, któremu później udało się uciec ? padł w śnieg cały krwią zlany, omdlały i prawie bez przytomności. Gdy nie mógł się już podnieść, przywiązano go do sań i wleczono między szeregami. Po czterech tysiącach razów jeszcze oddychał, po czym Bogu ducha oddał. Mimo to wymierzono mu dalsze dwa tysiące razów. Jego ciało stłuczone, posiekane na zrazy lgnęło do kijów i precz odlatywało; nagie tylko kości się bieliły, które prawie przetrącano, a wnętrzności widać było. Zwykłą karę śmierci zamieniono na karę śmierci okrutniejszej.
Syberia była przez dwieście lat dla Polaków symbolem represji, prześladowań, wygnania za dążenia niepodległościowe i przeciwstawianie się rosyjskiemu, a później sowieckiemu panowaniu. Pamięć o deportacjach z okresu II wojny światowej i po niej jest nadal żywa, bo wzmocniły ją świadectwa o dziesiątkach tysięcy ludzi, którzy przeszli przez syberyjskie łagry i etapy, co dotknęło zwłaszcza Polaków z dawnych Kresów wschodnich, których część się uratowała, wychodząc z Rosji z armią Andersa na Zachód. Przyćmiła wcześniejszą pamięć o zesłaniach na Sybir za carskiej Rosji. Jest ona słabsza, ale za to utrwalona w świadomości narodowej jako wspólne już doświadczenie własnej tożsamości po prześladowaniach, jakie nastąpiły po powstaniach 1831, 1846 i 1863 roku. Wtedy to rozpoczęła się tradycja wygnania i zesłania jako kary za obronę polskości, która w XX wieku była kontynuowana w deportacjach i łagrach sowieckich.

Przedsionek piekieł
Jeśli Syberia XIX wieku była miejscem wygnania i kary, to jednak z zachowaniem pewnych praw należnych zwłaszcza warstwie szlacheckiej, natomiast Syberia XX wieku stała się już miejscem bezwzględnego, choć często powolnego, połączonego z nie-wolniczą pracą, wyniszczenia. Ten "postęp" w eksterminacji i represjach władz rosyjskich i sowieckich można łatwo zauważyć dzięki świadectwom polskich wygnańców po powstaniach XIX wieku i Polaków deportowanych w okresie II wojny światowej. Jeśli XIX-wiecznemu zesłańcowi i uciekinierowi Wincentemu Migurskiemu Syberia wydawała się piekłem, gdy wspominał: Sybir ? dolina płaczu i obszerne więzienie, któremu tylko drzwi piekielnych i napisu Dantego brakuje, to okazywała się tylko przedsionkiem do prawdziwego, totalitarnego piekła, jakim była w wieku XX, znanym choćby z Innego świata Gustawa Herlinga-Grudzińskiego.
Syberia była więzieniem bez krat, obozem pracy bez drutów. Sama jej niezmierzona przestrzeń była nieprzekraczalną, zdawało się, granicą, zastępującą mury i zasieki. Powstrzymywała więźniów, którzy śmieliby ją pokonać, sama strzegła rosyjskiego systemu kar, reedukacji, izolacji. Każda próba wyrwania się z syberyjskiej matni graniczyła z szaleństwem. A jednak takie wypadki zdarzały się, i to częściej niżby się wydawało, zwłaszcza w XIX wieku. Przekonuje o tym pasjonująca książka Wiktorii Śliwowskiej Ucieczki z Syberii. Znana jest awanturnicza ucieczka Maurycego Beniowskiego, konfederaty barskiego, opisana w jego własnych pamiętnikach, która przyczyniła się do powstania jego legendy już w czasach romantyzmu. Było jednak wiele innych ucieczek, najczęściej nieudanych, ale świadczących o niespokojnym duchu Polaków, przede wszystkim zaś o niezgodzie na carskie wyroki i represje. Nie były to oczywiście ucieczki zbyt częste w stosunku do liczby zesłańców, ale były jednak zjawiskiem znaczącym, które poniekąd zmienia nasze wyobrażenia o Sybirze jako krainie niewoli i strachu, z której w żaden sposób nie da się wyrwać i uwolnić.
Największe fale zesłań nastąpiły, oczywiście, po powstaniach. Jeśli po Powstaniu Listopadowym naliczono około 1300 zesłańców, to po Powstaniu Styczniowym było ich już około 40 tysięcy. Zesłania po klęsce Powstania Styczniowego ? pisze autorka ? stanowiły jedyny w XIX stuleciu przypadek masowych deportacji, będących istotnym składnikiem polityki wewnętrznej Imperium Rosyjskiego ukierunkowanej na zachowanie jego integralności. W pierwszej połowie XIX wieku największą, wbrew pozorom, karą było wcielenie do wojska, "w sołdaty". Nie było ono wcale lżejsze od przymusowej pracy czy osiedlenia, zwłaszcza na najdalszej Syberii. Oznaczało przynajmniej 15 lat służby w najcięższych warunkach, a po zwolnieniu "za dobre sprawowanie", także gotowość do każdego poboru. Wielu Polaków służyło w Korpusie Syberyjskim, Kaukaskim czy Orenburskim, które prowadziły kampanie podboju na rzecz Imperium Rosyjskiego, na Kaukazie i wśród ludów azjatyckich. Kara ciężkich robót obejmowała częściej warstwy niższe po powstaniu styczniowym, ale nie była to jednak bezwzględna, wyniszczająca praca ponad siły, jak w sowieckich łagrach. Władzom carskim chodziło przede wszystkim o izolację i resocjalizację "polskich buntowników", a także o kolonizację najdalszych obszarów Imperium. Jako poddani carscy mieli jednak Polacy prawo do powrotu, z czasem najpierw do "guberni wewnętrznych", a później, w miarę poprawy, nawet do Królestwa Polskiego. Nikt jednak ? pisze autorka ? nie zmuszał zesłańców do pracy ponad siły, dostawali nędzne ? to prawda ? zasiłki, opłacano im komorne i dawano pieniądze na opał, nie wysyłano do kolonizowanych bezludnych regionów, w których warunki życia urągały wszelkim normom cywilizacyjnym. Władze doskonale wiedziały o złocie na Kołymie, lecz doszły do wniosku, że zapewnienie tam katorżnikom i osiedleńcom znośnych warunków bytowych czyni to przedsięwzięcie nieopłacalnym. Nawet w Jakucji, którą można nazwać "karcerem" Syberii, bo zsyłano tam uważanych za najbardziej niepokornych zesłańców postyczniowych, nikt spośród 300 osób, które tam podówczas trafiły, nie zginął śmiercią głodową, a wielu prosiło ? już po odzyskaniu praw ? o wyjazd do tamtejszych kopalń złota w nadziei, że zbiją tam majątek.
Mimo to myśl o wydostaniu się z syberyjskiego zesłania nie opuszczała wielu Polaków, zwłaszcza tych, którzy uczestniczyli w powstaniach. W 1835 roku doszło do ucieczki z okolic Irkucka Piotra Wysockiego, legendarnego przywódcy spisku listopadowego, wraz z siedmioma towarzyszami niewoli. Wcześniej, w 1833 w Omsku, w Syberii Zachodniej, który obok Tobolska stanowił główny ośrodek, przez który biegły szlaki zesłańców na wschód i zachód, powstał rodzaj spisku, w którym rozważano plany powstania zbrojnego, a w razie niepowodzenia, zbiorowej ucieczki. Spisek organizowali ks. Jan Sierociński, Ksawery Szokalski, Władysław Drużyłowski. Objął on szersze kręgi zesłańców, zachęconych planami zbiorowej ucieczki. Udaremniły ją donosy dwóch polskich zesłańców Wincentego Grudzińskiego i Jana Wysockiego oraz agenta prowokatora Rafała Fedorowicza, który miał rozgłaszać, że konspiratorzy chcą oderwać Syberię od Rosji i, wykorzystując niechęć okolicznych ludów, założyć własne państwo. Po śledztwie i okrutnej egzekucji opisanej na początku, trzej inni Polacy Szokalski, Milidin i Zubczewski, po trzech latach więzienia, podjęli próbę ucieczki zimą 1836 roku. Schwytano ich jednak już po kilku dniach. W następnym roku udało się uciec włościaninowi Andrzejowi Piotrowskiemu, ale o jego dalszych losach nic więcej nie wiadomo.

Mydło firmy Wysocki
Piotr Wysocki skazany został po Powstaniu Listopadowym na karę śmierci (na propozycję ułaskawienia odpowiedział: Nie dla tegom broń podjął, ażebym prosił cesarza o łaskę, ale dlatego, żeby jej mój naród nigdy nie potrzebował). Dopiero w 1834 roku zamieniono ją na 20 lat ciężkich robót w kopalniach syberyjskich. Na Syberię, jak pisze Wiktoria Śliwowska, szedł wraz z Franciszkiem Malewskim, skuty łańcuchami, starym zesłańczym szlakiem, ku swemu, jak mniemał, przeznaczeniu. Zanim dotarli do Aleksandrowska koło Irkucka, obmyślali zapewne sposób odwrotu, bo już w dziesięć dni po przybyciu podjęli szaleńczą próbę ucieczki z kilkoma innymi rodakami, którą opisywał Agaton Giller, gdy poznał później Wysockiego: ułożyli plan ucieczki przez Syberię, góry ałtajskie, Turkiestan do Indii, skąd chcieli na angielskich statkach dostać się do Europy. Niestety, i tu trafił się zdrajca, którym był podający się za powstańca pospolity kryminalista Feliks Kasperski. Wcześniej już zapewne donosił Rosjanom, a Wysockiego oskarżył, że ten zamierzał podburzyć Kirgizów i Chiny przeciw Rosji. Rosyjska obława ujęła uciekających łodzią na rzece Angarze. Wysocki został postrzelony, skazano go, jak i jego towarzyszy, na półtora tysiąca batogów. Długo panowało przekonanie, że nie przeżył tej egzekucji. Dopiero dużo później Rufin Piotrowski donosił w swych wspomnieniach, ogłaszanych w prasie emigracyjnej, że Wysocki żyje. Powoływał się na relację Rosjanina-dekabrysty, który zaświadczał, że Wysocki był okrutnie, nielitościwie bity, tak że ledwie pod kijami nie skonał i prawie nieżywego zanieśli do lazaretu. Przeżył jednak i osadzono go w twierdzy Akatuja przeznaczonej dla zbrodniarzy i kryminalistów. Kiedym był w Syberii ? wspominał ów Rosjanin ? Wysocki był jeszcze w Akatui i w chwilach wolnych od pracy trudnił się robieniem małych kwadratowo-wypukłych mydełek, widziałem jedno mydełko jego roboty z napisem: P.W. Akatuja. Dopiero w 1857 roku na mocy amnestii carskiej pozwolono mu na opuszczenie Syberii. Nie mogąc jednak wrócić do Warszawy, osiedlił się w rodzinnej Warce.
Zbiorowe ucieczki i spiski nie udawały się. Największy bunt Polaków, powstanie zabajkalskie już po Powstaniu Styczniowym, zostało krwawo stłumione. Łatwiejsze były, wbrew pozorom, ucieczki indywidualne lub rodzinne. Zdarzało się, że żony jechały dobrowolnie za skazanymi mężami, by nie zrywać więzów rodzinnych. Syberia nie stanowiła często przeszkody w prawdziwej, wzajemnej miłości. Na Sybirze rodziły się dzieci zesłańców, powstawały nowe ich pokolenia.

Podróże do piekieł i z powrotem
Najbardziej znana, także w Rosji, dzięki Tołstojowi i jego opowiadaniu Za co?, była romantyczna i zarazem tragiczna historia małżeństwa Almy i Wincentego Migurskich. On skazany powstaniec i emisariusz, ona, jeszcze niezamężna, poszła za nim bez wahania na wygnanie. Pobrali się na Syberii, wkrótce urodziła się im córka, która jednak zaraz umarła. Gdy nie zgodzono się na pochowanie dziecka na cmentarzu, Migurscy podjęli plan niezwykłej ucieczki. On upozorował samobójstwo, pozostawiając na brzegu rzeki swoje ubranie, ukrył się w skrytce, przygotowanej wcześniej w swoim mieszkaniu. Ona rozpoczęła starania o zgodę na wyjazd do Galicji. W tym czasie urodziła się im druga córka, która również wkrótce zmarła. Gdy Migurska dostała paszport, wspólnie, także ze służącą, Polką, zorganizowali wyjazd. Wykopali szczątki dzieci i umieścili w dwóch trumienkach, które załadowano na wóz, gdzie w specjalnej skrytce ukrył się Migurski. Niestety, po kilkuset kilometrach podróży, powożący Kozak odkrył przypadkiem ukrytego Migurskiego i doniósł władzom rosyjskim. Jako recydywistę skazano go na zesłanie aż za Bajkał, do najdalszej Syberii. Żona podążyła za nim po raz drugi. Wycieńczona, schorowana, po urodzeniu kolejnego dziecka zmarła w 1843 roku. W następnym zmarło trzecie dziecko Migurskich, syn Konrad, który został pochowany obok matki. Migurski pozostał sam w Irkucku, jak się zdawało, dożywotnio. Dopiero w 1859 roku, po 24 latach wygnania, które opisał w swych pamiętnikach, pozwolono mu na powrót do kraju.
Udała się natomiast nie mniej romantyczna i zuchwała ucieczka już po Powstaniu Styczniowym małżeństwa Dąbrowskich, Pelagii i Jarosława, legendarnego później przywódcy Komuny Paryskiej. Pobrali się w warszawskiej Cytadeli, gdzie Dąbrowski był więziony i oczekiwał na wyrok. Był to wyrok śmierci, zamieniony później na 15 lat ciężkich robót na Syberii. Pelagia została w tym czasie osobno skazana na wygnanie i osiedlenie w bliższej części Rosji. W Moskwie udało się Dąbrowskiemu, z pomocą zaprzyjaźnionych Rosjan z organizacji "Ziemla i Wola" ujść policji w przebraniu kobiecym. Konspiratorzy rosyjscy, by zmylić tropy, rozsyłali wiadomość, którą dostała także żona, że Dąbrowski zbiegł z Rosji i wyjechał na Zachód. W tym czasie sam Dąbrowski przebywał w Moskwie i organizował całe biuro, przygotowujące fałszywe paszporty także dla innych uciekinierów, planując jednocześnie wspólną ucieczkę z żoną. Po kilku miesiącach i niebezpiecznych perypetiach udało im się wyjechać z Petersburga statkiem do Kopenhagi, a później do Paryża.
Najtrudniejsze były, oczywiście, ucieczki indywidualne. Wiktoria Śliwowska opisuje ucieczki niesłychanych śmiałków, takich jak Mineyko, Okinczyc czy bardziej znany ze swych pamiętników Szymon Tokarzewski, trzykrotnie zsyłany na Sybir w 1844, 1862 i 1864 roku. Wśród nich wyróżnił się szczególnie pierwszy samotny uciekinier Rufin Piotrowski, który po Powstaniu Listopadowym wyjechał do Francji, by później powrócić już jako emisariusz pod nazwiskiem Joseph Catharro. Został ujęty w Kamieńcu Podolskim i skazany na zesłanie, w 1844 roku trafia do Jekaterynska pod Tarą koło Omska. Długo przygotowuje się do ucieczki, by w 1846 roku rozpocząć niesłychaną wyprawę przez Tobolsk, Tiumeń, Czerdyn, Wielki Ustijug na północ aż do Archangielska, a stamtąd do Petersburga, gdzie dostaje się na statek i płynie etapami do Królewca. Tam, u kresu swej ucieczki, omal nie zostaje schwytany. Dalej przez Szczecin i Heidelberg dociera do Francji i Paryża, który opuścił trzy lata wcześniej w 1843 roku. Wyruszył z Syberii na początku lutego, dotarł do Paryża w końcu października 1846 roku.
Autorka opowiada w swej książce o wielu podobnych, niezwykłych, nieomal sensacyjnych ucieczkach polskich zesłańców. Najdziwniejsza może była sprawa Wilhelma Grossmana, który skazany po powstaniu styczniowym zbiegł z Syberii, przebył całą Rosję i Europę, dotarł do Francji, a stamtąd do Algierii, gdzie wstąpił do Legii Cudzoziemskiej. Po jakimś czasie napisał list do władz carskich, że chciałby wrócić do Rosji i nie czekając na odpowiedź udał się do Galicji. Przewieziony do Warszawy został ponownie skazany na karę śmierci, zamienioną na 20 lat ciężkich robót i powędrował znów na Syberię. Tam założył rodzinę i osiedlił się koło Irkucka.
Jak wiadomo, wielu zesłańców pozostało na Syberii na zawsze, dając początek pokoleniom polskich osadników, dorabiając się nawet lub poświęcając, jak Dybowski, Czerski czy Czekanowski, pracy badawczej o nieznanych jeszcze krainach i ludach Syberii.

Wiktoria Śliwowska, Ucieczki z Sybiru, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2005
Marek Klecel
Wyświetlony 8064 razy
Więcej w tej kategorii: « Dług Honorowy Dekalog konserwatysty »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.